wtorek, 29 grudnia 2009

325. Światełka




© BHG

Od rana męczę się dziś „redakcyjnie” nad kolejnym tekstem, i to tak bardzo, że postanowiłam wyrwać się sprzed biurka i ruszyć na krótki choć spacerek wieczorową porą. Dobrze mi się śpi po energicznym chodzie ;-) Powinnam wprowadzić takie spacery do codziennej rutyny, a nie tylko od czasu do czasu... A jest naprawdę pięknie na dworze! Ciemność rozjaśnia tylko bardzo jasny, choć jeszcze nie w pełni, księżyc, jest też zimno [na termometrze minus cztery stopnie], ale na szczęście bezwietrznie, pod butami łamał się lód na zamarzniętych kałużach, resztki śniegu skrzyły się z trawników :-) Ponieważ mieszkam na dużym osiedlu, wszędzie dookoła mrugały do mnie kolorowe światełka – i te choinkowe w pokojach, i te wiszące na zewnątrz balkonów, a nawet sznury światełek z najprawdziwszych przydomowych świerków. Lubię tę porę roku również za te kolorowe wesołe światełka :-D

= = = = =

PS. po raz pierwszy od bardzo dawna „zarwałam” nockę dla książki ;-) Wydawnictwo Czarna Owca [dawniej Santorski – co mało elegancko moim zdaniem i wręcz do znudzenia powtarza wydawca] wydało już jakiś czas temu szwedzki kryminał pt. Księżniczka z lodu Camilli Läckberg. Dopiero teraz, w czasie krótkiego świątecznego urlopu, miałam czas, by ją przeczytać. Książka niezła, choć przyznaję, że tylko dla tych, którzy kochają literaturę północnych narodów. Dla osób, które nie dały się porwać skandynawskiej modzie, jaka obecnie u nas panuje, postaci wydadzą się przerysowane, a intryga mało oryginalna. Dla mnie, mimo że historia mnie zaintrygowała i dość szybko ją pochłaniałam, najtrudniej było przejść książkę z powodu... słabego przygotowania technicznego :-/ Eh! To właśnie wada pracy w tej branży – widzisz to, co innym w ogóle nie przeszkadza, albo – co bardziej prawdopodobne – w ogóle tego nie widzą! :-/ A mnie męczyły... kretyńskie kreski przy paginach, które wręcz przyciągały wzrok, zamiast główny tekst; nierówne odległości przy dialogach [tragedia, normalnie!]; dziwaczne opuszczenia od góry kolumny akapitów wyróżnianych inicjałem [po jaką chol..., jeśli już jest inicjał?] i tym podobne „drobiazgi”. Mimo wszystko – polecam! Wciągająca historia obnażająca zaściankowość małych miasteczek. Czekam na tom drugi z niecierpliwością ;-)

4 komentarze:

Latarnik pisze...

Światełka cudnie żarzą... A do literatury skandynawskiej faktycznie trzeba mieć serce, choć i ona ma swój urok. Kiedyś się zaczytywałem w skandynawach... Z rzeczy nowych nie znam nic, ale jak w końcu coś trafi do mojej siermiężnej biblioteki w mieście, to poczytam :)

Miss Jacobs pisze...

Piękne światełka. Papierowe lampiony można wykonać jak widzę samemu a za to jaki efekt :) Tylko niestety przy naszej pomgodzie niewiele z nich zostanie, bardziej w lato z innych wzorem.

hundredacrewood pisze...

Prawda, takie zimowe spacery sa piekne, mrozno ale bajkowo:)
Skandynawia tak i to w kazdej postaci!

Bobe Majse pisze...

Piękne i nastrojowe te światełka, aż znowu zamarzyły mi się Święta... Pozdrawiam, Ola - Bobe Majse