piątek, 8 października 2010

398. Za dużo literek...


© Calvin and Hobbes by Bill Watterson

Dzieciaki już nie czytują książek. Jeśli będą obrazki, to na jakąś sekundę ich wzrok „zawiesi się” na kolorowej fotce czy rysunku, i to by było na tyle, prawda? :-/ A co mnie skłoniło do takiego wniosku? Oto dialog zasłyszany w komunikacji miejskiej...

- Przeczytałeś lekturę?
- No coś ty, głupi nie jestem!
- No to jak wybrniemy z tematu na minutówce*?
- Film fastem** przeleciałem, opowiem ci...

Ręce, nogi i – pardon! – gacie opadają... Ja chyba nie z tego świata jestem, co? Jakiś czas temu znajoma kupowała bryk z... „Kubusia Puchatka”, a ja się zwyczajnie zapowietrzyłam i słowa wydusić nie mogłam, no bo jak to? Przygody Kubusia są nudne? Za długie? Niedzisiejsze? No o co chodzi, się pytam, że te małe pędzle nie chcą w ogóle czytać? Eh! :-/


- - -
* Minutówka – domyślam się, że to rodzaj kartkówki/testu/szybkiego pytania ze strony pedagoga.
** Fast – to pewnie z angielskiego: szybko.

10 komentarzy:

Vampire_Slayer pisze...

Co do Kubusia Puchatka się zgodzę, lecz ostatnio mój brat miał tak okropnie nudną lekturę, że aż przy niej zasypiał. Mnie od książek nie można odgonić, ale ta książka wręcz mnie odpychała. Czasem dobór lektur jest przerażający i zamiast czegoś nauczyć i zachęcić do czytania, odpycha. I to bardzo skutecznie.

Iza Jankowska pisze...

Mózg ,jak każdy inny organ ,aby nie uległ uwstecznieniu i ostatecznemu zanikowi ,musi być używany.
Czytanie wymaga czasu,skupienia,zogniskowania uwagi...Dla dzieci nasyconych do bólu grami komputerowymi,migającymi z ogromną prędkością obrazami na monitorze czy ekranie telewizora-funkcja takiego skupienia jest już niedostępna.Nie oceniam tego ,taki świat -tylko co pokolenia po nas zrobią z tymi stertami zgromadzonych książek?pozdrawiam znad lektury nowej książki.

MamaKini pisze...

Wydaje mi się, że dużo zależy od rodziny. Tam gdzie na półkach, zamiast książek, leżą piloty od tv, komórki i porcelanowe brzydactwa, dziecko raczej nie sięgnie samo po książkę.

Tores pisze...

"fast forward" - szybkie przewijanie :)
Pewnie, że dużo zależy od rodziny. Jak jako małe dzieci nie nauczą się, że książka to jest coś ciekawego (bo nigdy nie zobaczą rodziców czytających) to potem już dużo trudniej złapać bakcyla.

Stara Pisarka pisze...

Ja powiem jedno - nic tak nie zniechęca do czytania jak nasz system edukacji właśnie. Do dziś nie wiem, na ten przykład, po co kazano mi czytać "Noce i dnie", skoro do omówienia wystarczyłby byle opis. Co innego gdybyśmy gruntownie rozkładali dzieło, niemal na czynniki pierwsze. Ale tak nie było. I to zbyt wiele razy.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Nawiązując do komentarza MamyKini - ostatnio odwiedziłam znajomych, którzy od dwóch miesięcy mieszkają w nowym mieszkaniu. Przemyślane kolorystycznie i architektonicznie do najdrobniejszego szczegółu i bez żadnej książki ani miejsca na regał. Mają czteroletnie dziecko, a pani domu jest bibliotekarką.

Kamila pisze...

,,Czym skorupka za młodu nasiąknie ...,, Nasza sześciolatka nie zaśnie, bez książeczki na dobranoc.
A co do lektur szkolnych , trafiłam na świetną polonistkę ale drażnił mnie ten system czytania na wyścigi...pomimo tego ,że niektóre książki były ciekawe, dochodziły jeszcze inne przedmioty, zajęcia dodatkowe...a niestety doba w żaden sposób nie chciała się rozciągnąć.

Pozdrawiam

Oleander pisze...

A to muszę Cię zaskoczyć. Moje czytają. Duża dużo i bez obrazków, mały dużo i jeszcze z obrazkami i jeszcze nie sam. Ale czytać będzie, już widzę. Więc nie wszystkie. :)

Motylek pisze...

Może te, co czytają nie podróżują komunikacją miejską? Albo inną linią? Jeszcze jak ja byłam nastolatką, to niektórzy załamywali ręce jak to młodzież nei czyta - nie do końca to prawda. Dużo młodych ludzi czyta, nie wszyscy piją, ćpają czy też spędzają całe życie przed TV.
Motylek

Kerry-Marta pisze...

Ech mam takie samo odczucie ... młodzi są pędzący ... szkoda czasu na ksiązki, aczkolwiek na szczęście są chwalebne wyjątki i to dość sporo.
I zgadzam się, ze wiele zalezy od rodziny ...