środa, 31 października 2012

598. Halloween-owe przygotowania

© Schutterstock - oraz - © Tumblr

Przeczytałam dziś w wiadomościach porannych, że są tacy, którzy uważają, że jeśli wycinam krzywą buźkę w dyni i „bawię się” w Halloween, to na pewno jestem satanistką... :-/ Czego to ludziska nie wymyślą, co? No ale żeby nie kusić co bardziej krewkich potencjalnych czytelników ;-) wybrałam na ten dzień fotkę z dyniami nietkniętymi nożem, ot, grzecznie tylko sobie stojące i zdobiące wejście do domu. Poza tym obowiązkowe w te dni światełka i suszone bukiety kwiatów, które moim zdaniem są piękne, ale tylko w ten jeden jedyny dzień w roku.

Korzystam też z kalendarzowej okazji i biorę kilka dni urlopu. :-D Zamierzam nadgonić zaniedbane w tym roku z powodów zawodowych jesienne doznania przyrodnicze - a zatem: aparat na szyję i pędem na spacer po lesie! W planach Rogalin i może Gołuchów - oba miejsca przecudowne o tej porze roku! A wieczorami obowiązkowa lektura [pół walizki książek z targów w Krakowie zwiozłam ;-) m.in. ostatnią powieść Saramago, więc z przyjemnością zatopię się w fotel, włączę cichutko lekką ambientową lub jazzującą muzyczkę i... pewnie odpłynę ze zmęczenia! ;-D ]. Eh, pięknie będzie! Już się cieszę!

wtorek, 30 października 2012

597. Losowanie nr 59

Ledwie, ledwie - bo wciąż i wszędzie jestem spóźniona z racji kończącego rok wydawniczy nawału pracy - ale jednak zdążyłam dziś zgodnie z obietnicą rozlosować książkę Paula Austera Sunset Park :-) Na załączonym u góry postu obrazku widać już, że powieść trafi w ręce...

- - - blannche

Serdecznie gratuluję wygranej! :-)
Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy, na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich czytelników - wykorzystam go wyłącznie do wysyłki książki z tego jednego konkursu.



= = = = = = =
PS 1. Wszystkich zainteresowanych przepraszam, że nie podałam numeru stoiska na Targach Książki w Krakowie, na którym „urzędowałam”, ale – niespodziewanie również dla mnie ;-D – się ciut zawstydziłam... Jakoś tak chyba wolę pozostać anonimowa – stara marudna redaktorka, co to za papierzyskami się chowa... Może następnym razem się odważę... A do jak zawsze świetnej foto-relacji z bardzo udanych targów książki zapraszam na stronę Ani i spółki z Dziennika Literackiego -> KLIK! [na jednym ze zdjęć nawet jestem uwieczniona, ale dobrze, że z daleka i mocno rozmazana! ;-D Nikt - mam nadzieję - nie rozpozna!].

PS 2. Za miesiąc, w późnojesiennym listopadowym konkursie z numerkiem 60, tak jak obiecywałam jakiś rok temu, do rozlosowania będzie słupek książek różnych – część to „sierotki” pokonkursowe, których nikt nie odebrał oraz książki z różnych półek i gatunków literackich. Istny miszmasz! ;-D Zapraszam!

niedziela, 21 października 2012

596. Konkurs nr 59

Ponieważ w najbliższą środę wybywam do Krakowa na targi książki i przez około tydzień nie będę miała dostępu do Internetu [przede wszystkim z racji absorbującej pracy od rana do wieczora na jednym z targowych stoisk], konkurs październikowy ogłaszam już dziś! :-) Od teraz do poniedziałkowej północy 29 października można się wpisywać w komentarze. Losowanie tym razem nietypowo, bo we wtorek 30 października. Zapraszam!

I oczywiście najważniejsze – zwycięzca będzie tylko jeden ;-D a nagrodą jest wydana w Polsce w tym roku ostatnia powieść amerykańskiego pisarza i scenarzysty Paula Austera pt. Sunset Park.

niedziela, 14 października 2012

595. Filmowy weekend

Postery do filmów Valhalla. Mroczny wojownik i Drive.

Lubię oglądać filmy w kinie, niestety z powodu permanentnego braku czasu od kilku już lat częściej oglądam je w TV. Z racji małego ekranu, bez wszelkich dźwiękowych atrakcji i lekko porażającej zmysły wielkości obrazu, nie odbieram niektórych filmów z takimi emocjami jak kiedyś, nie „wchodzę” w nie i nie uczestniczę w życiu bohaterów z taką intensywnością jak niegdyś... Ot, oglądam tylko, chciałoby się rzec... ;-) Ale... znalazłam dobry sposób, żeby takie emocje jednak wywołać czy też ocalić podczas seansów – oglądam je po prostu w nocy ;-) w ciszy i skupieniu. Co nie znaczy jednak, że wszystkie – wiele filmów nie jest tego wartych, ale znając reżysera, albo choć kilka recenzji filmu, dzięki którym uznam, że warto im poświęcić noc – robię to ;-) Tak było z Drive, a teraz z Valhalla. Mroczny wojownik duńskiego reżysera Nicolasa Windinga Refna. Drive powstało później niż Valhalla, ale do polskiej dystrybucji na płytach DVD trafiły w odwrotnej kolejności. Nie ma to większego znaczenia, bo to dwa całkiem różne filmy, ale warto ten fakt jednak odnotować.

Drive to film w stylu hollywoodzkich produkcji z lat osiemdziesiątych – sposób kręcenia, muzyka, różowa tandetna czołówka... A jednak od pierwszej sceny film wciąga za uszy ;-) Opowiada historię kaskadera na co dzień grającego w filmach, który w wolnym czasie najmuje się jako kierowca dla wszelkiej maści złodziejaszków i gangsterów. W nowym miejscu zamieszkania poznaję sympatyczną sąsiadkę, której mąż zadłużył się u bandziorów. Postanawia jej pomóc, co niestety nie kończy się dobrze. To tak pokrótce, żeby nie opowiadać całej historii. Sama fabuła może nie jest porywająca, ale sposób jej „podania” zrobił na mnie wrażenie. Wiele osób porównuje Refna i ten film do dokonań Tarantino, i na pewno coś w tym jest – chociażby dlatego, że z zupełnie nieracjonalnych powodów lubimy głównego bohatera, mimo że to też... bandzior, tyle że w „białych rękawiczkach”, a sceny przemocy [na przykład ta na plaży przy niemal „operowej” muzyce] mogą się... podobać. Brzmi dziwnie? Cóż... trzeba to samemu zobaczyć, żeby zrozumieć. Ogromny plus za muzykę - mieszankę electro popu z klasyką.

Nieco inaczej jest z Valhalla. Mroczny wojownik. To film „brudny” i zimny od samego początku – ziemiste, szare kolory dominują niemal przez cały film; wiecznie dmący wiatr i zagłuszająca wszelkie dźwięki mleczno-szara mgła nie pozwalają nawet na moment zapomnieć, że oto jesteśmy w środku pustej krainy gdzieś na północy Europy, o surowych prawach natury i ludzkich. Całość jest podzielona na kilka tytułowanych części, a z każdym ich etapem zbliżamy się do dość zaskakującego finału. Główny bohater – milczący Jednooki – to jeniec wodza Barde, który od [możemy się tylko domyślać] dłuższego już czasu walczy dla uciechy i korzyści klanu Wikingów. Jednak pewnego dnia udaje mu się uciec i z pomocą małego chłopca Are, który potrafi odczytywać jego myśli i intencje, wypływa wraz z niewielką grupą chrześcijan na krucjatę do Ziemi Świętej. Gdzie rzeczywiście dopływają, możemy się tylko domyślać. I znów – nie o treść w tym filmie chodzi, a o sposób jej przedstawienia. To film dla osób cierpliwych, głodnych pięknych wizualnie obrazów [a wiele scen jest tak właśnie pokazywanych – statycznie, niczym obrazy na ścianach największych muzeów], ale i bardzo odpornych – śmierć jest tu okrutna, podana beznamiętnie i w ciszy.

W Drive główną rolę kreuje Ryan Gosling – bożyszcze kinowe prosto z USA ;-D które mnie raczej nie przyciągało do kina, ani nie przekonywało... do tej pory. Tym razem pasował i się podobał ;-) Ale nie tak jak duński aktor grający Jednookiego – Mads Mikkelsen. Cóż, dziewczyny, to jest facet! Wszystkie emocje i żądze przekazane spojrzeniem, mimiką twarzy i gestami... Ani jednego słowa w całym filmie... Po prostu boski! Polecam! Filmy są do kupienia na płytach DVD, w całkiem przystępnych cenach.

poniedziałek, 8 października 2012

594. Zagoniona...

[zdjęcie z netu]

Miałam pilnie nadrabiać stracony czas, obiecywałam powrót na bloga, a wyszło niestety jak zawsze... :-/ Eh! Wciąż słaby organizm nie chce mnie słuchać, większą część dnia spędzam pod kołdrą, ale nie narzekam! Prę dzielnie do przodu! :-) A pomaga mi w tym między innymi przepiękna pora roku – złota jesień! To znaczy jak na razie jest deszczowo, wietrznie, a nawet i burzowo, a tego bursztynowego złota wciąż niewiele, ale... Jest jeszcze czas, liście zdążą pokazać całą paletę ciepłych barw, a słoneczko nie raz i nie dwa ciepło i z uczuciem połaskocze nas w nosy!

Październik, mimo że to mój ulubiony miesiąc roku [a który najchętniej spędzałabym w plenerze z aparatem fotograficznym], niestety pozostaje też – i to niezmiennie od kilku lat – najbardziej pracowitym miesiącem! Taki był też i ten dzień – rano, gdy wyruszyłam do pracy tuż po godzinie 6:00, było ciemno i, gdy wracałam z pracy [coś koło 19:30 :-/ ], powłócząc nogami ze zmęczenia – też było ciemno! :-/ Pracy redakcyjnej tyle, że nie wiadomo za co w pierwszej kolejności się zabrać, a wszystko na już, już, już... szybko, szybko, szybko... żeby tylko zdążyć na czas z dostarczeniem materiałów do drukarni! I jak tu się delektować cudami natury? Ale w kalendarzu już zakreśliłam wielkie [obecnie chyba nawet największe w kraju] czytelnicze święto – targi książki w Krakowie! W tym roku wybieram się na cały okres trwania targów, planuję spotkania z zaprzyjaźnionymi redaktorami i wydawcami, drukarzami i ludźmi papieru, oraz oczywiście ;-) książkowe zakupy i... potargowe wieczorne wędrówki uliczkami Krakowa. Już nie mogę się doczekać!

A co u Was słychać? :-) Może ktoś się też wybiera do Krakowa?