sobota, 25 sierpnia 2012

591. Losowanie nr 57

Trochę się dziś do południa leniłam, tzn. unikałam prac domowych typu sprzątanie ;-) ale to mój pierwszy wolny od pracy redakcyjnej weekend od kilku tygodni! Na aukcji upolowałam niezwykłą książkę - Drzewoznawstwo pod redakcją Stefana Białoboka i Zygmunta Hellwiga, bardzo wiekowy już podręcznik [wydanie z 1955 roku], no ale cóż miałoby się radykalnie zmienić w przyrodzie, by nie skorzystać z tak świetnie przygotowanego przewodnika po drzewach, które można spotkać w Polsce? Nic! Książka jest wartościowa i arcyciekawa również dziś! :-) Polecam!

Ale, ale... wróćmy do książkowego konkursu ;-) Jak widać na fotce u góry, już po losowaniu. Oto osoby, do których powędruje opowiastka dla dzieci autorstwa Joyce’a wraz z drugą książką-niespodzianką:

- - - chaga
- - - Olajda
- - - May

Gratulacje! :-)
Doklejam tradycyjną formułkę: „Poproszę o przesłanie na mój mail [jest u dołu strony] podstawowych danych pocztowych do wysyłki wraz z nickiem. Jak zawsze solennie zapewniam, że Wasze adresy są bezpiecznie - nigdy nikomu ich nie przekazuję, a wykorzystam je jedynie do wysyłki książek z tego jednego konkursu”.


Za miesiąc w puli książek do wygrania będą... Hmmm... Tak naprawdę, to jeszcze nie mam pomysłu ;-) ale coś na pewno będzie! Już dziś zapraszam!

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

590. Konkurs nr 57 - dla dzieci

Czas na obiecany letni konkurs książkowy nr 57 - tym razem w puli są książki dla dzieci. Na załączonym u góry obrazku widać pięknie wydaną kolorowo ilustrowaną opowiastkę dla dzieci irlandzkiego pisarza, znanego raczej z cięższej lektury, choćby słynnego Ulissesa czy Dublińczyków - Jamesa Joyce’a. I nie ma się co bać! ;-) Lektura jest krótka, zabawna i z morałem. Występuje w niej nie tylko tytułowy kot i diabeł, ale także pewien bardzo sprytny burmistrz i mieszkańcy miasta nad Loarą. ;-) Więcej nie zdradzę - sami musicie przeczytać [choć niestety muszę dodać, że z jakichś nieznanych mi przyczyn poznańskie wydawnictwo Media Rodzina, które wydało tę książeczkę, wycofało ją ze swojego katalogu. :-/ Czyżby jakaś niepoprawność polityczna znalazła się w historii Joyce’a? ;-) Dziwne...].

Zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Konkurs twa od teraz do piątkowej północy. Losowanie tradycyjnie w sobotę. A żeby was jeszcze bardziej zachęcić do wpisów, dodam, że do każdej przesyłki dołączę jeszcze jedną książkę - klasykę literatury dla dzieci w nowym przekładzie, do tego pięknie wydaną w twardej oprawie i z ilustracjami! Zapraszam!

czwartek, 16 sierpnia 2012

Wyjaśnienia

Delikatnie wytknięto mi, że zaniedbuję bloga. I słusznie, bo to prawda. Zaniedbuję jednak nie tylko Zacisze wyśnione... ale i całą strefę wirtualną [wszelkie fora, zdarza się, że i pocztę itp.], i tą realną, nazwijmy ją „strefą towarzyską” [całe szczęście dla mnie, że mam bardzo cierpliwych przyjaciół, którzy rozumieją, co się ze mną dzieje]. Nie pisuję tak często, jak kiedyś, ponieważ nigdy nie chciałam tu, na blogu, użalać się nad sobą, marudzić i „wywnętrzać” w jakiś szczególnie nachalny sposób [czy ja czasem już kiedyś tego nie pisałam...?]. Zawsze chciałam, by było to miejsce radosne i interesujące, dla osób głodnych nowych doświadczeń i ciekawych świata. I chyba tak do niedawna było, prawda? ;-) Ale cóż... życie takie proste niestety nie jest... :-/ Od dwóch lat początkowo niepostrzeżenie, teraz już zauważalnie tracę pamięć, dosłownie. Na początku tego nie zauważałam, potem specjalnie na to nie zwracałam uwagi, mówiłam sobie, że to chwilowe, że to „ten wiek”, że to stres itp. – poważna zmiana w życiu osobistym, do tego trudna i wymagająca pełnego zaangażowania praca, brak wolnych weekendów, wzmożony wysiłek umysłowy, bezsenność... Ot, zwyczajnie, potrzebuję dłuższego urlopu bez książek i tyle. Ale z dnia na dzień było gorzej. Dwa lata i aż takie zmiany? Kiedyś wszystkie ważne sprawy do załatwienia „przechowywałam” w głowie; obudzona w nocy potrafiłam odpowiedzieć na każde pytanie, i to bez zaglądania do źródeł; pamiętałam o spotkaniach, rocznicach i wszystkich sprawach do załatwienia... Ale od pewnego czasu bez notatek, do tego robionych od razu, w chwili omawiania sprawy, po prostu nie pamiętam... Trochę mnie to przeraziło...

Po bojach z beznadziejną lekarką rodzinną, która nie chciała mi dać skierowania do specjalisty, trafiłam do neurologa. Ten, po krótkim wywiadzie [lekarz miał dla mnie jakieś pięć minut i wciąż mnie poganiał, no ale czego wymagać od państwowej służby zdrowia? Moja lekarka rodzinna dzienne potrafi „przyjąć” nawet 50 pacjentów i więcej – nie wychodzi zza biurka, nie podnosi nawet głowy znad biurka, gdy pacjent wchodzi do gabinetu, bo zwyczajnie nie ma na to czasu... Więc jak ona, lub jakikolwiek inny lekarz, może pacjentowi pomóc? :-/ Może gdybym była prywatnie, lekarze poświęcaliby mi więcej czasu? E, chyba nie...], stwierdził, że powinnam udać się do psychologa na testy, bo to najprawdopodobniej depresja a nie zmiany neurologiczne... :-/ Cóż... Ja i psycholodzy nie lubimy się, oj, zdecydowanie nie! Mam spore kilkuletnie zawodowe doświadczenie z tą grupą, i moja opinia o „metodach” tych „lekarzy” wypada zdecydowanie na ich na niekorzyść. W każdym razie „leczenie” znów utknęło w martwym punkcie... :-/ Oczywiście, muszę się przemóc i trafić do kogoś, kto rozpozna, co się z tą moją głową dzieje, póki co jednak... odsypiam. Każdy wolny dzień spędzam w łóżku, nie wyściubiając nosa spod koca. I stąd właśnie te „czarne dziury” tu, na blogu...

Dlatego... cóż... chyba na jakiś czas oficjalnie zawieszę bloga, bo jak widać nie ma ze mnie specjalnie pożytku. Raz w miesiącu oczywiście przygotuję książki do rozdania, bo szkoda mi zrywać tradycję konkursową, ale nowe wpisy pojawią się raczej dopiero, gdy rozwiążę problem. Wybaczcie, proszę!


- - - - - - - -

PS. Kochani moi Czytelnicy! Tym razem, proszę nie wpisywać się w komentarze, nie żałować mnie, nie pocieszać itd., bo to przecież tylko mój problem... choć proszę mnie źle nie zrozumieć! - oczywiście, jak zawsze, jestem za wszystkie wasze wpisy bardzo wdzięczna!