czwartek, 17 listopada 2011

533. Chandra :-/


Foto © Maria - inredningsgalen.blogspot.com

Listopad to beznadziejny miesiąc :-/ a przynajmniej tegoroczny listopad. Dopadła mnie taka chandra podszyta stresem, jakiej od bardzo dawna nie miałam. Nie wiem, co to takiego – jakaś kumulacja złości, poczucia beznadziei, wyczerpania, natłoku obowiązków... Zostanę w domu pod kołdrą przez kilka dni, bo chyba ciężko otoczeniu ze mną wytrzymać. I nie dziwię się ;-) Marudzę i warczę tylko.

Poznań stoi w korkach. To znaczy niby to normalne, zawsze i wszędzie tak jest, ale ponieważ część miasta jest w remoncie, komunikacja miejska w połowie aglomeracji niemal nie istnieje, a w najlepszym razie, delikatnie mówiąc „kuleje”. Dojazd do pracy to... sztuka survivalu. A że mam raczej ugodowy charakter, sterczę na przystankach i czekam aż podjedzie nieco puściejszy autobus [co się prawie nie zdarza...], co by kogoś nie szturchnąć, nadepnąć, tudzież zwyczajnie przeżyć jazdę od do. Czas dojazdu – 2,5 godziny w jedną stronę :-/ Powrót do domu oznacza jedno: padnięcie na łóżko jak betka. Budzę się koło północy i staram doprowadzić do porządku... Tak się nie da żyć...

Zakładam na uszy słuchawki i staram się wyciszyć, ale i tu... zonk! Nowa płyta Florence + the Machine jest tak irytująca [na dodatek nie potrafię wyjaśnić dlaczego], że tego nie da się słuchać :-/ A przecież ja uwielbiam Florence! [Czy to w ogóle zrozumiałe, to, co mówię? Ile właściwie dziś wypiłam? Hmmm...]. Eh! Idę spać...


PS. wytrzymajcie jeszcze trochę z zrzędliwą przed-zimową babą ;-) Obiecuję poprawę, jak tylko spadnie pierwszy śnieg!

11 komentarzy:

coco.nut pisze...

jazda przez poznań to obecnie tragedia, serdecznie współczuję konieczności codziennego doświadczania tego... :( ja mam tę wątpliwą przyjemność raz w tygodniu i robię to wyłącznie dla dziecka!

i życzę szybkiego wypłoszenia chandry!!!

kasandra_85 pisze...

Nic się nie martw:). Prawie wszystkich, wcześniej czy później, dopada jesienna chandra. Jak spadnie śnieg, pojawią się lampki na ulicach, od razu nabierzesz świątecznego, weselszego nastroju;)
Pozdrawiam!!

cecyliarodzinaidom pisze...

Chandra dopada każdą z nas.Listopad jest stresującym, depresyjnym miesiącem.W grudniu będzie radosne oczekiwanie na święta.Będzie lepiej.Pozdrawiam.

Sara Deever pisze...

Listopad to dla mnie senny miesiąc przez co ostatnio chodzę jak zombi..
Czekamy do pierwszego płatka :)

Isabelle pisze...

Współczuję tych codziennych dojazdów!
Trzymaj się ciepło, chandra w końcu minie i nastaną lepsze dni :)

Ania pisze...

Ach ta pieprzona deprecha!nienawidzę jej!Mam nadzieję,że do Świąt minie i Tobie i mi.
Trzymam kciuki;-)

Emocja pisze...

kurcze,troche mi ulzylo,czyli nie ja jedyna z takim nastrojem...co jest z ta deprecha i jesienia,czy to zawsze musi isc w parze? :)
pocieszam sie,ze minie,czego i Tobie zycze!

Kardamonowa pisze...

Czekolada na gorąco przynosi pewną dozę ulgi w takich sytuacjach - polecam ;)

ysabellbooks pisze...

Julian Tuwim w swej nieogranizonej mądrości ułożył kiedyś taki aforyzm: "Listopad: jeden z dotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku". Na szczęście zostało nam już niewiele listopadowych dni, a w grudniu musi być lepiej. No nie ma wyjścia, bo gorzej już być nie może... :)

Kropelka pisze...

Usciski i pozytywna energie sle:*
bo wiem cos o tym,oj wiem..na szczescie ostatnio nie brakuje mi energii i staram sie to wykorzystywac:-)
Niebawem radosny czas oczekiwania na Swieta i snieg,swiatelka,rodzina..bedzie pieknie..Trzymaj sie:)

nunachopin pisze...

No tak, listopad... Chyba najlepiej sobie wmówić, że nie ma takiego miesiąca, tylko dziura w czasie pomiędzy październikiem a grudniem. Takie oczekiwanie na grudniowe oczekiwanie. ;)

A jeśli chodzi o korki — w Gdańsku to samo. Ale zawsze trzeba widzieć tę jasną stronę: stanąć w kąciku i coś poczytać albo posłuchać audiobooka. O ile tłum napierający ze wszech stron nie połamie Ci żeber i nie wbije dziesięciu łokci w śledzionę. Wtedy będzie okazja poszukać pozytywów w służbie zdrowia. ;)