poniedziałek, 31 grudnia 2012

Noworocznie

Spokojnego, bajecznie pięknego 2013 roku...
życzy M. :-)

sobota, 29 grudnia 2012

622. Losowanie nr 61

Na początek chciałabym podziękować za to... że jesteście! :-) Oraz za wszystkie życzenia! Cieszę się, że mnie wspieracie i komentujecie posty, i to od pięciu już lat! Bardzo Wam za to dziękuję!!!

A wracając do comiesięcznych przyjemności... ;-) Jak widać na załączonym obrazku, losowanie już się odbyło. Pakiecik jubileuszowych książek poleci do..

- - - Bewix - Bea

Serdecznie gratuluję! :-)
Obowiązkowy przypis: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki książek. U dołu strony znajduje się adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, dwukrotnie podkreślając, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich czytelników - wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z tego jednego konkursu”.

Rok 2012 nieuchronnie i w tempie dość zabójczym ;-) zbliża się do końca. Nowy, mam nadzieję, będzie jeszcze ciekawszy i obfitszy w konkursy książkowe. Mam już dla was niezły stosik... ale cicho, sza!, o tym za miesiąc! ;-D

wtorek, 25 grudnia 2012

621. Konkurs nr 61 - jubileuszowy!

Pięć lat temu założyłam bloga... :-) Tak, ależ ten czas leci! Raz pod górkę z depresją, raz z górki z euforią, ale staram się cały czas zaciekawiać was moimi pasjami. Mam nadzieję, że mimo tych wzlotów i upadków wciąż warto tu do mnie zaglądać. Oczywiście, tradycyjnie z tej okazji ogłaszam kolejny, tym razem jubileuszowy konkurs!

Słowem wstępu... Od kilku lat trwa zauroczenie polskich czytelników literaturą ze Skandynawii, którą tak bardzo kocham [tak naprawdę, to kolejna fala, tyle że teraz królują kryminały :-) a kiedyś do zdobycia w księgarniach i bibliotekach były jedynie sagi i frapujące mroczno-melancholijne opowieści społeczne]. Osobiście, jak wiecie, również lubię „te klimaty” i to od dawien dawna. Jedną z pierwszych książek była „Krystyna, córka Lavransa” – wspaniała dwutomowa saga norweskiej pisarki Sigrid Undset.

Ale podążając za czytelniczymi i nie tylko trendami ;-D chcę w jubileuszowym konkursie nr 61 zaproponować coś właśnie z tamtych skandynawskich regionów.

Camilla Läckberg jest Szwedką, której powieści kryminalne osadzone w jej rodzinnym mieście – porcie rybackim Fjällbacka – zawojowały polskich wielbicieli gatunku. Proponuję jednak jej pięknie wydaną na przyjaznym papierze, w twardej oprawie i w kolorze książkę kucharską, którą napisała wraz z przyjacielem, mistrzem Christianem Hellbergiem, również urodzonym w tym mieście. Oraz nowy szwedzki kryminał pt. „36 tydzień” autorstwa Sofie Sarenbrant, którą Camilla promuje i poleca. Taki właśnie pakiecik – jak na fotce u góry – trafi do jednego czytelnika mojego bloga. Zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Konkurs trwa tradycyjnie do piątku do północy, losowanie w sobotę.


- - - - - - - - - - - - - - -
PS. Laxman i Faledor – to dwie osoby, które nie odebrały swoich wygranych z poprzedniego konkursu książkowych sierotek. Bardzo proszę o kontakt. Zgodnie z regulaminem konkursów na moim blogu czekam do trzech miesięcy od losowania. Po tym czasie książki trafią... hmmm... do „książkowego nieba”! ;-)

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Życzenia

Spokojnych, zdrowych,
magicznych zimowych Świąt!

życzy M. :-)

niedziela, 23 grudnia 2012

620. Ostatnie przygotowania

Powolutku, powolutku udaje mi się znów funkcjonować normalnie - trzy dni w szponach migreny dokumentnie wybiły mnie ze świątecznych przygotowań! :-/ A teraz dopadła mnie jeszcze bezsenność... No pięknie! :-( Ale dziś już trochę pomagałam w domu. :-) Takie proste prace: sprzątanie, mycie zastawy, wietrzenie pościeli itp. Ostatnie zakupy, szybka wysyłka zapomnianych kart i listów...

Pachnie w całym domu niesamowicie: Maminy sernik już upieczony, słodkie lukrowane rogaliki z powidłami też, uszka z grzybami ulepione, z reszty ciasta mamy makaron własnej roboty do jutrzejszej zupki... ryba wypatroszona, śledzie już się duszą w olejowej zalewie z warzywami według Taty przepisu... Same pyszności! I jak tu się oprzeć, co? To zupełnie niemożliwe! ;-D

Mam jeszcze jedną ważną pracę redakcyjną do wykonania „na już” [co roku w święta coś szybko czytam... beznadziejnie...], ale nowy rok postanowiłam zacząć z kilkoma postanowieniami zmian. Proszę nie parskać śmiechem ;-D bo tym razem będę się tej listy trzymać! Dość kompromisów, dość pracowitych weekendów! Chciałabym się dowiedzieć, co znaczy cieszyć się życiem, mieć wolne, by bez stresu i maszynopisu pod pachą wyjechać za miasto, poczytać i podyskutować ze znajomymi o najnowszych powieściach, pójść do kina na jakiś nudny ;-) film, wypić wino przy świecach, nauczyć się czegoś nowego [stolarstwo] i wreszcie dokończyć to, co zaczęłam dawno temu [język szwedzki], rozruszać chory z przeładowania umysł, i to wszystko robić pooo-wooo-li... Niby zwyczajne rzeczy, prawda? Ale ja ich nie robiłam od lat! Trzymajcie kciuki! ;-)

Jutro już wigilia - będę jak i wy wypatrywać pierwszej gwiazdki i delektować się pysznościami mojej Mamy, a pojutrze... urodziny bloga, kolejne, piąte! - a zatem czas na konkurs jubileuszowy. Zapraszam! :-)

środa, 19 grudnia 2012

619. Łyżwy

Co kilka lat z poznańskiego sztucznego zbiornika wodnego - jeziora Maltańskiego - jest spuszczana woda. Chodzi przede wszystkim o wyczyszczenie dna z wszelkich [czasem niespodziewanych] śmieci, o wyregulowanie i umocnienie linii brzegowej itp. Byłam ciekawa jeziora bez wody ;-) więc wybrałam się na wieczorny spacer. Wiele nie zobaczyłam, ale za to przyciągnęło mnie światło... Nie, nie wielkiej przytłaczającej galerii handlowej tuż obok ;-) choć i tam zajrzałam... Chodzi o lodowisko! Oglądanie sunących po lodzie młodszych i starszych par, a nawet solistów ;-D było bardzo odprężające i dodało mi sił przed wizytą we wspomnianej galerii.
Tak się złożyło, że zbrakło mi kilku kart świątecznych i noworocznych na tegoroczną wysyłkę. Lawirując zatem między rozgorączkowanymi kupującymi, udałam się na poszukiwania. I znalazłam! Piękną reprodukcję starej ilustracji eleganckiej łyżwiarki. Prawda, że wyjątkowa? :-) Odwiedziłam też salonik prasowy i wydałam ponadprogramową sumę :-/ na grudniowe magazyny wnętrzarskie... Ot, takie zboczenie ;-) raz w roku pozwalam sobie, bo pisma z końca roku są wyjątkowo bogate, ciekawe i inspirujące!

wtorek, 18 grudnia 2012

618. Lennart Helje

Szwedzki rysownik, rocznik 1940, pochodzi z Lima w Szwecji. Słynie z zimowych ilustracji, które reprodukuje m.in. Unicef, ale i ilustruje bajki dla dzieci, czy projektuje znaczki pocztowe :-)

Aż się prosi o jakiąś bajeczkę na dobranoc o psotnych gnomach z lasu... ;-)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

617. Odsypianie

Niedźwiedzie zimą śpią i chyba tylko ja o tym zapomniałam... ;-) W każdym razie - na Gwiazdkę taki pluszak to cudny i pożądany przez wiele maluchów prezent. Polecam się rozejrzeć po galeriach! :-)


Przepraszam, ale odsypiam pracowity dłuższy weekend... i nie, nie chodzi o grudniowe przedświąteczne porządki w domu, ale o nadmiar pracy redakcyjnej! :-/ Zwykle już w drugiej połowie listopada życie w działach redakcji powoli zamiera i tylko handlowcy pakują kolejne i kolejne przesyłki, obserwując rosnące słupki sprzedażowe... :-D Ale nie w tym roku! Mam takie wysokie stosiki karteluszek do przeczytania, konspektów i streszczeń powieści do oceny, przyjętych projektów do realizacji, redakcji nowych książek i korekt „prawie - już już” gotowych do druku kolejnych tytułów... że nie bardzo wiem, w co pierwsze ręce włożyć... :-/ Głowa od tego boli! Znajoma redaktorka powtarza, że mam się nie przejmować, bo za kilka dni koniec świata, ale ja taką optymistką bym nie była! ;-) W każdym razie – odsypiam weekend i udaję, że wciąż mam werwę do pracy i pomysły, co dalej... Jutro będzie lepiej, prawda?

niedziela, 16 grudnia 2012

616. Choinka

Fotka z czeluści netu...

Sąsiedzi zakupili dziś drzewko świąteczne. Podczas taśtania go na piętro było tyle śmichów-chichów, żartów i niewybrednych odzywek, że my, sąsiedzi, aż wyszliśmy popatrzeć na zmagania szczęśliwych [do czasu] zakupowiczów. ;-D Drzewko, jak to drzewko – piękne, dorodne, pachnące, tyle że... zdecydowanie za duże! ;-) Już na klatce schodowej padł pomysł, że może by jednak je przyciąć, bo na zakręcie się nie mieści... Ostatecznie udało się wbić drzewko w drzwi wejściowe mieszkania, ale co dalej... tego nie wiem? ;-) Chociaż okrzyki sąsiadki sporo nam powiedziały! ;-D

Ja stawiam w tym roku na mniejsze ozdoby - świeże gałązki różnych odmian świerku, wieńce z wikliny, kolorowe bombki i wstążeczki, świece w naturalnych osłonkach... Ot, nic ...wielkiego! ;-D

sobota, 15 grudnia 2012

615. Baśnie Andersena

Okładka jednego z licznych wydań Baśni Andersena z ilustracjami Jana Marcina Szancera.

Dziś post będzie baaardzo długi, ale nie musicie czytać do końca ;-) bo – jak sądzę – już po pierwszej informacji będziecie mieli ochotę sięgnąć po pewną grubą i cudnie ilustrowaną księgę z dzieciństwa... :-D Ale zacznę od cytatu, bo jestem tak podekscytowana, że sama nie znajdę lepszych słów! :-)

Wiadomość PAP z 13 grudnia br.: Nieznaną, najwcześniejszą opowieść autorstwa słynnego duńskiego bajkopisarza Hansa Christiana Andersena odkryto w archiwach w jego rodzinnym mieście Odense. Jest to bajka o świeczce łojówce. „Bajka została napisana na początku lat 20. XIX wieku, jeszcze przed oficjalnym debiutem Andersena” – powiedział w czwartek duński ekspert Ejnar Stig Askgaard.
Zdaniem eksperta odkrycie jest sensacyjne, gdyż nie tylko jest to pierwsza baśń Andersena, ale również dowód na to, że tym właśnie gatunkiem, późniejszy autor „Brzydkiego kaczątka” interesował się już w bardzo młodym wieku.
Duński historyk Esben Brage znalazł sześciostronicowy rękopis na początku października w pudłach z dokumentami pozostałymi po zamożnych rodzinach z Odense. Rękopis, najwyraźniej wcześniej nie zauważony, leżał na dnie jednego z pudeł.
Tekst nosi tytuł „Łojówka”. Andersen zadedykował ją wdowie Bunkeflod, która mieszkała naprzeciwko. Baśń opowiada o świeczce, zabrudzonej i porzuconej, ponieważ „świat, który dba tylko o siebie”, obchodził się z nią źle, nie rozumiejąc jej prawdziwej wartości i piękna. Jednak świeczka nie tylko jaśnieje po zapaleniu, lecz pozwala swym prawdziwym przyjaciołom szukać w swoim świetle prawdy. Zapalenie świeczki porównuje Andersen do duchowej wartości małżeństwa.
Zdaniem ekspertów uproszczony styl tej opowieści nie dorównuje dojrzałej elegancji i finezji późniejszych baśni Andersena; dlatego można sądzić, że powstała jeszcze w jego czasach szkolnych. Specjaliści nie mają jednak wątpliwości, że musiała wyjść spod jego pióra.
Znaleziony rękopis jest kopią zaginionego oryginalnego tekstu napisanego przez późniejszego klasyka światowej literatury dziecięcej. Andersen napisał około 160 baśni. Przetłumaczono je na ponad 100 języków.




Poniżej przytaczam baśń w wersji angielskiej :-)
Z duńskiego na angielski przetłumaczył Julian Isherwood
Prawa autorskie dla tego tłumaczenia należą do © Politiken.dk

To Mme Bunkeflod from her devoted H.C. Andersen
The Tallow Candle

It sizzled and fizzled as the flames fired the cauldron... it was the Tallow Candle’s cradle – and out of the warm cradle came a flawless candle; solid, shining white and slim it was formed in a way that made everyone who saw it believe that it was a promise of a bright and radiant future – promises that everyone who looked on believed it would really want to keep and fulfil.

The sheep – a fine little sheep – was the candle’s mother, and the melting pot its father. Its mother had given it a shiny white body and an inkling about life, but from its father it had been given a craving for the flaming fire that would eventually go through its marrow and bone and shine for it in life.

That’s how it was born and had grown; and with the best and brightest anticipation cast itself into existence. There it met so many, many strange creations that it became involved with, wanting to learn about life – and perhaps find the place where it would best fit in. But it had too much faith in the world that only cared about itself, and not at all about the Tallow Candle. A world that failed to understand the value of the candle, and thus tried to use it for its own benefit, holding the candle wrongly; black fingers leaving bigger and bigger blemishes on its pristine white innocence which eventually faded away, completely covered by the dirt of a surrounding world that had come much too close; much closer than the candle could endure, as it had been unable to tell grime from purity – although it remained pristine and unspoiled inside.


False friends found they could not reach its inner self and angrily cast the candle away as useless.

The filthy outer shell kept all the good away – scared as they were to be tainted with grime and blemishes – and they stayed away.

So there was the poor Tallow Candle, solitary and left alone, at a loss at what to do. Rejected by the good, it now realised it had only been a tool to further the wicked. It felt so unbelievably unhappy, because it had spent its life to no good end – in fact it had perhaps sullied the better parts of its surroundings. It just could not determine why it had been created or where it belonged; why it had been put on this earth – perhaps to end up ruining itself and others.

More and more, and deeper and deeper, it contemplated – but the more it considered itself, the more despondent it became, finding nothing good, no real substance for itself, no real goal for the existence it had been given at its birth. As if the grimy cape had also covered its eyes.

But then it met a little flame, a tinder box. It knew the candle better than the Tallow Candle knew itself. The tinder box had such a clear view – straight through the outer shell – and inside it found so much good. It came closer and there was bright expectation in the candle – it lit and its heart melted.

Out burst the flame, like the triumphant torch of a blissful wedding. Light burst out bright and clear all around, bathing the way forward with light for its surroundings – its true friends – who were now able to seek truth in the glow of the candle.

The body too was strong enough to give sustenance to the fiery flame. One drop upon another, like the seeds of a new life, trickled round and chubby down the candle, covering the old grime with their bodies.

They were not just the bodily, but also the spiritual issue of the marriage.

And the Tallow Candle had found its right place in life – and shown that it was a real candle, and went on to shine for many a year, pleasing itself and the other creations around it.

H.C. Andersen

piątek, 14 grudnia 2012

614. Ptaki

Projekt karty pocztowej © Rick Allen

Mówiłam już, że nie umiem piec? Tak, tak, mówiłam, i to nie jeden raz! ;-D Ale to mi nie przeszkadza, by próbować, raz za razem, ze skutkiem... no niestety: takim samym jak zawsze... Oto kolejny piękny i nieźle pachnący zakalec! ;-D W tym jestem mistrzem, zapewniam! Ale, nic się nie marnuje... ;-) Co prawda, chyba to nie jest najlepszy pokarm dla ptaków, ale po pokruszeniu na balkonie mojego całkiem nieudanego ciasta korzennego, po wsypaniu kilka garści nasion różnych zleciało się tak wiele ptaków, że miło mi się zrobiło, że ktoś jednak docenia te starania. Zauważyłam jednak ze smutkiem, że nie ma wśród tej zgrai wróbelków... :-/ Wiem, że sroki i wszelkie wronowate zawsze są pierwsze, często przylatują sikorki, gdy zawieszę kulę ze słoniną i nasionkami, ale wróbli jakoś nie widuję ostatnio. Co się dzieje? :-/ Mam nadzieję, że jeszcze je przyciągnę na swój balkon, ale muszę się baczniej porozglądać, bo coś mi wygląda na to, że w przyrodzie zaszły zmiany, a ja znów to przegapiłam...

W każdym razie – czas najwyższy na wystawienie karmników! :-) Choć wystarczy oczywiście rozsypać okruszki, nasionka itp. resztki wszelkie na balkonie, parapecie, czy w ogródku – ptaki się ucieszą, bo śnieżna mroźna zima trzyma mocno. Trzeba im pomóc przeżyć ten ciężki okres. Polecam uwadze!

czwartek, 13 grudnia 2012

613. Dzień księgarza!

Mól książkowy autorstwa Carla Spitzwega, niemieckiego rysownika i malarza żyjącego w XIX wieku.

Krótki przerywnik w grudniowej wyliczance... :-)

W cieniu innej, mniej radosnej rocznicy, oraz dnia świętej Łucji, bajecznie obchodzonego w Szwecji, dnia 13 grudnia swoje święto celebrują księgarze! Powoli my, prawdziwi księgarze z wykształcenia i pasji, stajemy się wymarłym i całkiem niepotrzebnym już gatunkiem [eh! ta era wersji elektronicznych i audiobooków... albo, niestety, wtórny analfabetyzm :-/ ], dlatego tym bardziej z całego serca życzę wszystkim koleżankom i kolegom po fachu samych elokwentnych, konkretnych klientów-moli książkowych! Miliona wybitnych autorów i ich dzieł! Cudownie wydanych, pachnących farbą drukarską woluminów! ...oraz wszystkiego, czego tylko sobie wymarzą! Sto lat! :-)

środa, 12 grudnia 2012

612 B. Pierniczki!

Smakowite fotki pochodzą z © Tumblr.

I żeby nie było wam smutno i ponuro od rana, i to z powodu dość przygnębiającego [przynajmniej dla mnie] postu poprzedniego, aplikuję kurację! :-D

Pierniczki!!!

Grudnia nie da się przecież przeżyć bez korzennego zapachu i cudownego smaku tych małych imbirowych ciasteczek. Nie umiem piec, oj nie... ;-D zatem jak co roku w tym właśnie okresie jadę do IKEA, by zaopatrzyć się w pyszne, cieniutkie jak listki ciasteczka w kształcie kwiatków. Są najlepsze! :-D Polecam do kawki, do herbatki z miodem i cytrynką, i do grzańca też. A jak delikatnie zrobić w nich dziurkę, przeciągnąć kolorową tasiemkę, to mogą stać się bardzo urokliwą ozdobą pachnącej choinki! Smacznego! :-D

612 A. Poranki

Ilustrację kopiuję z portalu „Samo życie, czyli parada karzełków” Dąbrowskiego. Bystre oko, trafny żart, dzień po dniu... [Trzeba sobie na obrazek kliknąć, by go powiększyć, ale warto, zapewniam :-)]


Mała ryska na cukierkowym grudniu ;-) bo życie nie jest aż tak różowe...

Historyjka zaczyna się w Poznaniu, wczesnym rankiem, jest około godziny 7.15. Zachodnia część miasta przeżywa od ponad dwóch lat gruntowny remont dróg i torowiska [tutaj mniej więcej stoi miejski stadion... i wszystko jasne, prawda?], zatem w tej części Poznania poruszanie się zastępczą komunikacją miejską jest dla poznaniaków prawdziwą lekcją przetrwania... Ja do pracy jadę minimum półtorej godziny, nierzadko dwie, ale że jestem człowiekiem raczej cierpliwym i ugodowym, jakoś sobie radzę – raz przepuszczę jeden autobus, innym razem dwa kolejne, byle tylko nie jechać jak śledź w puszce wśród dyszących od złości i zniecierpliwienia pasażerów. Dziś jednak przysnęło mi się rano ;-) i jechałam o godzinę później niż zwykle, czyli dokładnie w czasie, gdy większość poznaniaków próbuje dotrzeć do pracy. Już na pierwszym przystanku autobusu zastępczego widzę tłum, młodzież, dorośli, starsze panie o laseczkach, rozbrykane przedszkolaki... ot, zwyczajny widok. Do pierwszego podjeżdżającego autobusu nie ma szans się wcisnąć, ale tuż za nim jedzie drugi, jupi! Może się uda? Udało się! Ale i tak jesteśmy upakowani równiutko jak w szufladzie ze skarpetkami. Po chwili słyszę:

- No tak, taka grubaska stoi i zajmuje miejsce! Nie ma jak przejść! W ogóle taka nie powinna wychodzić z domu, ani się nie ruszy, ani nie przepuści, paskudna taka...

I tak dalej, i tak dalej...

Muszę się wam przyznać, że spotyka mnie coś takiego tak często, że na ogół nie reaguję, bo i po co? Co taka kobita neandertalczyka zrozumie, gdy jej odpowiem? Sfrustrowana odpychająca baba, która musi się wyładować na obcej sobie osobie, żeby się poczuć ważna. Przez dobre trzy przystanki rzucała w moją stronę ponad głowami innych pasażerów inwektywy, po czym wyszła, przepychając się i pakując łokcie w żebra kogo popadanie. Tak naprawdę to śmiałam się, bo o siódmej rano mam ciekawsze rzeczy do przemyślenia, niż zamartwianie się wyjątkowo nieuprzejmym babskiem. Ale... wiadomo... zawsze ta drzazga będzie mnie uwierać. Często znajomym, gdy opowiadam im takie historyjki z mojego życia, mówię, że ja wcale nie jestem taka gruba – to tylko wyjątkowo gruba skóra, którą hoduję, by nie dać się ugodzić kolejną szpilą wulgaryzmów i chamstwa ludzi wokół. Zadziwiające jest jednak to, że fala takich zachowań rośnie właśnie w okolicach świąt, albo tak jak dziś, gdy jest zimno, mokro od śniegu, ciemno i wcześnie rano... Czyżby trzeba było sobie podnieść ciśnienie przed pracą? A że obraża się nieznajomych i nie myśli o uczuciach takiej atakowanej osoby, to nie ma znaczenia? Oj, ma, droga pani Neandertalczykowa, ma!

Eh! Poranek jakich wiele... :-/ Ale żeby wam nie było smutno, za chwilę post właściwy w grudniowej wyliczance! :-D

wtorek, 11 grudnia 2012

611. Czerwone akcenty...

Fotki © BHG i Tumblr

Kilka prostych i tanich pomysłów, jak wykorzystać jarzębinowe koraliki i inne czerwone jagódki do świątecznych ozdób.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

610. Świąteczne pocztówki


Powoli, powoli, ale już docierają do mnie pierwsze świąteczne pocztówki :-) a że jestem maniakalnym zbieraczem, bardzo mnie to cieszy, że wciąż są osoby, które jednak wolą tradycyjną metodę składania życzeń [czyli własnoręcznie wypisywane karty, osobiście wysłane na poczcie]. Co ciekawsze pocztówki stają się potem, w nadchodzącym roku, zakładkami do czytanych książek, i to bez względu na porę roku! ;-D Szczególnie cenię sobie te wyszperane na targach i w antykwariatach, współcześniejsze w stylu retro, albo wręcz dokładnie retro - czyli stare przedwojenne malowane obrazki lub fotografie dystyngowanych pań i panów wybierających się na lodowisko, czy w eleganckich strojach wpatrujących się w witryny sklepowe... i tym podobne motywy! Eh, piękna jest ta końcówka roku - śnieżna i radosna... :-)

niedziela, 9 grudnia 2012

609. Lodowe rzeźby

Zdjęcia © Hadeland Glassverk.

Wczoraj na Starym Rynku w Poznaniu odbył się kolejny Festiwal Rzeźby Lodowej. Pogoda wciąż na minusie, więc jest spora szansa, że rzeźby długo postoją i będą cieszyć oczy przechodniów. Zwłaszcza wieczorem jest to niezapomniane wrażenie, m.in. dzięki specjalnemu kolorowemu podświetleniu lodowych brył :-) Prywatny sponsor, który uratował festiwal, postanowił też jedną z rzeźb postawić przed nowo budowanym City Center, czyli dworcem głównym połączonym z biurami, centrum handlowym, parkingami itp. Rzeźba przedstawia podróżnika Kazimierza Nowaka, który w latach 1931-1936 jako pierwszy człowiek na świecie przebył samotnie kontynent afrykański z północy na południe i z powrotem (40 tysięcy kilometrów pieszo, rowerem, konno oraz czółnem). Tutaj można zobaczyć, jak powstawała rzeźba z lodu -> KLIK. Sponsor obiecuje drugą rzeźbę na tym samym moście 14 grudnia! Ciekawe, kto to tym razem stanie przed dworcem... :-D

A na fotkach u mnie „prawie” ;-D jak z lodu niedźwiedzie polarne prosto z norweskiej manufaktury szkła Hadeland Glassverk. Czyż nie są piękne? Nie pogniewałabym się, gdyby jeden z tych niedźwiedzi zawitał na mój parapet... :-D

608. Ogród dendrologiczny

Fotki © moje :-) Olympus E-510 z krótkim kitem.

Ponieważ wczoraj z powodu szalejącej w mojej głowie migreny :-/ nie byłam w stanie nawet włączyć komputera, dziś wstawię dwa posty!

Na początek dnia kilka fotek z ogrodu dendrologicznego w Poznaniu, który nawet zimą ma do zaoferowania piękne widoki.

piątek, 7 grudnia 2012

607. Festiwal

Fragment tegorocznego banerka festiwalowego.

Dziś rozpoczął się weekendowy coroczny Festiwal Sztuki i Przedmiotów Artystycznych. Na terenie Targów Poznańskich będzie można po raz kolejny podpatrzeć, jak wykonać kartki okolicznościowe, jak ozdobić pudełko metodą decoupage, haftować, filcować, nizać koraliki, lepić garnki, malować ceramikę i szkło, kuć żelazo, wykonywać biżuterię... Właściwie to nie jestem tu w stanie wymienić wszystkiego, co będzie można zobaczyć w zaledwie trzy dni! ;-) Targi z roku na rok się rozrastają, coraz więcej jest warsztatów i pokazów, to już nie tylko kiermasz pięknych przedmiotów! Choć oczywiście to wciąż najfantastyczniejsze miejsce w okresie przedświątecznym, gdzie można zakupić oryginalne, niebanalne prezenty! Polecam! :-)

czwartek, 6 grudnia 2012

606. Mikołajkowy spacer

Fotki z czeluści © Tumblr

Za oknem bielusieńko!!! Ależ sypie, ależ mrozi policzki! :-D Prawdziwie piękne zimowe Mikołajki! Jakby przewidując cudowną pogodę na spacer, wzięłam wolny dzień w pracy z zamiarem wybrania się do ogrodu dendrologicznego w poszukiwaniu ostatków szyszek na ozdoby świąteczne. Niewiele niestety znalazłam, a to z dwóch względów: śnieg! ;-D ...i porządki w ogrodzie. Na wysokości górnych gałęzi dębu w centrum ogrodu pracował men z piłą elektryczną. Usuwał zaschnięte gałęzie i kule jemioły. Pod dębem stał pracownik uniwersytetu, który instruował, co i jak trzeba ciąć. Wdałam się w ciekawą rozmowę :-) i dowiedziałam się, że dąb najprawdopodobniej trzeba będzie za dwa, trzy lata usunąć zupełnie, gdyż jemioła zaatakowała większość gałęzi. Drzewo po prostu umiera... :-/ Z jednej strony szkoda, bo to rzadki okaz dębu, ale z drugiej – nie, gdyż jego szerokie konary latem zabierają światło okolicznej kolekcji wyjątkowo urodziwych i okazałych sosen. Dowiedziałam się też, że ogród powiększył swój teren do 10 ha, co jest świetną wiadomością dla takich spacerowiczów jak ja ;-) i oczywiście dobrą wiadomością dla studentów, którzy tu właśnie ćwiczą swoją wiedzę.

Teraz, otulona grubym kocem, siedząc w fotelu i grzejąc dłonie od kubka aromatycznej „czekoladowej” kawy z Jemenu, przeglądam bogaty w fotografie oraz dane i ciekawostki o drzewach i krzewach tego właśnie ogrodu album, wydany przez Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu. Polecam, bo nakład jest ograniczony!

środa, 5 grudnia 2012

605. Lisek chytrusek ;-)

Ilustracje od góry:
© Gretchen Del Rio
© Teagan White
© Elaine Marshall
© Tumblr
© Whimsy Whimsical


Dawno, dawno temu, kiedy byłam jeszcze mała i smarkata ;-D, szczytem zimowej mody była kurtka, bądź dłuższy płaszcz, oraz czapa z najprawdziwszych skór lisów. Dziś to faux pas, okrucieństwo wobec zwierząt itd., a jednak muszę się przyznać, że wciąż czuję przyjemne ciepło, a nawet radość, gdy przypominam sobie dotyk i zapach Maminej czapy - srebrnej, przetykanej ciemniejszymi włoskami, w stylu rosyjskim, prosto z filmu o Annie Kareninie... Ale cóż, moda się zmienia, nasze poglądy też, zatem liski-chytruski ;-) podziwiam tylko na fotkach i w artystycznych wizjach ilustratorów różnych.

Chodzi lisek koło drogi,
Cichuteńko stawia nogi,
Cichuteńko się zakrada,
Nic nikomu nie powiada...

wtorek, 4 grudnia 2012

604. Śnieg

Zdjęcia z © Tumblr

Dziś krótko, reportersko... ;-)

Wczorajszym postem chyba wywołałam śnieg! ;-D Poznań już od rana był biały! Piękny, zimowy obrazek. I tylko szkoda, że mróz w ciągu dnia odpuścił i biała puchata pierzynka po prostu roztopiła się... Ale była okazja wygrzebać z dna szafy prawdziwie zimowe garderobiane akcesoria - rękawiczki, czapkę, puszysty szal i wysokie buty.