niedziela, 29 stycznia 2012

555. Millenium


© Magazyn „Empire” 2011
Na zdjęciu Daniel Craig [odtwórca roli Mikaela Blomkvista]
oraz Rooney Mara [filmowa Lisbeth Salander]

Gdzieś przeczytałam, że trylogia „Millenium” autorstwa szwedzkiego dziennikarza i autora powieści kryminalnych Stiga Larssona jest jedną z najlepiej sprzedających się książek w Polsce, i to od dość dawna, jeszcze zanim głośno było o ekranizacji. Przyznaję szczerze, że mnie powieść nie porwała, mimo że jestem fanką skandynawskiej literatury, i tej współczesnej, i tej klasycznej. Ale za to obejrzałam filmy! ;-D Na początek szwedzki serial, a dziś wersję hamerykańską ;-) Pierwsza część filmu szwedzkiego, ekranizacja pierwszej powieści Larssona pt. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, jest świetna, aktorzy dobrani doskonale, całość trzyma w napięciu. Naprawdę wciągający film! Polecam! Kolejne dwie części... cóż... darujmy sobie... ;-) [inny reżyser, choć aktorzy ci sami, i to od razu jest widoczne – zero napięcia, zero składu i ładu :-/ ]. Można obejrzeć, ale tylko po to, by wiedzieć „co stało się dalej”. Natomiast wersja dla Amerykanów [bo wiecie, że oni czytać napisów nie umieją? ;-D ] jest... słabiutka. Poza zaskakująco dobrą [dla mnie] rolą Daniela Craiga i jak zawsze wspaniałym Christopherem Plummerem w roli nestora rodu Vanger, nic mnie w filmie nie zachwyciło – ani aktorzy [Stellan, co z tobą???], ani muzyka, ani sposób kręcenia filmu... No nic, zupełnie nic... :-/ Długo wyczekiwana przeze mnie ścieżka dźwiękowa, stworzona przez Trenta Reznora, okazała się totalną klapą – nie pasuje do scen, nie porywa, a wręcz przeszkadza... I to dziwaczne intro filmu - żenada po prostu... :-/ Rooney, jeśli ją porównać do szwedzkiej aktorki Noomi Rapace grającej Lisbeth, wypada po prostu śmiesznie – ot, słodka dziewoja ubrana w punkowe ciuchy i machająca komputerkiem z nadgryzionym jabłuszkiem :-/ [bo product placement musi być]. Nie popisał się tym razem Fincher, zupełnie nie...

6 komentarzy:

pesymistka13 pisze...

Początek wersji książkowej również mnie trochę zniechęcał, ale potem już się nie mogłam oderwać. Szwedzki film podobał mi się, aktorzy dobrze dopasowani i amerykańskiej wersji nie zamierzam oglądać - to już za dużo :)

Miravelle pisze...

Ja póki ani nie widziałam filmu, ani nie czytałam książek. Chcę najpierw zakupić sobie pierwszą część i przeczytać, a potem obejrzeć ekranizację i sobie porównać;)

ann pisze...

Chyba możemy podać sobie ręce, bo mnie trylogia millenium takze nie powaliła :) Tak skutecznie, ze filmow na bank nie mam zamiaru obejrzeć.

Szara pisze...

no ja pierszą część millenium pochłonęłam i bardzo mi się podobała, po następne jeszcze nie sięgnęłam. Film - wczoraj byłam w kinie i byłam/jestem zachwycona:P po Twoim opisie zastanawiam się co będzie dalej, bo reszty nie widziałam... w najbliższym casie zamierzam przeczytać kolejne książki, a później ekranizację...

paula_71 pisze...

Ja podobnie jak Pesymistka13 na początku sceptycznie podchodziłam do książki,którą wszyscy zachwalają.Pierwszy to zaczęłam powolutku aby w końcu włączyć 5ty bieg.Dawni nie czytałam książki,która była napisana jakby tylko dla mnie.Czytając Millenium czułam,że jestem pierwsza,która to robi...dziwne uczucie,takie samolubne.
Szwecką ekranizację widziałam i przyznać muszę,że dobrze ją się oglądało,pomimo,że taka okrojona.Hamerykańska na mnie czeka,z ciekawości zobaczę.

Pozdrawiam!

Joanna pisze...

Nie zgadzam się z Tobą w tym przypadku, dla mnie to genialna adaptacja, rola Lisbeth i Mikela dużo lepsza niż w szwedzkiej ekranizacji-bo w końu jak dziobaty facet z nietwarzową fryzurą może być amantem za którym szaleją wszytkie kobiety? Amerykańska Lisbeth, dużo bardziej przekonywująca od szwedzkiej. Cała ekranizacja bardziej wielopłaszczyznowa niż szwedzka jak dla mnie tylko odwzorowanie 1:1 względem książki
Do tego ścieżka dźwiękowa...wisienka na torcie. Dawno mi się żaden film tak nie spodobał.