piątek, 6 grudnia 2013

661. Przygoda na Antarktydzie

Kadry z filmu Eight Below, w polskim obiegu DVD znany jako Przygoda na Antarktydzie [Walt Disney Pictures 2006, dystrybucja Buena Vista International]


Za oknem taka wichura i śnieżyca, jakich dawno w Polsce nie było. Z jednej strony jestem zachwycona, bo kocham mroźną zimę, wietrzysko i śnieg, z drugiej - wieści o stratach z powodu orkanu Ksawery z Polski, i z Europy, nie brzmią dobrze... :-/ Pogoda, muszę przyznać, zmorzyła mnie – z pracy wracałam ponad dwie godziny, w autobusie ledwie się powstrzymywałam od zaśnięcia [znacie to? oczy się kleją, głowa najpierw się kiwa, raz w jedną, raz w drugą stronę, potem opada na piersi i... nagle szybki ruch, wyprostowanie się na krześle, byle by nie zasnąć! ;-D ], a po powrocie zwyczajnie skuliłam się pod kocem i na chwilę odpłynęłam w sen... ;-) Ale obiecałam sobie być konsekwentna i codziennie coś wpisać na blogu. Na ostatnią chwilkę, to już minutki do północy, ale jest! :-D

Dziś polecę film! Dawno tego nie robiłam, a okazje są dwie [choć chyba „okazja” nie jest dobrym słowem akurat w tych okolicznościach]. Jedną okazją jest powitanie prawdziwej zimy, a drugą – już nie okazją, a raczej przyczynkiem – śmierć. Kilka dni temu głośno było o - i chyba codziennie jeszcze się komentuje - tragicznej śmierci pewnego aktora. W wypadku samochodowym zginął młody i całkiem niezły aktor kina rozrywkowego, Paul Walker. Znany jest przede wszystkim z serii filmów Szybcy i wściekli, notabene o ulicznych wyścigach w podrasowanych samochodach. A ja go lubię w „niedzielnym” kinie rodem z Disneya, filmie pt. Przygoda na Antarktydzie.

Eight Below [tytuł angielski] to historia zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami, amerykańska i bardziej „familijna” wersja filmu japońskiego z 1983 roku pt. Antarktyka [Nankyoku monogatari w reżyserii Koreyoshi Kurahara]. Film opowiada historię członków ekspedycji naukowej na Antarktydę – Jerry’ego Sheparda [w tej roli właśnie Paul Walker], dziewczyny-pilota Katie, najlepszego przyjaciela Charliego Coopera oraz geologa Davisa McClarena [w tej roli świetny jak zawsze w podobnych produkcjach filmowych, Bruce Greenwood] trafiającego tam w poszukiwaniu meteorytu. Prawdziwymi bohaterami tego filmu są jednak tak naprawdę psiaki rasy Husky, które najpierw ratują geologowi życie, a potem - z powodu wielkiej burzy i związanej z nią ewakuacji - są pozostawione samym sobie na śmierć. Dalszej fabuły nie zdradzę, poza tym, że dzieje się dwutorowo - raz obserwujemy losy psów, które dzięki swojemu sprytowi próbują przeżyć w tej lodowatej krainie, a raz podążamy za Jerry’m i kibicujemy mu w próbach powrotu na Antarktydę, by uratować psy.

W filmie może nie grają gwiazdy kina, może nie jest to produkcja za miliony dolarów, ale właśnie dzięki temu tak dobrze się go ogląda. Śmiem twierdzić, że nie ma to jak doskonałe rzemiosło aktorów „drugiego planu”. Często są genialni dzięki swojej prostocie i naturalności właśnie. Tu dodatkowo zadziałała ta przysłowiowa „chemia” - widać, że aktorzy dobrze się ze sobą czują, pasują do siebie. A jaki jest film? Można się pośmiać, można pozaciskać dłonie z nerwów, można popłakać [właściwie to proponuję mieć pod ręką pudełko chusteczek – przecież to Disney! Bez łez się nie obejdzie ;-) ]. Krótko – polecam! Film można kupić za niewielkie pieniążki np. na allegro, bo w sklepach internetowych nie widziałam. Być może pojawi się wznowienie, teraz, po śmierci Walkera. Szkoda chłopaka! :-/ Młody zdolny...

4 komentarze:

Chabrowa pisze...

Nigdy nie oglądałam tego filmu, może się skuszę

Moje zaczytanie pisze...

Interesujący. Chętnie bym ogladnęła.

pomieszane-poplątane pisze...

Film zapowiada się wspaniale:)Piękne zdjęcia:)
Oj ja często tak przysypiałam w autobusie, jakaś taka niemoc mnie po południu dopadała.

carmen san-di pisze...

Po tym filmie zakochaliśmy się w psach północy. Sporo się naczytaliśmy i kiedy córka potrzebowała psiego terapeuty-wzięliśmy malamutkę. Piękna, mądra psina, cierpliwa i opiekuńcza-najlepsza opiekunka i przyjaciółka naszego dziecka.