sobota, 29 stycznia 2011

444. Rozwiązanie konkursu nr 37


Oto rozwiązanie konkursu numer 37. Jak widać na załączonym u góry obrazku, kot Simona miał mnie gdzieś - mówiąc oględnie ;-) - i sam sobie wybrał, kto go od teraz będzie karmił i miział :-) A będzie to...

--- Raincloud --- TU - i - TU :-)

Gratulacje! :-)
I jeszcze tradycyjna formułka: „Potrzebne mi będą Twoje podstawowe dane do wysyłki książki [u dołu strony jest mail, na który poproszę przesłać adres pocztowy]. Zapewniam jak zawsze solennie, że tu na blogu jestem - tylko i wyłącznie! - osobą prywatną, a Twój adres jest całkowicie bezpieczny, gdyż wykorzystam go jedynie do wysyłki książki z tego jednego konkursu”. :-D

Za miesiąc luty i walentynki... Hmmm... Czy ja jakoś szczególnie obchodzę dzień zakochanych? Hmmm... Niech pomyślę... ;-D

poniedziałek, 24 stycznia 2011

443. Konkurs nr 37


© Simon Tofield

W ramach usprawiedliwienia powiem tak: od początku roku coś nie bardzo mi wychodzi regularne pisanie :-/ w ogóle żadna regularność, radość z życia, czy chęć do pracy vel. buszowania w necie mnie nie nawiedziła :-/ Wręcz bym powiedziała – kolokwialnie, jak to ma w zwyczaju np. liczna dziatwa mojej sąsiadki – że jakaś „deprecha mnie ułapiła” i nie pozwala „się wywnętrzać” [uwielbiam te dziwaczne, ale jakże obrazowe uliczne określenia ;-D ]. Więc wszystkich gremialnie pragnę przeprosić za swoje „lenistwo i czarnowidztwo”, brak odpowiedzi na maile i totalną posuchę tu, na blogu :-/ Przepraszam! Obiecuję poprawę, ale jeszcze nie teraz... Jak wszystkie czarne chmury przejdą, dam znać :-/ [Chciałabym swoje niepowodzenia w pisaniu zwalić na kocura lub mysz, jak na obrazku u góry, no ale nie mam nawet takich zwierzaków w domu...].


A póki co – czas na Waszą mobilizację ;-) I żeby nie było smutno, bo nigdy nie chciałam, aby tu było ponuro i nieciekawie, ogłaszam kolejny konkurs, tym razem z numerkiem 37. Do wygrania jest jeden egzemplarz w twardej oprawie przygód Simona i jego niepoprawnego kota. Kto jeszcze nie zna – choć chyba nikt się nie uchował, kto by choć raz się nie uśmiechnął, oglądając animacje Simona Tofielda, prawda? – ma okazję poznać, a kto zna, może sobie albumik postawić na półeczkę i od czasu do czasu w deszczowe dni pozaglądać dla poprawy humoru ;-)

Konkurs zaczynam teraz, koniec w piątek o północy, a losowanie tradycyjnie w sobotę :-D Zapraszam!

środa, 19 stycznia 2011

442. Papierowe namiętności






Wzory z dwóch miejsc w sieci: Etsy [baghy, moxy, Peasseblossom Studio, OneTinDrum] oraz JournalShelf.

Należę do osób opętanych przez wiele mniejszych i większych manii ;-) Przyznaję się bez bicia, bo jakoś daję sobie z nimi radę i na co dzień potrafię je okiełznać. Książki, fotografia, latarnie morskie, muzyka, filmy, stempelki, ostatnio buszuję też w świecie Nosów i ich kreacji... A jeszcze jedną jest namiętnie kolekcjonowanie ładnych, ciekawych, unikalnych... notatników. Bardzo rzadko je zapisuję [choć niegdyś regularnie pisałam dziennik, obecnie tylko skrobię w kalendarzu i... tu*], ale kocham je! To ociera się już o obsesję, bo tak naprawdę nie chodzi o niezbędny zwyczajny notatnik do zapisków złotych i ulotnych myśli, do prowadzenia małej księgowości dnia codziennego [choć pewnie by się przydało – rozrzutna ze mnie baba :-/ ], do notowania kolejnych tytułów książek do kupienia i filmów do obejrzenia, czy do wklejania zdjęć lub wycinków z czasopism... W moim przypadku chodzi o wartość wizualno-dotykowo-zapachową ;-) Uwielbiam papier, jego szorstkość w dotyku lub wręcz przeciwnie – gładkość kredy czy satynowanej karty, odgłos kartkowanego nowego notatnika, piękny odcień i fakturę papieru, specjalne żeberkowanie czy przypadkowość czerpanej karty, jej giętkość, zapach – również oprawy: skóry czy płótna... itp. itd. Czy to brzmi dziwacznie? Mam nadzieję, że nie ;-)


- - - - - - -
* Skorzystam i wpiszę poniżej mały usprawiedliwiający mnie PS dotyczący Internetu: bardzo dziękuję za wszystkie zaproszenia na portale społecznościowe, jakie mi przysyłacie. To naprawdę miłe, ile osób chciałoby mnie widzieć w swoich internetowych społecznościowych zakładkach :-) Ale... wybaczcie... nie skorzystam. W necie jestem tylko i wyłącznie tu, na blogu.

piątek, 14 stycznia 2011

441. Kórnickie spotkania


Biblioteka Kórnicka PAN w zamku pod Poznaniem [w otoczeniu jednego z najwspanialszych w Polsce :-) arboretum] ma w swoich zbiorach niezwykłe skarby – m.in.: rękopisy Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, a także samego Napoleona Bonaparte, pierwsze wydania dzieł Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego... Na co dzień są one niedostępne dla zwiedzających, czemu nie ma się co dziwić – toż to narodowe dziedzictwo! Ale... Fundacja „Zakłady Kórnickie” (która wspiera bibliotekę) otrzymała dofinansowanie ze środków Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013, co oznacza arcyciekawy nowy projekt, rozpisany na kilka lat!

Najcenniejsze klejnoty kultury – spotkania kórnickie” – tak nazywa się cykl imprez kulturalnych, które już od jutra, od soboty 15 stycznia, rozpoczną się w bibliotece. To zajęcia edukacyjne, przybliżające wiedzę o niezwykłych skarbach znajdujących się w zbiorach tej instytucji. Spotkania będą odbywać się w każdą sobotę i niedzielę w godzinach 11.00-13.00. Wszystkie wykłady będą miały miejsce w podziemiach zamku. Wstęp jest darmowy, jednak należy uwzględnić atrakcyjność wykładów i na niektóre na pewno będzie dobrze zapisać się wcześniej, by mieć pewność, że się wejdzie na salkę wykładową ;-) A jeśli nie, to i tak doskonale się składa, że będziesz w Kórniku – tu jest co zwiedzać! :-D

To dla mnie wspaniała wiadomość, bo z racji swojego zawodu bywałam w bibliotece już wielokrotnie, a nawet – dawno, dawno temu, za czasów szkolnych ;-D – miałam wielki przywilej zobaczyć te niezwykłe manuskrypty, inicjały, wydania, oprawy itd.! To niczym dotknięcie raju dla takiego pasjonata, wręcz maniaka książek, i ich historii, jak ja ;-) Polecam z całego serca! Harmonogram [jeszcze niepełny] można przejrzeć TU.

piątek, 7 stycznia 2011

440. Queen


Kilka dni nie pisałam, bo dość długo zastanawiałam się, jak zacząć ten rok, żeby było dobrze ;-) Ale w końcu podjęłam decyzję: na rockowo! Kiedy dziś rano wstałam i włączyłam radio, leciało akurat Innuendo – jeden z najfantastyczniejszych utworów zespołu Queen. A potem, w starych mailach – dla przypomnienia – odnalazłam link do Bohemian Rapsody w genialnym wykonaniu Muppet Show :-D To musiał być jakiś znak ;-)

Muszę się przyznać, iż mimo że mam całą kolekcję płyt i DVD Queen, słucham ich bardzo rzadko. A powód jest tylko jeden: ja ich kocham na zabój! Paradoks? Nie! Ja po prostu zawszę od razu tańczę, śpiewam i... ryczę, gdy słyszę głos Freddiego. Dla mnie są legendą! Nie ma drugiego takiego zespołu jak Queen. Nie ma i nie będzie!

Fajnie jest tak wrócić do ich muzyki. Nie starzeje się, a każde kolejne wykonanie dodaje jej tylko prestiżu. Np. słynny koncert dla uczczenia pamięci Freddiego i te niesamowite wykonania: Under pressure – Davida Bowie i Annie Lennox, Somebody to Love – George’a Michaela, Who wants to live forever – Seala, We are the champions – Lizy Minnelli... Ge-nial-ne! I tylko Robert Plant dał du... Pardon! ;-) Ale jak można zapomnieć tekstu na TAKIM koncercie?! [na szczęście z oficjalnego wydania na płycie go wycięli! Ha! ;-D ]

To ma być rok Queen. Zespół obchodzi 40-lecie istnienia. Właśnie przeszedł pod skrzydła Universal Music i zapowiada wznowienia wszystkich płyt; zremasterowane zaczną trafiać do sprzedaży już od przyszłego tygodnia. Ale i trudny rok dla fanów, gdyż 24 listopada przypada 20 rocznica śmierci Freddiego...

Ale dość smutku! Freddie jest nieśmiertelny! Queen też! :-D
Polecam gorąco doenergetyzować się ich muzyką! :-)


- - - - - - -
PS. Na tym koncercie David Bowie zaśpiewał własną piosenkę Heroes z towarzyszeniem zespołu Queen „specjalnie dla swojego przyjaciela Freddiego”... Posłuchajcie i niech ktoś z was powie, że da się to słuchać bez łez, emocji... Nie uwierzę!