środa, 2 czerwca 2010

368. Gdzie to słońce?


Foto © Retail Paper Bag.


Dziś, w ramach cyklicznego marudzenia ;-) temat: „Dlaczego polskie firmy wykazują spadek obrotów i/lub upadają? – spojrzenie subiektywne”.

Brak słońca i wieczny by się wydawało deszcz daje się nam wszystkim we znaki – ponury nastrój, [bez]senność, ociężałość umysłu i ciała, zniechęcenie... Postanowiłam zatem dodać sobie energii i w typowo babski sposób „polatać” po mieście ;-D Wzięłam w pracy wolny dzień i oto... Poznaniu, witaj! Zrobiłam nawet listę nadzwyczajnych zakupów, żeby niby to przypadkiem ;-) nie wydać fortuny na całkiem mi niepotrzebne rzeczy. Jako numer 1 na liście wylądował czerwony lakier do paznokci [a co! niech chociaż coś się świeci ;-D ], koniecznie polskiej firmy* i... klapa, moi Państwo, wielka klapa :-/ Przeszłam całe centrum, najlepsze drogerie i perfumerie, domy handlowe i butiki [reeety, ile tego jest w tym Poznaniu...], i usłyszałam, że „jakieś tam Delie i Celie to na peryferiach może sobie pani znajdzie, ale tu, w centrum, to tylko wyższa zagraniczna półka, rozumie pani?”. „No dobrze – mówię sobie – nie rezygnuj, głowa do góry, jedziemy zatem na peryferie!”. I tu kolejne rozczarowanie – owszem, w jednej z osiedlowych drogeryjek znalazłam półkę Sorayi, ale... były na niej tylko trzy buteleczki, żadnego czerwonego koloru, bo ponoć teraz „modny jest żółty i fiolety, rozumie pani?”. No niech mnie gęś kopnie! :-/ Jak nasze polskie firmy chcą zarabiać, jeśli ich nie ma w sklepach w takim wielkim Poznaniu? Wróciłam do domu zdegustowana, dzierżąc w dłoni tytkę** ze szneką z glancem*** [to na pocieszenie, a kalorii dziś nie liczę, pomyślę o nich jutro, OK.?, jak mi humor wróci] i usiadłam do komputera, logując się na... allegro. Tak, moi Państwo, internetowo niemal wszystko da się kupić :-)


- - - - - - - - -
* ...bo doceniam i lubię, i chcę wspierać polską gospodarkę, ale uwaga! Nie reklamuję w tym tekście żadnej konkretnej firmy, mimo że wymienię ich kilka. Nie jestem pracownikiem żadnej z nich! To tylko przykłady!
** „Tytka” to po poznańsku: papierowa torebka.
*** „Szneka z glancem” to po poznańsku: drożdżówka z kruszonką i lukrem.

5 komentarzy:

Izabela Maria pisze...

stan ducha przytłoczonego brakiem słońca jest mi bardzo bliski, a podobne zakupy przewidziałam na piątek- zaplanowałam na to urlop również :)
mam nadzieję, że z łowów wrócę ze zdobyczą:)
może chociaż to radość przyniesie

tabu pisze...

No i ja przyznaję ze ostatnio wolę kupować w internecie.. łatwiej znaleźć polskie wyroby..a i poddałam się ostatnio i nawet zarejestrowałam na allegro.. ale przynajmniej nie tracę czasu na mamienie nie blichtrem wielkich salonów wielkich centrów.. :)

sunny pisze...

bardzo ciekawy post - dziękuję
zdjęcia autorki super, wpadam tu ukradkiem odpocząć :) pozdrawiam słonecznie

sunny pisze...

oczywiście komentarz dot. postu poniżej, ale ten o gospodarce też może być :) pozdrawiam - sunny - licząca kalorie od czasu do czasu :)

Oleander pisze...

To w takim razie proponuję przejść się np. do M1. Tam masz stoisko firmy INGLOT, która to jest firmą polską, z Przemyśla. I na dodatek robi karierę w świecie szerokim. :) Pozdrawiam.