środa, 30 czerwca 2010

377. Graffiti


© Finally safe - ilustracja Shiry Sela

Wędrując leniwie po moim ulubionym Etsy, natknęłam się na tę pokazaną powyżej ilustrację kanadyjskiej artystki Shiry Sela. Od razu nasunęło mi się hasło – „Chcesz poczuć egzotykę? Przytul się do drzewa!”* – wypisane czarnym sprayem na murze starej części ZOO w Poznaniu, albo przynajmniej gdzieś w tamtej jeżyckiej okolicy ;-) Mogę się mylić co do dokładnego położenia napisu, bo nie bywam zbyt często na Jeżycach [a szkoda, bo to piękna dzielnica naszego miasta – secesja! A co poniektórzy zapaleni Czytelnicy kojarzyć ją mogą z cyklu powieściowego Małgorzaty Musierowicz ;-) ]. Zresztą w Poznaniu jest mnóstwo haseł w stylu graffiti na murach, płotach i budynkach. Jedne są inteligentne, czasem zabawne – „Chcesz mieć własne cztery kółka? Kup dwa rowery!”** – inne, dziwaczne zawijaski i łączone litery, zupełnie nie do odczytania :-/ Jadąc do domu komunikacją miejską, polecam podnieść od czasu do czasu nos znad książki i przyjrzeć się murom w waszych miastach i miasteczkach ;-D


- - - - -
*/** Tak sobie nawet pomyślałam, że to ten sam „twórca” ;-)

wtorek, 29 czerwca 2010

376. Antoine de Saint-Exupéry


Foto © IWC. Na zdjęciu przepiękny zegarek z manufaktury IWC z serii Big Pilot’s, czwarty z kolei model poświęcony osobie Antoine de Saint-Exupéry.



Urodził się 29 czerwca 1900 roku w Lyonie we Francji. Niemal całe swoje dorosłe życie związał z lotnictwem, choć zapewne w pamięci większości z nas pozostanie poetą i pisarzem. Stworzył wiele niezapomnianych dzieł literackich, wśród nich to najsłynniejsze – Mały Książę.

Licencję pilota cywilnego uzyskał w wieku 21 lat, pilota wojskowego rok później. W 1926 roku podjął pracę w Towarzystwie Lotniczym Latecoere i zaczął latać na trasie pomiędzy Francją i Afryką, głównie przewożąc pocztę. Doświadczenie lotnicze, obfitujące w liczne, mniejsze lub większe wypadki, znalazło wyraźne odbicie w jego twórczości. Po wybuchu drugiej wojny światowej, jako kapitan lotnictwa, został pilotem francuskiego dywizjonu rozpoznawczego GR II/33. Zginął podczas wykonywania jednej z misji zwiadowczych w lipcu 1944 roku u wybrzeży wyspy Frioul niedaleko Marsylii – prawdopodobnie zestrzelony przez niemiecki myśliwiec.

Dziś 110. rocznica jego urodzin.

sobota, 26 czerwca 2010

375. Losowanie nr 28


Na początek chcę podziękować serdecznie za tak liczne wpisy w komentarze :-) Bardzo mnie to ucieszyło! Ponad 120 osób!!! :-D Niestety mam tylko siedem książek do rozdania w tym konkursie :-/ Ale... za miesiąc będzie kolejny i w następnym miesiącu też, i potem też... ;-) zatem już teraz zapraszam!
A oto nicki osób, które domowa Sierotka ;-) wylosowała dziś ze szklanej miseczki pełnej losów:

--- Gośka
--- papierowa latarnia
--- Magoda
--- Annasza
--- Kamila
--- Jagna
--- Pcz

Gratuluję! :-D
I jeszcze tradycyjna formułka: Zapraszam na mojego maila [jest u dołu strony], ponieważ potrzebne są adresy pocztowe do wysyłki. Jak zawsze zapewniam, że tu na blogu jestem osobą prywatną, a Wasze adresy są absolutnie bezpieczne: nigdy nikomu ich nie przekażę, sama też – poza bieżącą przesyłką – nie będę z nich korzystać!

Do zobaczenia w konkursie w lipcu! A że to czas wakacyjny, będzie letnio, lekko, babsko i nieco erotycznie ;-) Wszystkich zawiedzionych zapowiedzią lipcowego konkursu Czytelników-panów zapraszam w sierpniu, gdzie do wylosowania będą książki znacznie bardziej „męskie” ;-) Pa!

wtorek, 22 czerwca 2010

374. Polecam konkurs! :-)


© TimeMachine


Tym razem zapraszam wszystkich ciekawych i głodnych ;-D nowych wrażeń smakowych do Nienasycenia, gdzie u Magdaleny w konkursie można wygrać kupony do poznańskiej Restauracji Japońskiej GOKO. Kto chętny? :-) TU!

niedziela, 20 czerwca 2010

373. Konkurs nr 28


Zgodnie z obietnicą sprzed miesiąca, w tym konkursie dużo książek – bo aż siedem, po jednej losowo wybranej dla każdego zwycięzcy – do wygrania! Wszystkie są z poznańskich wydawnictw. A co! Będę promować ;-) A zatem do rozdania są:

--- Za plecami anioła - Wydawnictwo Replika
--- Dwa razy - Wydawnictwo Replika
--- Pani mego serca - Wydawnictwo Rebis
--- Ostatnie wyznanie Mabel Stark - Wydawnictwo Rebis
--- Czarny domek - Wydawnictwo Vesper
--- Nie każ mi tutaj umierać - Wydawnictwo Vesper
--- To, co zostaje - Wydawnictwo Vesper

Poproszę jak zawsze o wpisywanie się w komentarze pod tym postem od dziś do piątkowej północy. Losowanie w sobotę. Zapraszam!

piątek, 18 czerwca 2010

372. José Saramago


„Piszę książki, żeby żyć, kiedy umrę” – José Saramago.
Foto © Getty Images [ze strony Daylife].
Diana Theater, 29.XI.2006, International Book Fair of Guadalajara w Meksyku.



Dziś zmarł pierwszy laureat literackiej nagrody Nobla z Portugalii, José Saramago. Dla mnie to bardzo smutna wiadomość :-/ Będzie mi brakować nowych intrygujących, gawędziarskich opowieści tego wyklętego w swoim kraju ateisty i oddanego komunisty – bo tak niestety najczęściej się kojarzył osobom nie znającym jego twórczości.

Opowiem wam anegdotkę z czasów, gdy prowadziłam literacką księgarnię, laaata temu. Pewnego dnia, w szale porządków, gdzieś na samym dole regału, pod kilkoma centymetrami kurzu ;-) znalazłam nieciekawe wydanie pewnej książki, która nikogo nie przyciągała i tak sobie zasłużyła na miano „cegły” [księgarze tak nazywają książki, które miesiącami, a nawet latami okupują półki, nie wzbudzając – czasem niesłusznie! – zainteresowania czytelników]. Miękka czarna oprawka, poszarzały papier, drobniutki druk, z tylnej okładki uśmiecha się, mrużąc oczy, pan w kaszkiecie i w wielkich niemodnych czarnych okularach... Tytuł: Baltazar i Blimunda [Puls, Londyn 1993]. Wtedy nie wiedziałam, kto to Saramago, ale pierwsze zdanie: Miłościwie nam panujący król Jan, piąty o tym imieniu, zamierza tej nocy udać się do sypialni królowej... – rozbawiło mnie :-) Sami powiedzcie, czyż nie brzmi intrygująco? ;-D Powieść wciągnęła mnie za uszy! Okazała się przewrotna, namiętna i przebogata. A to i tak zbyt mało powiedziane! Wciąż należy do moich ulubionych. Wciąż chętnie do niej wracam.

Od tamtego dnia w księgarni polecałam ją wielu swoim stałym klientom :-) Pamiętam, że się bardzo wszystkim podobała, bo nagle domawiałam po kilka egzemplarzy z hurtowni. Jeden egzemplarz podarowałam klientowi z Brukseli, polskiemu dziennikarzowi, który wtedy tam pracował. Zostawiałam dla niego książki w cyklicznym półrocznym odstępie czasu [dwa razy w roku bywał w Polsce i sobie je odbierał] – wybór był całkowicie subiektywny, bo mój, ale jakoś trafiałam w gust tego pana ;-) Tamtego roku, gdy odkryłam powieść [to musiał być 1996 rok], założyłam się z nim, kto zostanie laureatem nagrody Nobla. On stawiał na Amosa Oza, a ja – zauroczona książką, całkiem wtedy naiwnie i pod wpływem chwili – postawiłam na Saramago. Wygrałam z poślizgiem ;-) bo Saramago otrzymał nagrodę w 1998 roku za „wybitne walory artystyczne i humanistyczne”. Oz czeka do dziś ;-D

José Saramago miał 87 lat. Zmarł na kanaryjskiej wyspie Lanzarote, w swoim domu.

środa, 16 czerwca 2010

371. Balkonowo




Chyba znalazłam nowe hobby ;-D Kilka ostatnich dni spędziłam na przekopywaniu Internetu w poszukiwaniu ciekawych okładek do pokazania tu, na blogu. Kosztuje to mnóstwo frustracji, muszę szczerze wyznać :-/ i to nie dlatego, że nie mogę nic ciekawego znaleźć [jest wręcz przeciwnie :-D wyszukałam mnóstwo niezwykłych projektów!], ale dlatego, że niemal nikt nie podaje na stronach internetowych, kto zaprojektował okładkę i książkę :-( Niektóre projekty potrafię przypisać do konkretnego grafika [prawo serii, charakterystyczne elementy, kolor, kreska... itp.], ale większości niestety nie. Oczywiście, w planach wizyta w księgarni z listą książek do przejrzenia, by te nazwiska, czy też nazwy agencji, mimo wszystko poznać [jak wiecie, takie dane są na stronie redakcyjnej – czwartej z kolei, bądź ostatniej według „starych”, ale wciąż obowiązujących norm]. Lubię takie wyzwania :-D Póki co jednak: czasu brak :-/ Jedyne co mnie cieszy, to kwiatki na balkonie, które postanowiły pokazać, jakie potrafią być piękne :-D

środa, 9 czerwca 2010

370. Okładki cz.1




Ten post to taki mały rykoszet ;-) do Słówka o grafice. Choć być może pokuszę się o cykliczność? ;-) Raz w miesiącu kilka „obrazków”, czyli osobisty i całkowicie subiektywny wybór okładek, które mnie zaciekawiły w księgarni? [I chodzi mi tylko o okładki (bądź projekt typograficzny)! Raczej nie zamierzam reklamować w ten sposób samej książki czy wydawnictwa, co najwyżej grafika :-D Jeśli będzie inaczej, zaznaczę!]. Postaram się. Na początek...

...polecam obejrzenie okładek z krakowskiego Znaku. Budzą moje zaciekawienie :-) Są interesujące, niejednokrotnie intrygujące, przemyślane, dopracowane, wybijają się na pierwszy plan w księgarniach i – co najważniejsze dla mnie – wydawca promuje polskich grafików i projektantów! Należy im się ogromny plus również za to, że na swojej stronie internetowej chwalą się tym, podając nazwisko projektanta. To rzadkość! Dzięki temu można od razu zapoznać się z innymi pracami danej osoby. Spośród bogatej oferty wydawcy wybrałam jedną, która szczególnie wpadła mi w oko: Małżeństwo* Augustusa Y. Napiera projektu Jakuba de Barbaro. Przejrzysta, czysta, „ikonograficzna” – rewelacyjna. Wiem, już takie/podobne okładki były [choćby TU], ale chodzi mi bardziej o ideę: ikona czy też logo, które – wzbogacone – „rozwija się” do pełnoprawnej okładki.

Drugim wydawcą, którego dziś pochwalę za wizualną stronę wydawanych książek, jest warszawska Muza. Podobają mi się okładki do serii Murakamiego [w przeciwieństwie do samych powieści :–/ Jakoś nie dałam się ponieść fali uwielbienia dla autora], projektowane przez Agnieszkę Spyrkę [1973-2008]. Ta młoda i utalentowana graficzka projektowała okładki oraz strony tytułowe dla wielu polskich wydawców. Warto pokusić się o przeszukanie netu, by je sobie obejrzeć i porównać lub...

...zakupienie książki o przewrotnym tytule PGR. Projektowanie graficzne w Polsce Michała Wardy i Jacka Mrowczyka, wydanej przez wydawnictwo Karakter, gdzie ta graficzka oraz wielu innych „designerów” jest przedstawionych. Warto mieć takie kompendium w swojej biblioteczce. Tę książkę polecam ;-)


- - - - -
* Na stronie Znaku i na stronie projektanta jest pokazana okładka z błędem :-) Na rynek księgarski trafiła już oczywiście poprawiona wersja. Ciekawe, czy wam też rzuci się to w oczy? ;-)

poniedziałek, 7 czerwca 2010

369. Pochwała multipleksów


© Agencja Gazeta. Na fotce wejście do poznańskiej księgarni Jedynka, gdzie z transparentem w dłoni stoi Szanowny Pan Bronisław Kledzik, dyrektor Media Rodzina [happening zorganizowali „miłośnicy” Jedynki 31 maja br.].



Tym postem narażę się rzeszy fanów wszystkiego, co – eufemistycznie mówiąc – retro, ale cóż... Możecie mnie ukamieniować :-/

- - -

W Poznaniu w krótkim stosunkowo czasie odbyły się dwie [jeśli nie więcej, bo nie obserwowałam tego aż tak pilnie] debaty na temat zamykanych od „wieków” działających placówek kulturalnych – kina studyjnego Malta na poznańskiej Śródce i księgarni Jedynka w samym centrum naszego pięknego miasta. Powód – pieniądze [jakby kiedykolwiek chodziło o coś innego :-/ ], wygórowane czynsze dla niosących ogarek oświaty, a preferencyjne [choć to pewnie teoria spiskowa] dla bezdusznych bankierów i finansistów, którzy odbierają najlepsze miejsca w centrum miasta. A co ja na to? Jeśli chodzi o kino, to przytoczę fragment mojej rozmowy z dziewczęciem, które broniło tej placówki niczym lew*...

--- Ale wiesz, co za klimat jest w tym kinie – drewniane fotele obite materiałem, takie wiekowe, jak kiedyś, nie ma popcornu ani coli, tylko taki „stary” zapach, no i ta nabożna cisza, i filmy cudowne, takie stare... – rozpływa się ona.
--- No wiem, wiem, ale mnie by dupsk... bolało już po kwadransie, „stare” zapachy kazały spieprzać na koniec świata, no a dźwięk? Wybacz, ale są filmy, gdzie na przykład odległy krzyk ptaka gra wielką rolę... Weźmy taką Amelię. Pamiętasz film? Tam taka klimatyczna scena była, gdy Amelia skradała się po schodach, a one tak cudnie skrzypiały, a potem, gdy wsuwała klucz do kieszeni, to on tak prześlicznie zabrzęczał o kamienie, które wcześniej zebrała nad rzeką... – rozmarzyłam się ja [świeżo po kolejnym obejrzeniu filmu].
--- Tam coś skrzypiało? Jaki dźwięk? Klucz i kamień? To tam coś było? No tak też się zastanawiałam, o co tam chodziło, ale wiesz... obraz był nijaki i nie bardzo zauważyłam, co ona tam do kieszeni wrzucała :-/

No właśnie... :-/ Potiomkin to pewnie by zabrzmiał jak trzeba w takim kinie, ale Amelia to już ni-dy-dy... [już nawet nie wspomnę o wielkich produkcjach, bo pewnie – po pierwsze, kino „nie splami się” ich puszczaniem (nawet gdyby przyniosło to kasę na puszczanie niedochodowych filmów), a po drugie – jaki byłby sens, jeśli ani by nie brzmiało jak trzeba, ani by nie było widać jak należy? :-/ ]. Poza tym, po nieco dłuższej rozmowie, okazało się, że dziewcze było w Malcie ze dwa razy w całym swoim, co prawda na razie dość krótkim, bo dwudziestoparoletnim życiu, no ale jednak. Słownie: dwa razy! Więc, o co ta bitwa, się pytam? Gdyby kino miało widzów, nie zamykano by go, prawda? [Jestem bezwzględna. Co wrażliwsi Czytelnicy proszeni są o wybaczenie ;-) Wdech, wydech, wdech...]. Taki pospolity zryw jest bardzo charakterystyczny dla nas, Polaków. Ja już z tego wyrosłam, moi kochani! Kino ma nas bawić, dostarczać niezapomnianych wrażeń estetycznych, a że w multipleksach śmierdzi popcornem? To po co to kupujesz? Dlaczego nie chwalisz rozwijającej się techniki, która pozwala tak wiele pokazać? A do tego usłyszeć z każdej strony? ;-) Już niedługo kino będziemy odbierać wszystkimi zmysłami, i to dopiero będzie atrakcja! Poza tym filmy w multipleksach lecą cały dzień [takie studyjne też bywają, wystarczy bacznie obserwować repertuar], a niekiedy i późno w nocy – znajdź sobie najlepszą porę i wtedy chodź do kina! Zapewniam, że są godziny, gdzie ani dzieciarni nie zobaczysz, ani popcornu nie poczujesz :-D Jeśli mi na czymś bardzo zależy, biorę wolne w pracy i chodzę na premiery w piątki przed południem, na zupełnie pierwsze seanse. Zdarzało mi się być jedyną oglądającą na sali :-D i... no i super! :-) Uwielbiam poznańskie Cinema City, koniec i kropka.

- - -

Drugi, boleśniejszy cios – zamknięcie [po wakacjach, jak zapowiadają właściciele] księgarni Jedynka. To najstarsza księgarnia w Poznaniu, działająca nieprzerwanie od 1945 roku. Czy serce mi krwawi? Tak, i to bardzo :-/ ale przede wszystkim z sentymentu. Dwa lata tam praktykowałam, potem kilka przepracowałam, w okresie niezwykłego odrodzenia księgarstwa, gwaru, hałasu, tłumu, kolejek do kasy i... „książek spod lady” ;-) Miałam to szczęście, bo za czasów, gdy zaczynałam swoją „karierę”, dostać się do Jedynki oznaczało zdobycie Mont Everestu księgarstwa w Poznaniu. Wyżej się już nie dało! :-) Ale... znów... czasy się zmieniają, teraz nie wystarczy stać za ladą, świetnie znać się na książkach i ładnie się uśmiechać. Teraz potrzeba bardzo się nagimnastykować, nawet „ukierunkować” asortyment, żeby zachęcić klienta do zaglądania do tradycyjnej księgarni. Owszem, budowa wieżowca obok księgarni, zamknięta częściowo ulica, wiecznie remontowane okoliczne zaułki, nawet centrum leczenia uzależnień i ich „klientela” tuż obok księgarni... itp. itd. – to wszystko utrudnia prace, ale... tam tak smutno jest... Serce mi z tego powodu właśnie najbardziej krwawi, że tam tak smutno jest :-( A to przecież nie przyciągnie nowego „popkulturowego” młodego czytelnika... Niestety... Ucieszyłabym się, gdyby stał się cud** i księgarnia mimo wszystko przetrwała, ale chyba nie mam już złudzeń: miasto żąda pieniędzy – będzie bank, jak w pysk strzelił :-/




- - -
* Scena oczywiście przerysowana, ale wiece, o co chodzi...
** Och, gdybym wygrała dziś w totka! Zainwestowałabym w to miejsce, bo to serce naszego miasta – najlepsza księgarnia, nominowana do Nagrody Ikar!, o czym pewnie niewielu z Was wiedziało.

- - -
PS. Chyba ostatnio za dużo zrzędzę, prawda? ;-) Postaram się zrobić sobie przerwę!

środa, 2 czerwca 2010

368. Gdzie to słońce?


Foto © Retail Paper Bag.


Dziś, w ramach cyklicznego marudzenia ;-) temat: „Dlaczego polskie firmy wykazują spadek obrotów i/lub upadają? – spojrzenie subiektywne”.

Brak słońca i wieczny by się wydawało deszcz daje się nam wszystkim we znaki – ponury nastrój, [bez]senność, ociężałość umysłu i ciała, zniechęcenie... Postanowiłam zatem dodać sobie energii i w typowo babski sposób „polatać” po mieście ;-D Wzięłam w pracy wolny dzień i oto... Poznaniu, witaj! Zrobiłam nawet listę nadzwyczajnych zakupów, żeby niby to przypadkiem ;-) nie wydać fortuny na całkiem mi niepotrzebne rzeczy. Jako numer 1 na liście wylądował czerwony lakier do paznokci [a co! niech chociaż coś się świeci ;-D ], koniecznie polskiej firmy* i... klapa, moi Państwo, wielka klapa :-/ Przeszłam całe centrum, najlepsze drogerie i perfumerie, domy handlowe i butiki [reeety, ile tego jest w tym Poznaniu...], i usłyszałam, że „jakieś tam Delie i Celie to na peryferiach może sobie pani znajdzie, ale tu, w centrum, to tylko wyższa zagraniczna półka, rozumie pani?”. „No dobrze – mówię sobie – nie rezygnuj, głowa do góry, jedziemy zatem na peryferie!”. I tu kolejne rozczarowanie – owszem, w jednej z osiedlowych drogeryjek znalazłam półkę Sorayi, ale... były na niej tylko trzy buteleczki, żadnego czerwonego koloru, bo ponoć teraz „modny jest żółty i fiolety, rozumie pani?”. No niech mnie gęś kopnie! :-/ Jak nasze polskie firmy chcą zarabiać, jeśli ich nie ma w sklepach w takim wielkim Poznaniu? Wróciłam do domu zdegustowana, dzierżąc w dłoni tytkę** ze szneką z glancem*** [to na pocieszenie, a kalorii dziś nie liczę, pomyślę o nich jutro, OK.?, jak mi humor wróci] i usiadłam do komputera, logując się na... allegro. Tak, moi Państwo, internetowo niemal wszystko da się kupić :-)


- - - - - - - - -
* ...bo doceniam i lubię, i chcę wspierać polską gospodarkę, ale uwaga! Nie reklamuję w tym tekście żadnej konkretnej firmy, mimo że wymienię ich kilka. Nie jestem pracownikiem żadnej z nich! To tylko przykłady!
** „Tytka” to po poznańsku: papierowa torebka.
*** „Szneka z glancem” to po poznańsku: drożdżówka z kruszonką i lukrem.

wtorek, 1 czerwca 2010

367. Słówko o grafice


Zdjęcie przedstawia metalowe czcionki, z których zecer [to już zapomniany :-/ niestety, ale jakże szlachetny zawód] składał kiedyś tekst, następnie kolumnę w książce, następnie kolejną stronę... itd. Zdjęcie pochodzi z One Last Thing..., bloga prowadzonego przez Sian-Louise, studentkę projektowania graficznego z University of Wales w Newport. Zainteresowanym polecam stronkę – znajdziecie tam ciekawe spostrzeżenia młodego adepta sztuki designerskiej :-)


Miałam dziś przyjemność porozmawiać z bardzo utalentowanym tłumaczem o nowo powstającym wydawnictwie. Z jednej strony bardzo mnie cieszy, że w dobie gwałtownego ekspansywnego rozwoju nowości elektronicznych [czytniki e-booków, audiobooki itp.] wciąż są osoby, które wierzą w potęgę słowa pisanego i drukowanego, a z drugiej... no cóż... zawsze współczuję takim entuzjastycznie nastawionym osobom „drogi przez mękę”, która ich nieuchronnie czeka, a jaką jest próba zaistnienia na rynku księgarskim. Te „schody” – hurtownie, pośrednicy, monopol pewnego wielkiego gracza na rynku księgarskim [wiecie, o kogo chodzi ;-) więc nie każcie mi wymawiać głośno ich nazwy] potrafią doprowadzić wydawcę do rozpaczy :-/ Jednak, jakkolwiek rozmowa o papierze, farbie drukarskiej, ilustracji i kolorze druku może się wam wydać śmieszna lub niezrozumiała i nudna, dla mnie była ekscytująca :-D

Ale do rzeczy, bo przecież nie będę wam marudzić o ciężkim losie wydawcy ;-D Tak sobie wędrując po necie, myśląc o nowych twarzach wydawniczych, odświeżaniu serii, wygrzebywaniu tematów, a także ogólnie o nowościach książkowych, trafiłam TU i dałam się zauroczyć projektom okładek Przemka Dębowskiego [pozwalam sobie na poufałość ;-) używając zdrobnienia imienia, tak jednak stronę domową zatytułował jej autor – octavo pracownia typograficzna Przemek Dębowski – zatem czuję się usprawiedliwiona ;-) ]. Pooglądałam sobie okładki octavo i muszę raz jeszcze powtórzyć – są zachwycające! Bardzo lubię taką estetykę – czystą, geometryczną, graficznie i kolorystycznie przyciągającą wzrok. Polecam!

Prawdę mówiąc, wiele razy zdarzało mi się sięgać po książki tylko i wyłącznie ze względu na ich okładki, np. książki Muzy, te projektowane przez Macieja Sadowskiego, którego biała VIP-owska seria była moim zdaniem przełomem – „designerskim”, jeśli chodzi o okładki – w latach 90-tych. I pewnie mogłabym tak wymieniać mnóstwo kolejnych grafików, serii książkowych, czy też pojedynczo zaprojektowanych okładek, które mnie zauroczyły ;-D Co do treści – bywało różnie ;-) Sądzę, że nie jestem jedyną osobą, która sięgając po książkę w księgarni, kieruje się właśnie wizualną stroną wydania. Prawda?