niedziela, 13 grudnia 2009

312. Orzechy



© Cox&Cox

Kiedyś – w ramach usprawiedliwienia ;-) dodam, że jako mała dziewczynka – żeby rozłupać orzecha, wkładałam go pod nogę krzesła i gwałtownie siadałam. Byłam pomysłowa, co? ...choć możecie sobie wyobrazić, co zostawało z tak brutalnie potraktowanego orzecha włoskiego ;-D Dziś jestem ciut mądrzejsza i, żeby dostać się do pysznego i zdrowego wnętrza tego owocu, używam specjalnego drewnianego dziadka do orzechów. Wam też to polecam ;-)

5 komentarzy:

barbaratoja pisze...

A wkładanie orzecha między drzwi a framugę praktykowałaś ?
http://brbaratoja.blog.onet.pl/

Rybiooka pisze...

Barbara za tę czynność burę dostawałam od rodzicieli- framuga drewnianych drzwi ulegała niszczeniu :D Wiewióra wymiata !!!

joanna pisze...

Kluczykiem jak widać też można dostać się do środka ;))

pasiakowa pisze...

Wow, taki wiewiórkowy dziadek do orzechów to jest coś :)

A brutalne otwieranie nie dalej jak w tym roku próbowałyśmy z koleżanką z pracy, gdzie obdarowane zostałyśmy przez właściciela przypracowego ogródka orzechami właśnie. Z braku dziadka, łupałyśmy je tłuczkiem na podłodze (tak, to było straszne ;) ). Potem wpadłyśmy na mniej brutalne pomysły ;) Czegóż jednak się nie robi, by dostać się do świeżego, mokrego jeszcze w środku, orzeszka ;)

naturee pisze...

chyba jednak zostanę przy drzwiach albo swojej nodze ;) na orzechy zawsze dopada mnie taka ochota, że muszę je tu i teraz zjeść a zanim bym znalazła dziadka do orzechów to ochota na nie już by mi dawno minęła :P