środa, 10 listopada 2010

409. Wróciłam!


Wróciłam z Krakowa :-) pełna wrażeń, szczęśliwa, obładowana nowymi książkami, ale i... wykończona, podziębiona i do tego bez głosu [co poniektórzy się z tego powodu cieszą ;-D Pierwszy dzień, ten branżowy, miałam spotkanie za spotkaniem z drukarzami i papiernikami, gadałam jak najęta i gdzieś około godziny 12.00 zauważyłam, że mam chrypkę, krótko potem zaczęłam piszczeć jak stare nienaoliwione drzwi, by ostatecznie całkiem zamilknąć ;-) Ot, taki los!]. To były wyjątkowo udane targi książki i, jak czytam w prasie, rekordowe pod względem odwiedzin, co osobiście mogę potwierdzić. I żałujcie wy, którzy tam nie byliście ;-D

Relacji foto raczej nie będzie, bo jak Kraków wygląda, to większość z was dobrze wie, a ja i tak tylko nocą miasto oglądałam [cały dzień spędzałam przykuta do stoiska w hali targowej], a fotki poszczególnych stoisk to by was raczej znudziły [a może jednak nie?]. Więc wrzucam tylko jedną – pluszowego Reksia, który akurat sobie przysiadł i odpoczywa ;-)

W sobotę hala targowa była tak wypełniona złaknionymi książek i „celebrytów” czytelnikami, że nie wychodziłam ze stoiska – zwyczajnie nie dało się przebić przez tłum :-/ A szkoda, bo wielu wydawców starało się właśnie w ten dzień [zawsze, co roku, jest w soboty najwięcej ludzi] przyciągnąć do siebie potencjalnych klientów sławnymi nazwiskami. Miałam jednak przyjemność – nie pierwszy raz :-D – zdobyć dedykację spółki profesora Kurzawki i jego asystenta Henryka Kwasa na stoisku Czerwonego Konika w najnowszej książeczce serii nieporadników, tym razem o rękawiczce. Polecam, bo książeczka przezabawna. Mam też upragniony autograf damy polskiej grafiki – Marii Ekier. A poza tym przywiozłam tom II przygód kota Simona [jakżeby inaczej – nie darowałby mi, ten kocur] wraz z gadżetami, nowy pięknie wydany tom opowieści Rushdiego i – to już ze zwykłego kolekcjonerstwa – nowe wydanie Alienisty Caleba Carra [jedna z moich ulubionych książek] z DW Rebis, trochę albumów, stertę książek dziecięcych z cudownymi ilustracjami [oj, z tego nigdy się nie wyleczę ;-) ]... Pokiwałam Martynie Wojciechowskiej i Wojtkowi Mannowi, ukłoniłam się głęboko i z szacunkiem Panu Michnikowi, zamrugałam kokieteryjnie do Jeffreya Archera i do wielu, wielu innych cudownych mistrzów słowa, którzy w Polsce wydają książki itp. itd. Uwielbiam te kilka dni w Krakowie raz w roku :-D

I na koniec trochę prywaty ;-) Specjalne całuski ślę Ani z Dziennika Literackiego – za przesympatyczną rozmowę, za wielkie serce i w ogóle, za wszystko!


- - - - -
PS. Spieszę donieść, że nikogo nie udało mi się pogryźć ;-) Czy to dobrze, czas pokaże!

8 komentarzy:

ksiazkowo pisze...

Brzmi super! Ech, trzeba będzie w przyszłym roku robić wszystko, by pojechać na któreś targi - załatwić wolne i oszczędzać kasę ;)

Jeżeli to nie jest problem, to może mogłabym uzyskać odpowiedź na pytanie: w którym wydawnictwie pracujesz? Nie musi być tutaj, może być na maila. Chyba, że wolisz nie odpowiadać :)

joanna pisze...

Oczywiscie, że zazdroszczę :))
Twoja relację uzupełniłam sobie fotkami 'zalinkowanej' Ani ;))
Oj działo się, działo :))
Chyba średnia statystyczna nam skoczy ;)

Kuruj się i odpoczywaj :))
Pozdrawiam cieplo :)

Kaś pisze...

hehhe ja sie właśnie u Twojej koleżanki Ani na zdjęciach znalazłam:) ależ zaskoczenie;)

Renata pisze...

I ja przeczytałam z zainteresowaniem. Obejrzałam foto-relację, zazdroszczę tej atmosfery, spotkania tylu ciekawych autorów i nie tylko:) "Ludzie, czytajcie książki, a jeśli nie, to chociaż je piszcie!" powiedział Adam Nowak w tvp1. Optymistycznie pozdrawiam::))

Zacisze wyśnione... pisze...

Te targi koniecznie trzeba zobaczyć na żywo :-) To zupełnie inna 'bajka' niż targi warszawskie [które tak naprawdę od dłuższego już czasu są zwykłym kiermaszem, a nie radosnymi rozmowami branżowców oraz wypełnionymi emocjami spotkaniami wydawców z czytelnikami jak w Krakowie]. A za rok jubileuszowe 15. targi - wtedy dopiero będzie się działo :-D

Poza tym, drobna dygresja jeszcze: po takich czterech dniach targowych zawsze zastanawiam się, co te media wypisują: jaki kryzys czytelnictwa? jaki brak wychowania czytelniczego? Tutaj każde dziecko dreptało z balonikiem w jednej ręce i z książeczką w drugiej; rodzice taszczyli torby pełne książek, widziałam też kilka osób z wózeczkami na zakupy, tymi na kółeczkach, które niemal pękały w szwach od woluminów w środku ;-) Takie widoki dodają mi skrzydeł na cały rok - nasza 'wydawnicza' praca opłaca się, są spragnieni lektury czytelnicy, którzy doceniają ten nasz wysiłek :-)

Kaś, no ja tyż się na zdjęciu u Ani znalazłam, i nie bardzo wiem, czy to dobrze, czy źle ;-) Raczej mało 'uroczo' wyszłam ;-D

Lena173 pisze...

Miałam wielką ochotę by pojechać na Targi Książki ale niestety obudziłam się z tym zbyt późno, a ze Szczecina do Krakowa to jednak kawałek jest ;)

Aga pisze...

buuu
nie było mnie
pare koleżanek było i mówiły że super :)
no a ja chorowałam :/
no ale nastepnym razem nie być musze :)
pozdrawiam

Kamila pisze...

To rzeczywiście niezwykłe wydarzenie dla każdego mola książkowego.
Kilak lat temu obowiązkowo odwiedzałam, wrocławskie targi książki...atmosfera nie do zapomnienia.

Pozdrawiam