środa, 12 grudnia 2012

612 A. Poranki

Ilustrację kopiuję z portalu „Samo życie, czyli parada karzełków” Dąbrowskiego. Bystre oko, trafny żart, dzień po dniu... [Trzeba sobie na obrazek kliknąć, by go powiększyć, ale warto, zapewniam :-)]


Mała ryska na cukierkowym grudniu ;-) bo życie nie jest aż tak różowe...

Historyjka zaczyna się w Poznaniu, wczesnym rankiem, jest około godziny 7.15. Zachodnia część miasta przeżywa od ponad dwóch lat gruntowny remont dróg i torowiska [tutaj mniej więcej stoi miejski stadion... i wszystko jasne, prawda?], zatem w tej części Poznania poruszanie się zastępczą komunikacją miejską jest dla poznaniaków prawdziwą lekcją przetrwania... Ja do pracy jadę minimum półtorej godziny, nierzadko dwie, ale że jestem człowiekiem raczej cierpliwym i ugodowym, jakoś sobie radzę – raz przepuszczę jeden autobus, innym razem dwa kolejne, byle tylko nie jechać jak śledź w puszce wśród dyszących od złości i zniecierpliwienia pasażerów. Dziś jednak przysnęło mi się rano ;-) i jechałam o godzinę później niż zwykle, czyli dokładnie w czasie, gdy większość poznaniaków próbuje dotrzeć do pracy. Już na pierwszym przystanku autobusu zastępczego widzę tłum, młodzież, dorośli, starsze panie o laseczkach, rozbrykane przedszkolaki... ot, zwyczajny widok. Do pierwszego podjeżdżającego autobusu nie ma szans się wcisnąć, ale tuż za nim jedzie drugi, jupi! Może się uda? Udało się! Ale i tak jesteśmy upakowani równiutko jak w szufladzie ze skarpetkami. Po chwili słyszę:

- No tak, taka grubaska stoi i zajmuje miejsce! Nie ma jak przejść! W ogóle taka nie powinna wychodzić z domu, ani się nie ruszy, ani nie przepuści, paskudna taka...

I tak dalej, i tak dalej...

Muszę się wam przyznać, że spotyka mnie coś takiego tak często, że na ogół nie reaguję, bo i po co? Co taka kobita neandertalczyka zrozumie, gdy jej odpowiem? Sfrustrowana odpychająca baba, która musi się wyładować na obcej sobie osobie, żeby się poczuć ważna. Przez dobre trzy przystanki rzucała w moją stronę ponad głowami innych pasażerów inwektywy, po czym wyszła, przepychając się i pakując łokcie w żebra kogo popadanie. Tak naprawdę to śmiałam się, bo o siódmej rano mam ciekawsze rzeczy do przemyślenia, niż zamartwianie się wyjątkowo nieuprzejmym babskiem. Ale... wiadomo... zawsze ta drzazga będzie mnie uwierać. Często znajomym, gdy opowiadam im takie historyjki z mojego życia, mówię, że ja wcale nie jestem taka gruba – to tylko wyjątkowo gruba skóra, którą hoduję, by nie dać się ugodzić kolejną szpilą wulgaryzmów i chamstwa ludzi wokół. Zadziwiające jest jednak to, że fala takich zachowań rośnie właśnie w okolicach świąt, albo tak jak dziś, gdy jest zimno, mokro od śniegu, ciemno i wcześnie rano... Czyżby trzeba było sobie podnieść ciśnienie przed pracą? A że obraża się nieznajomych i nie myśli o uczuciach takiej atakowanej osoby, to nie ma znaczenia? Oj, ma, droga pani Neandertalczykowa, ma!

Eh! Poranek jakich wiele... :-/ Ale żeby wam nie było smutno, za chwilę post właściwy w grudniowej wyliczance! :-D

1 komentarz:

ivon777 pisze...

Witaj Magdaleno ... Wiesz, ja bym chyba nie przemilczała , ja powiedziałabym coś takiego, co poszłoby w pięty . I sama nie wiem teraz co konkretnie (lubię siebie taką jaką jestem , druga połowę zostawiłam w domu albo że tabletki na zmniejszenie/ zwiększenie rozmiaru zadziałały rano zupełnie odwrotnie ) powiedziałabym naturalnie w tonie żartu , ale nie mogłabym znieść zjawiska podobnego - nie do ubrania w słowa. Za uszy bym wytargała TAK ! ... no taką mam potrzebę wtrącenia się czasem w podobne zachowania, a i okazje mam ku temu nierzadko w aptecznym okienku; bo bronię wolności, swobody bycia sobą , prawa do nietykalności i choć nakręcanie uszu z tym ostatnim w zgodzie nie jest - to cóż ... jaka szkoda , że nie było mnie tam ... wtrąciłabym moje trzy grosze (o !) Na szczęście świat nie zamieszkują tylko podobne małe ludziki o pokurczonych rozumkach; jest w nim wielu mądrych , szczerych , miłych i serdecznych osób , które wartość człowieka znają i szanują . Pozdrawiam Cię grudniowo , ciepło bardzo ;)