czwartek, 27 grudnia 2007

2. Smilla w białym labiryncie


Bardzo lubię książki i filmy, które opowiadają historie dziejące się zimą. Uwielbiam tę porę roku, szczypiący policzki mroźny wiatr, śnieg i odbijające się od niego, oślepiające słońce :-) Na mojej liście ulubionych powieści, a jednocześnie i filmów, jest m.in. Smilla w labiryntach śniegu Petera Hoega. W książce są tak cudowne opisy lodu, śniegu, kry na morzu, kultury Grenlandczyków, że rekompensują wcale nie tak zajmującą już opowieść. A jednak czytałam tę książkę już ze trzy razy (co najmniej ;-) ), z takim samym zainteresowaniem. Może dlatego, że jest nieźle przetłumaczona, ma interesujący dobór słów, bogate opisy, ciekawe zdania... Cała historia zaczyna się od śmierci małego eskimoskiego chłopca, Esajasa. Jego sąsiadka, Smilla, postanawia wyjaśnić śmierć dziecka, którą policja uznała za nieszczęśliwy wypadek - Esajas spadł z dachu, na którym ponoć się bawił. Ale Smilla wie, że to niemożliwe; mówią jej o tym ślady na śniegu, a przede wszystkim świadomość, że przecież mały chłopiec bał się wysokości i za żadne skarby sam by się nie wspiął na dach. Dalej akcja nabiera prawdziwego tempa. Smilli pomaga jąkający się mechanik, Peter, z którym powoli się zaprzyjaźnia, chociaż sama o sobie mówi, że jest osobą o zimnym sercu. Ostatecznie Smilla trafia na statek-lodołamacz, który przemierza skute lodem Morze Północne w drodze na Grenlandię do tajemniczej jaskini, w której wiele wiele lat temu rozbiły się resztki asteroidu, budząc do życia prehistoryczne jednokomórkowce.

Książka miała już w Polsce przynajmniej dwa wydania. Ja osobiście mam to z Novus Orbis z okładką z kostkami lodu i fotką Bjork (zastanawia mnie dlaczego właśnie jej zdjęcie? Bjork jest Islandką...) na białym tle. Potem licencję na wydanie przejął Świat Książki. Dostępna za przysłowiowe grosze na Allegro, bo nakład w wydawnictwie wyczerpany. Ja zabieram się teraz za wersję anglojęzyczną, zobaczymy jak mi pójdzie...

W filmie według tej powieści (o zmienionym w Polsce :-/ tytule - Biały labirynt) z 1997 roku w reżyserii Billy’ego Augusta rolę Smilli dostała Julia Ormond. Moim zdaniem świetny wybór. Jest bardzo dobra jako zdystansowana, zimna i pyskata Grenlandka, która nigdy nie zadomowiła się w Danii. Warto zwrócić uwagę na piękną biżuterię i bardzo ciekawe stroje (ten płaszcz z pierwszych scen filmu!), jakie nosi bohaterka filmu. Inni znani aktorzy to Gabriel Byrne w roli mechanika, Richard Harris w roli lekarza, którego Smilla podejrzewa o zabicie Esajasa, Vanessa Redgrave jako Elsa Lubig, emerytowana pracownica firmy wydobywczej, w której pracował tato Esajasa. Chociażby ze względu na obsadę chyba nie trzeba polecać, prawda? I tylko szkoda, że film nie jest ogólnie dostępny. Od czasu do czasu TVP1 nadaje ten film, ale oczywiście o jakiejś niemożliwej godzinie, typu pierwsza w nocy... Pozostaje czekać, aż Vision, dystrybutor, „puści” film jako wrzutkę do jakiejś gazetki... Pomarzyć można ;-D

Brak komentarzy: