wtorek, 1 czerwca 2010

367. Słówko o grafice


Zdjęcie przedstawia metalowe czcionki, z których zecer [to już zapomniany :-/ niestety, ale jakże szlachetny zawód] składał kiedyś tekst, następnie kolumnę w książce, następnie kolejną stronę... itd. Zdjęcie pochodzi z One Last Thing..., bloga prowadzonego przez Sian-Louise, studentkę projektowania graficznego z University of Wales w Newport. Zainteresowanym polecam stronkę – znajdziecie tam ciekawe spostrzeżenia młodego adepta sztuki designerskiej :-)


Miałam dziś przyjemność porozmawiać z bardzo utalentowanym tłumaczem o nowo powstającym wydawnictwie. Z jednej strony bardzo mnie cieszy, że w dobie gwałtownego ekspansywnego rozwoju nowości elektronicznych [czytniki e-booków, audiobooki itp.] wciąż są osoby, które wierzą w potęgę słowa pisanego i drukowanego, a z drugiej... no cóż... zawsze współczuję takim entuzjastycznie nastawionym osobom „drogi przez mękę”, która ich nieuchronnie czeka, a jaką jest próba zaistnienia na rynku księgarskim. Te „schody” – hurtownie, pośrednicy, monopol pewnego wielkiego gracza na rynku księgarskim [wiecie, o kogo chodzi ;-) więc nie każcie mi wymawiać głośno ich nazwy] potrafią doprowadzić wydawcę do rozpaczy :-/ Jednak, jakkolwiek rozmowa o papierze, farbie drukarskiej, ilustracji i kolorze druku może się wam wydać śmieszna lub niezrozumiała i nudna, dla mnie była ekscytująca :-D

Ale do rzeczy, bo przecież nie będę wam marudzić o ciężkim losie wydawcy ;-D Tak sobie wędrując po necie, myśląc o nowych twarzach wydawniczych, odświeżaniu serii, wygrzebywaniu tematów, a także ogólnie o nowościach książkowych, trafiłam TU i dałam się zauroczyć projektom okładek Przemka Dębowskiego [pozwalam sobie na poufałość ;-) używając zdrobnienia imienia, tak jednak stronę domową zatytułował jej autor – octavo pracownia typograficzna Przemek Dębowski – zatem czuję się usprawiedliwiona ;-) ]. Pooglądałam sobie okładki octavo i muszę raz jeszcze powtórzyć – są zachwycające! Bardzo lubię taką estetykę – czystą, geometryczną, graficznie i kolorystycznie przyciągającą wzrok. Polecam!

Prawdę mówiąc, wiele razy zdarzało mi się sięgać po książki tylko i wyłącznie ze względu na ich okładki, np. książki Muzy, te projektowane przez Macieja Sadowskiego, którego biała VIP-owska seria była moim zdaniem przełomem – „designerskim”, jeśli chodzi o okładki – w latach 90-tych. I pewnie mogłabym tak wymieniać mnóstwo kolejnych grafików, serii książkowych, czy też pojedynczo zaprojektowanych okładek, które mnie zauroczyły ;-D Co do treści – bywało różnie ;-) Sądzę, że nie jestem jedyną osobą, która sięgając po książkę w księgarni, kieruje się właśnie wizualną stroną wydania. Prawda?

3 komentarze:

pasiakowa pisze...

Zdecydowanie prawda ;)
Dzięki za linki - pooglądam dokładniej jutro, jak już nie będą padać na nos, bo zapowiada się bardzo ciekawie :)

Irysy z poprzedniego posta mają przepiękny kolor. Ostatnio zachwycałam się soczystym i głębokim fioletem bzów, który też niezbyt często można zauważyć. Żałuję, że nie zrobiłam fotografii.

Pozdrawiam ciepło!

ines321 pisze...

Ha! Ja jestem zecerem/ka z wyksztalcenia. Pamietam doskonale kaszty, czcionki, wierszowniki..eh teraz to juz tylko muzealne okazy:)

ewarub pisze...

Praca nad książką, eh... Czasem tęsknię...