sobota, 30 marca 2013

Wiosennie


Radosnego świętowania...
życzy M. :-)

631. Losowanie nr 64


Dzień dobry wszystkim w tę zimową, śnieżną sobotę... o, pardon - kalendarzowo wiosenną! ;-D Co za aura za oknem, prawda? Chyba w całej Polsce tak wygląda - „zabielony” pochmurny dzień... Ale nie damy się! Nie takie przeciwności pokonywaliśmy! ;-)

Na początek jak zawsze serdecznie chcę podziękować, że do mnie na blog zaglądacie. Nie piszę już tyle, co kiedyś, brak mi wciąż sił i weny, a jednak o mnie pamiętacie, za co bardzo bardzo raz jeszcze dziękuję! A jeśli chodzi o konkurs... Jak widać na załączonym u góry obrazku, losowanie już się odbyło. Prezenty - powieść Elizabeth Kostovej oraz komplet stempelków i tuszy - powędrują do:

- - - Coral- inn
- - - ewarub
- - - PannaP

Gratulacje! :-D
I jeszcze obowiązkowy przypis: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki książek. U dołu strony znajduje się adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, dwukrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich czytelników - wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z tego jednego konkursu”.

niedziela, 24 marca 2013

630. Konkurs nr 64


Elizabeth Kostova – amerykańska powieściopisarka, która na swoim koncie ma póki co tylko dwie powieści – nie ma szczęścia na naszym rodzimym rynku księgarskim. Chyba niewiele osób ją zauważyło, przeczytało i doceniło [bo talent snucia opowieści w sposób przyciągający czytelnika niewątpliwie moim zdaniem ma]. Ten brak zainteresowania polskiego czytelnika „zawdzięcza” chyba złemu zaszufladkowaniu przez marketingowców, którzy za wszelką cenę chcą sprzedać „towar”, a do tego potrzebna jest sensacyjna, niekoniecznie prawdziwa notka na tył książki... :-/ Efekt: rozczarowani czytelnicy, którzy oczekiwali mrożącej krew w żyłach fabuły, a dostali... psychologiczne studium tajemniczego bohatera. Ale - podkreślam - to tylko moje zdanie... Wydawca określa bowiem jej powieści mianem „thrillera”, a tak naprawdę są to powieści obyczajowe, czy też psychologiczne, z „wielką tajemnicą” w tle.

Jej pierwszą książkę – Historyk – przeczytałam jednym tchem, jak to się mówi. ;-) Była to zainspirowana starymi ludowymi podaniami ze wschodnich regionów Europy opowieść o poszukiwaniach... [uwaga: zdradzam szczegóły ;-) ] ...pewnego nietypowego kolekcjonera, wampira, ale zdecydowanie nie takiego jak w serii Meyerowej [powieść Kostovej powstała znacznie wcześniej], a takiego jak w najstarszych opowieściach o hrabim Władzie Palowniku. Powieść powstawała ponad 10 lat, a to dlatego, że autorka chciała być maksymalnie wiarygodna i dlatego odwiedziła każde miejsce, o którym wspominała, zjadła każdą potrawę, którą raczyli się jej bohaterowie, zajrzała do wielu bibliotek, które opisuje i w których sama studiowała wielkie księgi... Na pewno miała ułatwione zadanie, ponieważ mąż autorki i jego rodzina są Bułgarami, a część powieści właśnie tutaj się rozgrywała. I dlatego też Historyk mnie się spodobał, mimo że to... po prostu „rozrywkowa” lektura! :-)

Tymczasem u mnie na blogu... do rozlosowania w konkursie zaproponuję drugą powieść Elizabeth Kostovej – Łabędź i złodzieje. Głównym jej tematem jest sztuka, obsesje, bolesne tajemnice, miłość, popadanie w szaleństwo... a wszystko to w środowisku artystów malarzy. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Zgodnie też z obietnicą sprzed miesiąca, do każdej książki – a mam trzy do rozlosowania – dodam upominek nie-książkowy: komplet wiosennych stempelków akrylowych z dwoma poduszeczkami tuszu w kolorze niebieskim i zielonym. Wszystko na zdjęciach!

Zainteresowanych zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Konkurs trwa do piątkowej północy 29 marca, losowanie tradycyjnie w sobotę. Zapraszam!

niedziela, 10 marca 2013

629. Nieprzespane nocki


„Coffee-holic” autorstwa NaBHaN, DeviantART

Czy ktoś jeszcze pamięta Jonathana Carrolla? ;-) U nas, w Polsce, to była (jest?) gwiazda literatury z późnych lat 90-tych ubiegłego wieku. „Konkurował” wtedy – jeśli w ogóle tak można mówić, bo raczej stworzyły się dwa wielkie obozy zwolenników – z Whartonem. W tamtych latach pracowałam w księgarni i miałam przyjemność poznać obu panów. :-) Kolejki po autograf pamiętam do dziś, zbitą szybę w oknie wystawowym też ;-) takie emocje wzbudzali obaj panowie wśród swoich wielbicieli...

Przy okazji generalnych porządków na półkach (czego by tu się jeszcze pozbyć? potrzebuję na gwałt miejsca na kolejne moje zakupowe szaleństwa z księgarń... ;-D ), chwyciłam – i przeczytałam jednym tchem – „Krainę Chichów”, jedną z moich ulubionych książek. Szkopuł w tym, że ja ją znam niemal co do przecinka na pamięć ;-) Zawsze wiem, który bulterier wychynie zza kolejnego narożnika... ;-D No i tak zarywam noc za nocą i połykam każdą kolejną książkę Carrolla. Okazuje się, że „stara miłość nie rdzewieje”...

Poza wędrowaniem ścieżkami fantazji i poprawianiem kolejnego maszynopisu, jednym okiem zerkam na tabelę wyników 41. edycji Iditarod – Last Great Race on Earth ®. To dopiero szósty dzień [Kaltag], emocje są wielkie... :-D Niestety przegapiłam start [siedziałam wtedy w pracy :-/ ], zapomniałam też przedłużyć abonament, zatem GPS nie działa :-/ ale chyba nie muszę mówić, kogo miałam zamiar „śledzić” ;-D

I tak sama siebie dziś zapytuję: „Kiedy to ja ostatnio spałam?”. Kawa za kawą, nocne rajdy, przemyślenia, propozycje pracy... Oj, za dużo się ostatnio dzieje... ;-D Pa! Do następnego razu!