sobota, 14 lipca 2012

587. Nowi mieszkańcy miasta


© Guardian

Kojarzycie tego „długouchego” zwierzaka? Pewnie z bajek ;-) a co szczęśliwsi z pola lub spaceru po lesie? Muszę się zatem pochwalić, że ja miałam dziś, z samego rana, w drodze do pracy, bliskie spotkanie z tym pięknym szaroburym kicajkiem ;-) i to w centrum... blokowiska! Owszem! I nie śniło mi się, mimo godziny 6.00 rano, bo starszy pan z pieskiem na spacerze prawie podskoczył z wrażenia ze słowami: „Widziała pani?! Widziała?! Coś takiego!”. Kicajek podbiegł do jezdni, nadstawił uszu, rozejrzał się [no qrcze! całkiem jak człowiek! i niech mi ktoś teraz powie, że nie wierzy w reinkarnacje! ;-) ], czym prędzej przebiegł przez ulicę i wskoczył w krzaki obok terytorium osiedlowej szkoły.

Taka mnie naszła refleksja, że zwierzaki już się nas - prawie ;-) - nie boją. Pewnie duże znaczenie ma zmiana przepisów o ochronie środowiska, a może my, ludzie, zatęskniliśmy i staramy się nie przepłaszać dzikich mieszkańców naszych okolic? Bo nie dziwi mnie już krążąca nad domami pustułka; przynajmniej raz w tygodniu witam się, jak ze starym znajomym, z jeżem z ogrodu sąsiadki; w ogrodzie botanicznym wypatruję saren, coby się z nimi nie zderzyć, a gdy późnym popołudniem wychodzę z pracy, do bramy odprowadza mnie rodzina przepięknych pliszek siwych [to te biało-szaro-czarne maleńkie ptaszki, które bardzo szybko przebierają nogami ;-) ]... Teraz do tej menażerii dodam zająca! :-D Bardzo miły początek dnia, sami przyznacie... ;-D

3 komentarze:

shiraja pisze...

cudny zajec. Ja mieszkam na wsi i co rusz na coś się natykamy. :)

carse pisze...

Takiego dorodnego zająca jeszcze nie widziałam!
Ale jak mieszkałam podczas studiów w Toruniu, przechodząc w samym centrum miasta, tuż obok starówki miałam okazję mijać całe stada królików, które nic sobie nie robiły z tego, że obok skwerku, na którym mieszkały jest ruchliwe i głośne skrzyżowanie, a kawałek dalej CSW, w którym też potrafiło być głośno :) A dziś wracałam kolejką do domu, pod Warszawę i właściwie jeszcze w obrębie stolicy widziałam kuropatwę, która szła sobie łąką między domami razem z gromadką piskląt. O, i niecałe 1000m od Pałacu Kultury miałam kiedyś okazję spotkać jeża, który beztrosko przechodził przez tory ;p
Uwielbiam przyrodę, która nic sobie nie robi z obecności człowieka :)

Dom Rozalii pisze...

teraz już wiem jak nazywa się ten mały, szarawy ptaszek....dzięki Tobie
Pozdrawiam!