środa, 31 grudnia 2014

Noworoczne życzenia

Szczęśliwego, spokojnego, dobrego nowego roku 2015
z całego serca życzy M. :-)





- - - - - - -
Zdjęcie oraz przepis na „Champagne Etoile” można znaleźć na stronie coco + kelley

730. Rozdanie nr 87 - jubileuszowe

Ostatni dzień roku 2014... Typowych podsumowań nie będzie ;-) – bo jaki ten rok był, każdy z nas wie najlepiej – a życzenia na nowy złożę Wam nieco później, bo teraz czas na rozdanie jubileuszowe!

Zanim jednak przeczytacie, do kogo polecą pakiety książkowe [zresztą i tak już wiecie – patrz: fotka u góry ;-D ], chciałabym wszystkim podziękować: za to, że wciąż na ten mój senny od kilku lat blog zaglądacie, za liczne urocze komentarze, za wierszyki, za porady, za maile miłe i te nieco mniej [dopingują mnie!], za przesyłki małe i duże... po prostu za to, że jesteście! To dla mnie bardzo bardzo dużo znaczy, zwłaszcza teraz, gdy mnie wena opuściła i nie chce wrócić...

Dziękuję!!!

Poza tym zajrzałam dziś w statystyki bloga, czego zwykle nie robię, bo boję się, że coś popsuję ;-) No taki ze mnie demon techniki! ;-D Z ogromną przyjemnością zanotowałam, że mam 174 osoby obserwujące mój blog! O choinka! Super! :-D Zwykle trafiają do Zacisza wyśnionego... osoby szukające bloga po nazwie, a zatem osoby wiedzące, że szukają konkretnie tego bloga – bardzo mi miło, że jestem pamiętana! Z innych słów kluczowych: irysy, weranda, domowe zacisze, piernikowa chata, królowa śniegu... Ciekawe, ciekawe... Postem, który był najczęściej odwiedzany jest nr 289. Wianki i stroiki z dnia pierwszego listopada 2009 roku – miał aż 4430 odsłon! [dla porównania – kolejny w statystyce to nr 52. Werandy, ganki, tarasy z dnia 29 kwietnia 2008 roku z – zaledwie ;-) – 1165 odsłonami]. Drugim krajem po Polsce, z którego google generuje ruch na moją stronę są Stany Zjednoczone, a kolejne to Rumunia [mam nadzieję, że kiedyś tam zawitam - Stasiuk pięknie pisze o tym miejscu; poza tym ta magia – nawet samych nazw! – Siedmiogrodu i Transylwanii... ;-)], Rosja [potężna i piękna - uwielbiam dostawać kartki z tego kraju], Niemcy [byłam, widziałam całkiem spory „kawałek” i na pewno wrócę - to jedno z moich ulubionych miejsc na ziemi, zwłaszcza Stuttgart i okolice, Heidelberg, Tybinga, Drezno...]. Mam nadzieję, że i im się podoba mój blog ;-)

Dziękuję!!!

I wróćmy do obowiązków... Poniżej dla formalności podaję nicki osób, do których polecą książki:

- - - zaczytana-w-chmurach
- - - czokapu
- - - ewarub
- - - Dorfi
- - - weronika
- - - Joanna
- - - Mulinka Kordonkowa

Serdeczne gratulacje!!!
Dołączam jak zawsze, obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

A co dalej? Szczerze mówiąc, nie wiem... Blog będzie istniał, skoro już się zadomowił w sieci. ;-) Konkursy będą, bo wciąż mam [rosnące] stosiki książek do rozdania. Czy będą nowe posty? Chciałabym, by były, a na pewno się postaram! Obiecuję! ;-) Raz jeszcze dziękuję Wam za ten rok!!!

czwartek, 25 grudnia 2014

729. Konkurs nr 87 - siedem latek!

Siedem lat temu postanowiłam poprowadzić własnego bloga. I choć od tego czasu mój blog [i ja również] wyraźnie zwolnił tempo, bardzo wiele osób wciąż jest mu wiernych! Zaglądacie, czytacie, komentujecie, ślecie przeurocze maile [i nie tylko ;-)]... za co, kłaniając się nisko i dwornie, z całego serca chcę podziękować!!!

W konkursie jubileuszowym z nr 87 na siedmiolecie wystawiam siedem pakietów książkowych do rozdania. Sponsorem jestem ja ;-) Książki można obejrzeć na zdjęciach u góry, a poniżej dla formalności spis:

- - - Frankenstein + Absurdystan
- - - Brud + Dracula
- - - Ecstasy + Badyl na katowski wór
- - - Sprawa Munstera + Podręcznik rosyjskiej debiutantki
- - - Portret damy + Golem
- - - Zatrute ciasteczko + Dracula
- - - Zero + Frankenstein

Wszystkie książki są nowe i nieczytane, niektóre mogą mieć drobne ryski na okładkach, które nie wpływają na czytelność - uprzedzam, tak na wszelki wypadek ;-)

W sylwestra, czyli w środę 31 grudnia, spośród wszystkich osób, które wpiszą się w komentarzach pod tym postem, wybiorę nicki siedmiu Czytelników, do których – losowo – polecą książeczki. Zapraszam serdecznie! ...i raz jeszcze życzę spokojnych, radosnych zimowych świąt! :-D

środa, 24 grudnia 2014

Życzenia

Spokojnych, radosnych, zimowych świąt
życzy M.

wtorek, 23 grudnia 2014

728. Pakowanie

Fotki z netu.

Lubię pakować prezenty :-) Ładne papierki, wstążeczki, dodatki... To zawsze był mój żywioł. Niegdyś – za czasów mojej młodości ;-D – w okresie przedświątecznym w księgarni z przyjemnością stawałam w pakowni i mimo tłumów, gwaru, zawrotnego tempa, wielogodzinnego pakowania książek, pociętych od papieru dłoni... byłam zmęczona, wręcz otumaniona, ale w osobliwy sposób zadowolona z dobrze wykonanej, radosnej w gruncie rzeczy pracy. Gdy nadarza się okazja, choćby święta, chętnie znów pakuję co się da! ;-) Tym razem wykorzystałam pomysł znaleziony w sieci. Kupowałam dziś na ryneczku gałązki iglaków do wazonu [niestety choinki w tym roku nie będzie :-/ ] i pojedyncze drobne odnóżki wykorzystałam do ozdobienia prezentów. Wraz z szarym papierem, szyszkami i dzwoneczkami z zeszłorocznych zapasów wszystko wygląda prosto, a jakże uroczo. Polecam uwadze!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

727. Światełka

Zdjęcia z netu.

Do pracy i z pracy o ciemnicy ;-) ale ma to i swoje dobre strony – mogę bezkarnie „pokukać” w okna sąsiadom i podpatrzeć pomysły na świąteczne stroiki i światełka. W pracy palę pachnące małe świeczki sojowe – moje nowe odkrycie, o TUTAJ, a w domu, na regale z książkami zawiesiłam już łańcuch LED-owych białych gwiazdek przetykanych materiałowymi puchatymi serduszkami, które uszyła i wyhaftowała dla mnie droga E. Powoli, i to mimo hulającego wiatru oraz zimnego „jesiennego” deszczu za oknem, nadchodzi świąteczna atmosfera... A ja zamierzam się nią cieszyć! ;-D

niedziela, 21 grudnia 2014

726. Tatry Polskie zimą

Tatry Polskie, zima 2009 – wszystkie zdjęcia objęte prawem autorskim © Zając. Tym razem będę wdzięczna za ich niekopiowanie!

Pierwszy dzień zimy kalendarzowej niestety nie nastraja optymistycznie :-/ Według wszelkich prognoz te święta nie będą białe, a niektórzy nawet straszą, że zima do nas w ogóle nie zawita... Szkoda, bo bardzo już tęsknię za szczypiącymi od zimna nosem i policzkami, za wielkimi warstwami białego skrzącego się śniegu, lodowiskiem na pagórku niedaleko mojego domu, na którym zawsze szaleją radośnie dzieciaczki z rodzicami, tęsknię za zimnym wiatrem, za rękawiczkami i czapą z pomponem... Dziwne, co? ;-) Dlatego też odszukałam przepiękne zdjęcia, które zrobił kilka lat temu mąż mojej serdecznej przyjaciółki E. podczas wyprawy w Tatry Polskie. Niewielki wybór pokazuję u góry. Mam nadzieję, że się kolega nie pogniewa, że je publikuję :-) ale po prostu uwielbiam je oglądać w takie ponure dni jak ten. Piękne widoki, prawda? Może jednak uda się przywołać trochę choć śniegu?

sobota, 29 listopada 2014

725. Rozdanie nr 86

Cały tydzień jest tak ponuro-bury, że aż się nie chce wychodzić z domu na spacer... :-/ Właściwie to czekam na śnieg, żeby choć trochę rozweselił te późno jesienne dni. Dobrym pomysłem na rozwianie smutków jest też, jak sądzę ;-) inspirująca lektura [ja akurat czytam Był jazz Karpińskiego, przy okazji słuchając nagrań z dołączonej do książki CD. Polecam!] i kubek gorącej kawy z dodatkiem na przykład likieru... ;-) Pyszności!

Wracajmy jednak do rozdania książkowego nr 86. Jak już widzicie na zdjęciu – przepraszam za jakość, ale jak wspomniałam: mało światełka, by było wyraźniej – książki polecą do:

- - - skok.na.szafe@gmail.com
- - - Anita M
- - - Sylwka S.

Ale, ale... ;-D Tym razem jest jeszcze jeden „zwycięzca” – Grzegorz Szewczuk, który rozbawił mnie wierszykiem wpisanym w komentarze, dlatego postanowiłam zdobyć jeszcze jeden egzemplarz O czym szumią wierzby Kennetha Grahame’a i przyznać nagrodę specjalną właśnie Grzegorzowi. Gratuluję pomysłu! :-)

Oczywiście gratulacje należą się dla wszystkich zwycięzców! Kłaniam się i dziękuję, że do mnie wciąż zaglądacie! :-)

Tradycyjnie już poproszę o podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem książkowego rozdania], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki podarunków z danego konkursu.

A za miesiąc, moi szanowni Czytelnicy, zimowe święta, ale nie tylko – mój blog obchodzić będzie jubileusz – siódmy rok istnienia. Jak co roku w pierwszy dzień świąt odbędzie się zatem konkurs specjalny. Póki co nie zdradzę, co będzie podarunkiem, ale mam nadzieję, że będzie warto czekać... ;-) Zapraszam!

poniedziałek, 24 listopada 2014

724. Konkurs nr 86

Ilustracja autorstwa © Ernesta H. Sheparda.


Zbliża się koniec miesiąca, zatem czas na kolejne rozdanie książkowe. Pomyślałam sobie, że to dobra okazja, by zaproponować coś dla dzieci. Wielkimi już krokami zbliżają się Mikołajki [w Poznaniu lampy w centrum miasta są już przystrojone świątecznymi lampkami - co prawda, nie palą się, ale tradycyjnie już, jak co roku, właśnie w Mikołajki zabłysną jasnym wesołym światłem], więc prezent będzie jak znalazł! A oto, co proponuję*...

Kątem oka – w trawie, za żywopłotem, pod korzeniami drzew, w nadrzecznej norce – można czasem zauważyć niepozorne postacie. Możemy się od nich wiele nauczyć, jeśli tylko potrafimy się z nimi zaprzyjaźnić. Szczur Wodny opowie, jak przyjemnie pływa się łódką, Kret o tym, jak miło jest mieć przytulny dom, Ropuch zaśpiewa o swoich fantazyjnych i niebezpiecznych przygodach, a gdy zabłądzimy, możemy wstąpić do surowego, ale gościnnego pana Borsuka. Kto chce się zapoznać z tymi malutkimi, ale niezwykłymi bohaterami lasów i łąk, niech sobie znajdzie odludne miejsce, usiądzie na trawie i posłucha... o czym szumią wierzby.

Ktoś pamięta te zwariowane, ale i niekiedy wzruszające przygody Ropucha, nie tylko z filmu kukiełkowego stacji BBC? ;-) O czym szumią wierzby autorstwa Kennetha Grahame’a, mówią o przyjaźni i odwadze, potędze marzeń i tajemnicy natury. Są zabawne i wzruszające, pełne nienachalnej mądrości, uczą życzliwości i szacunku dla świata. Wyobraźcie sobie, że minął już ponad wiek od premiery i prawie osiemdziesiąt lat od ukazania się książki po raz pierwszy w Polsce. Wydanie, które proponuję do rozlosowania, to zupełnie nowy przekład ozdobiony klasycznymi kolorowymi ilustracjami Ernesta H. Sheparda, które zachwyciły samego autora. Książka ukazała się w dopieszczonej przez wydawcę spod Poznania serii klasyki [dla zainteresowanych: warto zobaczyć, co jeszcze proponują; seria ma charakterystyczne złocone ramki w tytułach na okładce], jest w twardej zdobionej oprawie, z mapą na wyklejce. Piękna książka w sam raz na prezent ;-)

Sponsorem jestem ja ;-) Mam do rozdania trzy egzemplarze tej nieśmiertelnej książki. Zapraszam chętnych do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Zabawa trwa do piątkowej północy, w sobotę „rozwiązanie”! ;-)

- - - - - - - - -
* Tekst reklamowy [zaznaczony w poście kursywą] za stroną polskiego wydawcy.

niedziela, 23 listopada 2014

723. Wystawa zdjęć Ernsta Stewnera

Wczoraj wybrałam się na wystawę, która kusiła mnie od kilku już dni. W różnych częściach miasta widziałam intrygujące jednobarwne plakaty, a na nich pegaza na czubku Teatru Wielkiego w Poznaniu, zachęcające do odwiedzenia szczególnej wystawy fotografii w Zamku Cesarskim. Dzięki mojemu Tacie od małego dziecka jestem wielką miłośniczką fotografii – i to zarówno samego twórczego procesu robienia zdjęć, kadrowania, techniki, czy też czystej radości „strzelania” zdjęć, potem ich wywoływania w ciemni [ach, te zapachy! ta czerwona żarówka... teraz oczywiście tego już nie doświadczam – robię zdjęcia cyfrowo ;-) ], aż po odwiedzanie wystaw czy maniackie wręcz oglądanie albumów wszelakich. Sama jestem w tym marna, to znaczy w robieniu zdjęć – jestem niecierpliwa, za szybka, trzęsą mi się ręce [zwłaszcza gdybym miała zrobić portret – tego zwyczajnie nie umiem, jestem zbyt zawstydzona, by robić zdjęcia ludziom...], nie mam wyrobionego tak zwanego „oka” ani wyuczonych technik, ale... nie zraża mnie to ;-) i wciąż próbuję, a takie wystawy, jak prezentacja twórczości niemieckiego fotografa Ernsta Stewnera, na nowo rozbudza we mnie chęć do natychmiastowego chwycenia aparatu i wybrania się w plener.

Projekt „Ernst Stewner – niemiecki fotograf Polski” ma na celu prezentację dorobku znakomitego niemieckiego fotografa, mieszkańca Poznania, pracującego w międzywojennej i okupacyjnej Polsce. Jego odnaleziony i przekazany do publicznej kolekcji zbiór, liczący blisko 2000 negatywów, przedstawia widoki polskich miast i krajobrazów, a także portrety ludności wiejskiej z różnych rejonów krajów, stanowiąc unikatowy pod względem artystycznym, ale także historycznym i społecznym dokument. Zachowane fotografie Stewnera, które cechuje mistrzostwo wykonania, często prezentują miejsca już nieistniejące, albo nieodwracalnie zmienione przez działania II wojny światowej lub wydarzenia powojenne i są tym samym bezcennym źródłem wiedzy o ich dawnym wyglądzie i charakterze. Projekt składa się z wystawy fotografii i albumu prezentujących twórczość Stewnera, a także cyklu działań edukacyjnych, propagujących tradycję fotografii oraz wspólnego, polskiego i niemieckiego, dziedzictwa w postaci dorobku artysty.

Projekt pod patronatem honorowym: Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ambasadora Republiki Federalnej Niemiec oraz Prezydenta Miasta Poznania.


To krótka notka z mediów* zachęcająca do odwiedzenia wystawy [i uczestnictwa w wydarzeniach dodatkowych, jak konkurs fotograficzny dla młodzieży uczącej się, warsztaty fotograficzne, wykłady specjalistów, którzy przybliżą postać Stewnera oraz technikę fotografii], na której prezentowany jest wybór fotografii ze znacznie większej, odnalezionej i przekazanej do Instytutu im. Herdera w Marburgu kolekcji Ernsta Stewnera, niemieckiego fotografa, który mieszkał i pracował w Poznaniu. Jego studio [a właściwie to całe „przedsiębiorstwo”, sądząc ze zdjęć wprowadzających] znajdowało się z pięknej kamienicy w samym centrum miasta, na placu Wolności.

Zbiór negatywów Ernsta Stewnera został odkryty wiosną 2010 roku w Berlinie w prywatnym archiwum córki artysty, Uty Perrey. Materiały te zostały wywiezione przez rodzinę z Poznania najprawdopodobniej pod koniec 1944 roku lub na początku 1945, w obawie przed zbliżającą się Armią Radziecką. Znajdowały się w prywatnym archiwum rodzinnym i nigdy nie były udostępniane. Dzięki współpracy pomiędzy rodziną Ernsta Stewnera, Instytutem im. Herdera w Marburgu i Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu zbiór ten został opracowany i po raz pierwszy upubliczniony w formie wystawy.

Ernst Stewner (1907-1996) urodził się na Wołyniu, był niemieckiego pochodzenia. Zdecydował się na życie w międzywojennej Polsce, aktywnie uczestnicząc w polskim życiu artystycznym. Koniec wojny zmusił go do opuszczenia Polski i wyjazdu do Niemiec. Stopniowo wycofywał się z życia fotograficznego, a jego dorobek artystyczny uległ zapomnieniu. A to wielka szkoda, bo wrażenia, jakie robią te fotografie, warte są bardzo dużo. Przy niejednym zdjęciu emocje brały górę, na niektóre mogłabym patrzeć godzinami, a gdybym zamknęła oczy, usłyszałabym zapewne szum wiatru pośród kłosów, pobrzękiwanie dzwonków u szyi krów, beczenie owiec, czy specyficzny dźwięk kosy ścinającej zboże... Bilet na wystawę kosztuje zaledwie osiem złotych, ale te wszystkie emocje, jakich doznałam w ciągu około godziny [„powolna” jestem ;-) ] zwiedzania dwóch sal w Zamku, warte są miliony. Zapewniam! I polecam uwadze! ;-) Wystawa pierwotnie miała trwać do 14 grudnia, ale – jak dowiedziałam się w informacji od przemiłej pani, u której... ekhm.. wydałam pieniądze ;-) na absolutnie piękny album prezentujący postać i twórczość Ernsta Stewnera – można będzie ją oglądać do końca roku.


- - - - - - - - - - - - - - - -
* Tekst za fwpn.org.pl, zdjęcia autorstwa © Ernsta Stewnera.

niedziela, 9 listopada 2014

722. Nowe Zoo w Poznaniu

Zdjęcia moje :-) Olympus e-510 z krótkim kitem.


Mimo rosnącego od kilku dni i coraz silniejszego bólu kręgosłupa postanowiłam wczoraj wybrać się na przechadzkę po Nowym Zoo w Poznaniu. Myślałam „klin klinem” – ból przejdzie jak rozchodzę, ale teraz już wiem, że to tylko takie powiedzonko... ;-) Boli jak bolało... :-/ Ale nie o tym ma być ta notatka!

Jestem już stara baba ;-) ale w Nowym Zoo w Poznaniu jeszcze nie byłam. Nie wiem, szczerze mówiąc, jaka jest tego przyczyna. Czy chodzi o niezbyt komfortowy dla mnie widok zwierzaków w klatkach? Okazało się, że to nie do końca prawda, że nie wszystkie zwierzęta muszą być trzymane w klatkach. O zapach? ...którego tak naprawdę wcale nie odczuwałam jako niewygodę. No nie wiem, nie wiem... Ostatecznie podobało mi się, mimo tego, że co chwilę musiałam przysiadać na ławeczkach, by dać odsapnąć kręgosłupowi i drętwiejącym nogom.

Część zwierząt została już przeniesiona do ocieplanych budynków na okres zimowy, część pomieszczeń, np. ekspozycja motyli, były nieczynne, ale wiele zwierzaków wciąż hasało po wybiegach. Zaskoczyło mnie, jak dużo zwierząt nawet nie jest odgrodzonych siatkami – czy te małe słodkie surykatki nie uciekają?! ;-) – a jak inne mają tego miejsca zdecydowanie za mało, na przykład orłosępy. Oczywiście, ogromne wrażenie zrobiły na mnie „słoniarnia” i tuż obok wybiegi dla słoni i wielbłądów. Oczarowały mnie różowe flamingi i skupisko czerwonodziobych bocianów, zasmucił [choć pewnie nie powinien, bo ma i przestrzeń, i miejsce do spania - tak zwany azyl] widok przytulonego do drzewa kiwającego się niedźwiedzia brunatnego, zaintrygowały kapibary i tapiry, pogoniły mnie radośnie bernikle i gęsi... itp. itd. ;-) Pięknie spędzony dzień. Polecam uwadze, zwłaszcza, że od 01 listopada do końca lutego bilety do zoo są znacznie tańsze jak w sezonie, a w cenie jest też przejazd specjalną „kolejką”!

środa, 5 listopada 2014

721. Jesienna chandra?

Ostrzegam: Dziś marudzę, a raczej użalam się nad sobą, zatem – jeśli nie masz ochoty – nie czytaj!


Najważniejsza [chyba] i zapewne największa impreza „książkowa” tego roku już za nami. Mowa oczywiście o krakowskich targach. Niestety, z przyczyn niezależnych ode mnie :-/ dwa dni przed wyjazdem dowiedziałam się, że po raz pierwszy od kilku lat nie będę mogła uczestniczyć w tym radosnym święcie wszystkich miłośników słowa pisanego, czego naprawdę żałuję. Nadrabiam wiedzę o tej imprezie i jej gościach, buszując w necie po blogach książkowych. Z ogromną przyjemnością czytam [i oglądam na zdjęciach], jak wy, czytelnicy, z wypiekami na twarzy i z siatkami puchnącymi od nowych zdobyczy biegacie od stoiska do stoiska, od autora do autora, od wydawcy do wydawcy… itd. To dla nas, ludzi książki, największa nagroda. Wy, czytelnicy, i wasze niegasnące zainteresowanie! Kłaniam się nisko, dziękując! :-)

Pewnie dziwnie brzmią te moje słowa – „Przecież też jesteś czytelnikiem, choć redaktorem”, powiecie – jednak pewne zdarzenie sprzed kilku dni sprawiło, że przeanalizowałam swoje „książkowe” życie i uroniłam łzę... a nawet nie jedną łzę...

Kiedy jeszcze pracowałam w księgarni i miesięcznie czytałam dziesiątki książek [głównie szeroko pojętą literaturę i poezję, gdyż tym działem zwykle się zajmowałam], bardzo często i chętnie dyskutowałam o lekturach z przyjaciółmi i klientami-czytelnikami księgarni, w której pracowałam. Oczywiście czułam, że dużo mi umyka – nikt w końcu nie zdoła przeczytać wszystkich ukazujących się na rynku książek! – ale przynajmniej byłam na bieżąco, śledziłam każdą ukazującą się publikację, nawet jeśli nie udało mi się jej przeczytać, oraz – co chyba najważniejsze – miałam z kim pogadać czy nawet przeanalizować lekturę. Od tamtego czasu minęło: ze dwie dziesiątki lat ;-) , powstała kolejna setka wydawców, a na półki w księgarniach tygodniowo trafia prawdopodobnie z 70% więcej książek niż „za moich czasów”, ale też... zaczęłam pracę w wydawnictwie, co potwornie wręcz wypaczyło moje spojrzenie na literaturę. Niekiedy powtarzam, że chyba nie mogłabym już wrócić do pracy w księgarni, nie umiałabym tak bezwarunkowo polecać książek, nie wspominając już o wyborze tej właściwej lektury spośród zalewu [niestety jakże często miałkich] tytułów...

Dla wielu z was, czytelników, praca w wydawnictwie to marzenie, dla mnie też tak było jeszcze niedawno, ale od pewnego czasu widzę, jak bardzo mnie ta praca zmieniła jako czytelnika, i jestem zła na siebie, że do tego dopuściłam. Nie zliczę, ile stron miesięcznie zawodowo czytam, oceniam, redaguję... to niemożliwe, ale książek dla przyjemności już prawie nie czytuję :-/ a tylko teksty przetłumaczone czy autorskie, które obrabiam w ciszy i skupieniu jako redaktor. Zwykle też, jak jakiś osioł! , chwytam bezwiednie za ołówek i chcę poprawiać literówki czy inne uchybienia, również techniczne, w książce, którą czytam dla przyjemności. Żenada, prawda? :-/ Niestety tak wygląda właśnie życie przeciążonego i wiecznie poganianego redaktora* – często czytając tekst, tylko szukamy błędów, rozkładamy na czynniki pierwsze całe zdania i potem składamy je na nowo, staramy się coś poprawić, by płynnie i zajmująco się czytało historię, bez błędów tłumaczeniowych, logicznych, merytorycznych i przede wszystkim językowych... Sama treść bardzo często schodzi na dalszy plan, a szkoda, prawda? Przecież to właśnie historia, opowieść, intryga... są najważniejsze!

Chciałabym zrzucić to zniechęcenie [czy to już wypalenie zawodowe? :-/ depresja? :-( ] na swój ekstremalny wręcz pracoholizm, dążenie do perfekcjonizmu, albo może na stres, albo też na chwilowy przedtargowy nawał pracy... ale tak nie jest. Mój mózg po prostu się spłaszczył, by użyć obrazowego porównania... :-/ Nie mam pojęcia, kiedy zagubiłam te zdrowe, prawidłowe proporce między pracą a domem, zainteresowaniami, przyjaciółmi... A zrozumiałam to szczególnie dobitnie kilka dni temu, będąc gościem cudownych moich przyjaciół związanych z Antykwariatem [dziękuję serdecznie!!!]. Wieczór w doborowym towarzystwie, przy niesamowitych choć zapomnianych lekturach, przy fantastycznych wspominkach i przy dobrym poczęstunku – marzenie! A ja nie mogłam się opędzić od myśli, że już tu nie pasuję... :-/ Zabrakło mi wiedzy o najnowszej współczesnej literaturze i nowych/starych autorach i książkach, by być równoprawnym i błyskotliwym interlokutorem! Widzę, jak już nie ma we mnie spontaniczności a tylko chłodna, analityczna redakcyjna kalkulacja; brak mi też bystrości, by podążyć za „branżowym dowcipem”... itp. itd. Cóż... kiedy wróciłam do domu późną nocą, lekko otumaniona pysznym winkiem, ryczałam jak bóbr! Co się ze mną stało po drodze? Ktoś czy coś mi zlasowało mózg? Kiedy stałam się taka ponura, nieobyta, nudna...? I czy uda mi się nadrobić lektury ostatnich dwóch dekad? Czy może czas na emeryturę, również umysłową? Zmianę pracy, a może nawet branży? :-/ A może to „tylko” jesienna chandra? Zrób coś, zrób coś, zrób coś... :-/



- - - - - - - - -
* Nie mówię tu o redaktorach inicjujących – ich praca wygląda nieco inaczej: mają za zadanie wyłuskać spośród setek propozycji do wydania tę jedną, wyjątkową, ciekawą historię; rozpoznać – choćby jeszcze nieobrobiony – diament, błyskotliwość i pomysłowość autora, którą warto przedstawić szerszemu gronu czytelników.

PS. zdjęcie z netu - tapetka na desktop. Nie znalazłam autora zdjęcia.

piątek, 31 października 2014

720. Halloween!

© Vlad Gerasimowv

Dobrej zabawy dla wszystkich duszyczek! :-)

sobota, 25 października 2014

719. Rozdanie nr 85

Od dłuższego już czasu krążą ploteczki, że przygody Flawii de Luce zostaną sfilmowane, i to nie przez byle kogo, a samego Sama Mendesa, reżysera American Beauty czy Skyfall. Ma powstać serial TV, ale być może i pełnometrażowy kinowy film. Już się nie mogę doczekać! ;-) Na zaostrzenie apetytu możecie obejrzeć -> TO! i jeszcze TO! :-D

A tymczasem pięć egzemplarzy piątego tomiku serii ma już nowych właścicieli. Oto wyniki rozdania jesiennego z konkursu nr 85:

- - - Sandi Cullen
- - - Czarne Espresso
- - - Chaga
- - - Coral –inn
- - - Pia Gizela

Gratulacje dla zwycięzców! :-)
Tradycyjnie już poproszę o podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem książkowego rozdania], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki podarunków z danego konkursu.

Został już tylko tydzień do Halloween! :-D Kto czyta czasem mojego bloga ;-) ten wie, że bardzo lubię to święto i, gdy do drzwi zapukają kolorowo poprzebierane dzieciaczki z głośnym: „Słodycze albo psikus!”, na pewno obłowią się u mnie w zabawne i pyszne słodkości – lizaczki w kształcie dyni albo kapelusza wiedźmy, strzelające gumy do żucia, anyżkowe żelkowe czarne glisty itp. itd. Zapraszam do zabawy! ;-)

poniedziałek, 20 października 2014

718. Konkurs nr 85 - jesienny!

Zapraszam na jesienne rozdanie książkowe. To już 85. zabawa na moim blogu! :-) Tym razem mam dla Was najnowszy, piąty już tom przygód rezolutnej dwunastolatki Flawii de Luce, pasjonatki chemii, znawczyni trucizn wszelkich oraz... miłośniczki rozwiązywania zagadek kryminalnych. [Tomy można czytać oddzielnie – każdy kolejny to nowa zagadka dla Czytelników!]. Po rocznej przerwie w wydawaniu tomów powieści Alana Bradleya, wielbiciele Flawii mają wreszcie okazję odkryć najnowsze tajemnice rodzinnego miasteczka Flawii. „Zima odeszła w niepamięć, a wraz z nią ponure wydarzenia, które nawiedziły Bishop’s Lacey. Nastała wiosna, świat budzi się do życia, ćwierkają ptaki, a niektórzy snują plany matrymonialne, ale czy to znaczy, że Flawii grozi bezczynność? Niekoniecznie: nadchodzi Wielkanoc, zaginął organista i ciemne chmury zbierają się nad Buckshaw. Czy dojdzie do planowanej ekshumacji świętego Tankreda? Co kryje grobowiec? I czy to prawda, że sopranistki bywają narwane? Część odpowiedzi znajdziecie w książce, reszty poszukajcie sami” [tekst za stroną polskiego wydawnictwa].

Mam dla Was aż pięć egzemplarzy Gdzie się cis nad grobem schyla. Jedyne, co trzeba zrobić, by mieć szansę na zdobycie książki, jest wpisanie się w komentarze pod tym postem. Macie czas do piątkowej północy, rozwiązanie nastąpi w sobotę 25 października! Zapraszam!

niedziela, 19 października 2014

717. Ostatki w ogrodzie

Zdjęcia moje :-) Olympus E-510 z krótkim kitem.

Korzystając z wolnego od prac redakcyjnych weekendu, wybrałam się wczoraj do Ogrodu Botanicznego. To ostatnie tygodnie, kiedy ogród jest otwarty dla zwiedzających. Zamierzam ten czas wykorzystać maksymalnie – planuję kilka dni urlopu w ostatnich dniach października, dzięki czemu odwiedzę poznańskie i okoliczne ogrody i zobaczę, jak postępuje złota jesień. Szkoda tylko, że mimo zapowiedzi meteorologów, że się rozpogodzi, wczoraj złapał mnie prawdziwy jesienny deszcz... :-/ Nie zabrałam parasolki, ani kapelusika przeciwdeszczowego, przez co szybko musiałam się stamtąd ewakuować. Schowałam się na moment pod pergolą, ale liści coraz mniej, więc i osłona była słaba... A sam ogród... puściutki! :-/ Porozmawiałam z jedną z pań „patrolujących” ogród, o tym jak niewiele osób przychodzi już do ogrodu, nie wspominając nawet o tym, że tradycja zbierania liści czy owoców drzew, czy to przez dzieci na zajęcia w szkole, czy też po prostu z myślą o pięknej dekoracji w domu – już całkiem zanikła. Eh, co za życie...

Jutro zapraszam na październikową edycję książkowego rozdania! :-)