niedziela, 29 marca 2009

211. Potęga książek ;-)

The Power of Books [2003] © Mladen Penev

Jak zawsze bez zbędnych słów :-) Ciekawa fotografia, ciekawe projekty bułgarskiego artysty Mladena Peneva.

piątek, 27 marca 2009

210. François Pompon

Na fotografii przepiękny, masywny, marmurowy Biały niedźwiedź [1922] autorstwa Françoisa Pompon. Zdjęcie © pochodzi ze strony Spirit of Paris.

Muzeum Orsay [pierwotnie był to dworzec kolejowy! Budynek ma niezwykłą historię – warto się z nią zapoznać] i jego zbiory są... oszałamiające pod każdym względem, po prostu. Niestety, będąc w Paryżu [za którym – tu już widzę, jak się krzywicie w zadziwieniu – nie przepadam! tak samo jak i za Francją, i Francuzami... ale o tym kiedy indziej!], miałam jedynie kilka godzin na zwiedzanie, tzw. Tour de „muzeum" ;-D Stąd mój wybór – to, co wtedy chciałam zobaczyć, zdecydowanie różni się od tego, co dziś bym wybrała... nie mówiąc już o zmęczeniu, bo to nie był pierwszy i jedyny przystanek tamtej wycieczki. Jednak nie o samym muzeum chciałam wspomnieć, bo wszyscy je znają choćby z podręczników, ale o pewnej rzeźbie, która mnie zachwyciła, i jej twórcy...

O francuskim rzeźbiarzu Françoisie Pompon [ur. 09 maja 1855 w Saulieu – zm. 06 maja 1933 w Paryżu] niestety nie znalazłam zbyt wiele wiadomości w sieci. Z zaledwie dwóch czy trzech fotografii samego artysty, które wyszukałam, spogląda drobny, siwiutki, zmęczony pan w okularkach i z charakterystycznym sumiastym wąsem... Studiował architekturę i rzeźbę w École des Beaux-Arts w Dijon. W 1874 roku wyruszył do Paryża, gdzie kontynuował naukę. Był uczniem Auguste’a Rodina. Realistyczne prace Pompona – rzeźby zwierząt – można podziwiać w kilku muzeach Francji, m.in. w rodzinnym mieście, gdzie powstało - jeszcze za życia artysty! – muzeum jego imienia.

środa, 25 marca 2009

209. A jednak zimowo!

Foto sówki © Artur Tabor

Poznań dziś zasypało śniegiem... dosłownie :-) Zima zaszalała! Kiedy wracałam do domu późnym popołudniem, to prawie nic nie widziałam - śnieg wręcz mi zalepił oczy ;-D Poza tym wywiało mnie niesamowicie, ośnieżyło, a w butach... chlapało wodą :-/ no bo temperatura w plusie. Ale teraz, nocką, słyszę za oknem, jak samochody, jadąc, kruszą warstwę lodu, wiatr wieje, a zatem może się ten śnieg utrzyma? Wiosna, co? ;-D

PS 1. od dłuższego już czasu poszukuję pięknego albumu z fotografiami Artura Tabora pt. Sowy Polski. Zdążyłam się zorientować, że nie do zdobycia jest, niestety :-/ Szkoda!
PS 2. z reporterskiego obowiązku: Iditarod ® 2009 wygrał Lance Mackey! :-D

sobota, 21 marca 2009

208. Losowanie nr 7

Pierwszy dzień wiosny w Poznaniu jest naprawdę piękny. Co prawda jest chłodno, ale słonecznie i bezchmurnie :-) Wybieram się z przyjaciółką E. na dłuższy spacer, który ma rozwiać wszystkie moje paskudne myśli i nieco choć mnie uspokoić – tempo, jakie moje życie zawodowe ostatnio nabrało jest dość męczące, niestety... Ale!!! Oczywiście nie o mnie ma być ten post! :-) Rano odbyło się uroczyste losowanie. Jeden z domowników znów się popukał w czółko [to było do mnie ;-)], ale zgodził się zagrać przysłowiową „sierotkę’ :-D i oto, kogo wylosował:

Rybiooka
Murkowa
Kropelka


Gratulacje dla zwyciężczyń!!! Książki są już zapakowane, a koperty czekają na Wasze adresy [u dołu strony jest mój mail – poproszę o przesłanie danych do wysyłki]. Oczywiście, jak zawsze zapewniam wszystkich, że jestem osobą prywatną, książki pochodzą z mojej biblioteki, a Wasze dane są bezpieczne – nikt nigdy ich nie wykorzysta, gdyż maile zostaną zniszczone, zaraz gdy wyślę paczki.

A za miesiąc kolejny konkurs :-) Tym razem uszykuję... candy! [dla niewtajemniczonych - to różności pomocne przy scrapbookingu, a dzięki którym można samodzielnie stworzyć kartki, albumy, rameczki itp. itd.] oraz – oczywiście! – ciekawą książkę. :-) Pa!

piątek, 20 marca 2009

207. Odliczanie...

Przypominam :-) , że macie czas do północy, by wpisywać się w poście konkursowym. Losowanie książek o ogrodnictwie jutro!

A przy okazji obrazka u góry... To Matylda, bohaterka książki [również kreski] Roalda Dahla :-) Znacie? Jeśli nie, to koniecznie przeczytajcie - to jedna z najpogodniejszych historii dla dzieci... i nie tylko ;-D

czwartek, 19 marca 2009

206. Iditarod ® 2009

Fotka © Thinking Cap

Na Alasce 7 marca rozpoczęła się XXXVII edycja Iditarod ®, czyli wyścig psich zaprzęgów [nazywany „ostatnim wielkim wyścigiem na Ziemi”]. Psy wraz ze swoimi właścicielami-maszerami - a jest w tym roku 67 drużyn - mają do pokonania około 1850 kilometrów pośród najpiękniejszych, ale i najniebezpieczniejszych dzikich terenów skutej lodem Alaski – od Anchorage w centralno-południowej części Alaski do Nome w zachodniej części wybrzeża Morza Beringa. Z tą trasą wiąże się piękna, ale i dramatyczna historia, o której pisałam jakiś czas temu. Każda drużyna to 12-16 psów i przewodnik. Trasę pokonują w czasie od 10-17 dni. W tym roku na razie prowadzi Lance Mackey z Fairbanks na Alasce, zawodnik z numerem startowym 47, wcześniejszy dwukrotny zwycięzca wyścigu... Baaaaardzo bym chciała tam być... Pomarzyć można... :-)

środa, 18 marca 2009

205. Nie pożyczam

Śniadanie pod brzozami © Carl Larsson 1896

Dlaczego nie pożyczam (prawie) książek? Przede wszystkim dlatego, że gdy mam ochotę coś sobie przypomnieć, obejrzeć, zerknąć... i nie mogę znaleźć pożądanej książki na półce, to bierze mnie nerw! No bo jak to tak? To moja książka! (tu: tupnięcie nogą i mina tuż przed zalaniem się łzami...) :-/ i koniecznie, właśnie teraz!, muszę do niej zajrzeć, a ktoś ją „pożyczył na wiecznie nieoddanie"... I nawet nie pamiętam kto... Eh! Małe dziecko we mnie w takich chwilach bierze przewagę :-/ Wczoraj właśnie taka sytuacja miała miejsce. Na swoim blogu Alicia Paulson (bardzo lubię do niej zaglądać! świetne zdjęcia, opisy, zdolności... i te psiaki!) przywołuje ciepłe uczucia, jakie ją ogarniają, gdy spogląda na cudowne ilustracje szwedzkiego ilustratora Carla Larssona. Uwielbiam je też! Kiedyś nawet miałam jedną (pokazuję powyżej) oprawioną w drewnianą ramkę (wisi teraz na ścianie wymarzonego domu kuzynki). Są takie sielskie, wywołujące wspomnienia wakacji u babci czy też cioci na wsi, wspólnych posiłków na świeżym powietrzu, szumu zboża, w którym buszuje wiatr, unoszącego się kurzu na polnej drodze wiodącej w stronę lasu, kur na podwórku, kundelka towarzyszącego odkrywaniu nowych przestrzeni tuż za rogiem... :-) No piękne, prawda? I w takiej chwili, gdy już się rozmarzyłam wraz z Alicią, nie mogłam znaleźć albumów Larssona na mojej półce!!! Co jest, do licha?! Gdzie one są?! Jak złapię drania, co mi je wyprowadził z domu, to... :-/

niedziela, 15 marca 2009

204. Cornell... aby na pewno?

Przesłuchałam nową płytę Chrisa Cornella Scream, którego wielbię... lub też wielbiłam... :-/ no dobra - wciąż wielbię ;-) Doskonale opisał swoje odczucia podczas słuchania tej nowej płyty Trent Reznor z Nine Inch Nails – zażenowanie... Eh! Poprzewracało się coś Chrisowi... albo się strasznie nudził, że nagrał coś takiego? Materiał powstał przy współpracy „legendarnego” Timbalanda – producenta skocznych popowo-hiphopowych kawałków takich „gwiazd” jak np. Justin Timberlake czy Nelly Furtado. I wyszła z tego – przepraszam za określenie – kicha :-/ Chris ma fantastyczny głos – krzyk! – mocny, rockowo-metalowy, totalnie nie pasujący do ociekających słodyczą, lukrowanych popowych pioseneczek. Do tego jakieś skrecze (chyba tak to się pisze?), postękiwania samego Timbalanda... Eh! No gdzie ten Chris z Soundgarden czy Audioslave, czy choćby z wcześniejszych solowych dokonań? No gdzie, się pytam... :-( Podoba mi się za to okładka - choć też nie pasuje do zawartości – i tytułowy kawałek, za rytmiczność. Moim zdaniem najwięcej z Chrisa jest w ostatniej piosence Two Drink Minimum (znamienny tytuł, co?), wolnej balladzie z harmonijką, ale to zdecydowanie za mało, żeby sięgać po tę płytkę częściej. Szkoda!

PS. przepraszam, jeśli cudzysłowy kogoś uraziły - o gustach ponoć się nie dyskutuje, ale staram się być szczera; to wyłącznie moje przemyślenia :-)

203. Konkurs nr 7

Oto kolejna odsłona „zaciszowego” konkursu ;-)
Wiosna w natarciu [a konkretniej - kalendarzowa - to od najbliższej soboty], a zatem czas najwyższy chwycić za grabki i inne narzędzia, by zadbać o przydomowe ogródki albo też za szmatki i miotełki, by odkurzyć mieszkanka. A pomogą Wam w tym albumowe poradniki:

- Mój pierwszy ogród J. Edward [Wyd. Świat Książki]
- Duży ogród na małej powierzchni G. Zinkernagel [Wyd. KDC]
- Podstawy ogrodnictwa [Wyd. Zysk i S-ka]

oraz wesołe winylowe ptaszki Ella [po jednym do każdej książki, tak jak przedstawione na zdjęciu z książkami] projektu Elephannie z Teksasu w Stanach Zjednoczonych. Są to winylowe naklejki upiększające wnętrza; można je nakleić na ścianę, okno, drzwi... gdzie tylko zapragniesz :-) Uwaga: warto je nakleić w miarę szybko, by nie straciły swojej powierzchni samoprzylepnej ze starości ;-) i... nie da się ich zdjąć bez zniszczenia [nie, nie ściany! ;-D a ptaszka], niestety.
Mam nadzieję, że prezenty się Wam spodobają i warto o nie powalczyć. Jak zawsze poproszę, abyście wpisywali się w komentarze od dziś do najbliższego piątku. Losowanie w pierwszą wiosenną sobotę - 21 marca! Życzę wszystkim powodzenia!

czwartek, 12 marca 2009

202. Wiosennie...


Czy u was ptaki też tak szaleńczo rano świergolą? Ja dziś rano aż przystanęłam na kilka minut, by ich posłuchać. Coś pięknego! Nie potrafię ich rozpoznać – ani wizualnie, ani na podstawie śpiewu :-/ marny ze mnie ornitolog... – ale ich trele nastroiły mnie bardzo pozytywnie na cały dzień :-) a przynajmniej mam taką nadzieję, że nic mi dziś humoru nie zepsuje. Widziałam, że w ofercie Świata Książki pojawił się przewodnik do rozpoznawania ptaków. Przedruk z niemieckiego, ale zapowiada się bardzo dobrze: piękne kolorowe zdjęcia i ilustracje, szczegółowy, ale nie nudny i super fachowy opis, czyli po prostu dla przeciętnego miłośnika przyrody, jak ja :-D Koniecznie zakupię, bo... wiosna, wiosna się zbliża!!!

niedziela, 8 marca 2009

201. Nocne przemyślenia

fot. z netu

Jest już strasznie późno, ale ja wciąż z ołówkiem w ręku, zgarbiona, spięta i skupiona nad książką, która ma się ukazać w specjalnej wersji świątecznej... tak, tak, dopiero pod koniec roku... Niestety, leksykon tematyczny, który przygotowuję, wymaga wzmożonych starań redakcyjnych :-/ [tysiące dat, nazwisk, tytułów, wydarzeń do sprawdzenia...] a potem jeszcze korektorskich... Ale nie ma co narzekać – praca, jak praca: czasem jest łatwa, szybka i przyjemna, a czasem wymaga bardzo wielu starań i intensywnych poszukiwań słownikowo-encyklopedycznych.
Powoli wydobywam się też z objęć grypki. Ależ mnie schwyciło – ponad półtora tygodnia kaszel, kichanie i psikanie, temperatura, nieodłączna chusteczka... Lekarka szczęśliwie dla mnie dobrze dobrała antybiotyk, bo przez kilka pierwszych dni nie spałam, wykończona kaszlem. Ale jest lepiej :-) i dlatego dziś przed południem byłam na Starym Rynku z przyjaciółką na kawce. Najpierw zrobiłyśmy sobie spacerek wokół rynku, a że było tuż przed 12.00, zerknęłyśmy jeszcze na trykające się koziołki :-) Mżyło i ogólnie pogoda niezbyt zachęcająca, więc z przyjemnością usiadłyśmy w strefie wolnej od dymu papierosowego w kafejce o sympatycznie brzmiącej nazwie – Stary Młynek [Poznań, ul. Żydowska]. Polecam zwłaszcza piwnicę – szok! Kiedy schodzisz po wąskich schodkach z piękną kutą poręczą, zupełnie nie spodziewasz się ujrzeć takiej klimatycznej, wielkiej sali z licznymi starymi fotografiami na ścianach. Aż przystanęłam z wrażenia! :-) Zamówiona kawka po wiedeńsku [łooo matko! tyle bitej śmietany to ja od roku nie widziałam ;-D ] była pyszna, a do tego podana w naprawdę pięknej białej porcelanie. Same plusy!

wtorek, 3 marca 2009

200. Storczyk i wiosna

Powoli tęsknię za piękniejszą pogodą... Tfu! :-/ przecież uwielbiam zimę! A zatem inaczej: powoli tęsknię za piękniejszym światłem za oknem ;-D ale tylko z jednego powodu – brakuje mi fotografowania! Kiedy jadę do pracy i kiedy wracam z pracy wciąż jest ciemno, albo przynajmniej szarawo, więc nie ma sensu zabierać ze sobą aparatu. A mnie już prawie „roznosi”, żeby wyjechać za Poznań, na kilka choć godzin, by popstrykać pierwsze zapowiedzi początków wiosny... Póki co musi mi wystarczyć obserwowanie kwitnącego storczyka na parapecie w pokoju :-)

Fotki robione Olympusem E-510 z krótkim kitem przy niezbyt sprzyjających warunkach - za oknem szaro i deszczowo... Nie obrabiałam ich, są tylko zmniejszone na potrzeby Internetu. Ładnie wyglądają takie nieco przyciemnione.