wtorek, 30 listopada 2010

418. Sentyment


Ray Winston
Foto © Nicky Johnston

Ray Winston to jeden z najfantastyczniejszych aktorów brytyjskich starszego pokolenia [bez obrazy ;-D To akurat komplement!]. Jest bezkompromisowy, błyskotliwy, ma „cięty język” i niezaprzeczalny talent. Wystąpił m.in. w reżyserskim debiucie Gary’ego Oldmana pt. Nic doustnie i w Sexy Beast Jonathana Glazera – by przypomnieć zaledwie dwie, ale moim zdaniem wyróżniające się, wielkie jego role! A wspominam Raya, bo w „Daily Express” – przy okazji londyńskiej premiery kolejnego filmu z jego udziałem – znalazłam wywiad, w którym tak oto się wypowiedział:

„Urodziłem się dwanaście lat po zakończeniu drugiej wojny światowej. Nikt nie miał wtedy zbyt dużo pieniędzy, ale ludzie troszczyli się o siebie nawzajem. Wszyscy byli wobec siebie uprzejmi i mieli poczucie jedności. To minęło i zostało zastąpione przez świat bez wartości. Wiele osób uważa, że nie musi pracować, bo należy im się wsparcie od świata. Dlaczego ciężka praca nie jest już powodem do dumy? Kiedy byłem młody, ci, którym nie chciało się pracować, byli słusznie krytykowani, a dziś ludzie pracujący są traktowani jak głupcy przez leni żyjących na zasiłkach”*.

Cóż... Nie jestem jakąś staruszką, urodziłam się nieco później niż Ray, ale też pamiętam szarmanckość panów i [rozumianą w archaicznym stylu] elegancję i skromność pań na ulicy, w kolejkach do sklepów, w domach... Częściej słyszałam i jednocześnie bezwiednie wpajałam sobie najprostsze słowa wyrażające uprzejmość: „Dziękuję”, „Proszę”, „Przepraszam” itp. itd. Muszę powiedzieć, że brakuje mi tego, tej prostej przyjemności z obcowania z przyzwoitymi ludźmi. Nie powiem, że „za komuny było lepiej”, bo nie o to chodzi – wcale nie było lepiej, ale było... milej, spokojniej, wolniej i bezpieczniej. Ludzie byli bardziej otwarci na innych, szczerzy. Z tą pracą Ray też ma rację – dziś nie szanuje się pracowitych ludzi, podśmiechuje się z nich i wytyka palcami, że niby wypruwają sobie flaki dla bezdusznych kapitalistów i że nie warto tego robić. Cwaniactwo i – co tu dużo mówić! – zwyczajne lenistwo jest wszechobecne. To nie reguła, nie generalizuję, ale zauważam, że – już nie marginalnie – ale tak jest. Przepraszam, że marudzę w Andrzejki, ale jakoś mnie tak naszło po tym wywiadzie...


- - - - -
* przekład za Onet.

niedziela, 28 listopada 2010

417. Wielki Kaliber


We Wrocławiu trwa Międzynarodowy Festiwal Kryminału. Tegoroczną Nagrodę Wielkiego Kalibru za najlepszą powieść kryminalną roku 2009 dostała... Joanna Jodełka i jej debiutancki kryminał Polichromia! :-) Gratuluję z całego serca, zwłaszcza że z zapałem promowałam wśród was tę książkę, więc cieszę się podwójnie! Teraz to będzie bestseller - tuż obok wcześniej nagrodzonych powieści Krajewskiego, Czubaja, Świetlickiego... - czego życzę autorce i wydawcy z radością :-D

PS. Wiki już odnotowała zwycięstwo :-)

sobota, 27 listopada 2010

416. Weranda Country


Posiadłość w Gloucestershire
Foto © Andreas von Einsiedel / East News

Koniecznie musicie sobie kupić najnowszy grudniowo-styczniowy numer „Weranda Country” :-D Jest przecudowny! A co tak mnie zachwyciło w nowym numerze? Między innymi:
--- ciepła opowieść o alpaczym runie [wraz ze zdjęciami tych przeuroczych zwierzaków i ich właściceli];
--- leniwym zimowym spacerkiem oprowadzani jesteśmy po domu - jak wyjętym z moich marzeń! - Gloucestershire na angielskiej prowincji;
--- jest też przewodnik, jak pięknie w rustykalnym stylu zapakować prezenty świąteczne;
--- zimowa moda w stylu country;
--- kra, kraaa, kra... czyli opowieść o rodzinie krukowatych;
--- oraz kilka przepisów na pyszne polskie jadło...
Ale największą niespodzianką, taką miłą i rozgrzewającą serce, jest spotkanie z Jagodą i Maćkiem z bieszczadzkiej Chaty Magoda! Tak, tak! Tym pięknym domem wypełnionym miłością i radością życia, o którym Jagoda opowiada na swoim blogu.
Na samym końcu magazynu, dla bardziej praktycznych czytelników kolorowych gazetek, znajdzie się i kalendarz ścienny na nowy rok – tym razem z bogato ilustrowanymi przepisami kulinarnymi. Polecam!

415. Okładki cz.6






O Małgorzacie Strzałkowskiej mówi się, że jest „mistrzynią akrobacji słownych” – i coś w tym jest, bo słuchając dołączonej do jednej z jej książeczek płyt CD, ma się wrażenie, że lektor, aktor Jerzy Stuhr, podśmiechuje się, czytając, bo sam ma problemy z poprawnym i wyraźnym deklamowaniem wierszyków ;-D Pani Strzałkowska to też znakomita ilustratorka własnych wierszyków [choć nie zawsze, bo współpracuje też m.in. z Piotrem Fąfrowiczem czy Elżbietą Wasiuczyńską, których na pewno miłośnicy polskich bajek znają i kochają :-) ]. Jej wyklejanki są bajecznie piękne, nawet jeśli na czarnym tle – jak w przypadku Wiersze, że aż strach! Okładki – dzięki tym fantastycznym ilustracjom – są na ogół świetnie zakomponowane, przez co od razu przyciągają wzrok. Książeczki ukazują się w różnych wydawnictwach [Media Rodzina, Santorski, Nasza Księgarnia, Bajka...], zatem trzeba na bieżąco obserwować rynek nowości, by niczego nie przegapić – a zapewniam, że bez względu na wiek warto mieć pod ręką te rymowanki, czy to dla gimnastyki języka, czy dla radosnej zabawy. Tym razem polecam i ilustracje, i same książki! :-)

414. Losowanie nr 35 - mikołajkowe ;-)


W Poznaniu za oknem wciąż sypie śnieg :-) od dwóch dni! Mnie się pyszczek uśmiecha, bo zimę uwielbiam i już czekam na nią z utęsknieniem. I tak sobie dziś rano pomyślałam, jeszcze z łóżka wpatrując się w wirujące płatki śniegu za oknem, że oto idealnie się zima zgrała z losowaniem mikołajkowych bajeczek :-D Nie wylegując się już dłużej, wyskoczyłam z łóżka i zrobiłam losowanie sześciu szczęśliwców, do których polecą pozytywne i wesołe opowiastki Roba Scottona. A oto lista:

--- Katarzyna Piec Zaczyna
--- Kamila
--- dziurka
--- Joanna
--- silvana
--- Maleństwo

Serdecznie gratuluję! :-)
Potrzebne mi są Wasze podstawowe dane do wysyłki książeczek [u dołu strony jest mail, na który poproszę przesłać adresy pocztowe]. Zapewniam jak zawsze solennie, że tu na blogu jestem osobą całkowicie prywatną, a Wasze adresy są bezpieczne – wykorzystam je jedynie do wysyłki książek z tego jednego konkursu. A przesyłkę zrobię we wtorek, bo zapomniałam kupić taaakie duże koperty, żeby Bronek i Splotek się w nie mieściły ;-)

A co za miesiąc? Grudzień, Gwiazdka, zima i śnieg i... jubileusz mojego bloga :-D Jeszcze nie wymyśliłam, co Wam podaruję, ale postaram się, by była to atrakcyjna książka! Już teraz zapraszam na huczne obchody trzecich urodzin Zacisza wyśnionego…

poniedziałek, 22 listopada 2010

413. Konkurs nr 35 - Mikołajki


© Rob Scotton

No i znów niemal zaspałam ;-) Już za kilka dni koniec miesiąca, a ja nie ogłosiłam jeszcze tradycyjnego konkursu. Nadrabiam czym prędzej ;-D zwłaszcza, że zgodnie z zapowiedzią sprzed miesiąca, tym razem do rozlosowania będą bajeczki - w sam raz na Mikołajki. O autorze tychże opowiastek, Robie Scottonie, pisałam niedawno w samych superlatywach. Śmiem twierdzić, że to dzięki mnie ;-D pewne poznańskie wydawnictwo postanowiło wydać dwie książeczki tego rysownika. A zatem... do rozlosowania są po trzy egzemplarze bajeczek:

--- Baranek Bronek
--- Kotek Splotek

Zapraszam! Konkurs jak zawsze trwa do piątkowej północy. W sobotę losowanie sześciu szczęściarzy ;-) Czas - start!

niedziela, 21 listopada 2010

412. Czas przygotowań






Fotki z Etsy, artysta zwie się © DoorCountyWoodworks

Wracałam nocą do domu zmarznięta straszliwie, zakatarzona i z pulsującym bólem głowy, podwędzona ogniskowym dymem, najedzona [a raczej przejedzona ;-D ] i nieco... podchmielona, by użyć starego polskiego określenia na ów błogi stan ;-) Ale mniejsza o to, bo chcę wam opowiedzieć, jak niemal dostałam zawału serca... Noc była ciemna [jak to noc :-/ ...zaczynam bredzić!] i mglista, przez co dodatkowo bardzo cicha [kto lubi nocne jesienne spacery, będzie wiedział, o jaki rodzaj ciszy mi chodzi]. Osobiście lubię wtedy zwolnić kroku i delektować się tym na-granicy-klaustrofobii stanem, jednak nie tym razem. Byłam już blisko swojego bloku, gdy koło ucha śmignął mi jakiś mały ptak... I tylko proszę mi nie mówić, że w nocy nie latają ptaki tylko nietoperze, bo dostanę zawału na miejscu, dobrze? ;-) Umówmy się, że to był jakiś ptak! W każdym razie pomyślałam sobie, że oto nadchodzi zima i ptaki będą musiały gdzie się podziać, najeść, odpocząć, schować przed śniegiem... Słowem: czas na budkę dla ptaków :-) Na Etsy znalazłam stolarza, który szykuje nie tyle domki, co małe pałacyki dla naszych skrzydlatych przyjaciół. Kilka przykładów u góry na fotkach, resztę prac Johna można obejrzeć w jego sklepiku. Polecam!

poniedziałek, 15 listopada 2010

411. Jesiennie






Wszystkie fotki © BHG

Jesień uwielbiam, bo jest kolorowa – zwłaszcza te „listkowe” czerwienie i żółcie! Bo bywa słonecznie ciepła, choć niekiedy z przyjemnym chłodnym wiaterkiem... Lubię ranny przymrozek i wieczorne mgły otulające miasto. Uwielbiam ją też za zapachy i za smaki. Zwyczajnie: kocham jesień! :-D A co mnie tak naszło na wyznania? Otóż dziś w tzw. newsletter jednego z regularnie odwiedzanych przeze mnie magazynów internetowych – Better Homes and Garden – znalazłam przepisy [i cudne zdjęcia] na dyniowe przysmaki. I jak tu nie kochać tych wszystkich jesiennych pyszności? ;-D

sobota, 13 listopada 2010

410. Wariacje na temat


My, kobietki, lubimy ładnie pachnieć ;-) Mam znajome [tak naprawdę to facetów też to dotyczy ;-) ], które namiętnie kupują kolejne perfumy, by po miesiącu – znudzone zapachem i/lub goniące za nowościami – wymienić je na inne. Ale i takie, które wierne są jednemu zapachowi czy marce przez dłuższy okres czasu. Ja należę raczej do tej drugiej „kategorii”. A dlaczego „raczej”? Hmmm... jakby to ująć delikatnie? Producenci/projektanci nie dbają o wierne fanki :-/ niestety [lub „stety” – bo jak wiadomo: nowości sprzedają się szybciej; wszystko zależy od punktu widzenia]. Od wielu, wieeelu lat byłam wierna jednej marce – Shiseido – i konkretnemu zapachowi – Zen – który co prawda przechodził ewolucje [i składnikowe, i w formie buteleczki], ale jednak zawsze trafiał w mój gust... Do czasu nowoczesnej i totalnie już innej purpurowej kostki :-/ Potem pozostałam wierna krajowi [Japonia: TU i TU], ale obecnie... skaczę z kwiatka na kwiatek, by znaleźć wymarzone następstwo dla tego jednego jedynego, ukochanego zapachu, który używałam od lat. A dlaczego? Ponieważ wersja w mlecznej buteleczce [bo już nie wspomnę o tej pierwotnej, przepięknej, z fotki u góry, z 1964 roku – nie-do-zdobycia!] jest już „out of stock” :-( i to od kilku lat. Ale – ja, szalona! – zdobywałam jeszcze ostatnie buteleczki za bajońskie wręcz sumy: na lotniskach, od znajomych rozrzuconych po świecie, od rodzinki, która akurat ukochała sobie wyjazdy w tamte regiony, a skończywszy na aukcjach... Powiedziałam: „Dość!”, gdy niedawno znalazłam kolejną aukcję, tyle że za taką sumę, która przyprawiła mnie o zawrót głowy. Toż to zdzierstwo w biały dzień! No i się zaczęło :-/ Świat perfum to dżungla, w mojej opinii. I to tak rozległa, że dałam sobie spokój już po miesiącu buszowania w sklepach i na forach. I ten ból głowy, gdy próbowałam kolejne kompozycje... Eh! My, baby, to zwariowane bywamy, co? ;-) Póki co, zaprzyjaźniłam się z zapachem z pewnego włoskiego domu mody... też „out of stock” :-/ a powiem nawet więcej: dom mody też niedawno sprzedano :-/ [na fotkach na stronie domowej Fendi modelka z polskimi korzeniami :-) Anja Rubik].



- - - - -
Kochani! Jak zawsze drobna uwaga: niczego nie reklamuję, nie pracuję w tych firmach, które wymieniłam. Ot, marudzę sobie ;-)

środa, 10 listopada 2010

409. Wróciłam!


Wróciłam z Krakowa :-) pełna wrażeń, szczęśliwa, obładowana nowymi książkami, ale i... wykończona, podziębiona i do tego bez głosu [co poniektórzy się z tego powodu cieszą ;-D Pierwszy dzień, ten branżowy, miałam spotkanie za spotkaniem z drukarzami i papiernikami, gadałam jak najęta i gdzieś około godziny 12.00 zauważyłam, że mam chrypkę, krótko potem zaczęłam piszczeć jak stare nienaoliwione drzwi, by ostatecznie całkiem zamilknąć ;-) Ot, taki los!]. To były wyjątkowo udane targi książki i, jak czytam w prasie, rekordowe pod względem odwiedzin, co osobiście mogę potwierdzić. I żałujcie wy, którzy tam nie byliście ;-D

Relacji foto raczej nie będzie, bo jak Kraków wygląda, to większość z was dobrze wie, a ja i tak tylko nocą miasto oglądałam [cały dzień spędzałam przykuta do stoiska w hali targowej], a fotki poszczególnych stoisk to by was raczej znudziły [a może jednak nie?]. Więc wrzucam tylko jedną – pluszowego Reksia, który akurat sobie przysiadł i odpoczywa ;-)

W sobotę hala targowa była tak wypełniona złaknionymi książek i „celebrytów” czytelnikami, że nie wychodziłam ze stoiska – zwyczajnie nie dało się przebić przez tłum :-/ A szkoda, bo wielu wydawców starało się właśnie w ten dzień [zawsze, co roku, jest w soboty najwięcej ludzi] przyciągnąć do siebie potencjalnych klientów sławnymi nazwiskami. Miałam jednak przyjemność – nie pierwszy raz :-D – zdobyć dedykację spółki profesora Kurzawki i jego asystenta Henryka Kwasa na stoisku Czerwonego Konika w najnowszej książeczce serii nieporadników, tym razem o rękawiczce. Polecam, bo książeczka przezabawna. Mam też upragniony autograf damy polskiej grafiki – Marii Ekier. A poza tym przywiozłam tom II przygód kota Simona [jakżeby inaczej – nie darowałby mi, ten kocur] wraz z gadżetami, nowy pięknie wydany tom opowieści Rushdiego i – to już ze zwykłego kolekcjonerstwa – nowe wydanie Alienisty Caleba Carra [jedna z moich ulubionych książek] z DW Rebis, trochę albumów, stertę książek dziecięcych z cudownymi ilustracjami [oj, z tego nigdy się nie wyleczę ;-) ]... Pokiwałam Martynie Wojciechowskiej i Wojtkowi Mannowi, ukłoniłam się głęboko i z szacunkiem Panu Michnikowi, zamrugałam kokieteryjnie do Jeffreya Archera i do wielu, wielu innych cudownych mistrzów słowa, którzy w Polsce wydają książki itp. itd. Uwielbiam te kilka dni w Krakowie raz w roku :-D

I na koniec trochę prywaty ;-) Specjalne całuski ślę Ani z Dziennika Literackiego – za przesympatyczną rozmowę, za wielkie serce i w ogóle, za wszystko!


- - - - -
PS. Spieszę donieść, że nikogo nie udało mi się pogryźć ;-) Czy to dobrze, czas pokaże!

wtorek, 2 listopada 2010

408. Targi maniaków


© gaabilemos

Wasza ciężko zestresowana redaktorka [co widać na załączonym obrazku ;-) ] odmeldowuje się na tydzień i jedzie nieco odreagować na Targi Książki w Krakowie. Mam nadzieję, że nikogo tam nie pogryzę ;-D Do zobaczenia!