sobota, 6 sierpnia 2011

489. Szpilka


© Celine S.* z portalu flickr

Kiedyś gdzieś przeczytałam, że Poznań w okresie letnim ma największą knajpę pod chmurką – a jest nią... cały Stary Rynek ;-D Trudno się nie zgodzić: wszystkie knajpki na Rynku [a jest ich tu mnóstwo!] budują tzw. „ogródki”, czyli wystawiają stoliki i krzesełka, wielkie parasole, czasem nawet bar na zewnątrz. Lubię ten szalony gwar i radość na Rynku, tylko tu i właśnie teraz nie przeszkadza mi tłum, biegające dzieciaki z balonikami i lodami, turyści strzelający fotki na prawo i lewo ;-) a nawet cieszę się, gdy np. obserwuję turystów odliczających tryknięcia poznańskich koziołków na wieży o godzinie punkt 12.00, czy ułanów w galowych mundurach i na koniach objeżdżających Stary Rynek :-) A jeśli pogoda dopisuje, to właściwie bardzo trudno jest znaleźć sobie wolny stolik, tyle jest amatorów kawki na świeżym powietrzu :-) Uciekam wtedy w boczne uliczki Starego Rynku, gdzie jest nieco spokojniej i bardziej swojsko. Ulubioną moją knajpką zawsze była „Weranda” na Świętosławskiej, uliczce prowadzącej do Fary [o pardon! obecnie bazyliki], ale po ostatnich zajściach** mocno się zastanowię, czy znów ich odwiedzić :-/ Ruszyłam zatem w urokliwą uliczkę Żydowską w stronę kawiarenki „Bordo” z ładnym ogródkiem z fontanną i kotem kręcącym się między stolikami – to właściwie pięknie zagospodarowane podwórko kamienicy, osłonięte od spalin i hałasu ulicy. Wczoraj, niestety, nie znalazłam tam wolnego krzesełka i z żalem wyszłam, myśląc, co dalej. Cała Żydowska usiana jest kawiarenkami i herbaciarniami, ale wszędzie było pełno :-/ Trafiłam zatem do „Szpilki”, tuż obok „Bordo” – nowej knajpki, jasnej i very modern w środku, a very rustical w ogródku ;-) Pełno donic i doniczek z kwiatami, peeeeełno! Każdy stolik udekorowany wazonikiem z żywymi kwiatkami, świeczki i lampki na stolikach i pod oszklonym dachem chroniącym od deszczu, winorośl, serwety, poduchy na wiklinowych fotelach... Byłam oczarowana! Ale to tak naprawdę nic, w porównaniu z urokiem tego miejsca, gdy zapadła wieczorna ciemność! Właściwie nie chciałam stamtąd nigdzie iść ;-D Stojące lampy, świeczki w metalowych osłonkach w kształcie kul i serc, pyszne schłodzone winko w wielkim kieliszku, przemiła obsługa i uśmiechnięta właścicielka tego miejsca... Wiem, wiem, reklamuję ;-) ale co na to poradzę, że aż tak mi się spodobało? :-) Polecam!


- - - - -
* Celine S. znalazłam całkiem przypadkiem, szukając recenzji i zdjęć vintage’owych perfumów Celine „Magic”, które noszę i się zachwycam ;-) Anyway... Zdjęcia Celine są przecudne, polecam!

** Ostatnio [właściwie to po raz kolejny, jak mgliście sobie przypominam] w „Werandzie” zostałam ochrzaniona przez personel, że próbuję zrobić zdjęcie przyjaciółce siedzącej naprzeciwko mnie przy stoliku wewnątrz kawiarni. Kelnerka nawet nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego mi nie wolno robić zdjęć :-/ Czasy PRL mi się przypomniały... i tabliczki wiszące na płotach i budynkach państwowych: „Zakaz fotografowania”. Żenada...

3 komentarze:

bluuu pisze...

Dobrze wiedzieć, że w Werandzie nie wolno fotografować:/ Mnie kiedyś ochrzanił gość ze stolika obok - rzecz działa się właśnie w Szpilce, która wtedy jeszcze była Umberto - bo mu się nie podobało, że fotografując przyjaciółki, siłą rzeczy umieszczam go w planie. Teraz mam traumę przed wyciągnięciem aparatu, gdziekolwiek bym się nie znalazła:)))

Zuzanka pisze...

Mnie też w Werandzie kelnerka opieprzyła za aparat (a akurat bawiliśmy się nowym obiektywem typu fish-eye). Też nie wiem, czemu im się to nie podoba.

Ogólnie fotografowanie w restauracjach to rzecz drażliwa. Nie podoba mi się idea, że wchodząc musiałabym się pytać kelnera, czy mogę i tłumaczyć, po co. Zakładam milcząco, że restauracja to miejsce publiczne i - dbając o prywatność innych - nikt mi nie zabroni. Ale niesmak bywa.

ika pisze...

No proszę, dobrze wiedzieć o takim fajnym miejscu :) wiele kawiarenek już odwiedziłam w okolicy Rynku ale do tej nie miałam okazji jeszcze zawitać, z pewnością wkrótce to nadrobię :)
Pozdrawiam