wtorek, 22 stycznia 2008

15. Globus...


Dzisiaj nie mam w wydawnictwie nic do roboty, dosłownie :-/ I czemu to tak jest, co? Tydzień szaleństw bez jednej spokojnie przespanej godziny, fura książek do zrobienia na już-teraz-natychmiast!, a teraz pustka, nawet kilku kolegów i szefa dziś nie ma... Cisza i spokój! Może to i dobrze? Pobuszuję po Internecie, uporządkuję papierki na biurku, poczytam zaległe notki na blogach, poszukam ciekawych recenzji, nacieszę oczy cudnymi fotkami, prześpię się ;-) itp. itd. Ale nie lubię tak siedzieć bezczynnie...

Za oknem od rana deszcz, a właściwie ulewa, a potem lekko sypał śnieżek, który z racji dodatniej temperatury od razu nikł. Wiało, przez nieszczelne okna czuło się to bardzo, zmarzłam, siedząc przed komputerem :-/ . Teraz trochę ustało i na niebie zaczynają się zbierać granatowo-grafitowe ciężkie chmury. Czuję też, że ciśnienie spada bardzo szybko, ból głowy i zatkane uszy już są, a za moment pewnie będzie krwotok z nosa - tak właśnie "odczuwam" szybkie zmiany pogody. Meteopata. Przypomina mi się takie "wiekowe" określenie: "Mam globusa", czyli migrenę. Jak na szczycie latarni w czasie sztormu. Eh!
(Ilustracja znaleziona w necie, stara litografia albo drzeworyt - jak sądzę)

Wieczorami szykuję kolejną książkę dla zaprzyjaźnionego wydawcy. Chciałabym ją skończyć w tygodniu, żeby weekend mieć wolny i popróbować znów decoupage z serwetkami. Uparłam się, ale się nauczę. Na necie są takie piękne pudełka, deseczki, skrzyneczki zdobione właśnie tą techniką, że marzy mi się, że też będę kiedyś potrafiła :-) Wynalazłam też kurs dla początkujących pasjonatów. Hmmm... warte zastanowienia - niedrogo, fachowo... Tu można zapoznać się z ofertą :-)

Brak komentarzy: