sobota, 26 kwietnia 2008

51. Kosheen


Nie umiem obyć się bez muzyki, wciąż musi wokół mnie brzmieć - może poza czasem, gdy całą swoją energię i skupienie muszę poświęcić redagowanej książce :-) , bo wtedy najlżejszy dźwięk mnie rozprasza (pewnie dlatego najczęściej i najchętniej pracuję późno w nocy). Nieustannie zatem przeszukuję stacje radiowe, TV i przede wszystkim Internet w poszukiwaniu nowości brzmieniowych, bo - przyznać to muszę - słucham niemal wszystkiego: od klasyki, po jazz tradycyjny, elektronikę, rock, alternatywę, industrial, rythm and blues... i może tylko rap i okolice omijam z daleka - chyba nie dojrzałam do tej muzyki... Eee, stop! - słuchałam Jay-Z, chociaż to chyba hip-hop... nie znam się ;-)
Ostatnio znalazłam muzykę, która kiedyś tam już - w postaci jednego ich hitu, debiutanckiego (sic!) utworu Hide U - mi mignęła, ale nie zachwyciła na tyle, by poszukać ich nagrań. Ale... lepiej późno niż wcale :-) Drum n’bassowy zespół KOSHEEN powstał w latach 90-tych ubiegłego wieku - ale to brzmi ;-) - w Wielkiej Brytanii. Głos z Walii - Sian Evans połączony z niesamowitym brzmieniem elektroniki Darrena Decodera (aka. Beale'a) i Markee’ego Substance’a (aka. Morrisona) wspólnie tworzy wspaniały mroczny niekiedy klimat. Nagrali trzy studyjne płyty: Resist (2001), Kokopelli (2003) i Damage (2007). Bardzo mi odpowiada ich muzyka, rytm, aranżacje, ten głęboki, mocny głos wokalistki... No, po prostu są dobrzy! Polecam!
A co najważniejsze - dużo koncertują! Byli już w Polsce - 25 kwietnia 2007 roku w Warszawie i dzień później w Poznaniu - qrcze!, że też nie wiedziałam ;-) . Mają znów zagrać w Polsce - 15 maja w Hotelu Chińskim w Sopocie, dzień później w krakowskim klubie Studio, a 17 maja na stadionie Polonii w Bydgoszczy w ramach Juwenaliów. Bardzo bym chciała posłuchać ich na żywo! Może... hmmm... ten Sopot? Nad morze przed sezonem... Ach! Koniecznie! :-)

PS. A co robicie w dłuuuuugi weekend majowy? Byczycie się, czy pracujecie? ;-) Ponoć wiosna się rozkręci na całego i warto będzie poleżeć na trawce i pooddychać świeżym powietrzem...

fotka autorstwa Cody'ego Burridge'a ze strony domowej zespołu oraz okładka płyty Kokopelli (to imię bohatera legend amerykańskich Indian), którą właśnie słucham :-)

Brak komentarzy: