sobota, 25 lutego 2012

560. Losowanie nr 51


Sobota... leniwa, ponura, wietrzna sobota... Nie chciało mi się z łóżka wstać... :-/ ale trzeba, bo na biurku pilny maszynopis, poza tym należałoby posprzątać dom itp. itd. jak to w każdy weekend ;-) Czas też i na losowanie! Krótszy niż zwykle konkurs nr 51 już za nami, książki za moment zapakuję i opatrzę karteczkami z nickami zwycięzców:

--- kalioppe
--- Janola
--- Latarnik
--- syvella
--- Ruczek

Gratuluję serdecznie! :-D
Wklejam jeszcze obowiązkowy dopisek: „Poproszę o przesłanie na mój mail [jest u dołu strony] podstawowych danych pocztowych do wysyłki wraz z nickiem - koniecznie! Jak zawsze zapewniam, że Wasze adresy są bezpiecznie – nigdy nikomu ich nie przekazuję, a wykorzystam je jedynie do wysyłki książek z tego konkursu”.




- - - - -
W marcu... jak w garncu! ;-) Obaczym, jeszcze nie wymyśliłam, co dalej z książkami, co dalej z konkursem i... co dalej z moim blogiem... :-/ Cóż, nie ma co ukrywać – mam coraz mniej pomysłów, coraz mniej sprawny umysł, coraz mniej czasu i sił... Smutne, ale nie chcę i nie zamierzam was zanudzać. Może to wpływ stresu, bo przecież nie zimy, którą bardzo lubię, ale coś się zmieniło, i to wcale nie na lepsze... :-/

środa, 22 lutego 2012

559. Konkurs nr 51


Prawie przegapiłam konkurs lutowy :-/ Ale już nadrabiam stracony czas ;-)

Mam dla Was, dzięki uprzejmości poznańskiego wydawnictwa Replika [dziękuję jak zawsze! :-) ], pięć egzemplarzy thrillera, który podejmuje zaskakująco aktualny temat – zamachu w papieskim mieście. Oczywiście to fikcja, do tego nastawiona na rozrywkę.

- - - Arno Strobel Mag. Bractwo [Wydawnictwo Replika, 2008]

O książce: „Habemus Papam!” - okrzyk radości wydobywa się z tysięcy gardeł zgromadzinych na placu Świętego Piotra. Chwilę później nowy przywódca Kościoła katolickiego pojawia się na balkonie Bazyliki. W tym samym momencie pada strzał. Śmiertelnie trafiony papież osuwa się na ziemię. Zabójca zostaje szybko ujęty, ale odmawia zeznań, domaga się za to rozmowy z biskupem Corsettim. Dzień później biskup pojawia się w małym sklepiku spożywczym, aby odebrać kartonowe pudło, zdeponowane tam przez zamachowca. Pudło jest ciężkie, a skrywa tajemnicę o jeszcze większej wadze. Zagadkowe dzienniki naprowadzają biskupa Corsettiego na trop potężnego bractwa, które knuje niebezpieczny spisek przeciwko Kościołowi...

O autorze: Arno Strobel urodził się w 1962 roku w Saarlouis (Niemcy), studiował technologie informacyjne. Dziś kieruje projektami IT w dużym niemieckim banku w Luksemburgu. Pisać zaczął jeszcze przed ukończeniem 14 roku życia. Jest autorem wielu krótkich opowiadań i jednej powieści.


Czas trwania konkursu tym razem jest nieco krótszy – mea culpa! - ale i tak zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem do piątku do północy. Losowanie jak zawsze w sobotę :-)

piątek, 17 lutego 2012

558. Marzenia o Alasce


09 marca 2011 - zorza ponad miasteczkiem Takota na Alasce,
na trasie zeszłorocznego wyścigu Iditarod.
© Bob Hallinen / The Anchorage Daily News / AP

Za 15 dni rusza Iditarod!!! Znów zamierzam cieszyć się i ekscytować wyścigiem oraz trzymać kciuki za Lance’a :-) W tym roku ponownie zarejestrowałam się na stronie domowej Iditarod, dzięki czemu - między innymi - będę miała możliwość śledzenia trasy jednego wybranego maszera [czy muszę podawać którego? ;-D ] poprzez GPS. Wiem, wiem ;-) mam fioła, ale jakiegoś trzeba mieć, prawda? A poza tym za oknem wciąż śnieg, więc po raz pierwszy od dość dawna wstąpiła we mnie jakaś nadzieja, że może być jeszcze całkiem dobrze...

niedziela, 12 lutego 2012

557. Zima


© Bill Waterson

Kojarzycie ten odgłos? Skrzyp, skrzyp, skrzyp... ;-) Od kilku dni chodzę z uśmiechem do i z pracy, między innymi właśnie dzięki temu dźwiękowi. Gruba warstwa bielutkiego śniegu, najprawdziwsze minusowe temperatury [rano bywa minus 20 stopni!], mróz szczypiący policzki i nos, powietrze drażniące gardło, a na dokładkę, w ciągu dnia, oślepiające słoneczko! :-D Coś pięknego! Mam nadzieję, że taka zimowa wreszcie pogoda utrzyma się jeszcze długo!

Wczoraj umówiłam się ze znajomą na ploteczki i nawet udało mi się namówić ją na kawę w Cocorico, którą to kawiarnię przy Starym Rynku ja bardzo lubię, ona niestety nie ;-) [za mini toaletę i nie zawsze miłą obsługę]. Mimo że Cocorico reklamuje się, jako „fragment Paryża w Poznaniu”, muszę powiedzieć, że sporo w nim... Skandynawii ;-D W prawej sali wisi [jak żyrandol] na wstęgach duży i piękny wieniec ze srebrnego świerku z podwieszonymi miękkimi, szytymi ze skrawków materiału serduszkami – a to typowy element skandynawskich domów w okresie świątecznym. Ale wybaczam, bo to naprawdę urokliwe miejsce – drewniane skrzypiące podłogi, piecyk [farelka? nie wiem, jak to się nazywa :-/ ] emanujący przyjemne ciepło jak z kominka, sympatyczne zakątki i miękkie siedziska, ciekawe zdjęcia i plakaty na ścianach... No ładnie tu jest, bez dwóch zdań! :-) Minusem wczorajszego spotkania była podana mi... zimna kawa po wiedeńsku... :-/ Eh! Nie może być idealnie, prawda? Ale i tak polecam to miejsce, szczególnie latem – takiego zielonego „ogródka”, zorganizowanego w podwórzu kamienicy, nie ma żadna inna kawiarnia w okolicach Starego Rynku.

niedziela, 5 lutego 2012

556. Nasza wrażliwość na piękno


Portret Joshua Bell wykonał © Bill Phelps

Przeczytałam dziś bardzo ciekawy artykuł, a właściwie to szczegółowy opis niezwykłego eksperymentu, w którym udział wziął... rozchwytywany, uwielbiany przez rzesze fanów na całym globie, niezwykle utalentowany muzyk :-) Mowa o Joshua Bell – wybitnym skrzypku światowej sławy. Bilety na jego koncerty są rozchwytywane, sale wypełnione do ostatniego miejsca...

W skrócie: 12 stycznia 2007 roku na zaproszenie „Washington Post” muzyk zgodził się wziąć udział w eksperymencie – wczesnym rankiem, o godz. 7.51, w całkiem zwyczajnych ciuchach – jeanse i prosty T-shirt – i z czapką bejsbolówką na głowie, stanął w przejściu na stacji metra w Bostonie i przez 43 minuty zagrał sześć klasycznych kompozycji, m.in. skomplikowane Chaconne Bacha. Przez ten czas minęło go w drodze do pracy ponad 1000 osób! Joshua Bell – nierozpoznany przez nikogo! – „zarobił” 32 dolary [zwykle jego talent ocenia się na 1000 dolarów... za minutę!!!], na dłużej zatrzymało się zaledwie sześć osób, reszta przechodziła, nie bacząc nawet na muzyka. Niemal nikt nie zatrzymał się, by choć przez kilka minut posłuchać cudownej muzyki w wykonaniu jednego z najwybitniejszych muzyków naszych czasów!

Pod tym linkiem znajduje się opis całego eksperymentu -> KLIK <- łącznie z krótkim filmem, gdzie wszystko, co się wydarzyło istotnego podczas tych 43 minut, jest świetnie widoczne. Polecam!

Ciekawostka: Bell zagrał na swoich ulubionych skrzypcach [Stradivarius, 1713 rok!], które warte są – bagatela! – 3,5 miliona dolarów! W metrze. W Bostonie. Bez obstawy. :-D