poniedziałek, 30 grudnia 2013

684. Z kopyta kulig rwie...

Wędrując po Internecie w poszukiwaniu zimy znalazłam piękne zdjęcie [tumblr: ZsaZsa Bellagio – polecam miłośnikom mody i... baletu ;-)], które przeniosło mnie w czasy dzieciństwa. W latach siedemdziesiątych w Polsce, i Europie, panowała „zima stulecia”, jak ją nazwano. Pamiętam, że szkoły i zakłady pracy w większości były pozamykane, ale dla nas, dzieciaków, to był istny raj – śniegu po pachy, lodowiska, mróz wręcz nie pozwalający oddychać... i organizowane kuligi! Takie najprawdziwsze – z końmi u sań, jak na zdjęciu – były na pewno, ale raczej rzadko, a przynajmniej niedostępne dla mieszczuchów jak ja ;-) Ale w mieście też sobie radziliśmy – nasze drewniane saneczki były doczepiane na przykład do syrenki, warszawy, czy... traktora ;-D i też była frajda! Ależ to były beztroskie czasy: pełne zabawy i czystej radości! A pamiętacie piosenkę Skaldów i Alibabek Z kopyta kulig rwie? Eh! :-D

4 komentarze:

pomieszane-poplątane pisze...

Och... ale pięknie:)
A u nas traktor spisywał się wyśmienicie:) Jechaliśmy przez wioskę i co róż ktoś się doczepiał:) tak, że na koniec kuligu, to już całkiem sporo saneczek się uzbierało:) Raz było tak dużo chętnych do przejażdżki, że sznurki się rwały ledwo dojechaliśmy z powrotem do domu:)

niebieskości pisze...

Pamiętam tamtą zimę :) Tunele ze śniegu, brak prądu i siedzenie przy lampie ( lubiłam zapach nafty!) Mój tata miał podobne sanie :) Z bratem jeździliśmy na przejażdżki ( i rodzice nas puszczali...?) i to chrzęszczenie śniegu i szczypiący mróz na policzkach! Przechodziliśmy, przejeżdżaliśmy ( prawie co roku ) do dziadków, którzy mieszkali po drugiej stronie rzeki Bug. Niezapomniane wspomnienia :)

nunachopin pisze...

Mój "wiejski" dziadek miał takie wielkie sanie. Ciągnęła je nieodżałowana, niepokorna klaczka Baśka. Pamiętam też kulig szkolny, ponad dwadzieścia sanek ciągniętych za autem. To musiało być kosmicznie niebezpieczne, pamiętam te nieustanne wywracanie się i gonitwę za oddalającymi się sankami, nim dorośli usłyszeli krzyk saneczkarzy: "człowiek za burtą". :)

aeljot pisze...

Pamiętam piosenkę ale pamiętam też scenę z Potopu zdaje się i to jak strasznie zazdrościłam, że takimi saniami, i do tego jeszcze konie ;)