wtorek, 28 września 2010

397. Na dobranoc ;-)


Zbliża się północ. To idealny moment, żeby opowiedzieć wam bajeczkę na dobranoc. Tu powinnam wydać z siebie pewien dźwięk: taki „horrorowaty” chichot, żebyście byli przygotowani na naprawdę mocne wrażenia ;-D bo to nieco toporna bajeczka... Kiedy trafiłam na tę książeczkę, klasyczną zresztą choćby z racji swego „wieku” [1963], z naprawdę ciekawymi ilustracjami, po jej przeczytaniu przeraziłam się nie na żarty... Ale... idzie październik, a to idealny czas na zabawę pt. Halloween ;-D

A oto „bajeczka”...
[dla osób o mocnych nerwach, można ją sobie też obejrzeć, o TU]


The Gashlycrumb Tinies*
Edward Gorey

A is for Amy who fell down the stairs.
B is for Basil assaulted by bears.
C is for Clara who wasted away.
D is for Desmond thrown out of a sleigh.
E is for Ernest who choked on a peach.
F is for Fanny sucked dry by a leech.
G is for George smothered under a rug.
H is for Hector done in by a thug.
I is for Ida who drowned in a lake.
J is for James who took lye by mistake.
K is for Kate who was struck with an axe.
L is for Leo who swallowed some tacks.
M is for Maud who was swept out to sea.
N is for Neville who died of ennui.
O is for Olive run through with an awl.
P is for Prue trampled flat in a brawl.
Q is for Quentin who sank in a mire.
R is for Rhoda consumed by a fire.
S is for Sue who perished of fits.
T is for Titus who flew into bits.
U is for Uma who slipped down a drain.
V is for Victor squised under a train.
W is for Winnie imbedded in ice.
X is for Xerxes devoured by mice.
Y is for Yorick whose head was knocked in.
And Z is for Zillah who drank too much gin.


- - -
* Proszę wybaczyć, że po angielsku, ale nikt w Polsce nie wpadł na pomysł, by ją wydać, a – moim zdaniem – szkoda. Alfabetu można się uczyć na różne sposoby... ;-D

sobota, 25 września 2010

396. 10 rzeczy, które lubię


Dostałam zaproszenie do zabawy pt. „10 rzeczy, które lubię” od Śnieżka gotuje. Dziękuję :-D i... postaram się odpowiedzieć. Szczerze mówiąc, głowię się już od paru dni, jak by tu skondensować to, co naprawdę lubię do - tylko! - dziesięciu punktów? To wcale nie jest takie proste, bo ja - mimo „posuniętego” wieku ;-D - wciąż jestem ciekawa świata i tego, czego naprawdę lubię, z dnia na dzień przybywa! Moja lista będzie ciut przewrotna [bo taka już jestem ;-) i dlatego jest w niej znacznie więcej, niż tylko te 10 rzeczy], a jednocześnie skondensowana, bez tłumaczenia się: „Dlaczego?”, bo dla osoby zaglądającej na mój blog, odpowiedzi chyba byłyby zbyt oczywiste :-)


1. Książki, regały pełne książek, księgarnie i biblioteki, słowo pisane, historie i obrazki w książkach, papier i nowe pachnące puste notesy, zapach farby drukarskiej, metalowe czcionki drukarskie, typografia, ołówki...

2. Muzyka, płyty, wielkie studyjne słuchawki i osobisty odtwarzacz plików MP3.

3. Kino, filmy na DVD, duży ekran i ciemna sala kinowa.

4. Latarnie morskie, zapach i szum morza, słony i porywisty wiatr we włosach podczas długiego spaceru wzdłuż linii brzegowej.

5. Fotografia – na papierze i w albumach, robienie zdjęć, polowanie na dobre światło, dźwięk wyzwalanej migawki w starym aparacie analogowym, zapach odczynników chemicznych do wywoływania zdjęć i zaciemniona łazienka/ciemnia z kuwetami, wyzwalaczem i czerwoną żarówką.

6. Zima: śnieg, zwłaszcza padający sobie cicho w nocy, mróz szczypiący w policzki, pękający lód na zamarzniętych kałużach, ślizgawki, sanki, niedźwiedzie polarne.

7. Iditarod i psy Północy.

8. Spacery po lesie, szczególnie wczesnym październikowym, lekko chłodnym mglistym rankiem, albo słonecznym popołudniem, wciąż jeszcze ciepłą jesienią, otulona w gruby sweter i ze skórkowymi rękawiczkami na dłoniach, gdy zmieniają się kolory liści, śpiewają ptaki, spadają kasztany, a ziemia pachnie bardziej intensywnie.

9. Internet.

10. Naleśniki z jabłkami lub powidłami [mojego taty!], pyry z gzikiem, zupa warzywna [specjalność mojej mamy], gruszki, podawana na ciepło szarlotka z lodami waniliowymi i kawa, kawa, kawa i jeszcze kawa, no i kawa... ;-D


- - - - - - -
PS.1. To nie wszystko, ale skończyły mi się numerki ;-)
PS.2. Do zabawy zapraszam wszystkich moich kochanych Czytelników. I uwaga! Sprawdzę, czy odrobiliście zadanie! :-D

środa, 22 września 2010

395. Kalendarzowo...


Copyright: Peantus by Schulz
Copyright tapetka: United Feature Syndicate Inc.

wtorek, 21 września 2010

394. Okładki cz.4






Miałam szczytny cel ze swoim pomysłem na pokazywanie tu, na blogu, okładek, ale internetowe wyszukiwanie autorów tychże okładek jest dość frustrujące :-/ [Wiem, wiem, mogłabym chodzić do księgarń stacjonarnych i sprawdzać stopki redakcyjne, ale – kiedy, i jeśli w ogóle, Wy macie na to czas??? Zdradźcie mi ten sekret, proszę! ;-D ]. Zatem po raz kolejny pokazuję tylko ładne obrazki, a ich autorzy niech się sami zgłoszą ;-D

Dziś mój wybór padł na okładki z serduszkami [owszem, do Walentynek mnóstwo czasu, ale... tak mnie naszło jakoś ;-) ]:

---> Serce w butelce z Wydawnictwa Mam
[oczywiście to ten mój sentyment do dziecięcych książeczek ;-)
ale sami powiedzcie: czy ten obrazek nie jest słodki? :-D
ilustracje [i tekst]: Oliver Jeffers]

---> Tylko miłość z Wydawnictwa Literackiego
[„czysta”, z pomysłem i wyraźnym podtekstem]

---> Miłość nie rani z G+J
[ilustracja bardzo ładna, ale...
dobór i rozmieszczenie liternictwa – fatalne :-/ ]

---> Do kochania z Wydawnictwa Nowy Świat
[ot, pomysł!]

---> Rozalia i Trufel z Wydawnictwa Cyklady
[cóż... tu jest tyle „serca”, że aż trudno je objąć :-D
ilustracje: Jutta Bücker]

poniedziałek, 20 września 2010

393. Losowanie nr 32


Ależ jestem spóźniona! A za oknem zaczęło właśnie lać :-/ Pełnia szczęścia, co? Ale nie przedłużajmy, bo ja jeszcze muszę zdążyć trafić na „swoją” trybunę ;-D
Oto szczęśliwiec, który wygrał książkę:

---> MichAsia

Serdeczne gratulacje! :-)
I tradycyjnie już proszę o przesłanie na mój mail [jest u dołu strony] adresu pocztowego, na który mam wysłać książkę. Zapewniam, że tu na blogu jestem osobą prywatną i nigdy nie wykorzystam Twojego adresu w niecnych celach ;-D a jedynie dla potrzeb tego jednego konkursu.

Za miesiąc październik – mój ukochany miesiąc w roku. Jak zawsze... i jak co roku... będę zaganiana niczym przysłowiowy pies, bo przecież to ostatni moment na wysłanie książek do druku, by zdążyć się nimi potem pochwalić na krakowskich targach :-D Ale na konkurs czas znajdę, obiecuję! Na razie nie mam pomysłu, co będzie nagrodą, ale kusi mnie, by pozostać w kręgach muzycznych. Co Wy na to?

wtorek, 14 września 2010

392. Konkurs nr 32 - Sting


Foto © Ethan Miller / Getty Images

Za pięć dni na poznańskim Stadionie Miejskim zagra i zaśpiewa Sting, a ja tu się ociągam z obiecanym konkursem ;-) No ładna ze mnie blogerka ;-D Ale! Niniejszym ogłaszam konkurs nr 32! Nagrodą jest jeden egzemplarz przekładów wszystkich tekstów artysty wraz z jego komentarzami. Książka jest w wersji dwujęzycznej, pięknie wydana, ze zdjęciami. Sponsorem jestem tym razem ja :-D

Można się już wpisywać w komentarze. Konkurs potrwa tym razem do poniedziałku, do dnia koncertu, powiedzmy do godz. 16.00 – kiedy to dla wszystkich fanów otworzą się bramy stadionu ;-) Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi wieczorkiem, jeszcze przed samym koncertem, bo przecież muszę zdążyć dobiec na trybuny :-D Powodzenia!

niedziela, 12 września 2010

391. Urodziny Botanika






Foto © :-) moje [Olympus E-510 z krótkim kitem].

Wczoraj w Botaniku „zagrało” dla mnie światełko. Przeżycie niesamowite, z gatunku tych, które wstrzymują oddech ;-) Zresztą wszystko u góry na zdjęciach - może nie idealnych, ale aż mi się ręce trzęsły z wrażenia ;-) Wczesny ranek, wilgotna rosa, delikatny niby-jesienny chłód i „zimne” słoneczko... Niespotykane!

Dziś też bym pojechała, żądna powtórki, ale Botanik urządza całodniową imprezę pt. „Ogród z Miastem i dla Miasta” - edukacja i zabawa z okazji 85. urodzin :-) co mnie skutecznie odstrasza, bo... zwizualizujcie to sobie: tłumy, wrzeszczące dzieciaki, deptanie trawników i zrywanie roślin [normalnie nóż się w kieszeni otwiera na samą myśl...] itp. itd. ;-D Ale... dla chętnych będą przewodnicy po ogrodzie; wystawy fotografii, m.in. ogłoszenie wyników wakacyjnego konkursu na najpiękniejsze zdjęcie ustrzelone w Botaniku; będą też wystawy grzybów i liści, opowieści o skrzydlatych mieszkańcach ogrodu, wspominki profesorów z historią w tle... i oczywiście możliwość zakupienia roślinek w tunelu hodowlanym na terenie Botanika - co jest nie lada gratką dla miłośników ogrodnictwa, zapewniam - rzadkie, niespotykane w centrach ogrodniczych krzewy i drzewa za symboliczne kwoty. Wiem, bo byłam rok temu ;-) Polecam!

wtorek, 7 września 2010

390. Isabella


Cudne zdjęcie! David Lynch ze swoją muzą – Isabellą Rossellini.
Foto © ... No niestety, ale nie mam pojęcia, kto jest autorem tej fotki :-/


Kocham kino, filmy oglądane w ciemnej sali projekcyjnej wraz z innymi pasjonatami... To moje „klimaty” ;-) Niestety już od dłuższego czasu [kilka lat, o zgrozo!], z racji mojej pracy przede wszystkim, nie mam na to czasu, a oglądanie filmów w TV, czy w ogóle na tym małym ekraniku, nawet jeśli nocą ;-) – to jednak nie to samo. Ale kino lubię, koniec, kropka. A kino włoskie to już absolutna uczta :-) Ale od początku...

Wczoraj nie mogłam zasnąć – nałożył się i wyjątkowo wysoki poziom stresu, i paskudna, niekochana przeze mnie bezsenność :-/ Podobny mix chyba nikomu nie pozwoliłby zasnąć... Zatem zabrałam się za poszukiwania relacji i opisów z festiwalu filmowego w Wenecji. Ucieszyłam się sukcesem Skolimowskiego – to mądry i oryginalny reżyser, bardzo lubię jego filmy i jego samego jako... aktora ;-) Najnowszy film SkolimowskiegoEssential Killing – zebrał owacje na stojąco :-D Wspaniała wiadomość. Czyżby Złoty Lew dla Polaka? Trzymam w każdym razie kciuki :-) W filmie gra Vincent Gallo – aktor, muzyk, reżyser, model... Słowem: wszechstronny chłopak ;-) Włoch. I tak, na zasadzie skojarzeń i krótkich przebłysków w moim chaotycznym mózgu: włoski – Włoch – kino – obraz... zapragnęłam... Isabelli Rossellini ;-D Tak, wiem, szaleństwo ;-D ale to jedna z moich ulubionych aktorek. Lubię filmy z nią w roli głównej. Lubię obserwować jej gesty, patrzeć jak się porusza, słuchać jej ciepłego, bardzo seksownego głosu. Lubię ją samą, jako najprawdziwszą, cudowną kobietę z wieloma pasjami i talentami: jest malarką, projektantką, dziennikarką, modelką... Jak do nikogo innego [no może do innej włoskiej bogini – Moniki Bellucci ;-) ], pasuje do niej określenie: posągowa piękność. Po prostu ideał :-) i do tego ze zwariowanym poczuciem humoru ;-) Patrz: Seduce Me. The Spawn of Green Porno – jej ostatni projekt ;-D

Obejrzałam zatem, po raz... hmmm... milionowy? ;-) Blue Velvet Davida Lyncha. Przewrotny, mocny, groteskowy, przerysowany... doskonały film. Nie będę pisać, o czym jest, bo chyba wszyscy już ten film widzieli [na fali popularności Lynchowskiego serialu o Laurze Palmer był wielokrotnie, oczywiście w późnych godzinach nocnych nadawany m.in. w polskiej ogólnodostępnej TV], ale warto go sobie raz w roku na przykład przypomnieć – świetny dobór aktorów, wybitne wręcz role Rossellini i Hoppera, wizualnie: majstersztyk! Polecam!

I tak, dzięki pięknej Isabelli, przetrwałam kolejną noc...