sobota, 26 września 2009

278. Losowanie nr 16


Nadeszła sobota, co mnie bardzo cieszy z kilku względów. Przede wszystkim jest słoneczny, prawdziwie jesienny ciepły dzień, a poza tym to pierwszy weekend od miesięcy wolny od pracy z tekstem :-D
Ale wróćmy do losowania książek... Oto, kogo wylosowały szczęśliwe paluszki:

-- Jolinka
-- Anek73

Serdecznie gratuluję! :-D
Poproszę o przesłanie na mój mail [jest u dołu strony] adresu pocztowego do wysyłki książek. I jeszcze jak zawsze konieczny dopisek: zapewniam, że tu, na blogu, jestem osobą prywatną, Wasze adresy są całkowicie bezpieczne - zaraz po wysłaniu paczek zostaną zniszczone i nigdy przez nikogo, nawet przeze mnie, nie będą przetwarzane.

A za miesiąc... październik ;-D Mój ukochany miesiąc w roku. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli - tfu! tfu! przez lewe ramię! - czeka mnie upragniony i baaardzo już mi potrzebny urlop! Oczywiście, planów niet ;-) ale tak to już ze mną jest... wszystko na ostatnią chwilę... Pewnie jednak czekacie na zapowiedź kolejnego konkursu, prawda? :-D Otóż będzie romantycznie, dramatycznie i przede wszystkim filmowo. Zaintrygowani? Zapraszam pod koniec października na konkurs nr 17! :-D

- - - - - - -

PS. w lipcu w konkursie nr 13 wygrała Sabinka, z którą w żaden sposób nie mogę się skontaktować :-/ Jeśli to czytasz, Sabinko, proszę o maila! Książka czeka!

poniedziałek, 21 września 2009

277. Konkurs nr 16


Koniec września się zbliża, a zatem czas najwyższy na cykliczny konkurs! Tym razem nr 16 :-) Zgodnie z obietnicą sprzed miesiąca do zgarnięcia są kryminałki [dziękuję K. z Repliki za sponsorowanie] z różaną niespodzianką [to ode mnie] i to aż dwa kompleciki, tak jak na zdjęciu u góry...

--- Ośmiornica Piotra Wolaka z wydawnictwa Replika
--- mini stempelek z różyczką na drewnianym uchwycie
--- poduszeczka czerwonego tuszu marki Papermania

„Tradycyjnie” będzie też książka niespodzianka do każdej przesyłki! :-D
Zapraszam wszystkich chętnych do wpisywania się w komentarze od dziś do piątkowej północy. Losowanie dwójki szczęśliwców jak zawsze w najbliższą sobotę. Pa!

sobota, 19 września 2009

276. Ranny chłód






Fotki © :-) moje - Olympus E-510 z długim kitem.

Chyba robię się nudna, albo przewidywalna ;-D
Sobota, godzina 9.00, Ogród Botaniczny w Poznaniu. Pogoda: absolutnie doskonała – lekki ranny chłód, delikatny wiaterek, niebo turkusowe i bez jednej chmurki, „jesienne” słoneczko...
W części japońskiej zaobserwowałam intensywne opady „śniegu”, zwanego popularnie topolą. W części drzew kwitnących: zjawiskowo piękne „szyszki” na magnolii. A wśród zwierząt: oko w oko z wiewiórem; rezydentka ogrodu: biało-szara kicia [ależ dała się dziś wymiziać :-D aż byłam zaskoczona – ale, jak widać, okazuje się, że to niemal „udomowiona” cudna kocica!]; sójki i ich ostre nawoływania; jak zawsze wesołe sroczki; dostojne wrony szare oraz synogarlice; super szybkie sikoreczki; żaby [a raczej: żaba, sztuk jedna]... i mnóstwo innych śpiewających, śmigających ptaków, których niestety nie umiem nazwać :-)

piątek, 18 września 2009

275. Degas


Dotarła dziś do mnie śliczna karteczka od montgomerry. Dziękuję bardzo!!! Cieszę się :-)
A na karteczce piękna Lekcja tańca Edgara Degasa. Obraz powstał około roku 1873. Znajduje się w Muzeum d’Orsay w Paryżu.

wtorek, 15 września 2009

274. Kasztany


Fotka © moja :-)

Ha-HA! :-D Oto pierwsze zdobyczne kasztany! Nie było łatwo, oj nie... W blokach startowych do zbiorów kasztanów stanęły oto bowiem:
-- ambitne przedszkolaki i ich żądne rywalizacji mamy;
-- my, prawie-emeryci ;-D z reumatyzmem w dłoniach.
Bój był zażarty, pełen sapania, wybuchów śmiechu, pokrzykiwania, biegu w kółko, rzutów gałęziami [w stronę drzew] itp., ale udało się! I to jest najważniejsze! Jesień nadeszła!!! ;-) No dobra, może przesadzam, ale tak się cieszę, bo obok zimy to moja ukochana pora roku :-D a kasztany są jej jednym z najpiękniejszych ambasadorów!

PS. w ramach usprawiedliwienia/cenzury tekstu powyżej dodam, że wszyscy zainteresowani kasztanami przeżyli ów bój, na dodatek wszyscy, bez wyjątku, z radosnymi uśmiechami na twarzach wynieśli z placu boju kieszenie pełne pierwszych brązowych, lśniących kuleczek ;-D

niedziela, 13 września 2009

273. Głową w dół


Fotka © :-) moja. Głową w dół [lub „nogami do góry” ;-D To jak robienie fikołków na trzepaku – całkiem jak za dawnych dziecięcych czasów!], czyli suszenie kwiatków do wazonu.

Tym razem sprawdziłam nazwę ;-) Oto miechunka rozdęta, która przypomina małe kolorowe, kruche lampioniki. Zresztą do tego właśnie zamierzam ją wykorzystać – do zrobienia lampionów. Mam na okres świąteczny krótki sznurek niewielkich białych lampek choinkowych, które planuję „opatulić” w te kolorowe roślinki [po lekkim nacięciu i wyjęciu czerwonej kuleczki owocu ze środka]. Gdzieś, w którejś z gazetek o wnętrzach, widziałam takie właśnie „naturalne” lampki. Bardzo mi się spodobał ten pomysł, więc gdy tylko dostałam pęk kwiatów do zasuszenia do wazonu [od uroczej mamy drogiej mi koleżanki A. :-) za które serdecznie dziękuję! Są piękne!], od razu pomyślałam o tej ozdobie. Póki co zwisają głową w dół na balkonowym sznurze do suszenia prania :-D w towarzystwie wielkich białych kul hortensji, też do zasuszenia. Ładnie tak razem wyglądają!

sobota, 12 września 2009

272. Sesja edukacyjna


Fotka © :-) moja - „toto” ;-) bo oczywiście nie mam pojęcia, co to takiego, właśnie kwitnie na fiołkowo niedaleko alpinarium.

Z cyklu „Urodziny Botanika” przez całą sobotę w ogrodzie botanicznym w Poznaniu można uczestniczyć w tzw. sesji edukacyjnej: wykłady w sali konferencyjnej, ale również na terenie ogrodu, poza tym pokaz programu multimedialnego o ogrodzie botanicznym [szkoda, że nie można go było od razu kupić :-/ ] oraz wystawy, m.in. zdjęć nadesłanych na konkurs fotograficzny [dziś też ogłoszenie wyników] i bogata wystawa zdjęć z wyprawy biologów do Maroka. Bardzo spodobała mi się m.in. wystawka owoców i nasion – w koszyczkach powystawiane były dokładnie opisane pospolite, ale i egzotyczne owoce różnych drzew spotykanych w ogrodzie, których zwykle się nie zauważa [no, może poza kasztanami ;-) które czasem stukną prosto w głowę zwiedzającego] oraz nasiona, pałki wodne, bawełna, biały puch z topoli... Poza tym można było kupić roślinki ze szklarni, drzewka i krzewy hodowane w ogrodzie – takie odmiany, których pewnie gdzie indziej się nie uświadczy :-) Piękny dzień!

piątek, 11 września 2009

271. Jucca


Fotka © :-) moja – kalatea.

W okresie letnim chętnie zaglądam do centrów ogrodniczych w poszukiwaniu nowych kwiatków na balkon czy parapet w pokoju [wciąż się nie dorobiłam własnego ogródka :-/ nadal w sferze marzeń... a parapety wręcz się uginają od doniczek]. O Jucca w Tarnowie już słyszałam, i to od kilku osób. Wszyscy chwalili za wybór roślin i wszelkich utensyliów potrzebnych, by się nimi zająć, oraz za przesympatyczną, fachową obsługę. Kiedy więc w niedzielę odwiedzałam moją dobrą koleżankę A. z czasów szkolnych, to – no cóż, nie mogłam się oprzeć ;-D – podjechałyśmy do centrum ogrodniczego... na chwilkę... jedną malutką chwilkę... ;-D Raj na ziemi, mówię wam! Byłam bardzo wstrzemięźliwa, baaardzo! Przyjechałam do domu tylko z jedną roślinką... i z wielkim żalem, że nie mogłam kupić więcej! Na fotce u góry nowy domownik – kalatea żółtokwiatowa. Cudo! :-D

środa, 9 września 2009

270. Losowanie nr 15


Fotka niestety tym razem słaba, niewyraźna jakaś... a to dlatego, że całkiem już ciemno za oknem :-/ Ale nie zdjęcie się przecież liczy, a zwycięzca! ...a może raczej „ofiara”? ;-) W dzisiejszym losowaniu w szybkim i niespodziewanym konkursie nr 15 wygrywa...

--> montgomerry

Serdecznie gratuluję! :-D
Poproszę o przesłanie na mój mail [jest u dołu strony] adresu pocztowego do wysyłki pakieciku pt. Nocny słuchacz [książka + film].
I jeszcze obowiązkowy dopisek: zapewniam, że tu, na blogu, jestem osobą prywatną, Twój adres jest całkowicie bezpieczny - zaraz po wysłaniu paczki zostanie zniszczony i nigdy przez nikogo, nawet przeze mnie, nie będzie przetwarzany.

Pod koniec miesiąca będzie jeszcze jeden, wcześniej obiecany konkurs. Zapraszam! :-)

wtorek, 8 września 2009

269. Karteczka :-)


No popatrzcie sami... :-D Cuuudna karteczka, co? Przyleciała dziś do mnie, całkiem niespodziewana, radośnie zielona jak te gruszeczki, co się nimi zajadam :-D Ależ się cieszę! Po prostu skaczę z radości jak małe dziecko! Najzwyczajniej w świecie się nie spodziewałam :-) Pasiakowa, jesteś wieeelka sercem!!! Naprawdę niesamowita! Nie wiem, jak mam dziękować?

sobota, 5 września 2009

268. Jesienna mżawka




Fotki © :-) moje, Olympus E-510.

Dziś, zamiast ślęczeć nad redakcją kolejnego tytułu, wymęczona skaczącymi przed oczami literkami, mimo siąpiącej gęsto mżawki za oknem, wyrwałam się [po prostu zwiałam sprzed biurka ;-D ] do Ogrodu Botanicznego. Sądziłam, że już kasztany będą :-) ale chyba jednak za wcześnie o jakieś dwa tygodnie, zrobiłam zatem rundkę wokoło ulubionych kwartałów roślin i pstryknęłam kilka fotek. Owocuje konwalia pokryta gęstą siecią pajęczyn, jarząb [to te brązowe kuleczki] pięknie się prezentował, rojniki cudownie się rozrosły w swoich grządkach, ale... opadają już liście, kwitną astry jesienne, wielkie dynie i kabaczki pysznią się pod płachtami liści, żołędzie w swoich słodkich czapeczkach opadają z drzew na ścieżki, prosto pod nogi, żab już nie słychać ani nie widać, żółwie też się pochowały... Jesień idzie, drodzy Państwo, cudna złota jesień :-D

czwartek, 3 września 2009

267. Szybki konkurs nr 15


[Robin Williams - kadr z filmu
Nocny słuchacz (2006) reż. Patrick Stettner]


„Maupin przekracza granice wyznaczone przez Hitchcocka, tworząc jakby gabinet luster, w którym uwiedziony tajemnicą czytelnik musi sam w napięciu zgłębiać coraz to nowe zagadki”.
– „Washington Post Book World”


Niektóre filmy zapowiadają się nijako, zaciekawienie wzbudza co najwyżej aktor [Robin Williams, który zwłaszcza w rolach „poważnych” moim zdaniem wypada znakomicie], czy podejmowany temat [nocne audycje radiowe, pisarstwo, kryzys twórczy]. A jednak po kilku minutach oglądania film wciąga za uszy. Akurat w tym przypadku – Nocny słuchacz – nie jest to szczęśliwe określenie. Raczej powinnam napisać, że film wzrusza, chwyta za gardło, wywołuje smutek, może nawet ból, a już na pewno daje wiele do myślenia. Jest po prostu przejmujący. Świetnie filmowany, z bardzo dobrą obsadą, z poruszającym motywem muzycznym – naprawdę wart obejrzenia. Choć z góry uprzedzam – i temat trudny, i refleksja, z jaką pozostaniemy po obejrzeniu filmu, może się nam wcale nie spodobać...

Narratorem Nocnego słuchacza jest Gabriel Noone [Robin Williams], przechodzący kryzys twórczy uznany pisarz z San Francisco, który w nocnych audycjach radiowych opowiada tworzone przez siebie fabuły. Porzucony przez życiowego partnera Jessa [w tej roli Bobby Cannavale], załamany Noone otrzymuje od zaprzyjaźnionego agenta literackiego pamiętnik trzynastoletniego chłopca chorego na HIV [Rory Culkin], któremu cudem udało się przeżyć i opisać niewyobrażalne cierpienia, jakie zgotowali mu rodzice – stręczyciele. Długie telefoniczne rozmowy z chłopcem sprawiają, że Gabriel odnajduje sens życia i czuje się komuś potrzebny. Jednak w chwili, kiedy ma dojść do ich spotkania, zaczynają piętrzyć się komplikacje i tajemnicze wydarzenia, które stawiają pod znakiem zapytania istnienie chłopca. Chcąc poznać prawdę, nie słuchając rad i ostrzeżeń przyjaciół, Noone wyrusza w podróż, która rzuci nowe światło na jego burzliwe relacje rodzinne, uczuciowe i erotyczne. Komu, w jaki sposób, a także w jakim celu opowiadamy o sobie najskrytsze historie?

Książka leżała u mnie na stoliku od kilku tygodni. Dostałam ją od zaprzyjaźnionej redaktorki, która wie, jak bardzo lubię takie mroczne historie. Jakoś nie mogłam się do niej zabrać, więc – trochę idiotycznie – zaczęłam od filmu. I teraz nie bardzo jestem pewna, czy jeszcze chcę się zagłębiać w tę historię... Czy chcę czytać o tym, co spotkało Pete’a, jego nową przybraną mamę [w filmie gra ją w przejmujący wręcz sposób Toni Collette], ani co czuł Gabriel, gdy odszedł od niego Jess...
Armistead Maupin, amerykański autor powieści i scenariuszy filmowych to klasyk literatury gejowskiej. Jego serial telewizyjny Tales from the City należy w USA do najpopularniejszych, a powieść Maybe the Moon [w Polsce niestety się nie ukazała] była światowym bestsellerem. Twórczość Maupina porównuje się do powieści Dickensa, on sam uważany jest za pierwszego pisarza, który otwarcie poruszył tematy homoseksualizmu i AIDS.

= = = = = = =

I przejdźmy do konkretów ;-) Postanowiłam podarować pakiecik jednej odważnej osobie. W szybkim, niespodziewanym
konkursie nr 15 do zgarnięcia jest...

--- książka NOCNY SŁUCHACZ Armisteada Maupina z WL
--- film NOCNY SŁUCHACZ reż. Patrick Stettner

Tym razem jednak – nic za darmo! Osoba, która wygra pakiecik proszona jest o przesłanie zwrotnie ślicznej karteczki [zrobionej osobiście, kupionej w kiosku za rogiem czy też wygrzebanej z dna babcinego kufra - nie ma znaczenia skąd będzie :-) ], która nieco rozweseli moje ostatnio zabiegane i zapracowane życie. Losowanie „ofiary” ;-) w przyszłym tygodniu, powiedzmy: w środę.


PS. obiecany konkurs kryminalny z różyczkami oczywiście się odbędzie – pod koniec miesiąca.

środa, 2 września 2009

266. Absurdalność reklam


U góry na fotce poster fundacji – wiecznie żywej, choć nieco jakby przyblakłej/zapomnianej idei czytania dziecku każdego dnia minimum przez 20 minut. Czy ktoś tę kampanię jeszcze w ogóle pamięta? :-/

= = = = =

Zachciało mi się dziś włączyć TV, żeby obejrzeć film, który był... poszatkowany 15-minutowymi reklamami tak gęsto, że w połowie oglądania po prostu wyłączyłam to głupie pudło :-/ Nie chodzi o to, że całkiem nie cierpię reklam, czy też nie wspieram kampanii społecznych, ale co za dużo, to zdecydowanie niezdrowo...

Od czasu do czasu pewne „reklamy” pojawiające się na mieście na billboardach czy plakatach przystankowych wprawiają mnie w zakłopotanie. Obecnie w Poznaniu [i pewnie kilku innych dużych miastach] wiszą billboardy namawiające do kupowania oryginalnych produktów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak wszyscy wiemy, że nie należy wspierać piractwa, gdyby nie forma przekazu tej reklamy. Generalnie hasło mówi [pewnie nie zacytuję dokładnie, ale wiadomo będzie, w czym rzecz]: „Markowy znaczy wart swej ceny”. Jakoś tak za każdym razem zastanawiam się, dlaczego mam płacić za tę Markę [a taki jest niestety wydźwięk tej kampanii], bo – ponownie: jak wszyscy wiemy – spora część ceny to właśnie ta Marka, a nie dokładnie wartość danego produktu. Tak naprawdę, gdy się przyjrzymy, to „marka” z niższej półki niejednokrotnie oferuje znacznie więcej, niż ta Marka z ekskluzywnych sklepów [świadomie używam wielkich i małych liter ;-) ]. Nie wiem, czy dobrze to wyjaśniam – rozumiem „umiejętny wybór”, ale proszę mnie nie namawiać, żebym wspierała jakąś Markę, jeśli poza nazwą „z tradycjami” niewiele oferuje ;-)

Rok temu, w okresie jesienno-zimowym też przechodziłam koło pewnego billboardu z lekkim zmieszaniem, a powiedziałabym wręcz, że ze wzburzeniem. Kampania społeczna (!) uświadamiająca temat grypy oraz mająca na celu upowszechnienie szczepionki przeciwgrypowej była bowiem współfinansowana z naszych, podatników pieniędzy, a była kretyńska! Na rysunku tłumu nad jednym z ludzików „wisiał” dymek z informacją, ile osób rocznie umiera z powodu powikłań pogrypowych. Ponownie – super idea! Szczepionka jest ogólnie dostępna, niedroga, a niekiedy – tak samo jak i wczesna wizyta u lekarza – może uratować czyjeś zdrowie i/lub życie. Ale ta forma! Ludzik na plakacie szczerzył zęby z radości! Mówiąc, ile osób umiera rocznie na grypę! Co za bałwan to wymyślił???

I jeszcze jeden przykład takiej głupiej reklamy. To chyba było ze dwa lata temu. Czołowa feministka Polski piała z zachwytu nad tą kampanią, a ja się chwytałam za głowę z rozpaczy! Chodziło o równouprawnienie kobiet i mężczyzn w miejscach pracy. Super idea! – powtórzę się. Ale ta fotka na billboardzie krzyczała coś całkiem innego!!! Otóż na zdjęciu był facet i kobietka, oboje eleganccy, w stylu „bankowo-biurowym”, jeśli wiecie, w czym rzecz, ale kobietka wyglądała jak facet – męski garnitur, krawat (!), buntowniczy wzrok, przylizane brylantyną włosy, rozkraczona identycznie jak facet siedzący obok i tylko cygara w gębie... pardon: ustach... jej brakowało! To co? Ja mam wyglądać i zachowywać się jak facet, a wtedy będę tak samo – równo – traktowana, jak oni?

Reeety! Idę spać, bo zaczynam marudzić ;-D Pa!

wtorek, 1 września 2009

265. Mika


Co przyniesie jesień w muzyce” - na artykuł o takim tytule trafiłam kilka dni temu, a że zawsze jestem ciekawa muzycznych nowinek, przeczytałam jednym tchem i od razu poszperałam trochę za nowościami w necie. W artykule jest o czekających nas jeszcze tego roku koncertach w Polsce [Daniel Lanois, Tori Amos, Aphex Twin, Beth Ditto, Marilyn Manson, Air... i pewnie wiele wiele innych super ciekawych gwiazd :-) ] i trochę o nowościach płytowych. To, że Muse wydaje nową płytę wiedziałam [właściwie, to nawet już ją przesłuchałam i niestety... będę potrzebowała nieco czasu, żeby ją polubić :-/ jakoś... nudno? przewidywalnie? podobnie do poprzedniej? no ale jeszcze posłuchamy i zobaczymy!], to że Robbie Williams stara się wrócić na scenę, też czytałam wcześniej. O nowych płytach Pearl Jam i Alice in Chains głośno od dawna, więc specjalnie się już tym nie ekscytuję, ale...

Mika wydaje nową płytę!!!

Baaardzo się cieszę :-D Jego [Mika to pseudonim sceniczny; właśc.: Michael Holbrook Penniman] debiutancka Life in Cartoon Motion z 2007 jest rewelacyjna. Zawsze, ile razy ją słucham, wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Polecam serdecznie wszystkim, którzy jeszcze nie zetknęli się z tym czarującym muzykiem z Libanu [tam się urodził, ale dorastał w Londynie i Paryżu]. Trudno jest go do kogoś konkretnie przyrównywać, ale najczęściej mówi się o nim, jak o nowym Freddie Mercurym [a to moim zdaniem ogromny komplement!] z nutką Bee Gees [to pewnie ze względu na umiejętność śpiewania bardzo wysokim głosem ;-D ] i Eltona Johna. Na pewno nie jest to wyłącznie muzyczka do poskakania, choć niewątpliwie do tego się nadaje, ale głos Mika intryguje. Słyszałam już singielek We are Golden i wygląda na to, że nowa płytka będzie tak samo energetyzująca jak pierwsza :-) Hurra! Polecam! ;-D