sobota, 13 listopada 2010

410. Wariacje na temat


My, kobietki, lubimy ładnie pachnieć ;-) Mam znajome [tak naprawdę to facetów też to dotyczy ;-) ], które namiętnie kupują kolejne perfumy, by po miesiącu – znudzone zapachem i/lub goniące za nowościami – wymienić je na inne. Ale i takie, które wierne są jednemu zapachowi czy marce przez dłuższy okres czasu. Ja należę raczej do tej drugiej „kategorii”. A dlaczego „raczej”? Hmmm... jakby to ująć delikatnie? Producenci/projektanci nie dbają o wierne fanki :-/ niestety [lub „stety” – bo jak wiadomo: nowości sprzedają się szybciej; wszystko zależy od punktu widzenia]. Od wielu, wieeelu lat byłam wierna jednej marce – Shiseido – i konkretnemu zapachowi – Zen – który co prawda przechodził ewolucje [i składnikowe, i w formie buteleczki], ale jednak zawsze trafiał w mój gust... Do czasu nowoczesnej i totalnie już innej purpurowej kostki :-/ Potem pozostałam wierna krajowi [Japonia: TU i TU], ale obecnie... skaczę z kwiatka na kwiatek, by znaleźć wymarzone następstwo dla tego jednego jedynego, ukochanego zapachu, który używałam od lat. A dlaczego? Ponieważ wersja w mlecznej buteleczce [bo już nie wspomnę o tej pierwotnej, przepięknej, z fotki u góry, z 1964 roku – nie-do-zdobycia!] jest już „out of stock” :-( i to od kilku lat. Ale – ja, szalona! – zdobywałam jeszcze ostatnie buteleczki za bajońskie wręcz sumy: na lotniskach, od znajomych rozrzuconych po świecie, od rodzinki, która akurat ukochała sobie wyjazdy w tamte regiony, a skończywszy na aukcjach... Powiedziałam: „Dość!”, gdy niedawno znalazłam kolejną aukcję, tyle że za taką sumę, która przyprawiła mnie o zawrót głowy. Toż to zdzierstwo w biały dzień! No i się zaczęło :-/ Świat perfum to dżungla, w mojej opinii. I to tak rozległa, że dałam sobie spokój już po miesiącu buszowania w sklepach i na forach. I ten ból głowy, gdy próbowałam kolejne kompozycje... Eh! My, baby, to zwariowane bywamy, co? ;-) Póki co, zaprzyjaźniłam się z zapachem z pewnego włoskiego domu mody... też „out of stock” :-/ a powiem nawet więcej: dom mody też niedawno sprzedano :-/ [na fotkach na stronie domowej Fendi modelka z polskimi korzeniami :-) Anja Rubik].



- - - - -
Kochani! Jak zawsze drobna uwaga: niczego nie reklamuję, nie pracuję w tych firmach, które wymieniłam. Ot, marudzę sobie ;-)

6 komentarzy:

Oleander pisze...

To ja jestem z innej planety. Nie kolekcjonuję perfumów, nie jestem niczemu wierna, baaaaaaardzo rzadko używam i najbardziej za mną stoją wszelkie"morskie" jak to nazywam. Ostatnio od dawna Davidoff Cool water. Może coś ze mną nie tak?

Mrouh pisze...

szukałam szukałam i znalazłam, niestety nie jeden, a kilka, na różne pory dnia i roku, na rózne okazje i nastroje, ale już się zatrzymałam, nie jestem na bieżąco od ponad roku i nie kupuje nic nowego. A perfum mam tyle, że prawdopodobnie gdybym miała wnuki, to by je mogły po mnie odziedziczyć:-) Zen tez przewinął się przez moje ręce- w czasach białej buteleczki:-) Fakt, że z nowych zapachów ciężko wyłowić coś dla siebie... oby theorema była w zasięgu jak najdłużej:-)

Kaś pisze...

ot podoba mi się to co wymarudziłaś:) choć perfum nie kolekcjonuję, raczej z książkami tak mam:)

Alina pisze...

Ja nie kolekcjonuję. Jednak znam ten ból. Sama używam teraz Chantal Thomass Osez-moi!, ale okazało się, że wyparował! Znaczy się w Sephorze już nie ma. Powstał nowy i w poniedziałek czy wtorek będę go testować...

Ada pisze...

Perfumy pobudzają zmysły oby Pani
marzenia nigdy nie prysły.

pozdrawiam
wara@poczta.forward.pl
ADa

Emocja pisze...

mam podobnie...od kilku lat szukam czegos nowego na zastepstwo i
nic:(
niby wszystkiego duzo,ale nic do mnie nie trafia...
szukajmy wiec nadal,a moze jeszcze nikt nie skomponowal tego jedynego zapachu dla nas?;)