wtorek, 3 grudnia 2013

658. Kowalik

Dokarmiam już ptaki... a właściwie, jak mawia moja siostra – przekarmiam je! ;-D Ale cóż poradzić, gdy ich obserwowanie podczas uczty w karmniku sprawia mi tyle radości? A przy tym robię dobry uczynek! ;-) Zaopatrzyłam się w worek z mieszanką nasion, siatki z natłuszczanymi kulami do podwieszania na gałęziach drzew, płat słoniny, nasiona słonecznika, rodzynki, żurawinę... W planie mam też kupno gotowych już podajników z orzechami. Im więcej różnej karmy, tym więcej gatunków zajrzy na posiłek. Wiem, wiem... przesadzam... ;-D a jednak polecam, bo zabawa jest niesamowita [a śniegi przed nami - więc niech się przyzwyczają, że tu zawsze nasionka znajdą]. Te ich przepychanki, trele, pogaduszki, sposoby dobrania się do trudniej dostępnych miejsc...

A przylatują już różne ptaki: od chmar pospolitych sikorek i kłótliwych mazurków, po spokojne i dostojne dzwońce i zięby. Gołębie sierpówki, sroczki, sójka... Stałym gościem jest też całkiem sporych rozmiarów dzięciołek [lub dzięcioł białoszyi - sprawdzałam z atlasem - albo jeden i drugi ;-) bo przylatują o różnych porach, zwykle z samego rana i na późny obiad, koło godziny 15.00] i... kowaliki, które są moimi ulubionymi ptaszkami! :-D Płochliwe, superszybkie, z akrobatycznymi umiejętnościami – jako jedyne ptaki w Polsce potrafią zejść z drzewa głową w dół bez podpierania się ogonkiem! To jest sztuka ;-) I to ich przepiękne ubarwienie...

Zdjęcia kowalików właśnie są z portalu OnePhoto.net Niestety, sierotka za mnie – nie zapisałam sobie :-/ autorów tych zdjęć, za co przepraszam!

8 komentarzy:

J. pisze...

Piękny!

dziurka pisze...

A ja byłam pewna, że zdjęcia to Twoja robota :)

natanna pisze...

Też lubię oglądać ptaki w karmiku.
W ubiegłym roku wiosną przylatywały się kąpać w naturalnym oczku wodnym, jakie powstało po zimie. Pierwszy raz wtedy zleciało się ich kilka gatunków.
Ale nie było ich tyle ile Ty wymieniasz.

Avrea pisze...

śliczny ptaszek :)))
pozdrawiam

Zacisze wyśnione... pisze...

dziurka: niestety nie tym razem ;-) Aż takiego talentu to ja nie mam! Ale dziękuję! :-D

natanna: dobry pomysł! „Sadzawkę” zaplanuję na wiosnę-lato ;-)

pomieszane-poplątane pisze...

Też mam zamiar podokarmiać ale czekam na śnieg. Ale zołza ze mnie:/

ewarub pisze...

Też dokarmiam każdej zimy. Na razie w większości przylatują sikory, ale z nadejściem poważnej zimy czekam na grubodzioba :-)

damian pisze...


:) Fajne określenie, przekarmianie, coś w tym jest :) nie ma mroźnej i ostrej zimy więc można odpuścić trochę :)
Miałem podobnie w pierwszy latach karmienia ;) teraz już wiem że ich dobro jest najważniejsze, bardziej pomogę im jak więcej im dam mroźną i śnieżną pogodę ;)

Pozdrawiam serdecznie :))