niedziela, 29 grudnia 2013

683. Gdzie ta zima? :-/

Brakuje mi białego skrzypiącego pod nogami śniegu, naprawdę... Zupełnie nie czuję, że to grudzień, koniec roku już za moment... Rok temu nos i policzki mi się pięknie czerwieniły od mrozu po wieczornym spacerze, a dziś... nic! :-/ Nawet szalika i rękawiczek nie zabrałam, bo nie było takiej potrzeby... Wróciłam osowiała i zatopiłam się w lekturze, tym razem dla prawdziwej intelektualnej przyjemności [„Lem. Mrożek. Listy” z Wydawnictwa Literackiego - szczerze polecam, lektura i zabawna, i bardzo mądra. Jaka szkoda, że dziś już niewielu ludzi pisze do siebie prawdziwe listy, takie na papierze, wysyłane z poczty, w kopercie ze znaczkiem... eh!]. To wciąż mój ulubiony sposób na odpoczynek: lektura przy dobrej muzyce [no dobra, niekiedy też i film ;-D Jak widać nie mam wyszukanego gustu, jeśli chodzi o „rozrywki” ;-) ]. Za czasów szkoły średniej miałam praktyki w jednej z poznańskich księgarń, w której lata później miałam przyjemność pracować. Moja szefowa mawiała, że książki to taka „bakteria”, „wirus”, „choroba zakaźna”, z której nie da się chorego wyleczyć. I muszę przyznać, że to prawda ;-) a ja - ciężko chora - nie chcę się z niej nawet wyleczyć! Chyba by mi pękło serce, gdybym musiała zrezygnować z pracy z książkami... Taka mnie trochę melancholia bierze pod koniec roku... :-/

- - - - -
Nowe tapetki © ze strony VladStudio. Podoba mi się szczególnie ta ostatnia - marzenie ciężko chorego na książki! ;-D

- - - - -
Wciąż można się wpisywać w komentarze pod postem konkursowym, o... TUTAJ.

5 komentarzy:

eniutek pisze...

Oj, przywołałaś wspomnienia :) listy z kolonii ,widokówki z pozdrowieniami i listy, listy ,listy . W dobie internetu i telefonów komórkowych listy to już prawdziwa historia :) Gdzieś wyczytałam ,że
chyba 2020 będzie takim rokiem ,który definitywnie zakończy erę listów i pocztówek. Żal bo co słowo pisane ,to pisane :) A jaka radość gdy zobaczyło się korespondencję w skrzynce na listy :) A teraz reklamy, reklamy i reklamy brr...Pozdrawiam

pomieszane-poplątane pisze...

Nio, właśnie gdzie ta zima?
U nas komary się pobudziły i latają:/ ale jeszcze jakieś takie osowiałe.
A jak mój synek się urodził 4 lata temu to taka zima była i tyle śniegu, że z wózkiem na dwór nie można było wyjechać. W chuście go nosiłam:), bo innej rady nie było. A i rano czasem trudno drzwi było otworzyć, tyyyyle śniegu było:)
A teraz co? drzewa pąki wypuszczają! coś się pomerdało tej zimie!
Ostatnie zdjęcie to i moje marzenie:) a do tego wygodny fotel lub kanapa, ciepły kocyk, niestygnąca, aromatyczna herbata i mnóstwo czasu na czytanie:) czego Tobie, sobie i wszystkim w Nowym Roku życzę:)

nunachopin pisze...

Właśnie zbieram się do pracy. Za oknem jakoś szaro i niegrudniowo, 3 stopnie C. A pochrzęściłoby się butem pośniegu na pobudkę. Sanki bezużyteczne stoją w piwnicy, dzieci śnią o wojnie na śnieżki, no nie godzi się pani Zimo, nie godzi...
Ostatnią tapetkę sobie dziś w pracy ustawię na pulpicie. ;)

niebieskości pisze...

Ja mimo już lekko podeszłego wieku od niedawna choruję! Dopadło mnie tak na dobre ze 3 lata temu...wcześniej też i owszem, ale teraz...ech... chociaż zawsze to miałam w sobie, teraz rozwija się :) Uwielbiam stare książki i pocztówki! W dzieciństwie niestety nie miałam tego luksusu. Ale pamiętam z podstawówki, jak bibliotekarka wyrzucała stare książki i ja nie mogłam tego zrozumieć, ale wstydziłam się zapytać czy mogłaby mi jakieś oddać...hmmm...może to we mnie kiełkowało? Pozdrawiam

nunachopin pisze...

Ja urodziłam się chora. Gdy miałam 3 lata prosiłam wszystkich o przeczytanie bajek, ale rodzice nie mieli czasu, babci się bałam, a dziadek był analfabetą. Wtedy mój sześcioletni brat nauczył mnie czytać, a właściwie dał materiały naukowe i wyjaśnił jak mam się uczyć. Od tamtej pory nieustannie coś czytam, książki w moim domu są wszędzie. ;)