niedziela, 26 października 2008

129. Kraków

Cieszę się z tego wyjazdu :-) I mimo, że nie odetchnęłam [na odległość, telefonicznie, poprawiałam książkę, którą musieliśmy oddać do druku dzień później :-/ i przy okazji rozładowałam baterie w dwóch telefonach, na dodatek nie swoich, oraz złamałam kilka ołówków z nerwów…], to nacieszyłam się książkami, bo takiego ich „stężenia” na metr kwadratowy, wraz z ich miłośnikami, to w całym kraju nie ma ;-D Odwiedziłam wiele stoisk, wycałowałam i wyściskałam wielu Wydawców, Redaktorów, Drukarzy, Papierników, Księgarzy i kilku Czytelników, Autorów i Autorki, Grafików i Projektantki, także Dziennikarzy i Blogerki piszących o książkach :-) [jeśli o kimś zapomniałam, to baaaaardzo przepraszam!] Naoglądałam się nowych książek, i tylko szkoda, że nie wszystkie mogłam zabrać ze sobą do domciu – finanse jednak miałam ograniczone :-/ A i tak zaszalałam z zakupami… Wypytałam o książki przygotowywane do druku i o te jeszcze w głowach Wydawców. Dwa dni to jednak zdecydowanie za krótko, by wszystkich odwiedzić i z każdym pogadać… [targi trwały 4 dni - od czwartku do niedzieli, ja jednak nie mogłam aż tak długo zostać - za dużo się w domu wydarzyło, żebym mogła spokojnie w nocy spać :-/ ] Za wszystko serdecznie dziękuję! I do zobaczenia za rok!!!

PS 1. fotek robiłam dużo (ponad 300!), ale firmowych, więc nie odważę się ich tu pokazać – jeszcze bym straciła życie za ujawnianie naszych facjat ;-D dlatego powyżej trzy ujęcia z Krakowa, i to nie pocztówkowe [wiele zabytków tonie w wielkoformatowych reklamach, zasłaniających prace remontowe – żaden urok byłby, gdybym pokazywała dźwigi wyłaniające się sponad Sukiennic czy płachty firmy X czy Y zasłaniające elewacje kamienic; poza tym – wszyscy wiedzą, jak wygląda Kraków ;-) ], a detale z bram w okolicach Starego Miasta plus fragment pomnika Adamowi Mickiewiczowi Naród.
PS 2. Okazuje się, że ten Tybetańczyk, który mi towarzyszył przez fragment mojej podróży powrotnej, to nie byle kto! Ja to jednak jestem sierotka… świata i ludzi nie znam :-/

5 komentarzy:

www.bombolada.blox.pl pisze...

Piękne zdjęcia! Najbardziej lubię fotki detali, więc te mi się podobają! A to w pociągu jechałaś z tym Tybetańczykiem? I rozmawiałaś z nim?

Zacisze wyśnione... pisze...

No tak :-) Dosiadł się w okolicach Leszna i do Poznania opowiadał o swojej klinice w Warszawie, i że planuje otwarcie kolejnej w Poznaniu; nawet pokazał wszystkie prawnicze dokumenty, rejestr firmy itp. itd. Podkreślał kilka razy, że jest dyplomowanym lekarzem. Ma obywatelstwo polskie [dowód osobisty też przedstawił ;-D ], ale - co ciekawe - mimo że mieszka w Polsce od 10 lat, niewiele po polsku zna słów ;-) Przesympatyczna osoba, i tylko szkoda, że mój angielski w mowie jest taki kiepski :-/

festoon pisze...

A to pierwsze foto,to chyba była taka wizytówka TV Kraków?
Ach te podróże małe i duże;),w pociągu można poznać wielu ciekawych ludzi.

www.bombolada.blox.pl pisze...

O, to miałam przyjemny powrót! Fajnie tak czasami pogadać z kimś nieznajomym, a szczególnie z przedstawicielem innej kultury! A jeszcze, jesli pozniej okaże się kimś znanym...Miłego poniedziałku!

Zosik pisze...

Strasznie żałuję, że nie udało nam się spotkać :( Co gorsze na targi w ogóle nie dotarłam, bo najpierw praca, a potem dyżury przy Kocurze zatrzymały mnie skutecznie w chałupie. Szkoda :( Może w Wawce się uda? :)