sobota, 5 lipca 2014

705. Wpis sentymentalny

Historia Pracowniczych [obecnie chyba Rodzinnych] Ogródków Działkowych ma pewnie już ponad 100 lat. W Poznaniu takich terenów jest kilkanaście. Ja od dziecka znam teren działkowy nad rzeką Wartą - jeden z ogródków należał bowiem do moich dziadków. Jako dzieciak spędzałam tam lato i wspominam ten czas nad wyraz dobrze :-) Po grubo ponad 30 latach ;-) odwiedziłam tę działkę ponownie i... wydała mi się jakaś taka mikra... No ale ja urosłam, a i sama działka też mocno się zmieniła - jest na przykład mniej drzew owocowych [głównie dlatego, że wbrew zakazowi wielu okolicznych działkowiczów posadziło iglaki, które zwyczajnie „niszczą” inne drzewa. Dla przykładu podam grusze - na całym terenie ROD-u nie ma już ani jednego drzewa gruszy! Wszystkie trzeba było wyciąć, ponieważ zaczęły chorować. Drzew jest też mniej po powodzi sprzed kilkunastu lat - te mniej odporne trzeba było wyciąć, a nie posadzono już tak wielu, jak wcześniej]; nie ma już warzywniaka; nie ma mnóstwa kwiatów typu bratki, margaretki, dalie, konwalie... które zrywaliśmy i zabieraliśmy do domy, by wstawić je do wazonu; nie ma drewnianej kratki, po której wspinała się fasolka szparagowa; nie ma niewielkiej rozgałęzionej wiśni, na którą namiętnie się z siostrą wspinałam ;-D ; nie ma studni ani dołu przysłoniętego metalową płytą, pod którą był bodajże rozgałęźnik wody i... wysoki kopiec mrowiska, w który lubiliśmy z kuzynami wpychać kij, by zobaczyć, jak szybko te małe mrówki się poruszają [wiem, straszne, i zaraz pewnie niejeden miłośnik zwierzątek da mi po głowie, ale cóż... dzieci są ciekawe, wystarczy im coś zabronić, a zaraz polecą sprawdzić, co takiego strasznego się stanie, że rodzice czegoś zakazują ;-) ]. Przy furtce nie ma też obowiązkowego wtedy, za moich czasów, kijaszka, który chwytała pierwsza osoba wchodząca rano na działkę, by torować sobie nim drogę wzdłuż ścieżki pośród wysokich drzew i krzewów, pomiędzy którymi przez noc rozpostarły się milionowe pajęczyny ;-D Nie cierpiałam, i wciąż nie cierpię tej paniki, jaka mnie ogarnia, gdy wejdę wprost w pajęczynę... Pamiętam też kępki fiołków blisko studni, wśród których zawsze było mnóstwo tych długonogich pająków, i jeszcze paprocie za drewnianą wtedy altanką, które rosły w wiecznie tu trwającym cieniu, a wśród których również było mnóstwo pajęczyn i ich domowników krzyżaków ;-) Obok działki, na niewielkim trawiastym placyku, za to stoją wciąż te same metalowe powyginane huśtawki i karuzela, na której szaleliśmy całe dnie ;-) Wciąż też obok tejże polany z huśtawkami stoi drewniany duży parterowy dom - sala weselna, jak ją nazywaliśmy, bo w weekendy tutaj zawsze odbywały się jakieś imprezy przy głośnej muzyce, a niekiedy na placu przed tym domem organizowano zabawy dla dzieci, konkursy typu rzutki z fantami czy wyścigi z pełną wody szklanką, by nie uronić ani kropelki ;-) itp. Były baloniki, plastikowe wiatraczki, wata cukrowa i oranżada w woreczkach... Stare dzieje ;-) A teraz czas tutaj leniwie sobie płynie, po okolicznych alejkach maszerują ospałe koty, pieski zza płotów je oszczekują, a większość tychże płotów wciąż jest malowana w kolorowe trójkątne wzory... Piękne wspomnienia, beztroskie, wesołe. I tym razem również, wszystko, nawet popijana na powietrzu kawka, wydało mi się inne, piękniejsze, smaczniejsze... Ot, wyobraźnia! ;-)

6 komentarzy:

Moje zaczytanie pisze...

Wspomnienia, wspomnienia.
Im jest się starszym tym bardziej nabierają barw i smaku.
Urocza fotorelacja prezentująca klimat tego miejsca.

Gia Stembeck pisze...

Jako dzieciak żyje się chwilą, dlatego wszystko z tamtego okresu wydaje się wyraźniejsze :). Dorośli wiecznie zabiegani, z głową w problemach i sprawach do załatwienia. Już nie interesuje kopiec mrowiska i musująca na języku oranżada... A szkoda, bo o ile piękniejsze życie wtedy było :).

Malineczka74 pisze...

Piękne koty, smakowite porzeczki, urocze róże.
Mam nadzieję, że mój post z danymi do wysyłki dotarł do Ciebie. Serdeczności

kasiaparkview pisze...

Bardzo ciekawe wspomnienia, jakie znajome, głównie ze względu na oranżadę w woreczkach ;). Szkoda bardzo tych drzew owocowych, bo te stare odmiany były niepowtarzalne w smaku...

Coral- inn pisze...

Najlepszy czas ba zdjęcia w ogrodzie, ja zawsze z sentymentem patrzę na kwitnące jabłonie i ich zapach...

Mru-K pisze...

przyjemnie tak powspominać. też dobrze kojarzą mi się działki. jak byłam dzieciakiem chodziłam z babcią na działkę. już zawsze będę to kojarzyć ze zrywaniem czerwonej porzeczki, rabarbarem i agrestem.