sobota, 25 maja 2013

637. Losowanie nr 66


Na początek pozwólcie, że wszystkim wiernym Czytelnikom mojego bloga serdecznie podziękuję, że wciąż tu są! :-) Wiem, że nie rozpieszczam Was ostatnio nowymi postami, zdaję sobie sprawę, że nie zaglądam na Internet tak często jak jeszcze rok temu, ale pamiętam o Was! :-) Stąd konkursy, których organizowanie sprawia mi ogromną radość - bo czyż książka nie jest najpiękniejszym prezentem pod słońcem? :-D A zatem...

...jak widać na załączonej fotce - losowanie odbyło się. Książka Wierszyki domowe wraz z pluszową przytulanką - śpiącym niedźwiadkiem [który jeszcze nie dostał imienia ;-) ] - trafia w ręce:

- - - poczytajka

Gratuluję wygranej i życzę radosnej lektury!
Obowiązkowy przypis ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki książkowego prezentu. U dołu strony znajduje się adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę go podesłać. Jednocześnie zapewniam, dwukrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z tego jednego konkursu”.

Zapraszam już dziś do konkursu w czerwcu - nazwę go roboczo: „Filmowy”, a to dlatego, że prezentem będzie książka w formie papierowej plus jej wersja na płycie DVD.

poniedziałek, 20 maja 2013

636. Konkurs nr 66 - dla dzieci... i nie tylko! ;-)


Ilustracja z Wierszyki domowe, Michał Rusinek, Znak Emotikon 2012.

Czas już na cykliczny konkurs książkowy Zacisza wyśnionego...! :-) Zgodnie z zapowiedzią sprzed miesiąca tym razem prezentem będzie książeczka dla dzieci... choć moim zdaniem - nie tylko! Sama zaśmiewałam się do łez, czytając błyskotliwe rymowanki o najzwyklejszych przedmiotach codziennego użytku! :-D

„Próg ciągle podkłada ci nogę? Wyprowadzasz klucz na smyczy? Lubisz śpiewać do prysznica? Oglądasz kręcące się w pralce pranie? Nasze domowe przedmioty prowadzą w ukryciu podwójne życie. Sprawdź, co robią, kiedy na nie nie patrzysz” - jak zachęca do sięgnięcia po tę właśnie książeczkę krakowski wydawca.

Uwaga, uwaga! :-) Dla jednego zwycięzcy mam nowiutki, pachnący drukiem egzemplarz tej cudownie ilustrowanej książeczki, pięknie wydanej w twardej oprawie, w pełni kolorowej, z mnóstwem literek małych i dużych... ;-) Będzie i drugi prezent - mały upominek-niespodzianka [fotka w sobotę - ciut, ciut cierpliwości, moi mili! ;-D Ostatnio wracam z pracy prawie że w nocy :-/ zatem nie mam warunków, jeśli chodzi o światło, by wykonać w miarę choćby czytelne zdjęcie...].

Zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Losowanie odbędzie się tradycyjnie - w najbliższą sobotę!

niedziela, 19 maja 2013

635. Kolorowa przyroda


Fotki © moje :-) Olympus E-510.

Wyrwałam się w zeszłym tygodniu sprzed komputera i kolejnego trudnego, pilnego maszynopisu na krótki spacer po ogrodzie. Jak widać za oknem [i na fotkach], przyroda dopiero się budzi, choć robi to co prawda w sposób superprzyspieszony ;-) - wszystko nagle się zazieleniło, jak w puszczonym za szybko filmie - no ale nie da się ukryć, że wiosna jest spóźniona o co najmniej cztery tygodnie... Nawet alergia mnie w tym roku tak bardzo nie męczyła; pewnie dlatego, że wszystkie pyłki razem się wymieszały, jedne znosiły drugie, a to uratowało moje drogi oddechowe ;-D Choć to oczywiście tylko takie sobie gdybanie laika...

Koniec tygodnia spędziłam w stolicy na IV Warszawskich Tagach Książki. Tym razem zorganizowanych - nietypowo - nie jak zwykle w ciasnych i dusznych kuluarach Pałacu Kultury, a na... Stadionie Narodowym. Tym bardziej musiałam tam być - bardzo mnie ciekawił ten popularnie zwany „koszyk wiklinowy”. ;-) Zresztą zauważyłam, że na wielu zwiedzających większe wrażenie wywierała betonowa płyta stadionu i biało-czerwone krzesełka niż stoiska wydawnicze wzdłuż korytarza dookoła całego stadionu. Przyznaję, i na mnie stadion zrobił wrażenie, ale byłam tam jednak przede wszystkim dla książek! Na plus - większa przestrzeń! Delikatny, przyjemny obieg powietrza! Proste stoiska, ale czegóż trzeba więcej? Niestety od „tubylców”, czyli warszawiaków, dowiedziałam się z przykrością, że targi w ogóle się nie reklamowały! :-/ Nigdzie ani wzmianki... To niestety było widać. Zwykle trzeba się było przedzierać przez dzikie tłumy, a tu... luz-blues... I nie chodzi o nieco większą tylko przestrzeń niż w pałacu! Szkoda! Przy tym wielkim gadaniu, że kulturę w Polsce trzeba ratować, dzieci nie czytają i co tu zrobić, żeby było lepiej... nagle okazało się, że gdy pojawia się okazja do zachęcenia do czytania, niewiele mediów z niej korzysta. Cóż... :-/