sobota, 27 sierpnia 2011

494. Losowanie nr 44


Wróciło lato ;-) Za oknem jest jak w saunie, zatem dziś nie zamierzam się nigdzie ruszać! Nie przepadam za upałami i znacznie mi lepiej, gdy siedzę... przy otwartej lodówce z wiatrakiem włączonym na pełną moc za plecami z kubkiem lodów waniliowych w dłoni ;-D Eh! Gdzie ta zima, co??? Pospiesz się!!!

Ale wróćmy do najważniejszej części dnia! Losowanie się odbyło – dziś za „sierotkę” robiła moja droga Mama, która stwierdziła, że: „A co! Niech się poczuję jak w »Kole Fortuny«!”. Zabawa w każdym razie na pewno była ;-D

A oto zwycięzcy* konkursu nr 44, w której nagroda jest egzemplarz przezabawnej historii pewnej wyprawy na Tamizę – Trzech panów w łódce, nie licząc psa Jerome K. Jerome:

--- Ula
--- przynadziei
--- Olga
--- http://pisanyinaczej.blogspot.com/
--- Sabbath
--- Enthia
--- Unknown
--- Lenalee
--- barbaratoja
--- boena

Gratuluję!!! :-)
I jak zawsze obowiązkowa formułka informacyjna: „Potrzebne mi będą podstawowe dane do wysyłki książki [u dołu strony jest mail, na który poproszę przesłać adres pocztowy]. Zapewniam jak zawsze solennie, że tu na blogu jestem - tylko i wyłącznie! - osobą prywatną, a Wasze adresy poznam tylko ja! Są całkowicie bezpieczne, gdyż wykorzystam je jedynie do wysyłki książki z tego jednego konkursu”.


A co za miesiąc? Hmmm... Może moje ulubione książki niezobowiązujące i zwyczajnie „rozrywkowe” do poczytania: kryminały? ;-)



- - - - - - -
* Drobne usprawiedliwienie: Na ogół staram się wklejać linki zwycięzców pod ich nickami, ale nie zawsze jest to możliwe – czasem ktoś nie ma bloga, albo profil jest niedostępny, albo dla odmiany – ma kilka blogów. Zatem tam gdzie mogę, link podpinam, a gdzie nie – mam nadzieję, że odpowiedzą te osoby, które rzeczywiście się wpisały w komentarze. Najprawdopodobniej jednak nie uda mi się tego zweryfikować :-/ Cóż... zobaczymy jak będzie...

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

493. Konkurs nr 44


© Peter WoolcockThree Men in a Boat [ilustracja znajduje się w rękach prywatnych].

Lato, jakie mamy, każdy widzi – wystarczy rano wyściubić nos spod kołdry [tak! kołdry! ;-) ], by się zorientować, że z tym słonkiem i temperaturą jest w tym roku coś nie tak... W sumie to ja się bardzo cieszę – wyjątkowo nie cierpię upałów :-/ i nawet perspektywa letniego urlopu nie zdoła mnie przekonać do harców na plaży ;-D Ale... ta pogoda podsunęła mi wesołą lekturkę!

W Anglii w 1889 roku ukazała się humorystyczna opowiastka o wyprawie trzech przyjaciół – J., Harrisa i George’a – i pewnego psa o przeuroczym imieniu Montmorency na dwutygodniową przejażdżkę łodzią po Tamizie. Proponuję nie czytać jej w środkach komunikacji miejskiej – co chwilę bowiem wybucha się śmiechem, bądź parska ze zdumienia! ;-D Liczne komiczne sytuacje, przezabawne dialogi, typowo angielska pogoda – a co za tym idzie i humor! – sprawiają, że do „Trzech panów w łódce, nie licząc psaJerome K. Jerome można wracać raz za razem i wciąż się cieszyć lekturą :-) Polecam z całego serca!

I tu dochodzimy do sedna naszego dzisiejszego postu – konkursu nr 44! Mam dla was aż 10 egzemplarzy do rozlosowania! Wydanie, które proponuję, może nie wygląda imponująco – miękka oprawka itd. – ale ma pewien dodatkowy walor – całkiem nowe, sprawne, współczesne tłumaczenie. Zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem od teraz do piątku do północy! Losowanie tradycyjnie odbędzie się w sobotę! :-)

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

492. Recepcja


Fotka © z sieci :-)

Bez zbędnych słów: Tak wygląda stanowisko informacyjne w Bibliotece Uniwersytetu Technicznego w Delft, najstarszej i największej uczelni w Holandii. Cudo, prawda? :-D

sobota, 13 sierpnia 2011

491. Chmurka :-)





Fotki © moje :-) Olympus E-510 z krótkim kitem.


Owej tytułowej chmurki na zdjęciu wam nie pokażę, ale ją opiszę ;-)

Dziś z samego rana wyrwałam się sprzed biurka i pilnego – jak zawsze! – maszynopisu do Ogrodu Botanicznego. Duchota nie z tej ziemi :-/ Jak w saunie... ale w ogrodzie pięknie – jak zawsze! :-D Myślałam, że już kasztany będą do zbiorów gotowe, ale nic z tego – jeszcze co najmniej tydzień jak zaczną spadać na trawkę. Wędrując między bujnymi roślinkami, zauważyłam m.in. goniące się dwie wiewiórki w alpinarium, nowego młodego kociego rezydenta ogrodu [mało dostojnie, jak na kota, brykającego z owadami ;-) Był zbyt szybki, bym mogła mu zrobić fotkę, niestety], pomarańczowe i srebrne koi w głównym stawie w części japońskiej ogrodu, gołębice tulące się do siebie na gałęzi wielkiej błękitnej sosny, pole kolorowych dalii o przeróżnych kształtach kwiatków... Coś pięknego... I tak sobie wędrując i pstrykając fotki, weszłam w chmurkę... białych kapustników :-D Niesamowite! Aż mi dech zaparło, tak to było niespodziewane :-D Nie mam pojęcia, ile ich było, ale dużo – biało-czarne motyle zbite w jedną chmurkę nad polem żółtych kwiatków... Aparat mi wypadł z ręki [na szczęście noszę go na pasku na szyi] a z gardła wydobył beztroski śmiech! Tego mi było trzeba :-)


PS. Na tablicy ogłoszeń przed ogrodem wisi długi i bardzo bogaty/ciekawy wykaz wykładów i planowanych spacerków z przewodnikiem... do samego końca roku i nie tylko w weekendy! Czyżby po raz pierwszy ogród nie zamykał się późną jesienią na okres zimowy??? Jeśli to prawda, byłabym w siódmym niebie :-D

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

490. Poniedziałek...


© breathe easy

Tak wygląda niemal każdy mój poniedziałek... a właściwie to każdy dzień! Chyba wszyscy się domyślają, z którym psiakiem się identyfikuję? „Coffeee!!!!!”. ;-D

sobota, 6 sierpnia 2011

489. Szpilka


© Celine S.* z portalu flickr

Kiedyś gdzieś przeczytałam, że Poznań w okresie letnim ma największą knajpę pod chmurką – a jest nią... cały Stary Rynek ;-D Trudno się nie zgodzić: wszystkie knajpki na Rynku [a jest ich tu mnóstwo!] budują tzw. „ogródki”, czyli wystawiają stoliki i krzesełka, wielkie parasole, czasem nawet bar na zewnątrz. Lubię ten szalony gwar i radość na Rynku, tylko tu i właśnie teraz nie przeszkadza mi tłum, biegające dzieciaki z balonikami i lodami, turyści strzelający fotki na prawo i lewo ;-) a nawet cieszę się, gdy np. obserwuję turystów odliczających tryknięcia poznańskich koziołków na wieży o godzinie punkt 12.00, czy ułanów w galowych mundurach i na koniach objeżdżających Stary Rynek :-) A jeśli pogoda dopisuje, to właściwie bardzo trudno jest znaleźć sobie wolny stolik, tyle jest amatorów kawki na świeżym powietrzu :-) Uciekam wtedy w boczne uliczki Starego Rynku, gdzie jest nieco spokojniej i bardziej swojsko. Ulubioną moją knajpką zawsze była „Weranda” na Świętosławskiej, uliczce prowadzącej do Fary [o pardon! obecnie bazyliki], ale po ostatnich zajściach** mocno się zastanowię, czy znów ich odwiedzić :-/ Ruszyłam zatem w urokliwą uliczkę Żydowską w stronę kawiarenki „Bordo” z ładnym ogródkiem z fontanną i kotem kręcącym się między stolikami – to właściwie pięknie zagospodarowane podwórko kamienicy, osłonięte od spalin i hałasu ulicy. Wczoraj, niestety, nie znalazłam tam wolnego krzesełka i z żalem wyszłam, myśląc, co dalej. Cała Żydowska usiana jest kawiarenkami i herbaciarniami, ale wszędzie było pełno :-/ Trafiłam zatem do „Szpilki”, tuż obok „Bordo” – nowej knajpki, jasnej i very modern w środku, a very rustical w ogródku ;-) Pełno donic i doniczek z kwiatami, peeeeełno! Każdy stolik udekorowany wazonikiem z żywymi kwiatkami, świeczki i lampki na stolikach i pod oszklonym dachem chroniącym od deszczu, winorośl, serwety, poduchy na wiklinowych fotelach... Byłam oczarowana! Ale to tak naprawdę nic, w porównaniu z urokiem tego miejsca, gdy zapadła wieczorna ciemność! Właściwie nie chciałam stamtąd nigdzie iść ;-D Stojące lampy, świeczki w metalowych osłonkach w kształcie kul i serc, pyszne schłodzone winko w wielkim kieliszku, przemiła obsługa i uśmiechnięta właścicielka tego miejsca... Wiem, wiem, reklamuję ;-) ale co na to poradzę, że aż tak mi się spodobało? :-) Polecam!


- - - - -
* Celine S. znalazłam całkiem przypadkiem, szukając recenzji i zdjęć vintage’owych perfumów Celine „Magic”, które noszę i się zachwycam ;-) Anyway... Zdjęcia Celine są przecudne, polecam!

** Ostatnio [właściwie to po raz kolejny, jak mgliście sobie przypominam] w „Werandzie” zostałam ochrzaniona przez personel, że próbuję zrobić zdjęcie przyjaciółce siedzącej naprzeciwko mnie przy stoliku wewnątrz kawiarni. Kelnerka nawet nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego mi nie wolno robić zdjęć :-/ Czasy PRL mi się przypomniały... i tabliczki wiszące na płotach i budynkach państwowych: „Zakaz fotografowania”. Żenada...