wtorek, 20 grudnia 2011

545. Szreniawa


© Country Living

W niedziele, śpiąca i jakoś taka mało kontaktowa, wyruszyłam do Szreniawy. W gruncie rzeczy cieszyłam się, a oczekiwania co do kiermaszu świątecznego miałam naprawdę wieeelkie i, jak to zwykle w takich przypadkach bywa... strasznie się rozczarowałam :-/ I nie chodzi o pogodę, która bardzo psuła dzień [grafitowe ciężkie od deszczu chmury wisiały niemal nad głową, wiało i mroziło policzki - choć to ostatnie to akurat w sam raz, bo lubię ;-) ], a o sam kiermasz. Ten wiosenny ma tę przewagę, że bardzo dużo dzieje się na powietrzu, na otwartej przestrzeni. Gra muzyka, mnóstwo ludzi kręci się dookoła, podjadając chleb ze smalcem, dyskutując o palmach i wiklinie, o sposobach barwienia jajek i o wyższości baby nad sernikiem ;-) a do tego rozbrykane, upaćkane watą cukrową dzieciaki wpatrują się w klaunów na scenie :-) Sama radość!

Tym razem wszystko niemal odbywało się „pod dachem”, do tego z kłopotami - bo brak prądu [być może była to chwilowa awaria, na którą akurat trafiłam] sprawił, że było ciemno i zimno :-/ [stąd brak własnych fotek - jakoś głupio mi było błyskać lampą w oczy paniom z koła gospodyń wiejskich...]. Same stoiska i prezentowane do sprzedaży różności przyciągały wzrok, i owszem, ale jakże często okazywało się, że nie wszystko, co się świeci, ma jakąkolwiek wartość :-/ Koronczarki i hafciarki nie zawiodły, cuda pokazywały i oferowały do sprzedaży :-) Wielka szkoda, że ceny nie na moją kieszeń, ale obrusy i inne dobra były tego warte! Zabawki z drewna znalazłam na... jednym stoisku. Ozdób choinkowych nawet nie komentuję :-/ bo smutno było patrzeć na prefabrykowane plastikowe kule i sznury mini lampek na zielonych sznurach za 5 zł :-/ No bida, panie, bida straszna... Wracając już w stronę stacji kolejki podmiejskiej, zahaczyłam o stoisko pary z Niemiec, która oferowała wina, piwa i własnej roboty nalewki w pięknych szklanych butelkach zamykanych na tradycyjny kapsel na ducie. Skusiłam się właśnie ze względu na te ciekawe kształty naczyń, ale czy wypiję? Hmmm... trochę ryzykowne, co? ;-)

Nie zrażam się po tym jednym zimowym kiermaszu, w żadnym razie! ;-) Na wiosnę znów pojadę :-D

2 komentarze:

MamaKini pisze...

Moja babcia miała takie gwiazdorki, bombki. Kradłam jej po jednym co roku. Gdy zmarła zostały dwa...nigdy do mnie nie przyszły a ja pogubiłam pozostałe...Jednego dziś znalazłam i tak na sercu ciepło się zrobiło, że gdy zobaczyłam te Twoje...oj łzy wzruszenia...
Żebym gdzies je kupiłam...Musze poszukać bardziej niż do tej pory szukałam

coco.nut pisze...

bo ten kiermasz jest za późno po prostu... większość twórców stara się sprzedać wcześniej, a z tego co słyszałam od wystawiających się tam w poprzednich latach rękodzielników, sprzedaż była taka sobie (choć oglądających mnóstwo). być może poszukali sobie w tym roku innych miejsc - choćby na festiwalu ;)