niedziela, 30 lipca 2017

849. Rozdanie nr 121


W ostatniej niemal chwili zmieniłam dzień rozdania, za co przepraszam, ale nieoczekiwanie dla siebie, choć w gruncie rzeczy z wielką radością, przyjęłam rodzinne zaproszenie na weekend poza miastem, a nawet nieco dalej, bo około 60 km od Poznania, nad przepiękne jezioro Jankowskie. Pogoda dopisała, humorki też, dzięki czemu z nową energią wracam do Poznania i znów włączam tryb „praca” ;-)

Jak widać na dodanym obrazku, już po rozdaniu. Szczęśliwcem letniego konkursu książkowego nr 121 jest...

- - - graża

Gratulacje serdeczne!!! :-D
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

sobota, 22 lipca 2017

848. Konkurs nr 121

Foto: kadry z filmu „Wielkie kłamstewka” produkcji © HBO.


Stacja telewizyjna HBO słynie ze swoich produkcji filmowych. W ostatnich latach zapewne najgłośniejszą, a zarazem najczęściej nagradzaną, jest „Gra o tron”, adaptacja cyklu powieściowego George’a R.R. Martina. W tym tygodniu właśnie rozpoczęto nadawanie kolejnego, siódmego już sezonu, pierwszym odcinkiem udowadniając, jak bardzo jest to oczekiwana superprodukcja. Pierwszy odcinek nowej serii obejrzało tak wiele osób, że według statystyk pobito rekord oglądalności stacji! Film jest widowiskowy, spektakularny, naładowany efektami, z niezwykle silną ekipą aktorską, o zaskakujących zwrotach akcji itp. itd. – to nie ulega wątpliwości.

Ale HBO tworzy też mniejsze, skromniejsze serialowe produkcje, które potrafią zadziwić, zaskoczyć, wzbudzić wiele ekstremalnie różnych emocji. Niech za przykład posłuży choćby „Długa noc” ze znakomitą kreacją Johna Turturro. Polecam!

Dziś chciałam opowiedzieć o miniserialu, który nadawany był bodajże w kwietniu – „Wielkie kłamstewka”. Powstał na bazie wydanej również i u nas powieści Liane Moriarty, australijskiej pisarki, której nie czytałam wcześniej. I całe szczęście ;-) bo nie byłabym zaskoczona, kto zginął, dlaczego i kto był winny owej śmierci. Tę właśnie powieść, w okładce filmowej, proponuję w najnowszym konkursie książkowym, edycja numer 121!

O filmie*/książce [poza kilkoma niewielkimi w zasadzie odstępstwami film wiernie oddaje każdy szczegół powieści]: „W spokojnym, nadmorskim miasteczku Monterey w stanie Kalifornia nic nie jest takie, jakim się na pierwszy rzut oka wydaje. Zaślepione miłością matki, osiągający sukcesy mężowie, urocze dzieci, piękne domy. Jakie kłamstwa kryją się za pozorami ich perfekcyjnego życia? W miasteczku zamieszkuje samotna matka Jane (w tej roli Shailene Woodley) i jej syn Ziggy. Wieloletnie przyjaciółki Madeline (aż byłam zaskoczona, ale w tej roli była znakomita: Reese Witherspoon) i Celeste (jak zawsze świetna Nicole Kidman) biorą ją pod swoje skrzydła, co nie pozostaje bez znaczenia dla relacji z Renatą (uwielbiam tę aktorkę – Laura Dern). Przykry incydent w szkole wyznacza nowe linie podziału. A gdy w miasteczku dochodzi do zbrodni, która zaburza idealne życie mieszkańców, pojawia się podejrzenie, że mogło mieć to coś wspólnego z napięciami, które pojawiły się pomiędzy matkami dzieci z lokalnej szkoły (…)”.

Akcja jest niespieszna, poznajemy bohaterów dramatu powoli, nie zawsze chronologicznie, ale sama akcja zmierza w jednym kierunku – do zbrodni na wieczorku charytatywnym dla rodziców, organizowanym rokrocznie przez szkołę, do której chodzą dzieci głównych bohaterów. Na owej imprezie niektórzy z rodziców mają okazję zabłysnąć wokalnie [świetni Zoë Kravitz, James Tupper i Adam Scott – trzy różne piosenki, trzy całkiem odmienne wykonania], i zapewniam – dla tego odcinka choćby warto obejrzeć serial. Zresztą muzyka, dobrane do serialu piosenki, to też ich bohaterowie. Filmowa młodsza córka Reese [w tej roli Darby Camp] ma niezwykły gust muzyczny i to ona dobiera je i puszcza w samochodzie każdego dnia, gdy jadą do szkoły. Te piosenki odzwierciedlają uczucia, akcję danego odcinka. Niezwykłe! Polecam zwłaszcza intro – Michael KiwanukaCold Little Heart” [był gościem tegorocznej edycji Open'era - kto był, ten szczęściarz! ;-)

Foto: aktorki na premierze filmu.
Autor zdjęcia: Frederick M. Brown; Źródło: Getty Images


= = = = =


I dochodzimy do sedna postu ;-) Mam tę książkę i proponuję ją w konkursie nr 121 wraz z kolorowanką „Zaginiony ocean” Johanny Basford [akcja powieści odbywa się nad oceanem, i woda również jest jednym z bohaterów opowieści, dlatego uznałam, że będzie świetnie pasować jako dodatek do książki ;-) ]. Na zdjęciu poniżej możecie też zobaczyć paczkę kredek firmy Staedtler, edycję specjalną Noris Club 24. Taki pakiecik trafi do jednej zainteresowanej osoby, która wpisze się w komentarze pod tym postem. Wyjątkowo tym razem macie czas do sobotniej północy, rozdanie późnym wieczorem w niedzielę 30 lipca. Zapraszam! :-)





= = = = = =
* Fragment tekstu promocyjnego stacji HBO.

środa, 12 lipca 2017

847. Baborówko 2017

W Baborówku, niewielkiej urokliwej wsi pod Poznaniem, tuż przy Szamotułach, co roku w pierwszy weekend lipca odbywa się trzydniowy Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego (WKKW), nazywany „koroną sportów jeździeckich”, w ramach Festiwalu Jeździeckiego [30 czerwca do 02 lipca]. Przez trzy dni zawodnicy uczestniczą w trzech próbach: ujeżdżenia, próby terenowej i skoków przez przeszkody. Nie jestem wielkim fanem koni, ale oglądanie na żywo tych zwierząt i jeźdźców, zaciekłej rywalizacji, jest naprawdę emocjonujące. Cieszę się, że dałam się namówić na tę całodniową przygodę! ;-) Byłam w sobotę, drugim dniu trwania zawodów, i podziwiałam „najbardziej efektowną i widowiskową, ale i najtrudniejszą część WKKW – CROSS. Jest to próba terenowa, polegająca na pokonywaniu stałych przeszkód na urozmaiconym terenie. Podczas tej próby para jeździec–koń muszą się wykazać wielką odwagą, zręcznością i wytrzymałością. Przed nimi bowiem jest do pokonania ponad 20 przeszkód (o wysokości od 100 do 120 cm), w skład których wchodzą rozmaite kombinacje, duże zeskoki (nawet do 200 cm) – także do wody; skoki nad nietypowymi niekiedy, bardzo wąskimi przedmiotami lub wielkimi kłodami”*.

Mieliśmy doskonałą pogodę – słoneczko, lekki wiaterek, ciut przelotnego deszczyku ;-) – niesamowite widoki z różnych stron obszernej strefy zawodów; było na szczęście nie za tłumnie, to jednak nie Poznań ;-) ale to dobrze!, nie trzeba się było przeciskać, żeby cokolwiek zobaczyć. Mimo wszystko publiczność dopisała, oklaskiwała i dopingowała zawodników. Bardzo sympatyczna impreza, doskonale zorganizowana, bezpieczna, ze świetną atmosferą. Dookoła, na naprawdę sporym terenie przy stadninie i pałacyku Baborówko, zorganizowano wiele ciekawych stref. Była część tylko dla zawodników, gdzie mogli się rozgrzewać i trenować, niedostępna dla widzów z bliska, ale oczywiście z odległości można było podziwiać treningi ;-) Była też strefa dla dzieci, a w jej ramach m.in. impreza plenerowa SZOK [Szamotulski Ośrodek Kultury – genialna nazwa! ;-D ] + program edukacyjny przygotowany przez Straż Pożarną oraz Nadleśnictwo Pniewy + miasteczko zabaw dla dzieci + chyba największa atrakcja, czyli przejażdżki konne. A dla dorosłych: konkurs specjalny – sztafeta koń–samochód + parada powozów i zaprzęgów + pokaz woltyżerki sportowej + występy rozrywkowe + stoiska gastronomiczne i wystawiennicze, z produktami jeździeckimi i regionalnym rękodzielnictwem. Pełnia szczęścia! Warto zaplanować taki wyjazd za rok. Wieś ma ładny dworzec, pięknie odnowiony, kolej się zatrzymuje kilka razy dziennie, to samo w Szamotułach, kilka minut dalej. W regionie jest wiele ciekawych miejsc, gdzie można przenocować, pospacerować, pozwiedzać... ;-) Polecam! Na zachętę wrzucam kilka zdjęć, które namiętnie strzelałam. Aż dziw, że się udały ;-) Wyobraźcie sobie tę szybkość i zwinność zwierząt! ;-)



Ten cudny chart na ostatnim zdjęciu... Można się poczuć jak w Ascot, tylko kapeluszy nie kazano nam na szczęście zakładać! ;-D


= = = = =
* wspomagałam się tekstami promocyjnymi ze strony domowej zawodów -> KLIK.

PS zdjęcia w większości moje, tylko te z bryczkami i orkiestrą są od szwagra :-) bo w niedzielę nas tam nie było, a szkoda! Dziękuję!

sobota, 24 czerwca 2017

846. Rozdanie nr 120


Uff, zdążyłam ;-D Dziękuję za waszą cierpliwość!!! No i pardon, że po nocy ;-) z kiepską „zblurowaną” fotką, ale rodzinne obowiązki numerem jeden. Wiem, że zrozumiecie i raz jeszcze dziękuję, że jesteście!

Na zdjęciu już widać, do kogo polecą konkursowe pakieciki z książeczkami [losowo!] i z dodatkowymi niespodziankami, ale jeszcze dla formalności podam poniżej nicki:

- - -> Leacathy
- - -> Doriss

Gratulacje serdeczne!!! :-D
Mam nadzieję, że się książeczki dzieciaczkom spodobają!
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

sobota, 17 czerwca 2017

845. Konkurs książkowy nr 120 - dla dzieci!

Zbliża się ostatni pełen tydzień miesiąca, czyli czas na tradycyjny już konkurs książkowy na moim blogu. To już 120 edycja! Nieźle mi - i wam też - idzie! Możemy sobie pogratulować wytrwałości ;-D a wam ja serdecznie dziękuję, że wciąż się ze mną chcecie „bawić w książki”! Dziękuję!

Tym razem wymyśliłam sobie, że skoro to czerwiec, który zaczyna się pięknym świętem dzieci, a do tego tuż za rogiem czekają wakacje [więc można już porzucić podręczniki ;-)], uszykowałam dwa pakiety specjalnie skomponowane z książeczek dla najmłodszych:

- - - Brzechwa dzieciom - klasyczna, cudowna pozycja z rymowankami dla najmłodszych, ale nie tylko; z całkiem nowymi ilustracjami godnymi uwagi, książka porządnie wydana w twardej oprawie. Plus dwie kolorowanki dla miłośników domowych zwierzaków: Milion kotów i Milion psów.


- - - Baranek Bronek - ciepła opowieść o pewnym baranku, który jako jedyny na Żabim Mokradełku nie może zasnąć. Plus dwie kolorowanki-opowieści o przygodach małej dziewczynki i jej przyjaciółki wróżki z antycznego zegara z kukułką: Komnata czasu i Ogród czasu.


Sponsorem książek jestem ja. Oczywiście do przesyłek będą dołączone małe niespodzianki ;-) Kto chętny, zapraszam! Można się już wpisywać w komentarze pod tym postem. Macie czas do najbliższej piątkowej północy, rozdanie - w sobotę 24 czerwca. Zapraszam! :-)

piątek, 2 czerwca 2017

844. Podstawy ogrodnictwa - kurs

Widok na centrum ogrodu z rzeźbą baletnicy - fontanną.

Od kiedy pamiętam - fotografuję, głównie przyrodę, bo ludzi jakoś nie mam odwagi ;-) Wiąże się to też z zaciekawieniem przyrodą, a z biegiem lat rozwinęło się do amatorskiego zainteresowania ogrodnictwem oraz planowaniem i zagospodarowywaniem przestrzeni zielonej. Nie mam własnego ogródka, a jedynie bardzo ciepłe wspomnienia z dzieciństwa z działki dziadków oraz pasję, którą już raz próbowałam rozwijać [pisałam tu, na blogu, o perypetiach, jakie mnie spotkały, gdy chciałam się zapisać do pewnej prywatnej sieci szkół w całej Polsce, która niby prowadzi roczne kursy architektury krajobrazu, ale która tak naprawdę rok w rok chyba ich nawet nie uruchamia, bo ponoć nie ma chętnych :-/ jakoś w to nie wierzę... -> KLIK]. Niestety poza studiami na Uniwersytecie Przyrodniczym - na które raczej się nie nadaję, za małą mam wiedzę - nie znalazłam żadnych kursów czy szkół dla laików, czegoś dla początkujących w Poznaniu. Szkoda, bo przyszedł dzień, że postanowiłam nauczyć się więcej, uporządkować wiedzę itp., a nie miałam gdzie tego zrobić :-/

Ale! Pod koniec zeszłego roku w ramach Uniwersytetu Otwartego organizowanego przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a realizowanego przez wszystkie poznańskie wyższe uczelnie, w zależności od tematyki oczywiście, uruchomiono zapisy m.in. na 30-godzinny kurs „Podstawy ogrodnictwa” w formie wykładów i warsztatów. Już drugiego dnia od ogłoszenia oferty kursów zarejestrowałam się do strefy studenta i zapisałam na ten konkretny. Niestety... od razu trafiłam na listę rezerwową :-/ Ki czort? 24 godziny i już nie ma miejsc? Czyżby jednak zainteresowanie było aż tak duże?! Na to wygląda :-) Cierpliwie czekałam na jakieś wieści. Po miesiącu dostałam informację, że ponieważ sporo osób się zapisało, postanowiono zorganizować dwie grupy i, jeśli nadal jestem zainteresowana, a dni według wstępnego planu mi pasują, to mam wpłacić pieniążki i poczekać na potwierdzenie oraz dokładny plan zajęć. Udało się! No taka szczęśliwa, jak tamtego dnia w styczniu tego roku to już dawno nie byłam ;-D

Według informacji z UO kurs miał być realizowany przez Ogród Botaniczny na ich terenie – cu-dow-nie!!! po prostu marzenie! :-D – a zajęcia zostały podzielone na cztery bloki tematyczne:
- podstawy projektowania krajobrazu z mgr inż. Beatą Grabowską;
- podstawy ogrodnictwa prowadzone przez mgr Joannę Jaskulską;
- dekoracje roślinne z mgr inż. Grażyną Naser;
- rośliny doniczkowe prowadzone przez mgr inż. Ewę Kazimierczak-Grygiel.

Zajęcia odbywały się w soboty, nie kolejne, z przerwami od lutego do maja, na terenie Botanika [w salce, w szklarniach i w samym ogrodzie]. W naszej grupie było 15 osób, ale nie wszyscy na wszystkie zajęcia przychodzili. Niektóre osoby interesowały się tylko projektowaniem, inne wyłącznie pracami ogrodowymi. Ja oczywiście byłam na wszystkich zajęciach – pilna uczennica z wiecznym „bananem” na twarzy ;-D Trochę zdjęć wam już pokazywałam, bo ja oczywiście jak ten przysłowiowy japoński turysta wszystko musiałam uwiecznić dla mojej ulatującej pamięci, ale muszę przyznać, że po ostatnich zajęciach 20 maja, gdy sobie przeanalizowałam wszystkie te spotkania, poukładałam notatki, zdjęcia, materiały dydaktyczne od wykładowczyń itp., to z radością zauważyłam, że bardzo dużo zapamiętałam, że nagle niektóre rośliny rozpoznaję bez wyszukiwania w atlasie, a nawet potrafię doradzić, jaką ziemię, czy w jakich warunkach owe rośliny lubią rosnąć. Nie jest z tą moją pamięcią aż tak źle, jak mi się wydawało... no i zdecydowanie łatwiej jest się mi uczyć, gdy ktoś mi cierpliwie tłumaczy i ciekawie opowiada.

Wszystkie panie prowadzące zajęcia wyróżniały się ogromną wiedzą [te z łatwością rzucane łacińskie nazwy z głowy, bez podpowiedzi! szacunek!], niezwykłą wręcz umiejętnością jej przekazywania [a to przecież nie takie proste], uśmiechem i cierpliwością, ale przede wszystkim – pasją! Ja takich ludzi uwielbiam! Od razu widać, że ktoś kocha to, co robi i do tego lubi się swą wiedzą dzielić.

Nie mam zbytnio manualnych zdolności, ale udało mi się dzięki pani Grażynie zrobić i bukiet okolicznościowy, i kompozycję z suchych roślin [na foto poniżej - tylko proszę bez komentarzy... i tak jestem dumna, że cokolwiek wyszło ;-D ], a nawet stroiki na wielkanocny stół.


Pani Ewa pokazała nam szklarnie – miejsca, do których nie mają dostępu zwiedzający Ogród Botaniczny, i opowiedziała o pielęgnowaniu roślin egzotycznych i domowych tak dużo, że moja główka parowała z przegrzania, a kajecik aż pękał w szwach od notatek! ;-)


Pani Justyna dała nam do rąk łopaty, grabie i inne utensylia i „zagoniła” do konkretnej roboty w ogrodzie ;-) Cudnie! Na pierwszych zajęciach przesadzaliśmy rośliny i robiliśmy sadzonki, a na kolejnych zajęciach sadziliśmy piękne dalie, kanny oraz dwa rodzaje traw przed pawilonem dydaktycznym. A pani Beata na pierwsze zajęcia przygotowała dla nas bogate prezentacje multimedialne, które bardzo ładnie uporządkowały naszą wiedzę o historii ogrodów, o rodzajach ogrodów i przede wszystkim pełne są porad dotyczących projektowania krok po kroku metodą, którą promuje Rosemary Alexander. A podczas ostatnich zajęć z panią Beatą przeszliśmy się po Botaniku, w konkretne miejsca ilustrujące to, co poznaliśmy na pierwszych teoretycznych zajęciach. Niestety projekt ogrodu, który był głównym tematem, zaczęłam i nie skończyłam – to było za dużo dla mnie, musiałabym jednak mieć „przewodnika”, bo sama nie potrafię. Ale wiadomo było, że przecież przez kilka godzin to my się nie nauczymy wszystkiego – to tak, jakbyśmy „liznęli” tylko wiedzę ;-)


Czy mi się podobało? Tak, bardzo! Czy bym poleciła taki kurs i komu? Tak, zdecydowanie, dla osób początkujących, które chcą sprawdzić, czy to rzeczywiście ich interesuje i chcą się temu poświęcić, jako „co nieco na początek”. 30 godzin to zdecydowanie za mało na tak obszerny materiał. Moim zdaniem, lepiej by było podzielić ten kurs na kilka bardziej szczegółowych – wtedy jest szansa, że bym ten projekt na papierze rzeczywiście zrobiła ;-D

Na sam koniec zajęć dostaliśmy piękne certyfikaty potwierdzające uczestnictwo w kursie, oraz kilka sadzonek do wyboru w prezencie od Ogrodu Botanicznego. A jako że nie mam ogrodu, ucieszyła się moja siostra – z kłączy irysków – oraz kuzynka – z forsycji, cisu i lilaka. Przepiękny gest! Bardzo bardzo dziękuję! :-D Sama odwdzięczyłam się płytami CD ze zdjęciami na pamiątkę, bo narobiłam ich setki ;-) oraz kolorowankami z roślinami z ogrodów w Kew w Londynie, które i wam kiedyś proponowałam [informacyjnie: warto poszukać w księgarniach lub zamówić u wydawcy, bo nakłady się kończą i za moment ich już nie będzie, a są naprawdę piękne! Jak ktoś nie umie kolorować, to może sobie te rysunki w wersji kolorowej wyciąć i powiesić w antyramkach na przykład w kuchni – ładna ozdoba! polecam!]. Mam nadzieję, że Botanik znów będzie uczestniczył w Uniwersytecie Otwartym i zaproponuje jakiś ciekawy kurs. Na pewno się zapiszę ;-)


= = = = =
Zdjęcia moje, robione telefonem HTC ;-) tym razem. Nie pokazuję na zdjęciach osób – prowadzących ani uczestników – bo nie wiem, czy by się zgodziły na taki ruch z mojej strony. Zatem tylko przyroda ;-)

sobota, 27 maja 2017

843. Rozdanie nr 119


Kochani! Na początek podziękowania, że jesteście, że komentujecie, że piszecie dobre słowa, reanimując i mnie, i bloga. Bardzo bardzo to doceniam! Dziękuję! :-)

Rozdanie sobotnie nr 119 za nami, na fotce u góry już widać, do kogo niedługo zapuka listonosz, a jest to…

- - -> Ula K.

Gratulacje serdeczne!!! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.