piątek, 12 czerwca 2009

238. Filozoficznie

Foto © moje :-) + Olympus E-510. „Biała piękność” [piwonia].

Czasami mam ochotę pomilczeć, zatopić się w ciszy, nawet będąc w towarzystwie. Niestety, jesteśmy tak skonstruowani, czy też społecznie uwarunkowani, że cisza nas deprymuje. „Nastąpił moment krępującej ciszy”, jak to się czasem czyta w powieściach. Dodam - mnie cisza nie przeraża :-) Jest wręcz przeciwnie - czuję się bardzo dobrze, gdy nie muszę nic mówić. Wystarczy, że tylko jestem, obserwuję, wsłuchuję się... Gdy uczęszczałam na zajęcia do szkoły, moja mama często była wzywana przez nauczycieli, od których słyszała, że „córka wie, zna odpowiedzi, ale się nie odzywa. Może z nią jest coś nie tak?”. Cóż, na to wygląda ;-D bo tak mi zostało do dziś - nie lubię się odzywać, wypowiadać własnego zdania itp. Albo - dla odmiany - bywa tak, że dopada mnie „słowotok”. Wtedy to się dopiero dzieje! Wylewają się ze mnie słowa, których dzień później nie odważyłabym się wypowiedzieć na głos. A najśmieszniej jest, gdy gwałtownie zmienia się ciśnienie atmosferyczne, jak dziś w Poznaniu, i... odbiera mi mowę :-/ Nie potrafię wtedy sklecić zdania, zapominam słów, plącze mi się język, ostatecznie zacinam się... Eh!

4 komentarze:

Latarnik pisze...

Jakbym skadś to znał :) Ale u mnie nie zależy to od pogody. Przy zmianie ciśnienia "tylko" głowa mnie boli... :)

iwjardim pisze...

Też lubię obserwować i słuchać ,ogólnie mam podobnie :-) , a zdjęcie piwonii piękne

hundredacrewood pisze...

Mam podobnie, po prostu czasem nie potrzebuje sie wypowiadac. Piwonia piekna, zjecie rowniez :)

Murkowa pisze...

Ja zawsze miałam problem z zabraniem głosu na lekcjach i trochę przez to cierpiałam... teraz widzę, jak moja córeczka rośnie taka sama i trochę mi jej żal, bo dostrzega się i ceni przede wszystkim tych, którzy odważnie zabierają głos... A ciszę też lubię i lubię z kimś milczeć i nie czuję się wtedy wcale źle... Nie trzeba cały czas mówić, żeby się z kimś porozumieć ;)