niedziela, 19 stycznia 2020

959. Konkurs książkowy nr 168


Nadchodzący tydzień jest ostatnim pełnym tygodniem stycznia, więc czas na tradycyjny konkurs książkowy – z numerem 169. Rok zacznijmy od trzymającej w napięciu lektury kryminalnej. Mam dwie nowe książki autorstwa skandynawskiego duetu Anders Roslund i Börge Hellström, po jednej, wysyłanej losowo do zwycięzców. Pierwsza z opowieści została nawet sfilmowana [niestety nie miałam okazji obejrzeć tego filmu, choć zapowiada się intrygująco, jak na kino rozrywkowe]. A w paczce oprócz...

3 sekundy
lub
3 minuty

...znajdzie się jeszcze co nieco do poczytania. Sponsorem książkowych nagród jestem ja! Kto chętny, niech się wpisze w komentarze pod tym postem. Macie czas do najbliższej piątkowej północy; rozwiązanie konkursu w sobotę 25 stycznia. Zapraszam!

sobota, 4 stycznia 2020

958. Rozdanie nr 167 - sylwestrowe


Cały dzień w biegu, a po powrocie brak dostępu do netu :-/ Zadrżałam, ale tylko chwilkę ;-) to w końcu nie ode mnie zależy, ot, życie... od uzależnień trzeba się uwalniać, krok po kroku... Ale dzień za to miałam piękny i owocny – po rannej wizycie w laboratorium [ciąg dalszy badań :-/ ] wybrałam się z drogą mi E. na spacer po mieście w poszukiwaniu... turkusowego cienkopisu ;-) o którym zamarzyła i niezwłocznie zapragnęła mieć. Wylądowałyśmy też na trochę w „Werandzie”, która wyglądała dziś wyjątkowo ładnie i dała nam chwilę wytchnienia [fotki powyżej]. Mnóstwo wesołych anegdotek sobie opowiedziałyśmy, ale i wspomnień snułyśmy co nieco przy cynamonowym cappuccino – mniam! Za oknem szalał deszcz i świstał wiatr, a my miło spędziłyśmy czas „pomiędzy” w jednej z moich ulubionych, zawsze przytulnych kawiarenek w Poznaniu. Eh! Aż szkoda, że tak rzadko to robię...

* * *

Ale! Sylwester za nami, konkurs ostatni w roku 2019 za nami, a nowy rok wkracza, a raczej już rozhulał się ze swoimi szaleństwami. Muszę przyznać, że od ponad dwóch miesięcy żyję w takim stresie, że wręcz trudno mi oddychać. To, co dzieje się w Australii, przeraża mnie. Codziennie niemal piszę i SMS-uję do moich przyjaciół pod Sydney z zapytaniem, czy są bezpieczni, czy nic im nie grozi, jak sytuacja, co mogę zrobić, choć – racjonalnie myśląc – przecież nic nie mogę zrobić :-/ Nawet gdybym była tam, na miejscu, pewnie poza pocieszaniem nic bym nie potrafiła zmienić. Nie wstawię tu ani jednego zdjęcia z tego dramatu, jest ich tyle w necie, że kto chce, może sobie zafundować nocne koszmary, ja już mam dość i czekam na wieść, że leje, pada deszcz, nie ma burzy, temperatury zelżały, a ogień został ugaszony, definitywnie, na 100%... Od września w pożarach ponad 500 milionów zwierząt zginęło, bądź musiało być uśpionych ze względu na oparzenia, są też ofiary śmiertelne wśród ludzi; trwają nienotowane dotychczas ewakuacje mieszkańców z zagrożonych regionów, powietrze „pachnie” dymem i popiołem, niebo zasnute jest pomarańczową łuną - jakby to nie Ziemia, a Mars był :-/ ...a w odległej Nowej Zelandii lodowce zmieniły kolor... Czy to da się pojąć? A co o tym myślą w Europie, w Polsce? Czy są jakieś wnioski? Zaplanowano jakieś kroki zaradcze, ochronne, zmieniające ten pęd do zagłady...? I chyba tu zakończę, bo obiecałam sobie - żadnej polityki, żadnej religii na moim blogu :-/ Do przemyślenia.

* * *

Wracając do przyjemniejszych rzeczy. Sylwestrowa propozycja konkursowa zaciekawiła was, na co bardzo liczyłam. Cieszę się, że zarówno powieść, jak i strona graficzna również przyciągnęła wzrok. I tak, jak ktoś wspomniał, okładka robi wrażenie, szczególnie zaś gdy się ją dotknie! Na wachlarz położono dodatkowy lakier, tzw. puchnący, czyli pod palcami, muskając ilustrację, wyczujecie fiszbiny wachlarza. Cudo! Polecam! A ten jeden egzemplarz, który mam na rozdanie konkursowe, poleci do...

-> Kamila <-


...której bardzo gratuluję! :-)
Obowiązkowy przypisek: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu, po czym usuwam z pamięci komputera itp. itd.”.

* * *

Dalej nic nie obiecuję, „bom niepozbierana”, jak mawia moja przyjaciółka ;-) Nie wiem, co będzie z blogiem, nie snuję też rozmyślań konkursowych... ale raczej nic się nie kończy, mam jeszcze ciutkę sił w zanadrzu ;-) Dla cierpliwych oczekiwanie na wieści to nic trudnego, prawda? Zatem pa, buziaki, na razie!



środa, 1 stycznia 2020

Nowy Rok 2020


Szczęśliwego, pięknego nowego roku 2020!
od M. :-)


poniedziałek, 30 grudnia 2019

957. Dzień trzydziesty po raz drugi - konkurs nr 167 na koniec roku 2019


Za oknami już od wczoraj strzelają fajerwerkami i kapiszonami co bardziej niecierpliwi ;-) choć, o ile wiem, nie wolno tego robić, prawda? Pozwolenie jest tylko na ten konkretny dzień, a nawet wieczór? Ale wiadomo ;-) nie da się odebrać tej „radości” robienia huku dzieciakom i co poniektórym dorosłym ;-) „Trza wytrzymać” - jak mawia prawie-ludowa mądrość. Ale jutro to dopiero będzie hałas i efekty świetlne na niebie! Koniec roku, sylwester, wyjścia na bale, do opery, na koncerty... zabawy w domach, na dworze...

À propos Opery... Paryskiej tym razem! ;-) Nie miałam jeszcze okazji zwiedzić jej osobiście, ale sądzę, że to nadrobię jak szybko się da, bo w kolejnej - i ostatniej w tym roku - odsłonie konkursu książkowego, z numerem 167, chciałabym zaproponować powieść, klasykę literatury francuskiej, która sławi tę piękną budowlę i to, co oferuje swoim gościom. Myślę, że wszyscy miłośnicy romantycznej lektury z nutką grozy, zwłaszcza my, dziewczyny ;-) znamy i kochamy tę powieść, a przynajmniej jej adaptacje filmowe czy musicalowe. Dla zainteresowanych: właśnie ukazało się nowe, pełne, wzbogacone o dodatki [liczne przypisy umieszczone na końcu powieści, by nic nie odciągało czytelnika od losów głównych bohaterów; o rozbudowane posłowie, notę biograficzną, bibliografię oraz - nowocześnie! - zbiór linków dla wzbogacenia wiedzy] przepiękne edytorsko wydanie Upiora Opery! a ja mam dla Was egzemplarz tej książki na rozdanie sylwestrowe! Dodam jeszcze kilka słów od współtwórców tego nowego wydania.


*

Powieść Gastona Leroux długo czekała na uznanie w Operze Paryskiej. Jeszcze kilka lat temu niepisana zasada dyktowała obowiązek przemilczania postaci Upiora Opery podczas wycieczek z przewodnikiem po gmachu Palais Garnier. [...] Od tego czasu wiele się zmieniło i zarządcy Palais zdali sobie sprawę jeśli nie z kulturowych, to przynajmniej z komercyjnych walorów faktu, że jeden z głównych zabytków Paryża dorobił się literackiego ducha. W obecnie znacznie powiększonym sklepie z pamiątkami można nabyć różne wydania powieści oraz jej przeróbek (np. w formie komiksu). Z legendy Upiora całkiem jawnie korzysta otwarta w 2011 roku nowoczesna restauracja znajdująca się w bocznym skrzydle budynku. W tym samym roku na drzwiach loży numer pięć umieszczono metalową tabliczkę z napisem „Loge du Fantôme de l’Opéra”. Można więc cieszyć się, że wreszcie doceniono znaczenie opowieści, która rozsławiła Operę Paryską na cały świat – nawet jeśli powody tej zmiany nastawienia były czysto merkantylne. [dr Dorota Babilas]

*

Najbardziej znanym dziełem Gastona Leroux jest Upiór Opery, opublikowany po raz pierwszy w 1910 roku [Powieść ukazywała się w odcinkach w paryskiej gazecie „Le Gaulois” od 23 września 1909 do 8 stycznia 1910 roku, następnie w marcu 1910 została wydana w formie książkowej w wydawnictwie Pierre Lafitte. Wewnętrzna chronologia oraz nawiązania do dzieł muzycznych sugerują, że akcja umieszczona jest na początku lat 80. XIX wieku, prawdopodobnie w roku 1881. (dr Dorota Babilas)]. Autor opowiadał, że inspiracją do napisania tej książki była jego wizyta w gmachu Opery Paryskiej, zwłaszcza w jej podziemnej części. Niekończące się podziemne korytarze, tajemnicze piwnice, podziemne jezioro, które przy zapalonej lampie było widoczne przez kraty w podłodze, były wymarzoną scenerią jakiejś niesamowitej historii. Przypomniał też sobie wtedy o nieszczęśliwym wypadku, jaki wydarzył się w Operze w 1896 roku, kiedy to jeden z odciążników żyrandola spadł w czasie przedstawienia wprost na głowy publiczności. Zainteresowany historią budowy gmachu, dowiedział się, że trwała ona czternaście lat, częściowo przypadając na burzliwe lata oblężenia Paryża przez wojska pruskie w 1871 roku oraz na czas Komuny Paryskiej, gdy gmach Opery został zamieniony w kwaterę główną komunardów, a w jej podziemiach urządzono więzienie z prowadzącym doń sekretnym tunelem. Tak narodził się Erik, tajemniczy osobnik, który zadomowił się w podziemiach gmachu, zbudowawszy tam sobie wygodne lokum.

Konstruując swą powieść, autor przemyślnie posłużył się metodami reporterskimi, przytaczając różne dokumenty – jak fragmenty ówczesnych tekstów dziennikarskich, stenogramy policyjnych zeznań, zachowane listy protagonistów, wypowiedzi postronnych świadków – w sposób sugerujący ich wiarygodność, dzięki czemu zdołał nadać powieści pozory autentyczności. Prawdziwe fakty, realnie istniejąca sceneria i rzeczywiste postacie mieszają się tu z wymyślonymi bohaterami tak, że rozróżnienie, co należy do fikcji, a co do rzeczywistości, jest trudne dla niezorientowanego czytelnika
. [Andrzej Wiśniewski]

*

W 2005 roku – prawdopodobnie na fali popularności filmowej wersji musicalu Webbera z 2004 roku – powstał zupełnie nowy (w sumie czwarty) przekład powieści Leroux, autorstwa Andrzeja Wiśniewskiego, który jest podstawą niniejszego wydania. W odróżnieniu od wcześniejszych edycji był on najpełniejszy (choć wciąż niekompletny, co uzupełniono obecnie) w stosunku do oryginału. Tłumaczenie to zostało gruntownie przejrzane, usunięto pojawiające się w nim błędy (głównie dotyczące operowego tła akcji powieści) oraz opatrzono przypisami. Możemy więc z dumą powiedzieć, że po ponad stu latach od napisania Upiór Opery Gastona Leroux wreszcie trafia do rąk polskiego czytelnika w formie, która oddaje sprawiedliwość zarówno temu interesującemu pisarzowi o wyrazistym, wyjątkowym stylu, jak i samemu dziełu, które przeszło zwycięsko próbę czasu i z biegiem lat zyskało status klasycznego. [dr Dorota Babilas]

* * *

I jak? Zaintrygowani? ;-) Dodam od siebie, że mam książkę już w swoich zbiorach i nie mogę się nacieszyć jej wyjątkową oprawą graficzną. Wewnątrz znajdziecie 38 ilustracji, obrazów olejnych autorstwa Anne Bachelier [ur. 1949 w Louvigné-du-Désert we Francji, i jest nawet na FB! sic! ;-) KLIK!], artystki o wyjątkowej wyobraźni i wyróżniającym się stylu. Jestem pewna, że zakochacie się w tej znanej przecież niemal każdemu opowieści po raz kolejny, czy to za sprawą samej powieści, czy ponownie obejrzanemu filmowi, czy musicalowi..., i - tak! - również dzięki jej ilustracjom. Anne prowadzi bloga -> KLIK!, na którym pokazuje każdą swoją kolejną intrygującą pracę. Polecam szczególnej uwadze! :-)

A co do konkursu - czas: start! Macie czas do piątkowej północy. W sobotę, tę najbliższą, już noworoczną, podam, do kogo poleci Upiór Opery w najnowszym wydaniu plus małe co nieco. Zapraszam! A poniżej jeszcze kilka ilustracji na zachętę...

© Anne Bachelier

956. Dzień trzydziesty - rozdanie nr 166

© ThePrintsBoutique

Dziękuję za życzenia, naprawdę, z całego serca! Chyba rekordowa liczba osób wpisała się pod postem jubileuszowym, za co raz jeszcze – serdecznie dziękuję! :-) Za życzenia i słowa otuchy szczególnie! Choć muszę przyznać, że mnie sumienie gryzie... bo co to za blog, na którym niemal nic się nie dzieje? Gdzie nie ma co poczytać, ani nawet już co oglądać? :-/ Przy okazji kolejnego roczku zaglądnęłam sobie kilka lat wstecz w swoje posty i się zastanawiałam, skąd ja tyle energii i ciekawości świata wtedy brałam? Czy to aby na pewno ja pisałam? ;-D No i kiedy miałam na to czas? ...bo teraz taka posucha... smutek... nuuuda...

W moim przypadku, przyznaję otwarcie, chodzi o świat, który mnie coraz bardziej i bardziej dziwi i przytłacza, przez co coraz częściej milknę i usuwam się w cień [to się ponoć nazywa „starość”, ale kto to wie... ;-) ]. Podam przykład: odwiedziła nas kilka dni temu kuzynka z mężem, dla których rok 2019 był bardzo trudny – śmierci w obu rodzinach, ale i narodziny nowego członka familii, trudności, a potem zmiany w pracy, nowi ludzie wokół, zbyt agresywny i radykalnie ingerujący w codzienność życia ich firmy postęp technologiczny itp. itd., czyli to, z czym wszyscy się zmagamy, ale dla mojej kuzynki był ten rok jak wielki młot – ledwie się przywitałyśmy, a jej łzy z oczu lecą, słowa same z ust potokiem się wylewają: „Jak ten świat jest dziwny... jak bardzo się zmienił... jak ja go już nie rozumiem”. I muszę przyznać, że po minucie i ja wpadłam w ten sam ton – bo mnie też się wydaje, że zmiany przyspieszają, wręcz galopują, a ja za nimi nie nadążam. Właściwie powiem od razu – sama, świadomie, wyłączyłam się z tego biegu kilka lat temu [i nie powinno mnie teraz dziwić, że chcą mnie wymienić „na nowy model”. Nie powiedziałam tego na głos jeszcze, bo boję się, że to się stanie, a mnie kilka latek do emerytury jednak zostało... :-/ ]. I wiecie co? Zwykle, poza krótkimi chwilami, przebłyskami wątpliwości, jest mi z tym dobrze.

Ta największa zmiana miała chyba miejsce, gdy ruszyły media społecznościowe i „przymus” bycia we wszystkich tych internetowych miejscach jednocześnie. Ja pozostałam na blogspot – to jedyne miejsce, gdzie jestem, i wciąż czuję, że byłam wtedy, zakładając bloga, odważna ;-) ale nie ma mnie i nigdy nie było na FaceBook; na Instagramie mam tylko założone konto, by móc obserwować kilka ciekawych miejsc [choć nie jest mi to tak naprawdę potrzebne do życia]; na Twitterze mnie nie ma, na Pinterest i Tumblr też nie, na YouTubie raczkuję [wyłącznie jako widz, i tu na 100% nic się nie zmieni] i tak dalej, bo nawet nie znam tych wszystkich nowych miejsc, gdzie się bywa. Ale czy to źle? Czy powinnam podłączyć się kabelkiem do netu na stałe, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, święta i nie-święta..., jak robi to większość współczesnego świata? Raczej wolałabym pójść w drugą stronę – wrócić do korzeni, nauczyć się robić coś własnymi rękami; podelektować się aromatyczną kawą, wgapiając się bez wyraźnego celu w okno i świat za nim, jak niegdyś to robiłam... i cieszyć się znów długimi spacerkami z aparatem fotograficznym, który kurzy się gdzieś na dolnej półeczce regału... i koniecznie stać się „głucha” na ten nowy medialny, jakże często kłamliwy szum! Ale czy to tak można w obecnych czasach? Dylematy... Wiem tylko, że to będzie mój jeden jedyny punkcik na liście noworocznej na 2020 rok – wyciszyć dzwonienie i irytujący szum w uszach, zwolnić, stać się bardziej świadoma tego, co robię... a być może wtedy znów zacznę coś czuć?

* * *

Ale dość tych ponuractw, bo chyba nie po to tu jesteście ;-) W poście konkursowym – jubileuszowym z numerkiem 166 – zaproponowałam dwie powieści polskich autorów. Ów pakiecik różnorodności poleci do jednego zwycięzcy, a jest nim...

-> barbaratoja <-



...której bardzo bardzo gratuluję!
Obowiązkowy przypisek: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu, po czym usuwam z pamięci komputera itp. itd.”.

Wieczorem zaproszę Was na ostatni w tym roku konkurs – sylwestrowy, z klasyką! Mam nadzieję, że dacie się skusić. Zapraszam! A poniżej kilka tylko prac ręcznych świątecznych z jak zawsze niezawodnego etsy... Ta różnorodność! Bardzo lubię akwarelki, od czasów przedszkola... szkoda, że zarzuciłam zwyczaj malowania... ale halo! halo! mam to zmienić! ;-D Wam też polecam.

© ThornsandRoseway

© NicolaJaneRowlesART

© SarahBoddyUK

środa, 25 grudnia 2019

955. Dzień dwudziesty piąty - konkurs jubileuszowy z numerem 166


Zdjęcie i przepis znajdziecie na stronie
-> © The View from Great Island

* * *

Zacisze wyśnione... kończy dziś dwanaście lat. Tak, zgadza się – dwanaście! Aż trudno w to uwierzyć, prawda? ;-) Nie mam pojęcia, kiedy ten czas mignął... Nie będę jednak się rozczulać ani ronić łezki, ot, życie – trzeba to przyjąć, że jesteśmy starsi o kolejny rok.

Z tej to okazji ogłaszam konkurs książkowy – z numerem 166 i pod tytułem „Jubileusz”. Chciałabym Wam konkursowo podziękować za wszystko! Za liczne i przemiłe komentarze, za jak zawsze cudowne życzenia, karteczki, liściki i prezenciki oraz za ciepłe słowa otuchy, które nie raz i nie dwa dodały mi skrzydeł i za które jestem prawdziwie, ogromnie wdzięczna! Dziękuję bardzo! :-)

W jubileuszowym konkursie do zgarnięcia jest jeden pakiecik dla jednej osoby - dwie bardzo różne powieści [są na zdjęciu] plus stempelki akrylowe z książkami i poduszeczka tuszu plus kalendarz-planer tygodniowy do samodzielnego uzupełnienia [tego na fotce nie ma, niech jest niespodzianka] plus... zobaczy się! ;-D A książki można by nazwać „męska” i „żeńska”, tak bardzo tematycznie i językowo również się różnią, ale mam nadzieję, że przyciągną Wasz wzrok i zainteresowanie.


Sponsorem nagrody jestem ja. Kto chętny, proszony jest o wpisywanie się w komentarze pod tym postem. Macie czas do najbliższej niedzielnej północy; w poniedziałek podam, do kogo poleci paczuszka. Zapraszam!

wtorek, 24 grudnia 2019

Życzenia


Radosnych, spokojnych zimowych świąt
życzy wszystkim M.
:-)