poniedziałek, 2 lutego 2009

186. Wonie...

Uwaga: będzie zrzędliwie i mało „smacznie” :-/ i dodaję: to moja i tylko moja ocena!, więc proszę się nie obrażać...

Długo zastanawiałam się, czy o tym napisać, ale czasem kronikę „dziwadeł” też warto prowadzić... tak sądzę :-/ Tym razem będzie o zapachach. Piękny temat, prawda? Ale tylko wtedy, gdybym chciała napisać o najnowszej wyszukanej kompozycji Yohji Yamamoto [uwielbiam!] czy Kenzo [może być ;-D ]. A ja nie to mam na myśli, niestety!
Otóż dziś, mimo mrozu, wczesnej pory [godz. 06:15], zaspania, długiej jeszcze drogi przede mną do pracy itp., musiałam wyjść z tramwaju, bo nie dałam rady! Wszystko mi się podnosiło, a konkretnie żołądek! I to z powodu nadmiaru „wrażeń” zapachowych - choć to zdecydowanie zbyt delikatne określenie... Zrobiłam krótką analizę i doszłam do wniosków bardzo smutnych: „polskie” zapachy bywają odpychające. I nie zamierzam tu pisać o takich wyjątkach, jak powolnie zabijani alkoholem bezdomni i kloszardzi - to problem społeczny, o którym nie chcę i nie potrafię się wypowiadać. Oceniam ludzi spotykanych codziennie w drodze do pracy, takich jak i ja - niektórych eleganckich, niektórych całkiem zwyczajnych, ale jakże często z małym „defektem”, bo... ranny „bukiet” woni bywa taki oto: trawiony czosnek [o zgrozo!!!], alkohol [tak, tak, szósta rano...], opary tytoniowe „wżarte” niemal w ubranie [yyyh!] i niekiedy jeszcze: hektolitry perfum i wód kolońskich [pół buteleczki na jedno ciało to mało :-/] oraz smrodek nie pranych od miesięcy ciuchów... I jak? Wasze żołądki na miejscu? Mój nie był... Smutne to, bo przecież Polska cywilizowanym krajem się mieni. Ale to jeszcze nic... Kiedy późnym popołudniem wracam zatłoczonym do granic możliwości tramwajem, co czuję? Alkohol i tytoń w zdwojonej [hmmm... może nawet i większej...] dawce plus nowe wymerdane ze sobą obrzydliwe wonie potu, moczu, brudu... I oczywiście rozumiem, że panowie fizycznie ciężko pracują [chwała im za to!], ale - o Zeusie! - nawet na budowach są prysznice dla pracowników! Straszne to jest, że totalnie nie dbamy o higienę. To podstawowa rzecz! Eh! Wietrzę pokój i na zmianę palę kadzidła, bo wciąż kręci mi się w nosie [czytaj: podświadomie] ten okropny ranny zapaszek...

PS1 - wprowadzam nową etykietę: „zrzędzenie” ;-D bo stwierdzam, że od czasu do czasu trzeba...
PS2 - na fotce fragment pomnika z poznańskiego Placu Adama Mickiewicza - symbol polskości: orzeł biały... Bez konotacji myślowych z powyższym tekstem, proszę ;-)

4 komentarze:

asia wu pisze...

W jednej z Hyde Parkowych ksiąg był taki wpis "Ludzie! Myjcie swe boskie ciała przed skorzystaniem z komunikacji miejskiej" ;)

Zosik pisze...

Szczerze współczuje i znam ten ból aż za dobrze, bo mam bardzo wyczulony nos :( A brzydkie zapachy mnie ostatnio po prostu prześladują.
I też zrzędzę. Zrzędzę na całego, bo wiosny mi trzeba.

Murkowa pisze...

Hehehe, dobrze, że rzadko jeżdżę miejską komunikacją ;) Chociaż swoją drogą i mnie dziwne wonie dziś złapały... w uniwersyteckiej czytelni...

Brahdelt pisze...

A propos wonie... Wczoraj spotkałam się z doradcą finansowym z Open Finance, młody elegancko ubrany mężczyzna a spotkanie było o 18:00. Cały czas musiałam się subtelnie odsuwać z krzesłem od biurka, bo pan się nachylał i bardzo ekspresyjnie opowiadał mi o finansach, a z ust wydobywał mu się koszmarny zapach... Ec...