niedziela, 8 grudnia 2013

663. Lodowisko?

W Poznaniu i okolicach w okresie zimowym działa kilka lodowisk, od sezonowych [np. nad jeziorem Malta], takich nie za dużych choć w sam raz, po pełnowymiarowe boiska, na których odbywają się nawet mecze hokejowe. W tym roku w ramach miejskiego konkursu „Centrum warte Poznania” powstało z dofinansowaniem nowe sezonowe „lodowisko” w samym centrum miasta, na Placu Wolności [dlaczego słowo „lodowisko” znalazło się w cudzysłowach, o tym za chwilę ;-) ]. Byłam podekscytowana, gdy czytałam w lokalnej prasie o przygotowaniach, o otwarciu i że będzie za darmo, i że można na miejscu wypożyczyć łyżwy... a obok znajdzie się kawiarenka z gorącą herbatką i czekoladą do wyboru... Fantastycznie! Biorę zatem aparat fotograficzny i w te pędy ruszam do centrum, a tu... hmmm... nawet nie wiem, jak to nazwać?

Zanim ruszę z opowieścią dalej, muszę wyjaśnić tym, którzy nie znają Poznania, że Plac Wolności to sporych rozmiarów niedawno zrewitalizowany, okraszony paskudną [to moje zdanie] dwuskrzydłową, i już zepsutą ;-D fontanną fragment ścisłego centrum. Miejsce dla Poznania historyczne! Obecnie to tutaj właśnie odbywają się różne jarmarki, miejskie koncerty, sylwestrowe tańce, wiece i rekonstrukcje historyczne, tu właśnie oglądano wspólnie mecze Euro 2012... Dookoła najważniejsze budynki instytucje kulturalne: Muzeum Narodowe i Biblioteka Raczyńskich. No co tu dużo mówić – to wyjątkowa, sporych rozmiarów powierzchnia.

Oczywiście, że nie spodziewałam się, że cały plac stanie się lodowiskiem; oczywiście, że nie oczekiwałam niemieckiej precyzji w organizowaniu takich przedświątecznych zabaw... ale to co zobaczyłam [jak już się zorientowałam, gdzie to „niby lodowisko” jest], rozczarowało mnie tak bardzo, że właściwie od razu obróciłam się na pięcie i ruszyłam na Stary Rynek [trwa tu Poznańskie Betlejem]. Aż wstyd, że Poznań ma czelność ogłaszać otwarcie takiego -> „lodowiska”, bo to nawet nie ślizgawka jest! Ze dwa razy machniesz nogami i już rypniesz [pardon!] o barierkę. No wstydź się, Poznaniu, wstydź! Tym razem nie polecam – ale tylko Poznania, bo same ślizganie się na łyżwach to tak! Jak najbardziej! :-D


- - - - - - - - -
PS 1: Sorry, że marudzę tuż przed świętami ;-)
PS 2: Do posta dołączyłam dziś starą świąteczną pocztówkę produkcji chyba USA [autorem ilustracji jest Willard Ortlip (ur. Norristown, Pennsylvania 1886, zm. 1964), ale nie jestem pewna; wygrzebana w czeluściach netu].

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Witaj! A właśnie, że nie narzekasz, tylko piszesz jak widzisz ślizgawkę, szumnie nazywaną lodowiskiem.
A ta kartka rekompensuje widoki wszelkich nieudanych ślizgawek.:)
Pisze ta, która nigdy na nogach łyżew nie miała.:) Pozdrawiam:)

Avrea pisze...

kartka cudna ...

Chabrowa pisze...

Piękna kartka. Oj, ile ja razy próbowałam nauczyć się jeździć na łyżwach, nigdy mi się nie udało :)