sobota, 5 lutego 2011

445. Tłumnie...


© Wulffmorgenhalter***

Wieczorem czeka mnie nietypowa uczta – degustacja win z Australii u mnie w domku :-) A że w takim towarzystwie widzimy się raz, może dwa razy do roku, to postanowiłam – oprócz poczęstunku – przygotować drobne upominki, oczywiście związane z tematem spotkania. Z chronicznego wręcz braku czasu po owe upominki wybrałam się wczoraj, bardzo późnym popołudniem, po pracy. Nie przewidziałam, że w Poznańskiem trwają ferie... :-/ Te tłumy w mieście i galeriach handlowych – młodzież w grupach, bądź „tylko” z rodzicami, w pogoni za... no właśnie... za czym? ;-) W każdym razie nie było łatwo. Jak zawsze z pomocą przyszła mi przyjaciółka, dla której zakupy to swoisty sport, zawody z pucharem i miejscem na podium na końcu ;-) Nie mam pojęcia, jak ona to robi, ale śmiga i przeciskuje się przez tłum z taką gracją, że aż miło popatrzeć ;-) Mnie w każdym razie idzie jak temu śledziowi na obrazku u góry...


- - - - - - -

*** Obrazek linkuję do Wulffmorgenhalter, ale uprzedzam! Wchodzisz na własną odpowiedzialność! Żart jest ciężki i dalece rubaszny, na pograniczu dobrego smaku [albo i przekracza tę granicę, otwarcie i odważnie prowokując], by użyć delikatnych sformułowań ;-)

1 komentarz:

Estera pisze...

W takim razie mamy podobnie. Też nie lubię dużych sklepów, które nie wiadomo dlaczego nazwali galeriami. Wchodzę kiedy jestem zmuszona. Życzę udanego spotkania! Pozdrawiam i serdeczności życzę!