wtorek, 27 maja 2008

70. „5”

Na blogu pewnej przesympatycznej, pełnej pozytywnej energii autorki książki (którą miałam przyjemność redagować) Klinika kukieł Promyczkowo znalazłam link do testu osobowości, a ponieważ lubię wszelkie ankiety, od razu przystąpiłam do dzieła :-) Wypadła śliczna „piątka” - nieparzysta cyferka (mam od dziecka fobię „cyferkową” - uznaję za szczęśliwe tylko te nieparzyste, więc… uff! ;-) …dobrze trafiłam) oznaczająca Obserwatora. Hmmm… nie wiem, czy powinnam się chwalić - cytat: „To zdecydowanie najbardziej antysocjalny typ w enneagramie” - ale, no cóż, zgadza się :-) Przeczytajcie, a potem sprawdźcie swoją cyferkę z enneagramu!

A ponieważ mój umysł lubi „skakać” w różne odległe skojarzenia od razu pomyślałam o Chanel No 5 i fantastycznym zdjęciu przepięknej, seksownej Marilyn Monroe zrobionym przez Eda Feingersha w 1955 roku w pokoju hotelowym Waldorf Astoria (Nowy Jork). Mam te fotki w dużym formacie na porządnym grubszym papierze, kupione kiedyś dawno, dawno temu w księgarni międzynarodowej. Co za kobieta! Nieśmiertelna! Niedościgły wzór dla wielu obecnych aktoreczek :-)

sobota, 24 maja 2008

69. Przydrożne róże

Taką ładną różyczkę ustrzeliłam na dworcu PKP w Puszczykowie pod Poznaniem :-)
A jutro Kórnik!!! Udało mi się skończyć redakcję tekstu powieści podejmującą bardzo aktualny teraz temat depresji (Klubowicz Anity Bartosiewicz dla świetnego poznańskiego wydawnictwa Replika; dość niedawno szykowałam dla tego wydawnictwa książkę, podejmującą podobny temat, Sztuka bycia Elą Johanny Nilsson - doskonała powieść, przy której trudno zachować zimną krew - na przemian płakałam, brakło mi tchu ze wzruszenia bądź zdenerwowania, musiałam przerywać czytanie, by odetchnąć... to taka lektura, dla której warto „zarwać nockę", polecam szczególnie!), więc niedzielę i wolny czas wykorzystam na wyprawę do arboretum :-) Trochę lektury, tym razem dla przyjemności, na świeżym powietrzu połączone z oglądaniem kwitnących różaneczników dobrze mi zrobi, zrelaksuje mnie, bo następny tydzień będzie bardzo intensywny - praca, praca, praca, a w nagrodę... weekend w Gdańsku!

fotka zrobiona apracikiem Kodak, „małpką” z najniższej półki; fotka mocno podrasowana w programie graficznym...

piątek, 23 maja 2008

68. Kredyt?

Wzięłam na dziś wolne z pracy :-) i postanowiłam wreszcie-nareszcie kupić aparat fotograficzny. Sklepów jest w Poznaniu mnóstwo, ale warunek dla mnie był jeden - zakup na raty, najlepiej w tym preferencyjnym systemie 0%. Po raz pierwszy w życiu zdecydowałam się na wzięcie kredytu i... kiks! Bank (chyba nie powinnam ujawniać który, prawda?), mimo potwierdzenia z mojej strony, ze strony mojego wydawnictwa i nawet pisemnego zaświadczenia, że jestem zatrudniona i regularnie zarabiam, najpierw mnie przetrzymał ponad godzinę - bo niby weryfikują dane, choć pracownik nigdzie nawet nie zadzwonił :-/ - a ostatecznie odmówił bez podania przyczyny... No cóż, wkułam / zmartwiłam się strasznie - bo reklam i ofert w nadmiarze, wpychają ci w łapki setki ulotek, jednym słowem „bierz kredyt natychmiast!", ale jak dochodzi co do czego, to... kiks!

Na rozweselenie kolega opowiedział mi dziś kawał ;-)
Egzamin z prawdopodobieństwa, empiryczne badanie wyników rzutu kostką. Wynikiem uzyskiwanym za każdym razem jest 4.
Profesor do właścicielki kostki:
- Z kasyna ją wzięłaś?
Wreszcie wypadł inny wynik.
- O, zepsuła się!

środa, 21 maja 2008

67. :-/

Dryń! Dryń!
- Słucham? - mówię ja.
- Cześć! Masz czas? Zredagujesz szybko książkę? - mówi Wydawca.
- W porządku. A na kiedy?
- Na przedwczoraj! Bo „na wczoraj” to za długi termin!
- :-/

na fotce ratuszowy zegar i poznańskie koziołki, godzina punkt dwunasta :-)
(Pentax Me Super + SMC-M 50 mm / f 1,7; skan z kliszy fuji superia 100)

66. Novecento

Właśnie ukazała się nowa książka cenionego przeze mnie włoskiego pisarza Alessandro Baricco pt. Novecento. Cieszy mnie to ogromnie, poza jedną rzeczą - ceną! 21 zł za 60 stron???!!! To chyba najdroższa książka Baricco... :-( Nie podoba mi się, oj, bardzo nie podoba ta dziwna „strategia” wydawcy... Ale okładka ładna :-)

wtorek, 20 maja 2008

65. Nerw!

fotka Marie z blogu Inredningsgalen

Pracuję w bardzo przyjaznych warunkach - miło, sympatycznie, wesoło, ale... niestety głośno :-/ Redagowanie tekstu prawie zawsze wymaga ogromnego skupienia, a ja nie mam własnego pokoiku w firmie. Wokół mnie gwar, telefony, dyskusje, „wędrówki ludów” - bo pokój przechodni, szum drukarki lub ksera... no słowem - bida! A tekst leży i „kwiczy” ;-) Czasem jakoś sobie z tym radzę - np. nie czytam poważnego tekstu, a robię proste korekty, ale nie zawsze tak można i wtedy... chwyta mnie NERW! O tak! W tych nielicznych sytuacjach lepiej nie znajdować się zbyt blisko mnie! Oczywiście wyolbrzymiam, ale jednak - problem istnieje. Zdradźcie, proszę, jakich sposobów się chwytacie, by się w miarę szybko uspokoić. W moim przypadku liczenie do „10” niewiele daje :-/ , krzyczeć w pracy nie bardzo mogę ;-) , niekiedy mruczę „Ooommm” i wzbudzam tym ogólną sensację ;-D , potem w kolejności jest surfowanie po Internecie, no ale trochę trzeba się z tym kryć - szef patrzy przez ramię ;-) i... pomysły się kończą... Pracuję w otoczeniu industrialnym, nie ma tu knajpek, ani nawet ławeczki, gdzie można by sobie usiąść na 15 minut i ochłonąć. Eh, życie!

Byliście już tu? Ja bardzo lubię zaglądać na ten blog z racji koloru :-) Ta szarość, mimo że przez wielu „speców” uznawana za kolor wywołujący raka - no tak mi wmówiono... :-/ ale czy to prawda?, ręki nie dam sobie obciąć ;-) - sprawia, że szybciutko odpływam w krainę marzeń. Nie wiem, na czym to polega, po prostu tak jest :-) Poza tym są tu bardzo ładne zdjęcia, a wszystko opisane w języku szwedzkim, który uwielbiam! Jak całą Szwecję zresztą!

poniedziałek, 19 maja 2008

64. Nine Inch Nails

Wczoraj bardzo późnym wieczorkiem, a właściwie to już w nocy ;-) , dostałam maila. W pierwszej chwili pomyślałam: no nieee, kolejny spam :-/ , ale po przyjrzeniu się: a nieee, to news ze stronki jednego z często słuchanych przeze mnie zespołów - Nine Inch Nails. Zarejestrowałam się lata już temu i od czasu do czasu trafia do mnie news, najczęściej dotyczący trasy koncertowej... po Stanach Zjednoczonych :-( Ale nic to! Tym razem niespodzianka! A raczej NIESPODZIANKA!!! Trent Reznor swoim fanom ofiarowuje najnowszy album za darmo! Niesamowite, prawda? To się nie zdarza, coś mi się musi śnić... ;-) Ha! A jednak! Jestem pod wrażeniem tego gestu. Płytka w wersji tradycyjnej, czyli CD i vinyl, ukaże się w lipcu. Pewnie i tak kupię, bo mam wszystkie ich płyty :-)

powyżej okładka albumu The Slip

63. Bombowa biel ;-D

Taką pięknie kwitnącą roślinkę mijam, jadąc do pracy. W jednym z przydomowych ogrodów to krzak, a w innym okazałe (raczej wszerz niż wzwyż) drzewo... Ładne :-) Ale nie wiem, co to takiego?

Pentax Me Super + SMC-M 50 mm / f 1,7, skan z fuji superia.

niedziela, 18 maja 2008

62. Kolorowo


W drugiej połowie maja feerią barw wybuchają krzaki i drzewa różaneczników oraz azali. Szczęśliwcy, który w tym czasie udadzą się do Kórnika pod Poznaniem (w tym roku będzie to weekend 23 i 24 maja), mogą oglądać niedostępną na co dzień (zamkniętą dla zwiedzających) część badawczą arboretum. Tu można... no cóż, nawet nie wiem, jak to opisać :-) ...oślepnąć od niezwykłych kolorów, kształtów i również zapachów tych cudownych kwiatów. Ja po prostu wariuję i zachowuję się, jak przysłowiowi turyści z Japonii - aparat przykleja mi się do oka ;-) Strzelam i strzelam fotki :-) Efekty na ogół są różne - szczerze? raczej mierne! - bo trudno w palącym słońcu oddać te wszystkie kolory, ale warto choć popróbować!

Fotki - z zeszłego roku - robiłam aparatem Pentax MZ-10 z podpiętą moją ulubioną klasyczną 50-tką o świetle 1,7; skany z fuji superia 200, bez żadnej obróbki.

sobota, 17 maja 2008

61. Cela

Okładka do europejskiego wydania płyty z oryginalną muzyką Howarda Shore’a do filmu The Cell w reżyserii Tarsema Singha.

Nie przepadam za TV. Nie włączam zbyt często telewizora, a jeśli już się zdarzy, przynajmniej staram się, by nie klikać bezmyślnie w pilota w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Mam wykupiony abonament telewizji cyfrowej, w ofercie coś koło setki programów, a nie korzystam :-) Przedwczoraj jednak, nękana przez Panią Bezsenność, która ostatnimi czasy nie chce mnie opuścić :-( , późno w nocy trafiłam na kanale niemieckim VOX na emisję filmu z 2000 roku pt. Cela (The Cell) w reżyserii Tarsem Singha. To jeden z moich ulubionych filmów! Nie ze względu na piękną skądinąd J-Lo, która akurat w tym filmie wypadła nad podziw dobrze, nie ze względu na rewelacyjnego Vincenta D’Onofrio, którego wręcz uwielbiam, ani na żadnego innego aktora tego filmu, nawet nie ze względu na treść (choć jest mroczna, zajmująca i może niejednego widza odstręczać)... a ze względu na obrazy! Genialny kicz pociągnięty do rangi sztuki! Aż dziw bierze, że to produkcja Hollywood :-) No i jest jeszcze muzyka Howarda Shore’a - cudowne, głośne, przeplatające się, niepokojące dźwięki rodem z Maroka.

Najpierw o muzyce: uprzedzam, nie jest łatwa w odbiorze. Czasem bardzo głośna, za chwilę ledwie słyszalna, melodyczna i irytująco chaotyczna jednocześnie. Sądzę, że bez filmu jest trudna do zaakceptowania, ale zdecydowanie warta posłuchania. Shore to mistrz - kompozytor niezwykły! Jak opowiadał, największy wpływ na formę partytury wywarli na nim marokańscy mistrzowie muzyczni Jajouka - orkiestry mającej ponad 1200-letnią tradycję.

I o filmie: Catherine Deane (w tej roli Jennifer Lopez) to młoda, obiecująca psychoterapeutka, która zajmuje się eksperymentalnym leczeniem zaburzeń psychicznych, spowodowanych najczęściej traumatycznymi wydarzeniami. Pewnego dnia agent FBI Peter Novak (Vince Vaughn) zwraca się do niej z prośbą o pomoc w odnalezieniu porwanej dziewczyny. A Catherine ma to zrobić, zagłębiając się w umysł seryjnego mordercy, Carla Starghera (w tej roli genialny Vincent D’Onofrio), który na skutek rzadkiej odmiany schizofrenii nieodwracalnie zapadł w śpiączkę... A tylko on wie, gdzie jest jego ostatnia ofiara. Od tej pory każda minuta to być albo nie być dla zaginionej dziewczyny. Jednak umysł Starghera to świat niezwykły, mroczny, chory, a on sam jest w nim oszalałym królem, który spełnia swoją każdą okrutną fantazję. To też świat bolesnych wspomnień z dzieciństwa (uosobieniem dobrej strony Carla-mordercy jest 10-letni chłopiec, przewodnik Catherine po umyśle dorosłego mordercy) - znęcający się nad dzieckiem zwyrodniały ojciec, nieczuła i obojętna matka - które ukształtowały Carla takim, jakim jawi się światu jako dorosły. Łatwo się w nim zagubić i uznać te fantazje za rzeczywistość... Właśnie ta część filmu, historie z umysłu mordercy, są pokazane w sposób niezwykły! Każda scena, dzięki niesamowitym kostiumom przygotowanym przez fenomenalną Japonkę Eiko Ishioka (to jest absolutny, popisowy argument za tym filmem!), oraz wizjom reżysera, twórcy świetnego teledysku R.E.M. Losing My Religion (w filmie jest wykorzystana scena z tego teledysku), Tarsem Singha, jest jak obraz - przebogata w kolory, strukturę, fantastyczne światło, subtelne nawiązania do sztuki, symboliczność, dwuznaczność odbioru... Koniecznie trzeba ten film obejrzeć! Polecam!

piątek, 16 maja 2008

60. Irysy


Po kilku dniach duszącej, słonecznej pogody za oknem pada deszcz. Miła odmiana...
A na fotkach Ogród Botaniczny raz jeszcze :-) Właśnie kwitną moje ulubione kosaćce / irysy. Zawsze mnie przyciągała ich uroda i barwy - jakiś czas temu, jeszcze kiedy pracowałam w księgarni, kupiłam przepiękny atlas tych kwiatów, który wciąż z ogromną przyjemnością weruję i wczytuję się w czarodziejskie nazwy różnych odmian :-) . W poznańskim ogrodzie nie ma ich zbyt wiele, ale i tak każdego roku je odwiedzam ;-)

Fotki robiłam aparatem Pentax MZ-10 z podpiętym Tamronem 70-300 mm o świetle f 4,5-5,6 wersja macro; skany z fuji superia 200, bez żadnej obróbki.

środa, 14 maja 2008

59. Sopot

Wczoraj w okolicach 19.00 położyłam się na tzw. „godzinkę”, żeby odetchnąć przed pracą nad kolejną książką, i... obudziłam się o 3.00 w nocy :-) Cóż... „padłam jak betka” po prostu ;-) Za dużo się dzieje ostatnio! W pracy chaos i pośpiech (międzynarodowe targi książki od dziś w Warszawie, ale postanowiłam, że nie jadę; a co mi tam :-) raz może mnie nie być), prace zlecone w nadmiarze - bo idą wakacje i trzeba coś „lekkiego” wypuścić na rynek, w końcu, kto będzie chciał czytać poważne książki, leżąc plackiem na plaży? ;-) , a za tydzień w czwartek wyjazd do Gdyni na kolejne, ostatnie już spotkanie z cyklu „T jak Typografia”. Właśnie od trzech dni szukam w miarę taniego hotelu w Trójmieście. Tak sobie wymarzyłam Sopot, tuż nad morzem... Chcę zostać do soboty, odpocząć trochę, nacieszyć się słońcem i szumiącym morzem... Oby pogoda dopisała!

A skoro Sopot to krótko o latarni morskiej w tym mieście... Latarnia morska, a zarazem wieża widokowa powstała wraz z budową nowego zakładu balneologicznego* w latach 1903-1904 dzięki byłemu lekarzowi wojsk napoleońskich Jerzemu Haffnerowi. Początkowo pełniła funkcję wieży widokowej zasłaniającej nieestetyczny komin kotłowni Zakładu Balneologicznego, obecnie stanowi znak nawigacyjny w polskim systemie żeglugi morskiej oraz punkt obserwacyjny, skąd można podziwiać molo i część Sopotu. Światła nawigacyjne zainstalowano dopiero po drugiej wojnie światowej, kiedy odbudowywano częściowo zniszczone miasto. Niestety nie wiadomo kiedy dokładnie na wieży rozbłysło pierwsze światło. Latarnia była w spisie latarń z 1957 roku. Z powodu małego zasięgu (5 Mm) trudno było wtedy nazwać ją latarnią z prawdziwego zdarzenia, co stało się dopiero w 1977, gdy na latarni zainstalowano światło o zasięgu 17 Mm. Źródłem światła jest układ optyczny składający się z lampy obrotowej produkcji szwedzkiej, o sześciu płaszczyznach. Świeci ona przez 0,3 s, po czym następuje 3,7 s przerwy. Latarnia jest udostępniona dla zwiedzających.

* Balneologia to dział medycyny zajmujący się badaniem leczniczych właściwości kąpieli i wód mineralnych z naturalnych źródeł (definicja słownikowa PWN).

wtorek, 13 maja 2008

58. Odwołuję ;-)

Hmmm... Chyba jednak nie mam pecha ;-) , a przynajmniej nie tym razem - aparat dało się naprawić! :-) Hurra!
Na osiedlu, gdzie mieszkam, są dwa laboratoria fotograficzne: jedno duże i drugie całkiem malutkie. To malutkie należy do Fuji, z których klisz chętnie korzystam. Pracuje tam bardzo miły pan, wielki pasjonat fotografii, i kiedy, oddając film do wywołania, opowiedziałam mu, że mój Pentax się zbuntował wspaniałomyślnie zaofiarował pomoc :-) No i już po półgodzinie aparat był gotowy. Okazało się, że to tylko zaczep kasetki solidnie się odgiął, no ale ze mnie taki spec, jak z koziej... ehm... no wiecie ;-)

Na fotce mój ulubiony stoliczek w kafejce Weranda (tak, tak, wiem, to obsesja!) przy Starym Rynku, choć taki widok pustego stoliczka to rzadkość :-) Zdjęcie wykonane Pentaxem Me Super z podpiętą ulubioną 50-tką, f 1,7. Film był czarno-biały (Kodak ISO 400), ale w wywołaniu pokazała się taka lekka sepia - moim zdaniem, wyszło nieźle.

sobota, 10 maja 2008

57. Ja to mam pecha :-/



Nie mam wolnego weekendu, nie... To nie to ;-) Na biurku leży ponad 400 stron wspomnień z okresu drugiej wojny światowej - ani nie mój ulubiony temat, ani odpowiednio czasu, by książkę solidnie przygotować. Ale skoro wydawcom nie zależy, to co ja mam się przejmować? Chyba przyjmę taką postawę, bo w końcu sama świata nie zmienię :-/ (Tylko jakoś źle się z tym czuję - uważam, że jak już się za coś zabierać, to porządnie...). W każdym razie... mimo obowiązków wyrwałam się dziś rano do Ogrodu Botanicznego na samo otwarcie, godzina 09.00. Miałam po prostu nadzieję, że nie będzie zbyt wiele ludzi... Oczywiście, płonne nadzieje ;-) Ale i tak było super - światełko, ranny chłodniejszy wiaterek, koncert żab, no i te ptaki! Jaka szkoda, że nie potrafię ich odróżniać! Nawet ruda wiewóra się pokazała! A czemu mam pecha? Zepsułam aparat... drugi w ciągu roku :-/ Albo to ja mam pecha, albo to jakiś znak od dobrych duszyczek, że czas zanabyć aparat cyfrowy.
Na fotkach to, co udało się uratować w laboratorium - nieco bałaganiarskie i ciut prześwietlone, ale... mnie się podoba. Bez / lilak obsypał się fioletowymi, białymi, albo niebieskimi kwiatkami (jak mawia moja kochana, serdeczna przyjaciółka E. - w kolorze „denaturatu” ;-D ); zapach jest wręcz oszałamiający. Zakwitły też rododendrony - niesamowite są te kolory! Za tydzień koniecznie trzeba się wybrać do Kórnika pod Poznaniem - będzie otwarta część badawcza Arboretum, gdzie gatunków rododendronów wręcz nie da się policzyć :-)

Fotki robiłam aparatem Pentax Me Super z podpiętą M-135-tką o świetle 3,5; skany z fuji superia 200, poza wykadrowaniem bez żadnej obróbki.

piątek, 2 maja 2008

56. Ogród Botaniczny


Ogród Botaniczny w Poznaniu to jedno z najpiękniejszych miejsc mojego miasta :-) Otwiera swoje piękne kute bramy 1 maja, by zamknąć je pod koniec października - zimą roślinki odpoczywają od ludzkiego gwaru ;-) W pierwszych dniach maja odbywa się doroczny kiermasz roślin dla miłośników „ogródkowania”, ale to mnie nie odstraszyło... A powinno! Rety! Dzikie tłumy, rozwrzeszczane, rozdokazywane, umazane lodami dzieciaki z balonikami rozdeptujące szlachetne rośliny, mamuśki z wózkami, lepiące się do siebie parki zrywające cenne okazy roślin (moje biedne serce! zaraz dostanę zawału! :-/ ), rowerzyści (do choinki! a nie wolno na teren ogrodu wjeżdżać, a już tym bardziej jeździć i stanowić zagrożenie dla spacerowiczów!!!)... Zgroza! Ale nic... dzielnie przebijałam się przez te tłumy w poszukiwaniu wolnej ławeczki. Jest! Dopadłam, usiadłam, wyjęłam książkę z torby i... hmmm... nie da się czytać - z jednej strony, na ławeczce obok mamusia gulgocząca coś do swojego dzieciaczka w wózku, z drugiej strony przygłuche starsze babulinki krzyczące coś do siebie i to tak donośnie, że zagłuszały koncert żab w sztucznym zbiorniku tuż przed nami :-/ Eh, życie... Czas do domu...
I żeby nie było, żem marudna baba ;-) - sama sobie byłam winna! Wolne dni w mieście = tłumy w parkowych alejkach.

fotki zrobione Pentaxem MZ-10 z podpiętym Tamronem 70-300 mm f4-5,6 wersja macro; skany z fuji superia 200

czwartek, 1 maja 2008

55. Arboretum w Kórniku




Choć pogoda dziś niezbyt sprzyjała (kropiło), wizyta w kwitnącym magnoliami arboretum w Kórniku pod Poznaniem - 40 hektarów powierzchni, ponad 3000 gatunków drzew i krzewów, wiele egzotycznych - to dla mnie jak zawsze wielka przyjemność :-) W dniach 1-3 maja jak co roku organizowane są dni pt. „Kwitnienie magnolii”. Bardzo ciekawa impreza z przewodnikami opowiadającymi o historii zamku i arboretum, o Instytucie Dendrologii Polskiej Akademii Nauk, o założycielach ogrodów, i przede wszystkim o samych roślinach z magnoliami na czele. Oczywiście można zajrzeć do samego zamku, przywitać się :-) z uroczą Białą Damą (duch Teofilii z Działyńskich), podziwiać piękne wnętrza i zbiory (sala mauretańska jest niezwykła!). Na zamku znajduje się też wspaniała biblioteka (założona w 1828 roku przez Tytusa Działyńskiego), specjalizująca się w zbieraniu dzieł dotyczących biologii i leśnictwa - jedyna taka w Polsce.
Uwielbiam arboretum, bywam tu kilka, kilkanaście razy w roku, i latem, i zimą. Z aparatem i z książką lub gazetką, na spacerek, po świeże powietrze i po wrażenia - ten zbiór unikatowych obcych roślin bowiem jest imponujący! Dla miłośnika przyrody - wizyta obowiązkowa ;-) Arboretum jest największe i najstarsze w Polsce (początki sięgają pierwszej połowy XIX wieku, a jej założycielem był Tytus Działyński i jego syn Jan) oraz należy do największych i najstarszych w Europie Środkowej. I to wszystko zaledwie 20 kilometrów od Poznania, około 30 minut autobusem! I jak tu nie korzystać :-)

Fotki (z zeszłego roku) robione aparatem Pentax MZ-10 + Pentax-SMC 50 mm f 1,7 oraz na zmianę (fotka rozsłonecznionej magnolii) - Exakta 28-70 mm o stałym światełku f 4 wersja macro (niestety już nie mam tego obiektywu - ale nie specjalnie żałuję, bo to taki sobie obiektyw z podwójnym pierścieniem, utrudniającym jak dla mnie pracę, nie mówiąc już o szybkości takiego ustawiania).

54. Wzruszający wieczór


Dzięki uprzejmości Andrzeja Tarnowskiego wklejam zdjęcie całego zespołu na scenie Teatru Wielkiego w Poznaniu - 30 kwietnia 2008 roku. Dziękuję!!!

Wczorajszy wieczór w Operze był po prostu cudowny! Wiele wzruszeń, wielkie emocje, widownia pełna... Był to wieczór zamknięty dla miłośników polskiej tradycji tańca ludowego. Przepięknie! Na początku koncertu nie mogłam opanować wzruszenia i kilka łez się pojawiło... No taka uczuciowa jestem...
Po wejściu na salę na fotelu każdego uczestnika jubileuszowego przedstawienia czekał starannie wydrukowany kolorowy folder przedstawiający historię zespołu oraz program koncertu galowego. A sam koncert składał się z dwóch części:
1. krakowiak, krakowiak z oberkiem, oraz tzw. ostatki - podkoziołek wielkopolski, zapusty śląskie, opoczyński targ dziewcząt;
2. tańce i zabawy górali spiskich, Wielkanoc w Beskidach, tańce i przyśpiewki Lachów Sądeckich, mazur.
Koncert prowadził Mirosław Najnert (aktor z katowickiego teatru Korez). Na scenie pojawili się też: Dariusz Majchrowicz - dyrektor artystyczny zespołu, który w tym dniu obchodził 35-lecie działalności artystycznej! - oraz liczni przedstawiciele uczelni oraz zespołów tanecznych z całej Polski. Życzeniom i uściskom nie było końca :-) A w zespole - młoda kadra wraz z oldboyami, jak uroczo się nazwali, oraz wspaniale grająca kilkuosobowa kapela. Klasa sama w sobie! Żałujcie, że Was tam nie było :-)

PS. I tylko szkoda, że mój aparat nie nadaje się do robienia zdjęć :-( Zrobiłam kilka, ale żadne nie jest warte pokazania, niestety...