piątek, 25 kwietnia 2008

50. Wiosenne poranki

Poznań to bardzo duże, ciekawe, piękne miasto. Lubię tu mieszkać i chyba trudno byłoby mi stąd wyjechać. Jestem mieszczuchem :-) , choć wciąż po dziecinnemu tęsknię za spokojną wsią i jej cyklami życia, szumiącym lasem, chłodną wodą jeziora, kolorową i bzyczącą owadami łąką... To takie mało realne tęsknoty, ale miłe...
A wiosna w moim ruchliwym i hałaśliwym mieście budzi się przede wszystkim kolorami - soczystą zielenią trawy wymieszaną z żółcią obficie kwitnących właśnie mleczy, białymi i różowymi kwiatuszkami, które obsypują liczne drzewa, kwitnącymi dostojnymi magnoliami i migdałowcami, burzą kolorowych, dumnie wyprostowanych tulipanów w przydomowych ogródkach, jeszcze bladymi, lekko tylko zielonymi pąkami i liśćmi na parkowych drzewach; ale również śpiewem ptaków - nawet w takim industrialnym otoczeniu, w jaki pracuję nic ich nie odstrasza :-) - wciąż lekko chłodnym rannym wiaterkiem, białymi pierzastymi chmurkami na błękitnym niebie, pierwszymi nieśmiałymi, ciepłymi promykami słoneczka... :-) No po prostu jest cudnie! Do pracy jadę około godz. 06.30 i cała ta piękna przyroda dodaje mi energii i mimo natłoku pracy, który czeka mnie po przyjeździe do firmy, jakoś tak dobrze nastraja. Postanowiłam, że dziś nic mnie nie wyprowadzi z równowagi ;-) a czy się to uda, to już „inna para kaloszy”...
ponieważ nadal nie mam własnego aparatu - free fotka z czeluści netu

Brak komentarzy: