wtorek, 30 września 2008

119. Calvin i Hobbes

Ciepłe, jesienne lenistwo ;-) Copyright © Bill Watterson

Dziś chyba będę musiała zrezygnować ze spacerku po pracy :-/ Za oknem szaro-buro, deszczowo, ponuro, zimno, wilgotno... itp. itd. Eh! Miałam wielkie plany, a tu... nici... :-(
Humor ratuje mi Calvin i Hobbes - zwariowana komiksowa para: sześciolatek i jego pluszowy tygrys [ożywa ;-) gdy nikt nie widzi]. Stworzeni przez Billa Wattersona bawią świat od 18 listopada 1985 roku. Ich imiona pochodzą od nazwisk Jana Kalwina, francuskiego reformatora chrześcijaństwa, i Thomasa Hobbesa, angielskiego filozofa. Co oni wyprawiają, to się filozofom nie śniło ;-D
W Polsce ukazało się kilka albumów ze zbiorem prasowych „pasków”. Do nabycia w księgarniach :-)

poniedziałek, 29 września 2008

118. Jesień w Poznaniu




Postanowiłam, że jesienią pochodzę po pracy pieszo, spacerkiem, z dala od głównej trasy samochodowej, zaułkami, lasem, parkami - oczywiście z aparatem, by niczego w przyrodzie nie przegapić, i z muzyczką w uszach (obecnie słycham Eagle-Eye Cherry i jego fantastycznej, nie takiej już nowej, ale pięknej i radosnej płyty Sub Rosa). Na dworze jest po prostu... no... ach! ;-) I to tak bardzo, że aż szkoda wsiadać do zatłoczonych tramwajów! W ubiegłych latach byłam okropnie zabiegana i zapracowana [paskudny pracoholik ze mnie :-/ ], i nie mam ani jednego zdjęcia zmieniających się kolorków na klonach, które jesienią są takie cudowne! Złoto, żółć, czerwień! Przepiękne! Dziś kilka pierwszych ujęć, choć bez klonu, nadal... :-)

niedziela, 28 września 2008

117. Giełda ogrodnicza

Dziś niedziela, ale ja jakoś nie mogłam rano dospać... Postanowiłam zatem nie wylegiwać się „na siłę”, tylko pojechać na giełdę ogrodniczą na Drodze Dębińskiej. Ta giełda jest otwarta od wtorku do niedzieli wcześnie rano, bodajże od godz. 4.00 do 10.00. i wejść może każdy, kto tylko ma ochotę :-) Cuuudne miejsce! Mnóstwo kwiatów ciętych, liści i gałązek, kwiatów w doniczkach - do domu i do ogrodów, iglaki, suszki, dynie ozdobne, akcesoria i dodatki do bukietów, donice i osłonki, wiklina... itp. itd. Bardzo starałam się opanować chęć kupienia wszystkiego po kolei ;-D Wróciłam z kilkoma doniczkami wrzosu, fikusem (to do pracy) i żółtym calonche (to na parapet u mnie w domku); dokupiłam też piękny pleciony kosz i wiklinowe osłonki na doniczki. Pachnąca lasem i żywicą jesień zawitała w moim pokoiku :-)

sobota, 27 września 2008

116. Słonecznie



Tak się pięknie do mnie uśmiechało dziś słoneczko, gdy wracałam z wypadu na miasto :-) Bardzo lubię brzozy, a kilka rośnie tuż przy moim domku; do tego huśtawki i od razu dzieciństwo się przypomina :-) A na innych fotkach osiedlowe przy-blokowe jesienne ogródki [trochę bałaganiarskie zdjęcia, ale...].

Wszystkie zdjęcia robione Olympusem E-510 z krótkim kitem.

wtorek, 23 września 2008

115. Nowe...



Fotki ze strony BBC Good Food :-) Copyright ©

Jak już wiecie, mam totalną manianę ;-) na czasopisma z dziedziny wystroju wnętrz. Przeglądam ich każdego miesiąca dziesiątki - polskich i zagranicznych, ale od ponad 15 lat kupuję niemal niezmieniony zestaw. Jednym z tych moich ukochanych pism jest niemieckojęzyczna wersja „Living At Home”. Wiele tematów w jednym, mniej więcej 150-stronicowym, w pełni kolorowym katalogu: architektura, wnętrza, dobór kolorów, dodatki, oświetlenie, prace ręczne, kwiaty i ogród, kuchnia itp. itd.
Redakcja pisma zapowiadała od pewnego czasu na stronie domowej w necie nową, odświeżoną odsłonę na październik i... obietnicę spełniła na milion procent! Nr 10/08 jest najlepszym numerem, jaki do tej pory trzymałam w rękach! Koniecznie musicie go zobaczyć :-) albo nawet kupić - to niecałe 20 zł, a ile radości! Ktoś, kto zna to pismo, będzie naprawdę mile zaskoczony zmianami :-)
Ale o szczegółach... Nowe logo, delikatniejsze; nieco grubszy aksamitny w dotyku papier (pewnie zwykłe MWC lub podobny, ale... zmiana jest); format ten sam - dobrze, bo półka mi się nie zmieniła w domku ;-D a wnętrze... Na powitanie na pierwszych stronach jesienno czerwony bukiet pięknie ułożony w ciekawym naczynku. A potem zaproszenie na wędrówkę po pokojach w kolorach ciepłego brązu, bo... tematem przewodnim magazynu jest czekolada - taka tradycyjna: do zjedzenia i do popicia, ale i w każdej innej „postaci” wizualno-zmysłowo-dotykowej: od drewna w kolorze ciepłego brązu; miękkiej skóry na wygodnych fotelach; puchatych dywanach w odcieniu gorzkiej słodkości; cudownie przeplatających się beżowych wzorach na ciemno burgundowej tapecie; porcelanowych bibelotach - też w kolorze przydymionego beżu; ręcznie szykowanych notatnikach w filcowych oprawach w mieniących się odcieniach... czekolady ;-) Jest też nowy dział - książki!!! Na początek kilka wpływowych osób niemieckiego designu pokazuje swoje biblioteki; jest też stroniczka o nowościach książkowych - albumy o wnętrzach i tematy pokrewne. W magazynie króluje mistrzowski dobór koloru - wszystkie odcienie brązu w połączeniu z niebieskim i turkusem, przydymionym fioletem i różem, beżem i porcelanową bielą. Na ostatniej stronie - to już chyba dla totalnej rozpusty takich zwariowanych czytelników jak ja ;-D - jest zdjęcie mufinki polanej gęstą gorzką czekoladą wraz z przepisem drobnym druczkiem, promieniście rozchodzącym się od centrum fotki ;-D Bajka! Mówię wam! Jestem w raju...
I jeszcze najważniejsze - mają nowego fotografa i/lub projektantów pisma: zdjęcia są niezwykłe, piękne, ciepłe, nastrojowe, z płytką głębią ostrości, bądź wręcz przeciwnie - wyostrzeniem maksymalnym; jest bardzo dużo ciekawych zbliżeń na faktury przedmiotów, materiałów, roślin itp. itd. To trzeba samemu zobaczyć! Ja jestem zachwycona!

PS. Niedawno u Chazz Charlotte podziwiałam tort czekoladowy... Jak widać wszystko się ze wszystkim łączy ;-)

poniedziałek, 22 września 2008

114. Lekturkowo...

Według kalendarza jutro zacznie się jesień! Hurra! Te zmieniające się kolorki drzew, liście spadające z drzew, ciepłe promyki słońca, zapach wilgotnego lasu, wełniane szale i sweterki, dynie i świeczki, pamperki z kasztanów i zapałek ;-) wrzos... Niestety wcześnie rano, gdy mnie z ciepłych objęć snu wyrwał świdrujący dzwonek budzika, za oknem zastałam niezbyt zachęcającą jej zapowiedź - mżawka, wilgoć, przejmujący chłód… Najchętniej zostałabym w ciepłym domku, pod pierzyną, albo w fotelu, owinięta kocem, zatopiłabym się w ciekawą książkę… Słupki lektur starych i nowych - których nie miałam okazji jeszcze czytać, a jestem bardzo ich ciekawa - od tygodni w szybkim tempie rosnące na podłodze, tuż przy wypełnionych po brzegi regałach, niebezpiecznie się już chwieją, a czasu wciąż brak :-/ Aż nie chce mi się wierzyć, że kiedyś, za moich księgarnianych czasów, „połykałam” 3-5 książek tygodniowo plus przeglądanie codziennych nowości z literatury. Jak ja to robiłam? Jakim cudem miałam wtedy tyle wolnego czasu? Eh! Starzeję się ;-D

W kolejce m.in. czekają:
-- Orhan Pamuk Stambuł. Wspomnienia i miasto z Wydawnictwa Literackiego
-- Paul Auster Człowiek z ciemności z Rebisu (lubię tego autora, obserwuję jego poczynania literackie od początku, gdy tylko się ukazała na polskim rynku jego Trylogia nowojorska; dla mnie fenomenalna)
-- Karin Fossum Nie oglądaj się ze Znaku (lekko, do tramwaju)
-- Hugh Laurie Sprzedawca broni z W.A.B. (z ciekawości :-) lekko mam nadzieję, do tramwaju)
-- Wiesław Myśliwski Traktat o łuskaniu fasoli ze Znaku (musiałam do tej lektury dojrzeć - medialny szum wokół książki i autora ucichł, teraz czas na spokojną radość delektowania się z każdego słowa, poza tym specjalnie czekałam na jesienne wieczory :-) Tak sobie wyobrażam, że jest to taka właśnie jesienna lektura…)
…i około 30 innych tytułów :-/ „Ja wysiadam…” jak śpiewała Anna Maria Jopek. Swoją drogą: jej głos też uwielbiam właśnie jesienią ;-) A nowa płyta już 17 października!

Ta śliczna tapetka z dzisiejszego postu pochodzi ze strony Vista Back. To jedna z przyjemności Internetu - cudowne zdjęcia, prosto na pulpit, które można ściągnąć darmowo :-)

piątek, 19 września 2008

113. Wschodnie obietnice


Courtesy of Pathé! & Focus Features

Obejrzałam wczoraj w nocy film... i jestem wciąż pod wrażeniem, bo obraz mocny, szokujący, dający do myślenia... Ale można się było tego spodziewać. Reżyser, David Cronenberg, słynie z bezkompromisowości, zarówno w doborze tematów, jak i sposobu filmowania - bez cięć scen drastycznych, erotycznych itp. Pełen naturalizm. Eastern Promises (Wschodnie obietnice), film z końca zeszłego roku, niestety nie znalazł w Polsce dystrybutora :-/ Ktoś się pewnie wystraszył nagiego Viggo Mortensena ;-) albo tematu - niezbyt pochlebnie pokazanej społeczności Rosjan, żyjącej w Londynie. Ja obejrzałam go w wersji oryginalnej, co też ma swój urok - aktorzy świetnie naśladują rosyjski akcent, zwłaszcza Viggo. A sam film, historia, wart poświęconego czasu. Polecam bardzo!
Treść: w miejscowym szpitalu w Wigilię, wydając na świat córeczkę, umiera 15-letnia Rosjanka. Anna, położna o rosyjskich korzeniach - w tej roli wspaniała Naomi Watts - postanawia odnaleźć jej rodzinę, by oddać im noworodka. Wie, że jeśli ich szybko nie znajdzie, dziecko trafi do sierocińca. W torebce Rosjanki znajduje pisany cyrylicą dziennik. Mozolnie tłumaczony, odkrywa mroczną tajemnicę krótkiego życia Tatiany - ucieczka z Ukrainy do wyśnionego „raju na ziemi” - Anglii, a później prostytucja, brudne łapska handlarzy „żywym towarem”, mafia, nielegalne transakcje handlowe, wymuszenia, morderstwa... I tu zaczynają się kłopoty Anny - nieświadoma niebezpieczeństwa, udaje się do „głowy” rosyjskiej mafii z prośbą o pomoc w odnalezieniu rodziny Tatiany.
Aktorzy są świetnie dobrani do charakterów, które grają: Vincent Casell jako Kiryll, syn mafiosa, brutalny pijaczyna; Armin Mueller-Stahl jako szef mafii; Viggo Mortensen - genialny jako Nikolai, szofer Kirylla, starający się awansować w hierarchii; i oczywiście Naomi Watts [wielka szkoda, że nie dostała Oscara za rolę w 21 gramów] - mimo że taka krucha, odważnie stawia czoło męskiemu światu. W filmie można zobaczyć też kilku polskich aktorów, np. Jerzego Skolimowskiego :-)
Muzyka! Muzyka! Muzyka! Howard Shore ponownie na wyżynach swych możliwości!

wtorek, 16 września 2008

112. Koniec lata...



Kataloguję, porządkuję, zgrywam na CD ostatnie letnie fotograficzne wspominki... Oczywiście, nie zaskoczę Was - to ogród Botaniczny w Poznaniu :-) Skwar, silne późno popołudniowe słońce. Zdjęć w żaden sposób graficznie nie obrabiałam - to skany z kliszy fuji superia 200, jedynie zmniejszone na potrzeby Internetu.

PS. Nowy numer Design This Design That, a w nim różne piękne różności oraz... wywiad z Mia Mi :-) Gratuluję!

Fotki robione jeszcze aparatem Pentax MZ-10 z podpiętą klasyczną 50-tką serii M o świetle f 1,7 (bardzo podoba mi się ten bokeh...).

111. Kurier :-)

Fotka ślicznych zakładek do książek prosto ze stronki o lawendowych polach :-)

Za miesiąc zaczynają się 12. Targi Książki w Krakowie. W wydawnictwie w związku z tym mnóóóóstwo roboty, wszystko na ostatnią chwilę - normalka!, nie wiem, za co pierwsze się chwycić... [nie narzekam, lubię taki twórczy chaos... :-) ale oczywiście, bez przesady...] Z listy spraw super pilnych wybieram tę najpilniejszą - wysłać książkę do korekty, bo za tydzień ostateczny termin oddania plików do druku. Zamawiam kuriera na rowerku, żeby migiem przewiózł książkę do przemiłej Pani Redaktorki E. Sprawa oczywiście super-hiper pilna.
Po godzinie wesoły dialog na GG :-)
Pani Redaktorka E.:
-- I gdzie ten kurier? Siedzę murem w domu, nikt nie puka, nikt nie dzwoni, chyba mnie nie lubią :-/
-- Moment, sprawdzę - to ja. Szybki telefon, odpowiedź: - 15 minut i wali do drzwi :-)
-- To jak, udusić czy niech żyje? - to Pani Redaktorka E.
-- Ułaskawić, przyda się na przyszłość ;-D - mówię ja.
No, szanowny kurierze - dzięki takim oto krótkim dialogom twoja głowa pozostała na swoim miejscu... :-D
Co nam pozostaje... trzeba sobie pożartować!
PS. Mam nadzieję, że szanowna Pani Redaktor E. się nie pogniewa, że tu przytaczam nasz wesoły w gruncie rzeczy dialog, jednak czasem kilka słów potrafi przywrócić dobry humor i uśmiech na twarzy :-)

niedziela, 14 września 2008

110. Basquiat



Jeśli będziecie mieć okazję obejrzeć film Basquiat - taniec ze śmiercią z genialnym (wiem, wiem, już to pisałam ;-) ale po prostu go uwielbiam...) Jeffreyem Wrightem w roli głównej, to zapewniam, że warto: dla historii młodego malarza, czy chociażby dla plejady gwiazd w nietypowych dla siebie rolach (David Bowie wciela się w postać Andy'ego Warhola). Wczoraj, mimo zmęczenia redagowaną książką, nie mogłam zasnąć i późno w nocy obejrzałam go po raz kolejny :-) Niestety film w polskiej wersji językowej jest nie do zdobycia :-/ kompletnie tego nie rozumiem... Kiedyś był nadany w TV, ale chyba tylko raz i to dawno, dawno temu... W końcu - zniecierpliwiona czekaniem na łaskawość polskich dystrybutorów DVD - kupiłam wersję angielską. Obecnie usilnie poszukuję książki wydanej w 1997 roku przez poznański Rebis Basquiat - nowojorska opowieść filmowa autorstwa Lecha Majewskiego. Może się uda na allegro - to skarbnica wszystkiego, trzeba się tylko mocno naszukać, albo naczekać ;-) Jestem gotowa sporo zapłacić, albo wymienić się na inny atrakcyjny tytuł (każdy dostępny w księgarniach - choć oczywiście w granicach rozsądku!). Ktoś chętny? :-)

Od góry: dwa plakaty filmowe - kinowy i z DVD, oraz cudowna fotka zamyślonego Jeana-Michaela Basquiat z kotem na kolanach. Niestety nie wiem, kto jest autorem...

sobota, 13 września 2008

109. Ziiiiimno!

PEANUTS © 2008, United Feature Syndicate, Inc.

Ależ dziś zimno... Grafitowe chmurzyska na niebie zapowiadają deszcz, wiatr trzaska oknami, przez co najchętniej bym nosa nie wyściubiła znad kołdry :-/ A na biurku dwie książki czekają na redakcję... Eh!
Dobrze, że chociaż Charlie Brown ma ciekawe spostrzeżenia ;-) Jesień idzie, pomarańczowe i żółte dynie czas kupić, i wrzos koniecznie!, potem ciepłe ciuszki wygrzebać z dna szafy i... do lasu, kochani, poobserwować zmianę listkowych kolorków :-)

piątek, 12 września 2008

108. Codzienności :-/

Należę do osób tęgich... ekhm... delikatnie mówiąc [nie pokażę się wam, bo żadna ze mnie atrakcja ;-) może kiedyś... jak się odważę... ]. No tak jest i nie ma co rozpaczać... I muszę wam powiedzieć, że niespecjalnie o tym myślę - jestem zdrowa, a przynajmniej obecnie poza paskudnymi migrenami i bezsennością, które nawiedzają mnie od lat, nie narzekam na jakieś większe przypadłości, jestem aktywna, żywotna, mam swoje pasje, realizuję się... Ale ten mój uśmiech na twarzy jest do czasu, gdy spotkam na swej drodze jakiegoś niedojrzałego du*ka - no wybaczcie, ale czasem aż mnie ponosi! - który palnie jakąś kąśliwą uwagą, albo - tak jak dziś - zrobi coś, co mnie ukłuje niczym szpila w serce :-/ Choć sądzę, że zabolałoby każdą kobietę w takiej sytuacji (no jakoś tak jest, że w moim przypadku to rodzaj męski bywa złośliwszy). A co się stało? Jak co dzień jechałam wcześnie rano do pracy; po drodze przesiadałam się z tramwaju do tramwaju, tłum pasażerów spieszących do szkół i do pracy... do wejścia, gdzie ja stanęłam trzy kobietki, w tym ja, i elegant pod krawatem. Otóż elegant z uśmiechem przepuszcza dwie kobietki, po czym - gdy ja już stawiałam stopę na schodku tramwaju - wpycha się do środka z krzywą gębą i rzuconą chamską uwagą o moim wyglądzie. I jak wam się to podoba?! Mnie takie rzeczy potwornie wkurzają! To dotyczy właśnie takich osób jak ja - niespecjalnie urodziwych z defektem „tuszy” ;-) Tak często to obserwuję i doświadczam, że czasem mam ochotę krzyczeć! W czym my jesteśmy gorsi, co? Dlaczego czyjś wygląd wzbudza taką agresję, do cholerki? :-( Eh, świecie, popraw się, popraw, bo cię czasem nie lubię...

PS. Czytam świetną książkę :-) aż jestem zaskoczona, bo się nie spodziewałam (chociaż mogłam, bo film rewelacyjny!) - John le Carre Wierny ogrodnik. Jak skończę, napiszę więcej, teraz pędzę na fotelik, kawka, książka i... już mnie nie ma...

Fotografia © Cox & Cox

poniedziałek, 8 września 2008

107. Trudne tematy


To, że Skandynawowie świetnie piszą, to doskonale wiecie :-) Szkoda, że na polskim rynku wydawniczym powieści z tamtych regionów to wciąż ciekawostka, taki rarytas wręcz... Kiedyś, dawno dawno temu Wydawnictwo Poznańskie wydawało serię skandynawską, ale to taka przeszłość, że pewnie nieliczni tylko ją pamiętają :-) Zresztą rynek łaknie nowości! Dziś zatem chciałam polecić dwie książki „odważnych” poznańskich (znów!) wydawców: premierowe Ukryte wady Elsebeth Egholm z wydawnictwa Replika oraz nieco starszą już na rynku Bestię Andreasa Roslunda i Borge Hellströma z Vespera. Obie podejmują bardzo trudne tematy związane z nieprzypadkową śmiercią dziecka. Co wtedy czują rodzice? Jak reaguje środowisko, policja...? Czy jest coś, co ukoi ból...? Polecam!

niedziela, 7 września 2008

106. Księgarstwo

Copyright © alex.state.al.us

Nie wiem, czy to się okaże dla Was ciekawe... ale piszę na prośbę :-) i odkurzam pamięć...

Pięcioletnie Technikum Księgarskie w Poznaniu (a jednak istnieje!, ale dziś jest czteroletnie i wchłonięte zostało przez Technikum Poligraficzno-Administracyjne przy ul. Działyńskich) miało swoją siedzibę pierwotnie na ul. Inżynierskiej w „Domu Drukarza” (wczesne lata 50-te), a następnie na ul. Różanej (1966) w Zespole Szkół Zawodowych im. Lelewela. Tu też kształcili się drukarze w Technikum Poligraficznym i pocztowcy w Liceum Ekonomicznym o specjalności pocztowej. Ja uczyłam się tam w latach 80-tych, w okresie naprawdę bardzo wysokiego poziomu nauczania. Miałam to szczęście :-) , gdyż kilka lat później poziom był już znacznie znacznie niższy [ogólny dostęp do innych mediów, np. rozwój rynku czasopism, potem Internet itd., moim zdaniem sprawił, że - wtedy - młodzież przestała czytać książki... Teraz jest chyba cool chwalić się przeczytaną książką ;-) ].
Poza szaloną liczbą lekcji z języka polskiego, na których czytaliśmy mnóstwo, mnóstwo książek (lista lektur zbliżona była do tej na studiach polonistycznych, a do tego zawody w czytaniu :-) , które już sami sobie organizowaliśmy, tacy maniacy byliśmy! Najgorzej, że książek nie było - wszechobecna cenzura :-/ nie pozwalała wydawać „zachodniej zgnilizny”, a przynajmniej niewiele, oczywiście poza klasykami; poza tym plan wydawniczy opracowywany był przez Ministerstwo, państwowym wydawcom i tak na niewiele pozwalano... Nasza szkolna bibliotekarka na pytanie: „Czy jest Ferdydurke Gombrowicza?” odpowiadała: „A chcesz gwiazdkę z nieba? Będzie łatwiej!”), mieliśmy zajęcia z typowo zawodowych przedmiotów:
== księgoznawstwo to lekcje z historii piśmiennictwa, drukarstwa, ruchu wydawniczego oraz księgarskiego; na drugim roku nauczania więcej było o materiałoznawstwie i produkcji książki, wizyty w drukarniach itp.;
== bibliografia księgarstwa to były przede wszystkim lekcje katalogowania według przyjętych przez Bibliotekę Narodową norm - cały podział numeryczny musieliśmy znać na pamięć :-) [empikowy alfabetyczny sposób układania książek to jakieś totalnie nieporozumienie... :-/ ];
== reklama i propaganda książki - to dokładnie to, o czym mówi nazwa :-) ale całkowicie różne od tego, co mamy obecnie; trzeba pamiętać, że kiedyś nie było Internetu, nie było billboardów, ulotek reklamowych, reklam w gazetach itd., to były naprawdę siermiężne czasy - poczynając od reglamentacji papieru w drukarniach, a nawet doboru tytułów do wydania!;
== ekonomia i organizacja przedsiębiorstw księgarskich (chodzi o Dom Książki - monopolistę w dawnych PRL-owskich czasach) oraz rachunkowość - papierki, fiszki, dokumenty, rachunki, fakturki itd.;
== elementy poligrafii - lekcje o technikach druku, o gatunkach papieru, o chemii itp.
Naukę kończyliśmy egzaminami zawodowymi, po których otrzymywaliśmy tytuł dyplomowanego technika księgarza, oraz maturą. Po latach mogę stwierdzić, że brakowało zajęć z psychologii stosunków międzyludzkich, lekcji dykcji i retoryki, nie było też nic o redakcji i korekcie tekstów, o tłumaczeniach, brakowało bardziej rozbudowanych zajęć z projektowania, brakowało redakcji technicznej itp. Ale z drugiej strony, ta szkoła nastawiona była dokładnie na księgarstwo, czyli na kształcenie osób zajmujących się sprzedażą bezpośrednią w księgarniach, i pod tym względem przygotowywała absolwentów doskonale :-)
Szkoły średnie o takim profilu istnieją też w Krakowie, Gdańsku i stolicy. Pamiętam namiętną szkolną rywalizację międzymiastową :-) Z perspektywy czasu to zabawne się wydaje, ale wtedy nas dopingowało do nauki.

Ciekawostka: hymn szkoły ułożył jej absolwent - Grzegorz Stróżniak z zespołu Lombard :-)

sobota, 6 września 2008

105. Fistaszkowa jesień c.d.


PEANUTS © 2008, United Feature Syndicate, Inc.

Charlie Brown i jego obserwacje początków jesieni po raz drugi :-)

piątek, 5 września 2008

104. BBC 100

Fotografia Jamesa Joyce'a wykonana przez Berenice Abbott.

Pisałam już, że bardzo lubię różne listy i ankiety? Chyba tak :-) Na blogu Zosikowe lekturki (pozdrawiam!) znalazłam takie oto zestawienie: BBC 100. Książki, które trzeba przeczytać. Oczywiście od razu przystąpiłam do dzieła i... ha! jestem niezła :-D Nie przeczytałam „zaledwie” 28 książek, których chyba nawet nie widziałam na rynku księgarskim, albo mnie po prostu nie zainteresowały. Taki wynik mogłam osiągnąć [oczywiście poza totalnym uwielbieniem dla książek] m.in. dzięki szkole – Technikum Księgarskie – którą kończyłam [a która już nie istnieje od kilku lat – ktoś po prostu uznał, że nie warto kształcić księgarzy; „handlowiec” wystarczy: książki sprzedawane na kilogramy i „sztuki” to dziś norma niestety :-/ oczywiście nikogo nie obrażając ani nie generalizując, ale... sami rozumiecie: książki to jednak nie to samo co marchewka...], gdzie czytaliśmy na wyścigi wszystko, co tylko było dostępne, oraz kilku latom spędzonym w księgarniach i wydawnictwach, gdzie mogłam i wciąż mogę „pochłaniać” każdego dnia nowe książki :-)
A oto lista dla tych, którzy chcą się zabawić [z moimi odznaczeniami, gdyż nie znam języka html i podkreślenia i przekreślenia nie chcą mi się kopiować na blog: kursywą podałam książki, których nie miałam okazji czytać, a na półgrubo te, które czytałam; nie wyróżniam ulubionych, bo to zależy od nastroju, dnia, pory roku...]:

1. Pride and Prejudice – Jane Austen
2. The Lord of the Rings – J.R.R.Tolkien
3. Jane Eyre – Charlotte Bronte
4. The Harry Potter Series – J.K. Rowling
5. To Kill a Mockingbird – Harper Lee
6. The Bible
7. Wuthering Heights – Emily Bronte
8. Nineteen Eighty Four – George Orwell
9. His Dark Materials – Philip Pullman
10. Great Expectations – Charles Dickens
11. Little Women – Louisa M. Alcott
12. Tess of the D'Urbervilles – Thomas Hardy
13. Catch 22 – Joseph Heller
14. Complete Works of Shakespeare
15. Rebecca – Daphne Du Maurier
16. The Hobbit – J.R.R. Tolkien
17. Birdsong – Sebastian Faulks
18. Catcher in the Rye – J.D. Salinger
19. The Time Traveller's Wife – Audrey Niffenegger
20. Middlemarch – George Eliot
21. Gone With The Wind – Margaret Mitchell
22. The Great Gatsby – F. Scott Fitzgerald
23. Bleak House – Charles Dickens
24. War and Peace – Leo Tolstoy
25. The Hitch Hiker's Guide to the Galaxy – Douglas Adams
26. Brideshead Revisited – Evelyn Waugh
27. Crime and Punishment – Fyodor Dostoyevsky
28. Grapes of Wrath – John Steinbeck
29. Alice in Wonderland – Lewis Carroll
30. The Wind in the Willows – Kenneth Grahame
31. Anna Karenina – Leo Tolstoy
32. David Copperfield – Charles Dickens
33. Chronicles of Narnia – C.S. Lewis
34. Emma – Jane Austen
35. Persuasion – Jane Austen
36. The Lion, The Witch and The Wardrobe – C.S. Lewis
37. The Kite Runner – Khaled Hosseini
38. Captain Corelli's Mandolin – Louis De Bernieres
39. Memoirs of a Geisha – Arthur Golden
40. Winnie the Pooh – A.A. Milne
41. Animal Farm – George Orwell
42. The Da Vinci Code – Dan Brown
43. One Hundred Years of Solitude – Gabriel Garcia Marquez
44. A Prayer for Owen Meaney – John Irving
45. The Woman in White – Wilkie Collins
46. Anne of Green Gables – L.M. Montgomery
47. Far From The Madding Crowd – Thomas Hardy
48. The Handmaid's Tale – Margaret Atwood
49. Lord of the Flies – William Golding
50. Atonement – Ian McEwan
51. Life of Pi – Yann Martel
52. Dune – Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons
54. Sense and Sensibility – Jane Austen
55. A Suitable Boy – Vikram Seth
56. The Shadow of the Wind – Carlos Ruiz Zafon
57. A Tale Of Two Cities – Charles Dickens
58. Brave New World – Aldous Huxley
59. The Curious Incident of the Dog in the Night-time – Mark Haddon
60. Love In The Time Of Cholera – Gabriel Garcia Marquez
61. Of Mice and Men – John Steinbeck
62. Lolita – Vladimir Nabokov
63. The Secret History – Donna Tartt
64. The Lovely Bones – Alice Sebold
65. Count of Monte Cristo – Alexandre Dumas
66. On The Road – Jack Kerouac
67. Jude the Obscure – Thomas Hardy
68. Bridget Jones's Diary – Helen Fielding
69. Midnight's Children – Salman Rushdie
70. Moby Dick – Herman Melville
71. Oliver Twist – Charles Dickens
72. Dracula – Bram Stoker
73. The Secret Garden – Frances Hodgson Burnett
74. Notes From A Small Island – Bill Bryson
75. Ulysses – James Joyce
76. The Bell Jar – Sylvia Plath
77. Swallows and Amazons – Arthur Ransome
78. Germinal – Emile Zola
79. Vanity Fair – William Makepeace Thackeray
80. Possession – A.S. Byatt
81. A Christmas Carol – Charles Dickens
82. Cloud Atlas – David Mitchell
83. The Color Purple – Alice Walker
84. The Remains of the Day – Kazuo Ishiguro
85. Madame Bovary – Gustave Flaubert
86. A Fine Balance – Rohinton Mistry
87. Charlotte's Web – E.B. White
88. The Five People You Meet In Heaven – Mitch Albom
89. Adventures of Sherlock Holmes – Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton
91. Heart of Darkness – Joseph Conrad
92. The Little Prince – Antoine De Saint-Exupery
93. The Wasp Factory – Iain Banks
94. Watership Down – Richard Adams
95. A Confederacy of Dunces – John Kennedy Toole
96. A Town Like Alice – Nevil Shute
97. The Three Musketeers – Alexandre Dumas
98. Hamlet – William Shakespeare
99. Charlie and the Chocolate Factory – Roald Dahl
100. Les Miserables – Victor Hugo

Do dzieła! Jeszcze tyle zostało do przeczytania :-)

PS1. Tak swoją drogą, to trochę nieprzemyślana jest ta lista :-/ bo np. Lew, czarownica i stara szafa to tom 1 Kronik Narnii, więc po co dwa razy na liście? To samo z Szekspirem i Hamletem...
PS2. Dodam, że moim absolutnym faworytem na tej liście jest Ulisses Joyce’a. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tyle osób boi się tej książki? Jest doskonała! Za każdym razem, gdy ją czytam (tak mniej więcej co trzy-cztery lata, koniecznie latem) odkrywam ją na nowo: jest przebogata, inspiruje do poszukiwań historycznych i czytelniczych, a także językowych. Nie bójcie się Joyce’a! :-)

środa, 3 września 2008

103. Louise Robinson

Kiedy byłam bardzo mała ponoć często gorączkowałam w nocy. Ot, taka przypadłość. Zbyt bujna dziecięca wyobraźnia w połączeniu z kiełkującą, obecnie w pełni rozwiniętą paranoją owocowały sennymi marami ;-) Owe barwne sny były jednak z pogranicza koszmarów, bo do tej pory - stara baba! - nie lubię zasypiać, gdy czuję gorączkę. Za każdym razem śniły mi się postaci dzieci i dorosłych, ale i zwierząt!, jeżdżących na łyżwach na lodowisku otoczonym mrocznym lasem, nocą, zimą, w takiej przerażającej szaro-niebieskiej poświacie. Niby nic takiego, ale zawsze się tych postaci bałam - miały nienaturalny wygląd: za duże oczy, pysk niedźwiedzia zamiast twarzy opiekuna, albo duży przyduszający mnie do bandy lodowiska brzuch; do tego były zawsze opatulone w niezbyt przyjemnie pachnące długie futra z krótkim włosiem (dodam, wyjaśniająco, że wyłam z rozpaczy i w panice, gdy w TV pokazywano misia Colargola, bajki z Pinokiem itp. koszmarki). Hmmm... nawet dużo zapamiętałam z tych dziecięcych mar... Więc kiedy dziś trafiłam TU od razu mi się te koszmary przypomniały i... Alicja w Krainie Czarów, bo tę książkę kojarzyłam z sennymi przywidzeniami :-) Dziś, będąc bardziej dojrzałą, inaczej na to patrzę, a Alicję nawet polubiłam. Te rysunki Louise Robinson są na swój sposób piękne, dopracowane, intrygujące, ale od razu, gdy tylko się na nie spojrzy, czuje się niepokój, strach, ogląda się przez ramię i sprawdza pod stołem, czy czasem nie widać kościanej ręki ;-) No cóż...

Ilustracja Tilly ze strony autorskiej; reprodukcje do kupienia u autorki na Etsy.
Copyright © Louise Robinson

wtorek, 2 września 2008

102. Collage

...przy okazji „102” postu powinno być o czterech pancernych i psie - no i „Rudy - 102” ;-) - jednak tyle się nakatowałam przy okazji nowego wydania tej książki, że a-a, cicho-sza... :-)

Ale ja dziś chciałam o czymś innym. Otóż... Warto zajrzeć na stroniczkę Magazynu „Small”, który prezentuje pomysłowe papierowe collage utalentowanej Jamye McGowan. Bez zbędnych słów, samo patrzenie sprawi, że się zadziwicie, ale i uśmiechniecie :-D

Na fotce jedno z oryginalnych dzieł Jamye - reprodukcje prac, również i oryginały, są do kupienia bezpośrednio u autorki na stronie Etsy :-)
© 2008 Jayme McGowan. All Rights Reserved.

101. Kawa, mniam :-)

fotka: chikache z flickr-a

Przepadam za kawą na mleku i z brązowym cukrem :-) Mmmm, pyszności! Zawsze podśmiechiwałam się, gdy ktoś mówił, że nie może pić kawy popołudniem, bo potem w nocy nie śpi. Heh! Ale śmiech! No jak to? Co za różnica? Ale... No tak, do czasu... ;-) Ja dziś chyba przesadziłam i mnie rzeczywiście „roznosi”... Pewnie nie zmrużę nocą oka. Z Brighton przywiozłam paczkę brązowego cukru. Oczywiście w Poznaniu też jest do kupienia, ale jest niestety drogi i wyboru specjalnie nie ma... A na angielskich półkach to i w proszku, i w kryształkach, i ciemny, i jasnobrązowy... Pełnia szczęścia dla wielbicieli! No toteż trudno mi się dziś było opanować i wypiłam aż trzy kubeczki pysznej szwedzkiej Gevalii... eee... nie, chyba cztery... z pianką :-) Żyje się tylko raz, prawda?