sobota, 16 sierpnia 2014

708. W./E. - królewski romans

Różne postery do filmu W./E. [2011] w reżyserii Madonny. Spójrzcie na wersję polską i angielską - z wersji angielskiej zniknął papieros z dłoni króla ;-) Ta poprawność...


Madonnę można lubić bądź nie, słuchać jej muzyki, bądź zdecydowanie i szybko wyłączać radio, gdy któraś z jej piosenek jest nadawana ;-) To samo dotyczy kina – zwykle jej role zbierały wyłącznie głosy na nie, same oceny poniżej zera... :-/ Cóż... ciężko powiedzieć, jaka jest prawda – czy Madonna rzeczywiście jest taka „drewniana” w kinie? Czy wciąż pozuje, a o aktorstwie nie ma pojęcia? Pozostawiam ocenę wam! ;-)

Jest jednak film, który ta artystka [bo tego jej ująć nie można – jest prawdziwą artystką, świetną „show-manką”, piosenkarką i tancerką, aktorką, kobietą łamiącą konwenanse, nie uznającą tabu, niezwykle twórczą i intrygującą...] wyreżyserowała, a nawet napisała do niego scenariusz wraz z Alekiem Keshishianem, swoim przyjacielem od lat [nakręcił Madonna: Truth or Dare, film biograficzny znany u nas pod zmienionym tytułem – W łóżku z Madonną]. Pamiętam, jaki świat był oburzony, że Madonna „znów” reżyseruje, a do tego miała czelność sięgnąć do jakże wstydliwego dla Wielkiej Brytanii, a zwłaszcza dworu królewskiego, fragmentu historii. Obejrzałam ten film ponownie, po trzech latach od premiery, i muszę powiedzieć, że wciąż mi się podoba – i to zarówno historia, jak i sam sposób nakręcenia filmu – bardzo delikatny, powolny, miejscami ckliwy, ale... ciekawy! No i przede wszystkim piękny wizualnie – niezwykłe jest wręcz, z jaką pieczołowitością Madonna zadbała o autentyzm w oddaniu epoki: stroje [projekty: kostiumolog Arianne Philips], biżuteria, wnętrza... wszystko jakby wyjęte z lat 30., ale jednak nie identyczne!

Krótko o treści filmu W./E. - królewski romans: Jest rok 1998, Nowy Jork. Wally Winthrop [w tej roli piękna eteryczna Abbie Cornish; nawet sobie myślę, że ten film jest celebracją jej urody, tak jak Łono powstało tylko po to, by pokazać nam wyjątkowy talent i piękno Evy Green ;-) – ale takie tylko moje przemyślenie], młoda antykwariuszka, zafascynowana jest jednym z największych skandali XX wieku – mezaliansem amerykańskiej dwukrotnej rozwódki, 40-letniej Wallis Simpson [niesamowita, wręcz fenomenalna rola angielskiej aktorki Andrei Risenborough] i króla Edwarda VIII [świetny jak zawsze James d’Arcy], który dla niej właśnie poświęca tron [gdy ani rząd, ani Kościół, rodzina królewska i opinia publiczna nie wyrażali zgody na jego plany poślubienia Wallis, abdykował 10 grudnia 1936 roku, przekazując tron młodszemu bratu – Jerzemu VI Windsorowi, słynącemu z niepłynności mowy]. Owa miłosna historia rozpala wyobraźnię Wally, której małżeństwo nie należy do udanych. Wally dzień po dniu odwiedza wystawę pamiątek po słynnej parze, uczestniczy też w aukcjach, na których sprzedawane są należące do nich przedmioty [Wallis słynęła z rozrzutności, kochała luksus, a szczególnie wytworne stroje i bajecznie piękną i kosztowną biżuterię], z zaskoczeniem jednak odkrywa, że ich losy wcale nie przypominały bajki... Postanawia wyjechać do Paryża, by uprosić magnata Al Fayeda o udostępnienie prywatnej, nie pokazywanej publicznie kolekcji korespondencji pomiędzy parą kochanków.

Opowieść biegnie dwutorowo, niekiedy zazębiając się – kiedy to obie bohaterki się spotykają, obserwują, rozmawiają. Piękna jest też muzyka – Abel Korzeniowski po raz kolejny udowadnia, że jest najprawdziwszym mistrzem klimatu. Polecam waszej uwadze, bo film moim zdaniem niesłusznie jest „zapomniany”. A jeśli ta historia się wam spodoba, wzbudzi zaciekawienie, warto sięgnąć po biografię Wallis Simpson pióra Anne Sebba, pt. Ta kobieta. Wciąż do kupienia ;-) tak samo i film - można dość tanio trafić na aukcjach.

3 komentarze:

Moje zaczytanie pisze...

Interesująco zachęciłaś do obejrzenia filmu, o którym muszę się przyznać nie słyszałam, a nawet nie miałam pojęcia, że Madonna też cokolwiek reżyserowała.
Poszukam filmu z samej ciekawości.

aeljot pisze...

Interesująca recenzja.
Ciekawe jest również to jak różnie wyglądaja plakaty reklamujące film w PL i UK - przeciez oba kraje są w Europie.

nunachopin pisze...

Właściwie nie lubię romantycznych historii, dostaję od nich ataku cukrzycy (ale może po prostu pechowo trafiałam dotąd na przecukrzone filmy). Zaintrygowałaś mnie jednak tą Madonną. Może warto dać jej szansę.