sobota, 28 lutego 2009

199. Gardenia 2009

Mimo temperatury, bolącego gardła, czerwonego nosa… ruszyłam dziś na miasto :-D
Przystanek pierwszy: kiosk z prasą międzynarodową i marcowe magazyny wnętrzarskie. Zaliczone!
Przystanek drugi: Gardenia 2009 na MTP. O tak!!! To tygryski lubią najbardziej! :-D I całe szczęście, że miałam tylko parę groszy ze sobą, bo mogłabym stracić majątek, nie tylko swój ;-D Ale oczy wręcz mi z orbit wychodziły, takie piękne roślinki zobaczyłam [chociaż przede wszystkim to iglaki były sprzedawane, trochę kaktusów i sukulentów i oczywiście cebulki różnych kwitnących kwiatków: tulipanów, lilii...], a ja przecież nawet ogrodu nie mam, tylko marzenia o własnym kawałki ziemi... Zdjęć niewiele, bo ciemno w tych halach targowych, a i tłum był niebywały – wciąż się o kogoś obijałam... Zaliczone!
Przystanek trzeci: łóżeczko, kołderka, herbatka z cytrynką i miodem, garść tableteczek... Zaliczone :-/

czwartek, 26 lutego 2009

198. Mech?

pierścionek w ciekawej fotograficznej aranżacji
© Adorn Jewelry

Do Amy Mueller trafiłam całkiem przypadkowo – jedna z jej prac została pokazana na pierwszej stronie Etsy i przyciągnęła mój wzrok... Kiedy linka pociągnęła mnie na jej stronę, wręcz oniemiałam! Czy to biżuteria? Ozdoba? Roślinka / mech?! Rzeźba? Hmmm... Trudno orzec jednoznacznie :-) ale na pewno jest to oryginalna „praca”!
Tu krótki wywiad z artystką, a tu jej blog.

poniedziałek, 23 lutego 2009

197. Zapowiedź

Copyright © Elephannie; zdjęcie z Etsy

Lubię obserwować wszelkie nowinki do naszych mieszkań i domów proponowane przez magazyny wnętrzarskie i znanych projektantów itp. :-) Ciekawią mnie pomysły sławnych artystów, ale i przeciętnych gospodyń o „złotych rączkach” – bo w to, że są super zdolne to chyba nikt nie wątpi, co? ;-D Ostatnio wypatrzyłam winylowe naklejki na ścianę, które błyskawicznie zadomowiły się również w naszych polskich sklepach. Wzory, a także kolory i wielkości, są bardzo różne – od delikatnych esów-floresów po bujne kwiaty i drzewa, zwierzaki aż do... podobizn gwiazd kina :-) Na obrazku u góry pokazuję projekt Elephannie, mamy czwórki urwisów z Teksasu w Stanach Zjednoczonych, do której sklepu trafiłam ze Sweet Papery, gdzie zamówiłam przepięknej urody drewniany, personalizowany stempelek adresowy. Drzewko na moim stempelku zaprojektowała właśnie Elephannie, czym prędzej więc zamówiłam sobie również jego winylowy odpowiednik, by przyozdobić szybę okienną. Ładne jest to drzewko, cieszy oko :-) A ptaszki ze zdjęcia będą nagrodą w konkursie marcowym – po jednym wraz z książką... ale, ale! uchylam rąbka tajemnicy, jednak nie powiem wszystkiego... Niech tytuły konkursowych książek pozostaną niespodzianką ;-D

czwartek, 19 lutego 2009

196. Śnieg sypie i sypie...

Ja: Ależ sypie pięknie śnieg! Cudnie jest, prawda? :-D
On: Well... I think You are very odd person...

Hmmm... :-/ A ja i tak się cieszę jak dziecko. Zima szaleje! Super!
A na fotce przywieszka do bransoletki [taka nowa moda; u nas też już można kupić podobne drobiazgi - mnóstwo reklam na mieście widziałam] - srebrny płatek śniegu z zimowej kolekcji biżuterii Tiffany & Co. Kosztuje 100$ [!!!] i niestety, ale nie jest moją własnością... Pamiętam, że bohaterka Tatuażu nosiła coś takiego...

195. Najnowszy „Small”

strona z magazynu © „Small”

Od dziś dostępny jest najnowszy numer internetowego magazynu dla rodziców [choć nie tylko - raczej dla wszystkich ciekawych piękna] „Small” :-) Jak zawsze mnóstwo w nim wspaniałych stylizowanych zdjęć i reklam, ilustracji i przedmiotów uznanych, ale i początkujących artystów, adresów w necie, które wspomagają kreatywnych [nie cierpię tego słowa, ale tym razem... no cóż... pasuje idealnie :-/ ]... Zachwyciłam się wspaniałymi ilustracjami książkowymi Carin Berger, wesołymi zabaweczkami Abigail Brown, cudownymi fotografiami Erin Tyner [ależ rewelacyjny pomysł :-D ], sklepikiem Oliver + s [ha! też się czymś takim bawiłam]... Polecam gorąco!

wtorek, 17 lutego 2009

194. Jeszcze...

Fotografia © Ron Phillips. Cape Neddick „Nubble” – latarnia morska tuż po zachodzie słońca, York w stanie Maine, Stany Zjednoczone.

Tak krążąc ;-) wokół ulubionego tematu latarni morskich... i do tego zimą, nocną porą... pięknie iluminowana...

193. Kołobrzeska latarnia

kilka ujęć latarni na starych pocztówkach

Krótko o latarni morskiej w Kołobrzegu: „Historia latarni sięga XVII wieku [po raz pierwszy światło zapalane dla celów nawigacyjnych pojawiło się w 1666 roku; było zapalane tylko okazjonalnie - w czasie zawijania statków do portu. Wykorzystywano do tego celu wieżyczkę budynku zarządu portu. W późniejszym czasie zapalano światło na falochronie]. W drugiej połowie XIX wieku do wskazywania statkom drogi wykorzystywano zasilaną olejem lampę z soczewką Fresnela umieszczoną na wysokości ok. 8 m n.p.m. o zasięgu ok. 6 Mm. Wielokrotnie przebudowywane wieże stawiane były zawsze obok stacji pilotów. Ostatnia z nich, zbudowana w 1909 roku, została wysadzona przez wycofujące się wojska niemieckie [stanowiła doskonały punkt orientacyjny dla polskich artylerzystów podczas walk o Kołobrzeg w marcu 1945]. Obecną budowlę [z jej bardzo charakterystycznym pękatym wyglądem] wzniesiono pod koniec lat czterdziestych XX wieku nie jak poprzednie przed fortem kołobrzeskim, lecz na jego głównej platformie. W 1981 roku, po kapitalnym remoncie zmieniono cylindryczną soczewkę o średnicy 50 cm na nowy, obrotowy zestaw reflektorów halogenowych, przebudowano również laternę i zmieniono stare drewniane schody wewnątrz okrągłej wieży na metalowe”. Latarnia jest udostępniona do zwiedzania.

niedziela, 15 lutego 2009

192. Snoopy i śnieg

Copyright © Charles M. Schulz

To jest właśnie to! :-D

191. Śnieg za oknem :-)

Pocztówka gdzieś z czeluści netu.

Od jutra młodzież zaczyna dwutygodniowe zimowe ferie :-) Bardzo mnie to cieszy, bo to oznacza, że w tramwajach będzie znacznie mniej ludzi - czyli cisza i spokój! Może uda mi się przeczytać książkę, którą dziś pożyczyłam od serdecznej przyjaciółki E. Nie znałam tej powieści wcześniej, autora też nie, ale trudno znać wszystko, prawda? ;-) Jan Šmíd [1921-2002] to czeski pisarz, dziennikarz i grafik. Debiutował w roku 1957 roku powieścią sensacyjną pt. Cztery stopnie powyżej równika, która wydana została pod pseudonimem Jaime Pessoa. W dorobku ma kryminały, powieści historyczne i satyryczne. Czyste radości mojego życia [tę właśnie trzymam w dłoniach] z 1977 roku, ukazała się w Polsce w 1980 roku w wydawnictwie Czytelnik. Miała nawet dwa wznowienia - w 1986 roku również w Czytelniku, i kolejne - z 2004 roku - w Książnicy [grupa wydawnicza Publicat]. Na pewno mi się spodoba. Czesi świetnie piszą :-)
A za oknem sypie śnieg! Jest po prostu cudownie! Nie ma wiatru, temperatura w okolicach minus dwóch stopni, ciemno... Wracałam spacerkiem przez pół Poznania i jestem zachwycona, naładowana pozytywną energią... Teraz nawet grypka nie zdoła tego zmienić ;-D

sobota, 14 lutego 2009

190. Losowanie nr 6

Walentynkową sobotę czas zacząć! :-)
Na początek jak zawsze bardzo dziękuję za liczne wpisy! Cieszą mnie one ogromnie! I bez dalszej już zwłoki podaję, kto wygrał w konkursie nr 6:

Juunka
stula
Iwjardim


Gratuluję serdecznie! Poproszę o przesłanie Waszych adresów pocztowych na mój mail [jest u dołu strony]. Zapewniam, że jestem osobą prywatną, Wasze dane są bezpieczne - zaraz po wysłaniu paczek zostaną zniszczone i nigdy przez nikogo nie będą przetwarzane.
A następny konkurs już w marcu! Zapraszam!
[Chyba ustanowiłam właśnie tradycję - raz w miesiącu książkowy konkursik ;-D ]

czwartek, 12 lutego 2009

189. Jak z bicza trzasnął...

Na rozweselenie Calvin i jego miny ;-D
© Bill Watterson


Nie mam pojęcia, kiedy i jak mi ten tydzień umknął... Od kilku dni zmagam się z grypą - kicham, gorączkuję, łamie mnie w kościach, pociągam nosem... Wszystkie klasyczne objawy grypki... Ponoć jakieś wstrętne mutacje tej choroby panoszą się w Europie :-( Brrr... A za oknem taki piękny śnieżek sypie, że aż chce się ruszyć na dłuuugi nocny spacer :-) Nic z tego jednak... :-/ Eh!

Tak dla przypomnienia: macie jeszcze jeden dzień - piątek 13-tego! - na wpisywanie się w komentarze w poprzednim konkursowym poście :-) Na zachętę dla wszystkich niezdecydowanych powiem, że do każdej książkowej przesyłki dołączę mały upominek - stempelek pałeczkę projektu Laury Ashley wraz z małą poduszeczką tuszu z serii Cat’s Eye z firmy Color Box, aby można się nim było od razu nacieszyć. Niech na razie będzie to niespodzianka! Zdjęcie pokażę w sobotę - Walentynki! Nie zaplanowałam tego, przysięgam! ;-) - wraz z trzema zwycięskimi losami :-)

poniedziałek, 9 lutego 2009

188. Konkurs nr 6

Konkurs niespodziewany, ale sądzę, że baaaaardzo atrakcyjny ;-) Dzięki uprzejmości K. z poznańskiej Repliki – której serdecznie dziękuję :-D za ciepłe jeszcze książeczki prosto z drukarni!!! – mam dla Was trzy egzemplarze nowej powieści młodej [rocznik '73] szwedzkiej pisarki Johanny Nilsson pt. Kochający na marginesie :-) Jej poprzednia książka – Sztuka bycia Elą – bardzo się spodobała polskim czytelnikom. W necie można znaleźć liczne recenzje i dyskusje na jej temat. Polecam gorąco!
Jak zawsze poproszę o wpisywanie się w komentarzach. Macie czas do piątku, a w sobotę podam, do kogo wyślę książeczki :-) Życzę powodzenia!

wtorek, 3 lutego 2009

187. Ranne dialogi

Ranny „tramwajowy” dialog pomiędzy parą młodszych (!!!) nastolatków:
On: Jak ja nienawidzę stać w tramwaju...
Ona: To usiądź, tam jest wolne miejsce.
On: Łoj, nie chce mi się...

Eh, młodzieży... :-/

A za szybą wciąż zima, śnieg, mróz... Cudnej urody zdjęcie płatka śniegu pochodzi z przebogatej strony badacza tematu, profesora fizyki i pasjonata fotografa Kennetha G. Libbrechta.

poniedziałek, 2 lutego 2009

186. Wonie...

Uwaga: będzie zrzędliwie i mało „smacznie” :-/ i dodaję: to moja i tylko moja ocena!, więc proszę się nie obrażać...

Długo zastanawiałam się, czy o tym napisać, ale czasem kronikę „dziwadeł” też warto prowadzić... tak sądzę :-/ Tym razem będzie o zapachach. Piękny temat, prawda? Ale tylko wtedy, gdybym chciała napisać o najnowszej wyszukanej kompozycji Yohji Yamamoto [uwielbiam!] czy Kenzo [może być ;-D ]. A ja nie to mam na myśli, niestety!
Otóż dziś, mimo mrozu, wczesnej pory [godz. 06:15], zaspania, długiej jeszcze drogi przede mną do pracy itp., musiałam wyjść z tramwaju, bo nie dałam rady! Wszystko mi się podnosiło, a konkretnie żołądek! I to z powodu nadmiaru „wrażeń” zapachowych - choć to zdecydowanie zbyt delikatne określenie... Zrobiłam krótką analizę i doszłam do wniosków bardzo smutnych: „polskie” zapachy bywają odpychające. I nie zamierzam tu pisać o takich wyjątkach, jak powolnie zabijani alkoholem bezdomni i kloszardzi - to problem społeczny, o którym nie chcę i nie potrafię się wypowiadać. Oceniam ludzi spotykanych codziennie w drodze do pracy, takich jak i ja - niektórych eleganckich, niektórych całkiem zwyczajnych, ale jakże często z małym „defektem”, bo... ranny „bukiet” woni bywa taki oto: trawiony czosnek [o zgrozo!!!], alkohol [tak, tak, szósta rano...], opary tytoniowe „wżarte” niemal w ubranie [yyyh!] i niekiedy jeszcze: hektolitry perfum i wód kolońskich [pół buteleczki na jedno ciało to mało :-/] oraz smrodek nie pranych od miesięcy ciuchów... I jak? Wasze żołądki na miejscu? Mój nie był... Smutne to, bo przecież Polska cywilizowanym krajem się mieni. Ale to jeszcze nic... Kiedy późnym popołudniem wracam zatłoczonym do granic możliwości tramwajem, co czuję? Alkohol i tytoń w zdwojonej [hmmm... może nawet i większej...] dawce plus nowe wymerdane ze sobą obrzydliwe wonie potu, moczu, brudu... I oczywiście rozumiem, że panowie fizycznie ciężko pracują [chwała im za to!], ale - o Zeusie! - nawet na budowach są prysznice dla pracowników! Straszne to jest, że totalnie nie dbamy o higienę. To podstawowa rzecz! Eh! Wietrzę pokój i na zmianę palę kadzidła, bo wciąż kręci mi się w nosie [czytaj: podświadomie] ten okropny ranny zapaszek...

PS1 - wprowadzam nową etykietę: „zrzędzenie” ;-D bo stwierdzam, że od czasu do czasu trzeba...
PS2 - na fotce fragment pomnika z poznańskiego Placu Adama Mickiewicza - symbol polskości: orzeł biały... Bez konotacji myślowych z powyższym tekstem, proszę ;-)

niedziela, 1 lutego 2009

185. Łyżwy

Barent Avercamp (1621-1679; bratanek i uczeń Hendricka, o którym pisałam rok temu) Zimowy krajobraz z łyżwiarzami; olej z ok. 1665 roku; obraz jest w rękach prywatnych. [Popatrzcie na tego cudaczka w dolnym prawym rogu :-) Prawie jak Chaplin ;-D ].

Jest coś, czego w takie zimowe, śnieżne i mroźne wieczory brakuje mi szczególnie z czasów dzieciństwa – łyżew i ślizgania się na zamienionych w lodowiska osiedlowych boiskach do gry w piłkę :-) bo o zamarzniętych jeziorkach czy rzekach już nie wspomnę ;-) Teraz po prostu nie ma prawdziwych długich zim ze śniegiem po pas, albo i wyżej, z jeziorami skutymi grubą warstwą lodu, z mrozem szczypiącym policzki i malującym cudowne kwiaty na szybach... No po prostu tego brak :-/ Kiedyś, zimą, na każdym boisku, na każdym osiedlu w mieście wylewano właśnie lodowiska dla dzieciaków. Ależ to była frajda! Po szkole pędziło się na łyżwy-figurówki, a wieczorem rozgrzewało zmarznięte na kość stópki w misce z zimną wodą. Cudowne wspomnienia!