piątek, 26 lutego 2010

337. Pchełki :-/


© Craziest Gadgets

Jeszcze nawiązując do mojego „tramwajowego marudzenia”... [po tygodniu urlopu, jadąc rano w tłumie pędzących jak ja osób do pracy i do szkół, jakby więcej widzę i słyszę ;-) ].

Kojarzycie „umpa-umpa-umpa” – głośne, natarczywe, miarowe dudnienie – dochodzące z okolic głowy nastolatka stojącego obok? Czasem nawet kilka miejsc dalej? A niekiedy – o zgrozo! – wydobywającą się „muzykę” z nastawionej na cały regulator komórki??? Z jednej strony to denerwuje [jest 7.00 rano, do licha! chciałabym jeszcze ciut się zrelaksować przed czekającą mnie ciężką pracą :-/ ], a z drugiej zadziwia, bo – wyobraźcie to sobie! – te dzieciaki kupują najnowszy, najdroższy, najbardziej „wypasiony” sprzęt do odtwarzania plików muzycznych mp3 i mp4, jaki tylko znajdą na rynku, a w uszy pakują... pchełki na drucikach za 5 zł z kiosku na osiedlu :-/ Wszyscy dookoła słyszą to „yo, man, yo, yoooooo” ;-) ale sam młodziak nie potrafiłby powiedzieć, co i czy w ogóle ktoś coś śpiewa [pardon: recytuje / wykrzykuje / nie-wiem-jak-to-nazwać]! Czy to nie głupota? Dobre słuchaweczki dokanałowe* z mięciutkimi koreczkami [zawsze w kilku rozmiarach, żeby każdy mógł je sobie dopasować], z których na pewno nie uleci żadna nutka, można kupić za naprawdę niewielkie pieniądze i zapewniam, że posłużą sto razy dłużej niż te wiecznie plączące się sztywne druciki z twardym okrągłym plastikiem, który nawet nie chce „siedzieć” w uszach :-/

- - - - - - - -
* pod linkiem tylko przykładowe słuchawki! Zdecydowanie nie zajmuję się reklamą żadnej konkretnej firmy, a jedynie wskazuję – by zilustrować swój wywód ;-) – typ słuchawek!

12 komentarzy:

moni pisze...

Zdecydowanie popieram Twój "pomysł" ... ale przecież słuchawki - rzecz zbędna:) (to nie jest moja opinia) jak już wydali na sprzęcicho nie wystarczyło im na słuchawki, które - zapominają o tym - niejednokrotnie, te gorsze psują bardziej słuch!

Rybiooka pisze...

Dobre słuchawki to miód dla uszu i duszy :)
wiem bo nabyliśmy. Muzyka wtedy jako lekarstwo na człowieka spływa !!

Balianna pisze...

:-D rozbawił mnie twój post.Oj tak..."umpa umpa" mogą wkurzać. Ja nie muszę wychodzić z omu,żby się denerwować bo mam nad glową sąsiada. Faet koło 40lat a jak gówniarz. Mogę z okładnością co do minuty określić kiedy wraca z pracy bo nagle słyszę w domu "BUM,BUM,BUMBUMBUM.." i tak w kółko. Kupił sobie gość najlepszy sprzęt i szpanuje wyprowadzając mnie ze stanu równowagi.

Anna pisze...

Ja też uważam, choć sama do młodzików jeszcze należę, że młodzież ostro przesadza z publicznym słuchaniem muzyki! Bardzo często podróżuję pociągami czy autobusami i słuchanie przez 4 godziny jakiegoś umpa-umpa, które preferuje chłopak siedzący obok, wyprowadza mnie z równowagi...

Lilithin pisze...

Mnie też to irytuje, ale na szczęście rzadko korzystam z komunikacji miejskiej. Za to kilka lat temu w Anglii to była istna plaga, mimo, że w autobusach był zakaz słuchania muzyki.

Amalena pisze...

a to ci fakt, co dobre słuchawki - to dobre słuchawki. Ja często słucham radia rano jadąc do pracy właśnie z komórki i zafundowałam sobie takie "lepsze" słuchawki i jestem z nich bardzo zadowolona, a i na pewno nikt nie słyszy:)

Nyx pisze...

Ja się z moni w tej kwestii nie zgodzę - te dokanałowe niestety bardziej psują słuch ;) Sama słucham piosenek używając słuchawek Phillipsa za 20 zł, bo są głośne i wbrew pozorom aż tak bardzo nie słychać na zewnątrz tego, co aktualnie mam na playliście (szczerze mówiąc uważam to za dość wstydliwe, jak stoję sobie w tramwaju i wszyscy słyszą, co mi aktualnie gra w duszy, dlatego kilka razy już sprawdzałam poziomy głośności w moim pokoju). Wszystko też zalezy od tego, w jakim stopniu użytkownik jest głuchy, bo jak słucha na maksa, to niewiele pomoże.
Słuchawki te, które pokazałaś, widziałam, że kosztują 90 zł. Szczerze mówiąc za te pieniądze wolałabym kupić sobie trzy książki. Albo dwie książki, zwykłe, a dobre słuchawki Philipsa za 20 i mieć jeszcze 10 na jakąś małą przyjemność ;)

Edith pisze...

zdecydowanie obnoszenie się z muzyką w środkach masowej komunikacji mnie denerwuje, ja jakoś nikomu nie narzucam mojego gustu. Cenne spostrzeżenie. Eh, co zrobić...

Ania. pisze...

Hej.Ja tramwajami nie jezdze,ale musze sie z toba zgodzic,ze mlodziez zdecydowanie za glosno slucha muzyki.Po pierwsze i najwazniejsze,psuja sobie strasznie sluch ,a po drugie przeszkadzaja innym.Coz poczniemy my,ktorzy lubia w zadumie podrozowac do pracy hihi.Pozdrawiamcieplo.

Magdalena Adamczewska pisze...

Ależ się uśmiałam!!! też już dawno stwierdziłam, że nie ma silniejszych osób niż babcie wchodzące/wychodzące do/z wszelkich środków komunikacji miejskiej. Czołg wymięka i taran do wywarzania średniowiecznej bramy też wymięka :) a już "babcie" uzbrojone we wszelkiego rodzaju kule, laski, podpórki itp. sugerujące obniżoną sprawność należy omijać szerokim łukiem :) Ja nie wrzeszczę na nie - ale uciekam na kilometr.
Natomiast nic nie pobije "babć - wartowniczek" krążących w okoliczach plebanii, kościołów, cmentarzy i innych przybytków kultu religijnego :) Jako fotograf nie raz już uciekałam przed miotłą wycelowaną w mój aparat :) Ponieważ babcie widząc kogoś z dużym aparatem (czego Pani kameruje!!!) zakładają z góry, ze jestem z "Wyborczej" - precz diable nieczysty, lub co gorsza z TVN :)
seeeeerdeczne pozdrowienia :)

Zacisze wyśnione... pisze...

Ha, ha, dobre z tym TVN-em ;-D Magdaleno, mam nadzieję, że nigdy nie dostałaś taką miotełką ;-D

Kusiło mnie, żeby jeszcze opisać babcie-sprinterki - wiesz, te kobietki o laseczkach, które niczym sprinterki przebiegają na czerwonym świetle, żeby zdążyć na tramwaj, po drodze wyprzedzają niejednego nastolatka, ale w tramwaju nagle „umierają” z wrzaskiem o tej „okropnej młodzieży, co to miejsca nie ustąpi”... Po czym, gdy tylko ustąpisz, walnięta laseczką oczywiście ;-) babcinka siada ze stękiem, by... od razu wstać, bo oto przystanek dalej... wysiada!!! :-/ No ale nie opisałam tego wcześniej, bo byście mnie wszyscy zaczęli posądzać o jakieś znęcanie się nad starowinkami ;-) a przecież ja sama za jakieś 10 lat zacznę szukać wolnych miejsc ;-D

Magdalena Adamczewska pisze...

:) Na szczęście nie oberwałam do tej pory. Ale kilka razy się ewakuowałam. Niejaki respekt budzi też zapewne moj statyw :) metalowy i całkiem spory. Manfrotto robi solidny sprzęt :)

Może warto ogłosić konkurs - na najbardziej drastyczną historię o staruszkach :)
Co z tego, że kiedyś dołczymy do tego grona... Ja sama zapewne będę stetryczałą zołzą o wjątkowej złośliwości ;)