czwartek, 2 października 2008

120. Alva & Irva

Ile jest książek, które nigdy na język polski nie zostały, i nie zostaną!, przetłumaczone, to wolę nie myśleć :-/ Szkoda... Ale z drugiej strony - kiedy bym je wszystkie miała przeczytać??? ;-D
Ostatnio jednak wróciłam do książki Edwarda Careya Alva & Irva, którą kilka lat temu - w trakcie przygotowywania (skład i łamanie) polskiego przedruku jego pierwszej powieści pt. Dom z obserwatorium (Observatory Mansion; bardzo dobre polskie tłumaczenie Macieja Potulnego) - czytałam w formie proof-a, czyli próbnego wydruku nieukończonej jeszcze wtedy historii, który wydawca oryginalny rozsyła po całym świecie, by zainteresować i namówić innych wydawców do tłumaczenia i wydania na rynki rodzime. Tym razem mam tę powieść w wersji finalnej, wydanej przez kanadyjskiego wydawcę Vintage. Debiut powieściowy, Dom z obserwatorium, bardzo mnie zaintrygował, a Alva & Irva zachwyciła już na etapie surowego szkicu, nieukończonej wtedy jeszcze powieści, bez autorskich zdjęć i rysunków, którymi jest obecnie okraszona.
Edward Carey (rocznik 1970) jest dramatopisarzem (przeniósł na deski teatru m.in. Gołębia Patricka Süskinda i Pinokio w Wenecji Roberta Coovera), poetą, rzeźbiarzem i rysownikiem (obie jego powieści są ilustrowane przez niego samego - pierwsza, Dom z obserwatorium, szkicami, a druga, Alva & Irva, zdjęciami rzeźb i makiety miasta, jednego z „bohaterów” powieści). Jest finalistą Barnes & Noble’s „Discover Great New Writers” Award (2001). W Polsce jego książka „zaginęła” w codziennym zalewie literatury na półkach księgarń, a szkoda, bo moim zdaniem warto ją znać.
Ale ja chciałam wam opowiedzieć o Alvie i Irvie Dropps, dwóch identycznych bliźniaczkach, mieszkających w Entralli - miasteczku zagubionym gdzieś w świecie... Alva jest niespokojnym duchem, odkrywcą, poszukiwaczem ciekawym świata, ludzi, życia. Irva to jej przeciwieństwo - zamknięta w sobie, odludek. Obie siostry są jednak ze sobą związane - czują i myślą jak jedna osoba, razem się zakochują, razem cierpią. Pewnego dnia Irva, dla której obcowanie ze światem to swoista tortura, postanawia nie wychodzić więcej z domu. Dzięki szczegółowym wskazówkom siostry poświęca się dokończeniu budowy makiety rodzinnego miasta. Tak powstaje miniaturowe miasto z plasteliny. A model ten posłuży Entralli w sposób wcześniej nieprzewidywalny... To w gruncie rzeczy smutna opowieść o obsesji, o życiu „na marginesie” z piętnem dziwaka. A jednak dzięki temu dziwakowi, miasto ocaleje od katastrofy.
Polecam szczególnie. To niezwykła opowieść, która wciąga i każe iść tymi samymi ścieżkami, co siostry-bliźniaczki :-)

Na fotce [koniecznie :-) kliknąć i powiększyć] collage z okładek powieści Careya - niektóre wyjątkowo piękne. Szkoda, że polski wydawca Domu z obserwatorium nie zdecydował się na którąś z nich, być może sprzedaż byłaby inna?

6 komentarzy:

Zosik pisze...

Faktycznie okładka polskiego wydania mało interesująca, a porządna okładka to moim zdaniem połowa sukcesu. Treść oczywiście jest najważniejsza, ale brzydka okładka działa mocno zniechęcająco. Podobnie, jak niestaranne wydanie.

Mary pisze...

znalazłam, zlinkowałam, bardzo mi sie tu podoba. to tak nie na temat :) Mary

Daga pisze...

A mnie się tak marzy wydawanie (regularne) Glena Duncana... :(

Zacisze wyśnione... pisze...

Zosik: no właśnie! "opakowanie" działa jak wabik, a tu tego zabrakło :-/ wielka szkoda;
Mary: :-)))
Daga: heh! też bym chciała, ale jego książka "To, co zostaje" tak nie do końca "chwyciła" na rynku; zupełnie tego nie rozumiem, bo jest rewelacyjna!
Pozdrawiam, M.

Daga pisze...

Właśnie wiem, że nie chwyciła i że więcej nie będzie, i też żałuję. :(

Makówka - pełna pomysłów pisze...

Trafiłam tu z bloga craftowego, cieszę się,sama również parałam się redakcją i korektą, teraz prowadzę warsztaty literackie:) Wrzucam w zakładki, bo widzę, że bardzo tu ciekawie i pouczająco;)
PS W Twoim profilu zobaczyłam, że jedną z Twoich ulubionych książek jest Jedwab:) Uwielbiam, czytałam po włosku, ale polski przekład podobno również bardzo udany.Pozdrawiam.