czwartek, 5 maja 2011

468. Alexander McQueen


© net

Do napisania tego postu zabieram się od ponad roku, od samobójczej śmierci geniusza świata mody – Alexandra McQueena. Nie bardzo wiedziałam, co i jak napisać, bo tak naprawdę ciężko znaleźć odpowiednie – wielkie! – słowa na opisanie dzieł tego kreatora. Jestem wielbicielką jego talentu, uwielbiam przeglądać katalogi i albumy ze zdjęciami z pokazów. Po prostu. I tym razem jednak nie sposób nie wspomnieć o McQueenie...

Kilka dni temu cały świat „uczestniczył” – głównie wirtualnie, ale jednak! – w ślubie królewskiej pary: Katarzyny, księżnej Cambridge, z księciem Williamem. I choć to tak odległy dla nas świat, z zapartym tchem czekaliśmy na suknię! ;-) Zaprojektowała ją Sarah Burton, prawa ręka McQueena przez wiele, wiele lat, która przejęła schedę po mistrzu. No i chyba tylko z tego powodu zasiadłam przed TV... Łezka mi się zakręciła, gdy pomyślałam, jak wspaniały hołd mu złożono! I to tuż przed otwarciem retrospektywnej wystawy w Metropolitan Museum w Nowym Jorku! Alexander McQueen: Savage Beauty – bo taki tytuł nosi wystawa – będzie można odwiedzać do 31 lipca. Ekspozycja gromadzi 100 kreacji i 70 akcesoriów z dziewiętnastoletniej kariery kontrowersyjnego projektanta. Chciałabym tam być, bardzo bardzo! :-) Liczę na to, że chociaż oficjalny katalog uda mi się zdobyć. Pewnie będzie kosztował małą fortunę, ale... co mi tam ;-) Raz się żyje!

Dziś z przyjemnością założyłam Kingom, wersję z 2005 roku :-)

Brak komentarzy: