środa, 9 stycznia 2008

8. Wypadek i jego skutki

Praca znów mnie „wciągnęła za uszy” :-/ Jak to jest, że nie potrafię się zdystansować, wciąż jestem wymęczona i brakuje mi czasu, a wracając do domu, jestem tak wykończona, że po prostu zasypiam? Budzę się koło 20.00 i dopiero wtedy zaczynam jako tako funkcjonować. Za bardzo się angażuję, jak mówią mi znajomi, ale ja inaczej nie potrafię - jeśli jestem w pracy, to pracuję. Nie cierpię obiboków, leni obrzydliwych, którzy pół dnia spędzają na lekturze gazetki, pogaduszkach, a robotę za nich wykonują inni. Pasożyty i tyle! Bu!

Dziś pewnie i tak wrócę wcześniej, bo rano, około 06.45, tramwaj, którym jechałam do pracy (nota bene numer 13) uczestniczył w wypadku. Wyjeżdżaliśmy akurat z ronda Rataje, gdy na pełnej prędkości na czerwonym świetle wjechał na rondo autobus. Wstrząsnęło, ludzie poupadali, szyby się rozprysły... Gorzej było w autobusie - tam kilka osób doznało obrażeń, była krew, a w tramwaju tylko jedna pani dość nieszczęśliwie upadła na podłogę i się potłukła. Ręce mi się trzęsą jeszcze teraz, kilka godzin po wypadku. No i dopiero teraz zaczynam czuć ból szyi, prawego barku i całej ręki; dziwne, że po takim czasie. Ale naszła mnie taka refleksja: jacy wszyscy jesteśmy nerwowi, obojętnie co się wydarzy. Jeden na drugiego zaczął wrzeszczeć, jakiś napakowany dresiarz prawie pobił tramwajarkę, która nic nie zawiniła, a sama była poszkodowana. To dotyczy też zwykłego codziennego życia - kolejek przy kasach, korków na ulicach, dużych imprez na świeżym powietrzu... Wszędzie się „wkurzamy”, denerwujemy jeden na drugiego, popychamy, rzucamy „mięsem”, spieszymy i gonimy. Czasem marzę o odludziu, gdzie mogłabym odpocząć od tego chaosu i hałasu...

Z innej beczki: zamówiłam na allegro ciekawe lakiery do drewna (satynowy i specjalny irydujący), a zatem zabieram się za nowe pudełko decoupage. Będzie w tematyce „ziołowej”. Tym razem chcę spróbować techniki spękanej farby akrylowej, która w ten sposób postarza wizualnie drewno. Już się cieszę :-)

Brak komentarzy: